Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty

Darek Darek 09.12.2019, 12:00
12 films of christmas - Home Alone
206V

12 films of christmas - Home Alone

On the fourth day of Christmas my true love sent to me four calling birds, three French hens, two turtle doves, and a partridge in a pear tree.

Dzisiaj małe opóźnienie, bo musiałem na CITO machnąć jedno tłumaczenie. Ale co tam! Jutro się nadrobi. Porozmawiajmy o filmie, na wspomnienie o którym większość ludzi przewraca oczami, natomiast moje robią się większe - Home Alone.

John Hughes był jednym z najcudowniejszych scenarzystów jakiego nosiło Hollywood. Dał nam świetnie wpisujący się w tamte czasy Klub Winowajców, którego przesłanie jest aktualne nawet i dzisiaj. Najlepszy film o święcie dziękczynienia w historii - Samoloty, Pociągi i Samochody, z Deanem Martinem i Johnem Candym, za którym po prostu nie sposób nie tęsknić. Napisał Wakacje, Szesnaście Świeczek, Wolny Dzień Pana Ferrisa Buellera, mój najbardziej ukochany Witaj, Święty Mikołaju, a w późniejszych latach kilka... dziwnych produkcji, które, być może ze względu na nostalgię, też uwielbiam. Facet miał tak płodne pióro, że to aż niesamowite. Pomysł na Kevina Samego w Domu zrodził się w jego głowie po tym, jak zobaczył jak w jednej scenie Wujaszka Bucka (którego też sam napisał) Macaulay Culkin przesłuchuje opiekunkę przez szparę na listy zamkniętych drzwi. Wystarczyło.

Raz jeszcze wiele przypadkowych rzeczy musiało się wydarzyć, aby film wyszedł tak, a nie inaczej - Reżyser, Chris Columbus miał pierwotnie stać za kamerą wspomnianego już Witaj, Święty Mikołaju, ale nie potrafił znaleźć wspólnego języka z grającym główną rolę Chevy Chasem, więc został przesunięty do innego projektu Hughesa - Kevina właśnie. Zabawnie pierdołowaci złodzieje - Harry i Marv zachowują się dziecinnie, są bardzo ekspresyjni, żwawi i głośni. Wiesz dlaczego? Bo obaj grający ich aktorzy, kolejno Joe Pesci i Daniel Stern, byli przekonani, że film będzie kiepski, więc z pełną premedytacją robili sobie na planie jaja, zachowywali się przesadnie teatralnie i ogólnie postanowili się po prostu dobrze bawić. Nie tylko oni wątpili w sukces obrazu. Grający tatę Kevina John Heard był wręcz zły, że musiał grać w takiej szmirze, za co później oficjalnie przeprosił reżysera w trakcie kręcenia drugiej części.

Na pewno wiesz, że film doczekał się kontynuacji zrobionej metodą "to samo, tylko gdzie indziej" - bardzo popularnej w tamtych latach. Raczej jesteś też świadom, że w 1997 powstała część trzecia, już bez Kevina, w której jedną ze swoich pierwszych ról zagrała Scarlett Johansson, a w jednego z czarnych charakterów wcielił się Polak - Aleksander Krupa. Ale masz pełne prawo nie zdawać sobie sprawy z faktu, że później powstały jeszcze aż dwie części Home Alone. Nie były dobre. Zupełnie nie były. Trzeci film miał w sobie jeszcze choć pół grama uroku (i tak niewiele), ale już te dalsze kontynuacje były zupełnie nietrafione. Pytanie jest więc następujące: Dlaczego pierwsze dwie części serii stały się niezapomnianymi, świątecznymi klasykami, bez których wiele rodzin w Polsce nie wyobraża sobie w ogóle Bożego Narodzenia, a dalsze kontynuacje są już co najwyżej zjadliwe?

Bo to nie są świąteczne filmy.

Cały ciężar kolejnych kontynuacji położony został na kosmicznie nieprawdopodobnych pułapkach, abstrakcyjnie szczegółowych planach i slapstickowych cierpieniach czarnych charakterów. Ale nie Home Alone 1 i 2. Jasne, w obu tych filmach punktem kulminacyjnym jest sekwencja, w której złodzieje dostają srogi wpierdziel od rozkładającego samochodziki na podłodze dzieciaka, ale to, co czyni te filmy magicznymi jest to, co następuje po tym. Kevin, który na początku filmu mówi, że nie znosi swojej rodziny i chciałby żeby zniknęła, cierpi z powodu jej braku. Jest smutny i samotny. Jego mama przejeżdża autostopem przez pół Stanów Zjednoczonych byle tylko czym prędzej znaleźć się obok swojego dziecka. Stary pan Marley za namową Kevina w końcu godzi się z synem i odzyskuje swoją rodzinę. Ostatecznie wszyscy bohaterowie spędzają wspólnie gwiazdkę, bo przecież o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Wiem, powtarzam się, ale co poradzić. Nie traktuj, proszę, świąt jako daty do odhaczenia w kalendarzu. Nie chowaj się w telefonie zaraz po kolacji. Spędź ten czas z rodziną, bo - i tu będę trochę mroczny - nigdy nie wiesz, czy to już nie ostatni raz.

Do jutra!

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +93 -
Darek
Ranking: 57 Poziom: 73
PD: 48668
REPUTACJA: 19729