Blog użytkownika NicraM

NicraM NicraM 02.11.2015, 20:18
Dragon Age: Inkwizycja - historia zapadająca w pamięci
827V

Dragon Age: Inkwizycja - historia zapadająca w pamięci

Po blisko 120 godzinach wróciłem z przygody życia. Przygody, w której podbijałem twierdze, plądrowałem ruiny i zabijałem smoki. Przygody, która na długo utkwi mi w głowie, a to wszystko za sprawą najnowszej części serii Dragon Age o podtytule Inkwizycja. 

WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ OD POCZĄTKU, NO PRAWIE WSZYSTKO

Od ostatniej Plagi minęło kilka dobrych lat. W tym czasie zło nie próżnowało i rosło w siłę, w siłę bliskiej Bogu. Wszystko to za sprawą szpetnego gościa z jeszcze bardziej szpetną mordą - Koryfeusza. To wokół niego kręci się wątek główny całej historii. Jednak żeby jegomość nie miał za łatwo na przeciw wyjdziemy mu my - gracze, którzy staną na czele tytułowej Inkwizycji. Po wybraniu rasy, płci oraz specjalizacji ujrzymy coś co przerosło moje najśmielsze wyobrażenia, a mianowicie kreator postaci. Gwarantuję Wam, że czegoś takiego świat jeszcze nie widział, a za sprawą setek możliwych ustawień i korekt facjaty stworzymy bohatera jaki tylko przyjdzie nam do głowy. Od pasztetów po piękne zgrabne panie - proszę bardzo nic nie stoi na przeszkodzie. Po tych kilkunastu minutach spędzonych nad stworzeniem swojego wirtualnego ego w końcu przechodzimy do dania głównego jakim bezwątpienia jest sama rozgrywka i przepiękny otwarty świat.

Już na wejściu Ci, którzy nie wierzyli w umiejętności studia i podważali doniesienia o wielkości produkcji dostają solidnego plaskacza. To za sprawą pierwszego obszaru - Zaziemia, którego kompletna eksploracja zajmuje blisko 10 godzin. To ogromny plus Inkwizycji bo co Wy na to jeśli powiem Wam, że takich obszarów jest około pięciu, a i dodać należy jeszcze kilka mniejszych mapek oraz plansze, na których rozgrywają się misje główne. Warto bowiem dodać, że świat nie jest tak kompletnie otwarty jak to miało miejsce w SKYRIM, tutaj twórcy zdecydowali się pociąć wszystko na wcześniej wspomniane obszary, które są wielkimi arenami różniącymi się od siebie diametralnie. Zaś przeskakiwanie między nimi odbywa się za pomocą mapy 2D. To dobry manewr, który pozwala ogarnąć tę całą wielkość.
 


Stworzenie wypasionej lokacji to na dzień dzisiejszy jednak nic takiego, sztuką jest bowiem ją zapchać tak by gracz się nie zmęczył i miał co robić. I wiecie co dzieło BioWare robi to fenomenalnie. Thedas zachwyca na każdym kroku, a co cztery powoduje opad szczeny. Sceneria urzeka swym pięknem i kolorami, a także oryginalnością. Burze piaskowe na pustyni, sztormy na morzu, czy trupy wychodzące z omglonych mokradeł powodują szczerego banana na twarzy. Nie wspomnę już o ruinach zamków, czy opustoszałych chatach, które mijamy co chwilę przemierzając świat. A gwarantuję, że smaczków jest więcej i to o wiele. Mało tego myśli o wędrówce z jednego punktu do drugiego odłóżcie na kiedy indziej. W tej grze wykonywanie jednego zadania może nas naprowadzić na szereg innych, a to chociażby list znaleziony przy zwłokach jakiegoś poszukiwacza mówi coś o skarbie koło wodospadu. Kilka kilometrów dalej napotykamy się na ruiny, w których odkryjemy potężne runy, czy skrzynki ze skarbami. Znajdzie się też coś dla poszukiwaczy, którzy odnaleźć będą mogli odłamki, czy też tajemnicze Astraria. I pamiętajcie, że ich znalezienie nie jest jak w innych produkcjach zapchajdziurą bowiem tutaj to wszystko ma sens, a gracz jest sprawiedliwie wynagradzany. 

Piesze przemierzanie Thedas zmęczyłoby niejednego bohatera więc całkiem logicznym jest fakt zaimplementowania w grze możliwości podróży na koniu, czy też szybkiej podróży (teleport). Zasiadanie na grzbiecie wierzchowca jest dla tych, którzy nie mają zamiaru opuszczenia chociażby jednego zakamarku mapy i choć jazda jest wykonana całkiem poprawnie to daleko jej do tej znanej z Red Dead Redemption. Drugi sposób podróży jest natomiast dla gości, którzy muszą udać się w tempie błyskawicznym z jednego punktu mapy na drugi, co niestety obfituje w 20 sekundowy ekran ładowania, który został urozmaicony piękną widokówką oraz losowymi wpisami o świecie gry. Oczywiście takie przemierzanie świata jest tylko możliwe po uprzednim znalezieniu obozów po między którymi to możemy się poruszać. Ot wystarczy znaleźć na mapie punkt i rozbić tam namiot. Z takiego punktu przed wyruszeniem w podróż będziemy mogli zmienić członków drużyny, czy też zaopatrzyć w mikstury. A propos mikstur zdaje się, że z ich małą ilością nieco przesadzono - na całą drużynę, a więc czterech typa przypada na początku 8 mikstur leczniczych co skłania do przemyślanych eskapad oraz powrotach do baz wypadowych w celu ponownego zaopatrzenia. 


JESTEŚ PANEM TO WIDAĆ SŁYCHAĆ I CZUĆ

Największym problemem gier RPG, w których wcielamy się w ważnego jegomościa, jest fakt że gracz może nie poczuć się jak król za sprawą kiepskiego wykreowania świata. Nowy Dragon Age przełamuje tą barierę w sposób godny niejednej nagrody. Jako dowódca tytułowej Inkwizycji pozyskujemy agentów, dbamy o dobre relacje z innymi towarzyszami, a także zaopatrzamy naszych żołnierzy w broń i zbroję. I wiecie co tego wszystkiego nie obserwujemy w formie filmików, czy czegoś innego tutaj samodzielnie przechadzamy się po komnatach zamkowych, które z czasem postępów w grze stają się coraz ładniejsze i potężniejsze. Dla wielbicieli Simsów, czy estetów znajdzie się także opcja zmiany wystroju Podniebnej Twierdzy.
 


Jednak najważniejszą kwestią w byciu królem jest możliwość podejmowania ważnych decyzji. I jak na serię przystało już w pierwszych godzinach gry podejmiemy decyzję o tym z kim zawiążemy sojusz, co rzutować będzie na rozwój całej gry. Mało tego w Zamku zasiądziemy na tronie by osądzić pojmanych w czasie naszych wojaży jeńców, skazać ich będziemy mogli na wiele sposobów i wcale to nie musi być własnoręczne ścięcie głowy na oczach mieszkańców naszego królestwa. Zupełną nowością w serii jest także Stół Obrad z taktyczną mapą królestwa Ferelden i imperium Orlais. Tutaj niczym w grze strategicznej zbierzemy dane wywiadowcze od naszych agentów, wyślemy ich na misje w poszukiwaniu cennych surowców, a także weźmiemy udział w wojnach politycznych oraz odblokujemy regiony, które potem zwiedzimy osobiście. 

Mocnym punktem serii zawsze były dialogi z naszymi towarzyszami broni i nie inaczej jest tym razem. W trakcie przechadzek usłyszymy żarcik rzucony przez Varrika, czy historię wygłaszaną przez Kasandrę, która ma zawsze sporo do powiedzenia. Dialogi są zawsze na czasie względem postępu fabuły. Powraca możliwość romansowania, a także zacieśnianie więzi przyjacielskich w tzw. Kręgu. Dla każdej postaci przewidziano masę zadań co tylko pogłębia immersję wiązania się z grupą i naturalnie wydłuża czas gry. Przy tej okazji warto wspomnieć o polskiej lokalizacji, która stoi na wysokim poziomie. Owszem zdarzają się literówki, czy kwestie, w których zwraca się do nas jak do kobiety kiedy to gramy facetem, ale idzie to wybaczyć i puścić mimo uszu ze względu na ogrom tekstów znajdowanych po drodze. A co znajdziemy? Swego rodzaju encyklopedię, w której opisane są lokacje, przyroda, specyfika danego miejsca, a także zwierzęta i nasi przeciwnicy. Taki krok pozwala odnaleźć się graczom, dla których Inkwizycja jest pierwszą częścią serii. Nie wybaczę jednak twórcą małych napisów dialogowych, w górnej części ekranu - trzeba nieźle wysilić wzrok, albo tkwić nosem w telewizorze. 



Wersja na konsole w końcu doczekała się trybu taktycznego z prawdziwego zdarzenia. Akcja staje w miejscu, a my mamy masę czasu na zaplanowanie kolejnych kroków. Możemy wydać rozkaz ataku, czy utrzymania pozycji. Za pomocą spustu przewiniemy walkę do momentu, którego chcemy i sprawdzimy czy wszystko idzie po naszej myśli. Tutaj ukażą nam się także zarówno mocne jak i słabe punkty naszych przeciwników. To wszystko przydaje się zwłaszcza w walce z bossami, czy też ogromnymi smokami, których jest aż 10.

Jednak co by nie mówić o plusach aktywnej pauzy to na niższych poziomach trudności skorzystamy z niej raptownie kilka razy. Ba nawet na koszmarze znajdą się i tacy, dla których będzie to jedynie bajer i ciekawostka. I tutaj Inkwizycja pokazuje swoje drugie oblicze, bowiem nic nie staje na przeszkodzie by objąć taktykę gry niczym w typowe slashery, gdzie trup ściele się gęsto. To jednak nie byłoby możliwe bez dobrej zbroi i oręża, których jest masa.

System rzemiosła z początku wydaje się strasznie toporny, ale po kilku chwilach łapiemy co i jak i przystępujemy do zbierania receptur, a także materiałów. Oba zostały podzielone na cztery kategorie, z czego ta ostatnia jest najwyższa. Do stworzenia przedmiotu wymagane są chociażby materiały lekkie – płótna i ciężkie typu żelazo. Jest ich od groma co daje nam możliwość stworzenia naprawdę oryginalnych itemów. A to nie wszystko bo na przykład w takim łuku, czy mieczu wymieniać możemy rękojeści, ostrza, cięciwy i inne pierdoły, które podnoszą nasze statystyki. Te zaś zostały zobrazowane przez 6 pasków podzielonych na dwie kategorie: Współczynniki podstawowe oraz Obrona. Czy to dobry ruch? Zależy z punktu widzenia. Maniacy cyferek opisujących postać niczym w Diablo III nie znajdą tutaj niczego dla siebie.

Irytować natomiast może kompletnie losowy systemu lootu, a zwłaszcza nagrody za wykonanie długich i ciężkich questów. Po kilku godzinach dłubania przy jednym zadaniu dostaję wypasioną broń nie dla mojej profesji. 

 

MAMY TO, PANOWIE MAMY TO

BioWare zafundowało epicką grę z fabułą godną filmu Holywood. Z klimatyczną ścieżką dźwiękową autorstwa Trevora Morrisa ("Wikingowie"), a także fenomenalnymi efektami graficznymi. W głowie na długo po wyłączeniu gry miałem przed oczyma czary rzucane przez magów - ogniste kule, lodowe ściany, czy pioruny trzaskające z jasnego nieba. Niejednokrotnie szukałem czegoś czego bym mógł się czepić wyłączając upływ czasu i zmieniając kamerę, ale wiecie co - niczego nie znalazłem. Z każdej strony wszystko wygląda tak jak wyglądać powinno na najnowszej generacji konsol. Warto wspomnieć, że wersja na PlayStation 4 posiada ustawienia grafiki gdzieś pomiędzy wysokimi, a ultra z pecetów, a wszystko to w stałych 30 klatkach na sekundę. Nie da się ukryć, że mamy do czynienia z najlepszą i najpiękniejszą grą RPG w historii, o czym świadczy chociażby tytuł Gry Roku 2014. 

Tagi:

Werdykt
Dragon Age: Inkwizycja - historia zapadająca w pamięci
Grałem na: PS4
  • + epicka przygoda
  • + misje poboczne
  • + system craftingu
  • + długość gry
  • + smoki giganty
  • - małe napisy
  • - drobne glitche
  • - dość łatwa (nawet na najwyższym poziomie trudności)
  • - momentami praca kamery
  • - gra gorsza od Wiedźmina
9.0
NicraM
NicraM Takiej gry dawno nie było. Inkwizycja zawiesza poprzeczkę w dziedzinie RPG na jeszcze wyższym poziomie. Poziomie, któremu blisko do ideału.
Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ 0 -
NicraM
Ranking: 4185 Poziom: 25
PD: 2566
REPUTACJA: 118