ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha

Daaku Daaku 25.11.2016, 23:25
Piątkowa GROmada #9
3580V

Piątkowa GROmada #9

Rzutem na taśmę, ale jesteśmy!

Dzisiaj Czarny Piątek, czyli taki rodzaj konsumenckiego święta, w którym bardzo łatwo wyrwać jest coś z pogranicza elektroniki w naprawdę niskiej cenie... i jeszcze łatwiej doprowadzić swój portfel do stanu upadłości. Podobnie sprawa będzie się mieć w Cybernetyczny Poniedziałek, podczas którego przecenione zostają zwykle gry video.

Ale między piątkiem a poniedziałkiem jest jeszcze Piątkowa GROmada. W przerwie między sprawdzaniem stanu konta a koczowaniem pod sklepami polecam więc lekturę naszego wpisu, gdzie tym razem bardzo dopisali goście - @Retro-ojciec, @Guile oraz @hienamas podzielili się z nami tytułami gier, z którymi rozpoczną weekend!

AKTUALIZACJA: Otrzymałem właśnie mewą pocztową list w butelce od pewnego reportera z bardzo, bardzo daleka. Redakcja SRAKTa ma swojego wysłannika na Czarnym Lądzie, a tymczasem GROmada doczekała się tekstu, który przebył drogę aż z... A zresztą zobaczcie sami!

 

Roland Ninja

 

W tym tygodniu zostałem zaszczycony zaproszeniem do "Piątkowej GROmady", nie wiem czym sobie zasłużyłem na ten zaszczyt, ale na pewno nie była to moja nieskazitelna opinia na portalu, bo takowej nie mam;-) Po dłuższym zastanowieniu to domyślam się że chodzi o gry w które aktualnie gram, no bo w końcu o tym jest ten blog prawda? Jako że Daaku zauważył że na portalu, oprócz niego oczywiście, jest jeszcze jedna osoba która poznała tak "egzotyczny" tytuł jakim bez wątpienia jest Hyperdimension Neptunia, posunęło go ochoczo do wysłania do mnie zaproszenia, a ja je z przyjemnością przyjąłem. No co? W końcu jest nas dwóch co nie stary? No bo kto inny byłby na tyle szalony żeby grać w takie gry;-P I powiem ci Daak, że od teraz chyba częściej będe  przeglądał te twoje wszystkie "stworki-potworki" z KKW bo powiem ci że się pozytywnie zaskoczyłem Neptunią!

No ale dobra do rzeczy, koniec lizania otworów wszelakich, trza coś sklecić na kolanie i wysłać to w świat, bo nadmienię tak nieskromnie że piszę z kotwicowiska w Hong Kongu, wywiało mnie znowu na kolejny statek i jakoś muszę sobie tutaj zająć czas w wolnej chwili, a co może być lepszego niż "klikanie dla PPE?

 

Hyperdimension Neptunia (PSV, Compile Heart 2014)


Wyobraźcie sobie panowie i panie, no głównie panowie ekhem, że wasze ukochane konsole to tak na prawdę schowane pod postacią plastikowych pudełek, seksowne, długonogie, obficie obdarzone, potrafiące się transformować techno-piękności z innego wymiaru, które są wielbione niczym boginie przez miliony na całej planecie! Tak po namyśli to chyba nie ma co sobie tego wyobrażać no be przecież tak jest w rzeczywistości co nie NERDY?;-P U mnie ostatnio na tapecie taka jedna z seksowną niebieską linią przecinającą jej zgrabne, ostre kształty... co to ja miałem? Zadacie pytanie co ten koleś brał i o czym o tutaj do nasa rozmawia? A no rozprawiam na temat głównych założeń tej "animkowej" produkcji z dalekiego wschodu.

Na pierwszy rzut oka gra może zrazić chyba każdego który dostaje konwulsji na widok tego typu japońskich dziwactw, no bo nie oszukujmy się większość tych gier i podobnych im anime, jest pisane przez że tak powiem, bardzo specyficzne osoby, które poprzez skośne oczy chyba inaczej postrzegają świat. Wooooo zawiało "rasiolem" będzie ban!;-D No ale wśród tego całego napływu gier wszelakich z KKW, można na prawdę wyłapać perełki które mogą się podobać. Hyperdimension: Neptunia w wersji na PSV, z podtytułem Re:Birth 1, którą właśnie ogrywam jest właśnie taką perełką. No a czym się wyróżnia i z czym to się je, służę wyjaśnieniem.

 

Neptunia to całkowicie prześmiewcza opowieść, która w całkowicie ironiczny sposób przedstawia całą naszą ukochaną branżę. Opowiada historię tytułowej fioletowo-włosej Bogini Neptunii znanej też jako Lady Purple Heart, która w trakcie "Wojen Konsol" toczących od tysiącleci świat Gaminustri, zostaje przebiegle pokonana i zrzucona do świata śmiertelników przez jednoczące się panie Vert, Noire i Blanc, tych co francuskiego nie znają podpowiem że to kolory Zielony, Czarny i Biały. Does it ring a bell?;-) Wtajemniczeni już pewnie wyłapali pewną analogię, bo tak się składa że Neptune było nazwą kodową konsoli pewnej japońskiej firmy o niebieskim logo, która nigdy nie ujrzała światła dziennego. Tak więc "Złe Trio" pozbyło się czwartej graczki i podzieliło sobie świat między siebie. Typowym pastiszem tej produkcji jest to że Neptunia budzi się z amnezią w krainie w której dotychczas była bóstwem i zostaje odnaleziona jak że by inaczej, przez seksowną "bufiastą" pielęgniarkę z... tak! Wielką strzykawką! Owa "piguła" oczywiście ofiarowuje swoją pomoc w poszukiwaniu zaginionej tożsamości dziewczyny z gwiazd. Można by powiedzieć że co to za kolejna głupota, o tym samym co sto innych gier, tak z tą różnicą że w tej grze wszystko jest zamierzone, tylko i wyłącznie po to żeby wyśmiać standardy panujące w gaming'u od jakiejś skostaniałej dekady. 

 

Tyle w kwestii nad wyraz oczywistej fabuły, której nie ma co wiecej zdradzać bo by się tylko spojlery posypały. Gameplay'owo jest to typowy jRPG z gatunku Dungeon Crawler'ów, czyli płaska mapka świata z której przeskakujemy pomiędzy stopniowo odblokowującymi się czterema regionami świata. I tak mamy domowy świat Neptunii Planeptune, jest pełna zielonych pastwisk i posępnych zamczysk, konserwatywna kraina o nazwie LeanBox (Tak bo ci to zawsze wychylają się przed szereg, a później jest jak jest;-), potem mamy usłane fabrykami i buchającymi dymem kominami, zanieczyszczone Lastation (Pocisk w krocze Kaza jak się patrzy;-) no i jest zasypane śniegiem, pełne "grzybkowych" domków, bardzo inwazyjne Lowee (Bo tym to na LOW, prawie zawsze uda się ugrać wór złotych "coins'ów";-) Cała narracja odbywa się za pomocą ślicznych, jednak nieco statycznych grafik 2D i tony przewijającego się tekstu. Na mapie świata możemy oczywiście porobić zakupy, pogadać z NPC'ami czy upgrade'ować ekwipunek, w tej kwestii to jest rewelacja związana z wypalaniem kolejnych nośników nadających specjalnych umiejętności naszym bohaterkom czy realizowane swoistych blueprint'ów w celu uzyskania nowego uzbrojenia czy otwarcia nowych lochów. W tej grze kreowanie postaci nabiera nowego znaczenia, gdyż tytuł stawia nas na pozycji niemal że developera. 

Wspomniałem o lochach, więc powinienem rozwinąć ten temat bo jest to kwintesencja całej Neptunii. Gdy po świecie poruszamy się za pomocą kliknięć i pierdnięć, tak w dungeon'ach zaczyna się prawdziwa, pełna rozbłysków, rozpierduchy i krągłych kobiecych atrybutów zabawa na poziomie HYPER! Wchodząc do przysłowiowego lochu, bo trudno nazwać taką np. zieloną polankę lochem, przechodzimy z dwuwymiarowych teł do pełnego, kolorowego, ubarwionego cellshading'iem 3D. Jak to w tego typu tytułach bywa cała zabawa polega nie bezkresnym, niekończącym się farmingu postaci i craftingu nowych popierdółek wypadających z ubijanych w tysiącach potworków różnego rozmiaru i rodzaju. Teraz każdy myśli "Kurde kolejna turówka, w której "non toper" oglądamy te same animacje tłuczenia monstrów, tylko po to żeby posunąć fabułkę do przodu" I nie mylicie, tylko z tą różnicą że tutaj pomiędzy turami dzieję się istny festiwal, pełnej rozbłysków japońskiej rozpierduchy na którą mamy pełny wpływ gdyż system walki opiera się o całkowicie aktywne działania na polu walki. Wszystkie szlagi posyłamy własnoręcznie i łączymi w kolejne combo, które dodatkowo można zakończyć finisherami, do tego każda z postaci posiada umiejętności specjalne odblokowywane wraz level'owaniem, na tym nie koniec! Wszystkie nasze CPU boginki potrafią wchodzić w tryb HDD (tutaj te wszystkie skrótowce znaczą zupełnie coś innego) który jest po prostu transformacją z sexy cycatej lali, w jeszcze bardziej odjechaną, cyber-sexy lalę! Gdyby umiejętności specjalne nie wystarczyły każda postać posiada jeszcze odpalane za pomocą naładowanego paska, umiejętności EXE, czyli swoiste limity po prostu miażdżące wrogów w 100 ciosowych combo o damage za poziomie 100.000! To wciąż mało, to czemu by tych wszystkich fruwających cycków nie sparować? Nie w tym sensie;-P Nasze heroiny zdolne są też do wspólnych ataków EXE, czy to w duecie czy to w trójkącie, nic nie stoi na przeszkodzie, wszystko zależy od współczynnika zażyłości pomiędzy pannami, który wpływa na coraz to mocniejsze odmiany tej psychodelicznej miazgi. 

 

Nie ma co, dla mnie ta gra to na prawdę miłe zaskoczenie, całkowicie sceptycznie nastawiony, drań o kamiennym sercu zmiękł na widok przesłodkich "cycatek";-P Bawię się na prawdę bardzo dobrze, podoba mi się ta cała prześmiewcza pełna parodii fabuła, wszystkie te aluzje do świata rzeczywistego i cały system walki oraz rozwoju postaci który jest po prostu HY... MEGA znaczy się, żeby się nie powtarzać. Mnie osobiście nie podoba się to że mapa świata jest płaska, wolę większą imersję w instytucję podróży w stylu Dragon Quest, Final Fantasy czy obłędnego Bravely Default. Drażni też trochę to ciągłe przewalanie ton tekstu na statycznych art'ach, no ale humor dziewuch i ciągłe aluzje co do walorów niektórych panień, ubarwia tą monotonię. Sceptycy obejdą ten tytuł szerokim łukiem, ci co dadzą szansę bedą się świetnie bawić, a gdy zaczną ubijać takie potworki jak wyglądający niczym PS4 na czterech łapach kotek o nazwie Purr4 (Mruczek4) od razu banan  wskoczy im na oblicza.

 


 

Drugą aktualnie ogrywaną przeze mnie produkcją jest kolejne RPG, tylko tym razem takie prawdziwe huehue;-) To znaczy ogólnie jestem fanem RPG'olców w każdej postaci i z każdego regionu, ale nie ma to jak dobry, klasyczny cRPG z otwartym światem, opowiadający historię dzielnego bohatera, który stawia czoła wszystkim przeciwnościom losu, łamie serca białogłów i mknie dumnie przed siebie w celu zdetronizowania złego pana ciemności. W ostatnich latach obrodziło nam w gry tego typu, jedne mniej lub bardziej mroczne, dziejące się w wielkich otwartych światach vel. Wiedźmin III: Dziki Gon, The Elder Scrolls V: Skyrim, czy w trochę bardziej pociętych jednak nic gorszych vel. seria Dragon Age czy Risen. Jest jednak seria, która jak widać dzięki swoim ojcom zaczyna powoli popadać w zapomnienie. Gra z czasów kiedy marka XBox szczyciła się masą, ale to MASĄ ekskluzywnych gier na swoim sprzęcie, który jako jedyny potrafił uciągnąć iście PC'towe produkcje. Gdy na pierwszym "Zielonym oczku" rządziły takie tuzy gatunku jak The Elder Scrolls III: Morrowind, Knights of The Old Republic czy równie zapomniane Jade Empire, pewien wesoły francuz zapowiedział światu grę która miała zrewolucjonizować gatunek, grę która miała nam dać prawdziwe poczucie bycia w grze! Było to znane, niesławne Fable, które zyskało sobie takie same rzesze wrogów jak i entuzjastów.

 

Fable Anniversary (X360, Lionhead Studios 2014)


Jako że w owy tytuł grałem dawno temu na PC w wersji rozszerzonej, o podtytule The Lost Chapters, nigdy nie miałem okazji ku temu że tą grę przebyć do końca. Po wielu latach, gdy uwielbiany przeze mnie X360 zaczął powoli konać, ustępując miejsca temu opasłemu brzydalowi, ja najwiekszy fan remake'ów i HD reedycji wszelakich, dostałem w swoje spocone łapska odświeżone Fable, które teraz zowie się Fable Anniversary, gdyż gdzieś tam była 10 rocznica powstania tytułu czy jakoś tak, tzn. było to już ponad dwa lata temu;-) Tak się składa że ostatnio jestem na etapie przepraszania 360-tki, bo od kiedy w moim domu pojawił się duet PS4/3DS to bardzo ten sprzęt zaniedbałem i prawie dwa lata na nim nie grałem. Na pierwszy ogień po tej długiej przerwie poszło Gears of War: Judgement, pograłem, poczułem stary klimat, był fun, szybko skończyłem i trzeba było wybrać kolejny tytuł, najlepiej EX, padło na Fable Anniversary które wyłapałem za 25 zł w folii! 

Powiem tak, po ostatnim ponad trzy miesięcznym tułaniu się na pustyni gamingu, na której posucha obradzająca tylko w ciągle takie samie wyschnięte produkcje potrafi zdeprawować, potrzebowałem właśnie takiego, klasycznego, tworzonego z sercem tytułu pełnego staroszkolnych ograniczeń, uświadamiających mnie w tym że gram w GRĘ a nie kolejny oczojebny FILM na 100h! Fable od samego odpalenia po prostu urzeka. Ten niesamowicie wykreowany klimat brytyjskiej baśni nakreślonej równie niesamowitą ścieżką dzwiękową narzucającą skojarzenia z uniwersum Harry'ego Pottera czy takimi klasycznymi produkcjami jak The Bard's Tale , King's Bounty czy TES II: Daggerfall. W tym można się tylko zakochać od samego początku, albo znienawidzić i wyłączyć po 10 minutach. Trzeba dodać że gra jest takim remake'iem jakie lubię najbardziej, czyli wszystko po staremu z nową oprawą graficzną i usprawnionym sterowaniem, tyle i aż tyle! Jak to wychodzi w praniu?

 

A no tak że praktycznie cała gra to stare dobre Fable, które pamiętamy z czasów panowania pierwszego XBoxa tylko wzorem poprzedniego Halo: Combat Evolved Anniversary, oklejone całkowicie nowoczesnymi teksturami, wzbogacone o high-endowe oświetlenie i refleksy oraz usprawnione o dynamiczne sterowanie znane z kolejnych odsłon serii. Złośliwcy narzekali i narzekają że gra oprócz wyżej wymienionych nic nowego nie oferuje i tą nową oprawą też szału nie robi. Fakt że grafika to nie ten sam poziom co np. Fable II, które bogatą roślinnością i specyficznym efektem bloom jeszcze bardziej zbliżyło się do wyśnionej opowieści z marzeń młokosa marzącego o wielkości. To Fable pomimo że wyszło jako trzecie na X360, zdecydowanie wygląda najgorzej, ale nie tak źle żeby na to psioczyć, ot dobra rzemieślnicza, spełniająca swoje zadanie robota, wykonana na Unreal Engine 3 tyle!  Jasne że animacje to poprzednia generacja, że grzebanie w ekwipunku trwa wieki i że w oczy rzuca się pewna toporność, no ale to właśnie jest fajne! Przynajmniej wie człowiek że gra w grę z najlepszych czasów dla gaming'u w ogóle, czasów VI generacji, czasów kiedy to na premierę dostawaliśmy tytuł kompletny z jego zaletami i niedoskonałościami, na które nie zważaliśmy, tylko graliśmy, bo kochaliśmy grać tak po prostu. 

Ta baśniowa opowieść o zwykłym wiejskim chłopku, który w dość standardowy, brutalny sposób dowiaduje się że jest kimś więcej niż myślał dotychczas, nadal ma moc! Praktycznie na całkowitym luzie chłonie się to historyjkę i mknie dalej i dalej w głąb ociekającego kolorami Albionu. Gra w swoim czasie była dość rewolucyjna, bo zawierała bardzo ważny element którego próżno było szukać w innych RPG'ach, mianowicie mieliśmy dość duży wpływ na kreację głównego bohatera, jego zależności z innymi mieszkańcami świata oraz na to jak będziemy postrzegani przez tłuszczę. Gra była pełna wyborów moralnych które popychały nas w kierunku świętości symbolizowanej przez aureolę nad naszą głową, lub całkowitego upadku poprzez który na czole wyrastały nam rogi, a ciało pokrywały demoniczne tatuaże. A propos tatuaży to można było sobie je nakładać kiedy się miało na to ochotę to samo z krztałtem fryzury czy brody, wszystko to wspólnie z dobrymi czy złymi uczynkami wpływało na naszą reputację i atrakcyjność. Oba współczynniki mogliśmy później wykorzystać po to żeby na przykład poderwać lokalne wieśniaczki i stanąć z nimi na ślubnym kobiercu, lub wyżebrać rabaty u lokalnych kupców. Dodatkową pomocą była też cała baza gestów kierowanych do innych NPC, od zwykłego śmiechu przez tańce, puszczanie bąków, straszenie, przepraszanie czy rzucanie "faków" i "bełtów" na lewo i prawo;-P Kolejnym bajerem była możliwość kupienia domu, w którym mieszkało się z żonką, przyozdabiało w trofea z pokonanych monstrów i po prostu spało. Bardzo rozbudowane jak na tytuł sprzed ponad dekady, prawda? To co nie za grało, że aż wszyscy o tym gadali? A no to że to wszystko było opcjonalne i totalnie spłycone. Można było te elementy całkowicie pominąć, a jak już ktoś się w to wszystko bawił to wystarczyło np. natłuc trochę złota, pobajerować laskę przez 5 min, zasypać ją prezentami z lokalnych "markietów" i żona jak się patrzy, bez żadnych emocji, całkowita "mechanika". A chyba nie tak miało być, choć warto docenić takie dodatkowe urozmaicenia prawda? 

 

Jeśli chodzi o czysto RPG'owe zacięcie Fable, to było już dużo ale to dużo lepiej. System rozwoju postaci oraz system walki to moc w swojej prostocie! Tłuczemy robale i "łobdartusów", zbieramy wypadające z nich różnokolorowe orby, wpadamy co jakiś czas do naszych pracodawców z Gildii Bohaterów, w specjalnym miejscu mocy podnosimy statystyki i zakupujemy za określoną ilość orbów, dodatkowe czary i umięjętności tyle. A walka? To czysta dynamiczna kwintesecja pełna uników, roll'ów, parowania, ładowanych i szybkich szlagów oraz jarania zadków czarami obszarowymi lub celowanymi. Nic nie stało też na przeszkodzie w zasadzeniu headshota z łuku czy kuszy. Po prostu czysty fun, szkoda tylko że całkowicie bez jakiegokolwiek wyzwania. W Fable bardzo szybko można stać się bardzo potężnym i praktycznie trudno jest w tej grze umrzeć w jakimkolwiek momencie!? No ale co tam fajnie jest pograć od czasu do czasu w coś bezstresowego, w coś co nie wyzwala agresji i chęci wyswatania pada ze ścianą;-)

Mógłbym o tej grze pisać i pisać bo jestem nią strasznie zafascynowany, tym specyficznym czarnym humorem, klimatem który można ciąć nożem i muzyką dzięki której można się rozmarzyć. No ale niestety chyba jest jakiś limit na tym blogu więc nie będe przesadzał i odbierał miejsca innym, chociaż pewnie już moja "ściana" idzie do podziału na dwa tygodnie;-) Fajnie było, ale "srutu tutu" się skończyło, mam nadzieje że moje rozwleczone jak flaki "Bishopa" z Aliens (takie tam z dupy porównanie;-) wypociny, nastroją czytelników tego raczkującego jeszcze felietonu, do ogrania wymienionych wyżej tytułów i że Daaku da mi jeszcze kiedyś możliwość popisania się dosłownie i w przenośni na łamach tego szmatławca. Tak więc pozdro z dalekiej Azji, grajcie chopy i dziewczyny i nie zwarzajcie na to czy ktoś krytykuje was za to że gracie w kolorowe "fistaszki" o wielkookich dziewuszkach czy symulator glebogryzarki, po prostu grajcie. A ja teraz idę chociaż zachować pozory tego że jestem w robocie;-) Pozdro.

 

Tagi: corpse party Daaku fable anniversary GROmada guile hienamas hyperdimension neptunia katamari forever Killzone 3 osu piąteczek piątek piątunio resident evil 0 retro-ojciec roland ninja yomawari

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +25 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +246 -
Daaku
Ranking: 4 Poziom: 95
PD: 106063
REPUTACJA: 84981