SKLEP
repip 05.02.2014
Mat Hoffman's Pro BMX
535V

Mat Hoffman's Pro BMX

Impulsem do stworzenia Mat Hoffman’s Pro BMX był niewątpliwe sukces Tony Hawks Skateboarding. Activision widząc spory potencjał i chłonny rynek dla tego typu gier rozszerzyło swoje pole działania o wyczynowe jednoślady.

Mat Hoffman's Pro BMX
  • Platformy:  PSone   DC   GBA 
  • Data premiery - Polska: 25.05.2001
  • Nie
  • od lat 3

Nie zmieniono formuły i głównych założeń przygód Tomka Jastrzębia, a korzystając z faktu, że studio wydaje pod tym samym wydawcą, pożyczono również silnik graficzny o czym informuje nas już sama okładka. MH Pro BMX jest zatem typowym klonem i ostrzegam, że licznych porównań do THPS’a w recenzji zwyczajnie nie dało się uniknąć (a starałem się bardzo!).

„It's so hard to try to be different. And I don't know what it'll add up to be”

Do naszej dyspozycji oddanych zostaje kilku profesjonalistów w tym tytułowy Mat Hoffman, czyli żywa legenda sceny BMX, oraz swojsko brzmiący Joe „Butcher” Kowalski. Przed podejściem do trybu kariery wybieramy również poszczególne części w naszym rowerze, definiując tym sposobem nasze początkowe parametry. Ustawiamy m.in. siłę skoku, balans podczas grindów, czy szybkość. Jak wspomniałem na wstępie, założenia gry są takie same jak w serii THPS. Mamy 2 minuty na to, by wykonać jak najwięcej zadań w obrębie danego poziomu, są też dwa turnieje, gdzie trzeba natrzaskać w ciągu minuty jak najwięcej punktów. Zadania niestety są zawsze te same, znajdź ukryty magazyn, pobij 2 rekordy punktowe, zniszcz 5 określonych elementów i zbierz literki T-R-I-C-K. Szkoda, że nie pokuszono się o coś więcej, zrobiono tutaj wszystko po najmniejszej linii oporu, gdyby nie dość wysokie progi punktowe nie byłoby właściwie co robić, bo elementy „zbieralne” bardzo łatwo namierzyć.

Tutaj dochodzimy do największego mankamentu MH Pro BMX, czyli poziomów. W Tonym mamy duże przestrzenie naszpikowane możliwościami czesania combosów, ukrytymi miejscami i ruchomymi elementami. U Hoffmana jest pod tym względem bardzo nierówno, mamy masę leveli bez pomysłu i polotu, całkowicie płaskich jak park w NY, który jest największą porażką tej gry. Nie wiem czym się kierowano projektując ten level, ale z całą pewnością nie tędy droga. Im dalej w las tym niekoniecznie lepiej. La Habra która z uwagi na to, że  jest ostatnim „zadaniowym” poziomem powinna być dopieszczona co najmniej na miarę San Francisco z pierwszego Tonego. Tymczasem dostajemy wręcz klaustrofobiczną planszę. Pod względem ulokowania ciekawych możliwości łączenia combosów jest ona w sumie ok, ale sam rozmiar poziomu jest skandalicznie mały. Brakuje ukrytych przejść, czy ciekawie schowanych „znajdziek”, wszystko jest podane na tacy i tyczy się to niestety wszystkich leveli.

Chyba nie trzeba przypominać, że wykonywanie trików i łączenie je w comba to esencja tej gry. Mechanika jest (i tu niespodzianka!) przeniesiona z produkcji Neversoft’u. Mamy zestaw trików potrzebnych do akrobacji w powietrzu jak i zjazdów po rurach, krawędziach itp. Dodany został manual, który doszedł również w THPS2, czyli jazda na jednym kole, dzięki któremu możemy łączyć poszczególne triki w jeden, podnosząc mnożnik i punktację. Daje to masę frajdy, wiecznie będziemy szukać odpowiednich kombinacji do zdobycia jak największej liczby punktów. Dzięki niemu mamy właściwie nieograniczone możliwości. Z uwagi na budowę BMX’a (taka jest moja teoria) dano inny moment lądowania z trikiem na rampę/ziemię, musimy chwilę  wcześniej „złożyć” się do lądowania bo inaczej zaliczymy dzwona. Nie możemy zatem „pociągnąć” triku aż do krawędzi rampy, co jest może szczegółem, ale jak się wcześniej miało styczność z innymi tego typu grami to na początku ciężko jest się przestawić i okazuje się, że te ułamki sekundy robią sporą różnice.

Przy omawianiu systemu trików nie sposób nie wspomnieć o masie bugów. Przenikanie obiektów to pikuś, tutaj często zdarza się, że zamiast zjazdu na grindzie BMX się zatrzyma w miejscu i będzie naliczał punkty dalej lub niektóre triki nie zostaną w ogóle zaliczone do punktacji (choć to na szczęście rzadziej się zdarza). Potrafi to doprowadzić do prawdziwej frustracji, gdy akurat będziemy wykonywać bardziej złożone combo. Nie ma nic gorszego jak spartaczony łańcuszek i to jeszcze nie z naszej winy! Za przejście gry w tych spartańskich warunkach otrzymujemy bonusy, dzięki którym możemy pośmigać na BMX’ie Tonym Hawkiem, czy… babcią :), są też 2 levele z THPS’a (tak…) za wiele tego nie ma.

„One thing bout music, when it hit you feel no pain. White folks say it controls your brain”

O grafice nie ma właściwie co pisać, jest przyzwoita i tyle. Co innego soundtrack, który jest największą zaletą tej gry. Na szczęście genialny dobór kapel do OST również zapożyczono z serii THPS. Muzyka w tego typu grach jest specyficzna, akompaniują nam licencjonowane kawałki kapel rockowo-punkowych i rapowych z naciskiem na oldschoolową nutę z epoki Public Enemy, czy N.W.A. Jest więc dynamicznie i jak to drzewiej mówiono „młodzieżowo”. Klimat wszelakich zawodów spod znaku X-Games wylewa się z ekranu, często nie kończy się rundy tylko po to by trochę dłużej posłuchać danego kawałka. Osobiście najbardziej zniszczył mi system Static X and Dead Prez – Hip Hop, Apocalypse Hoboken – Congested, 20 Minute Crash - The CFB Song  oraz OutKast - B.O.B . Do dziś odpalam cały OST za pomocą youtube i Wam polecam to samo. Jeśli choć jedna ścieżka dźwiękowa z tego typu gier Wam się podobała, to tutaj również będziecie zadowoleni.

Po całej grze niestety widać, że była sklecana przez 2 studia. Wygląda na to, że jedni chcieli arcade i zapożyczali z THPS’a co się da, a drudzy próbowali stworzyć symulację (stąd chyba te płaskie levele i nudne turnieje). W efekcie końcowym dając nam nierówny tytuł, który nie jest ani symulacją, ani konkretną arcade’ówką. To trochę tak jakby twórcy serii Burnout nagle wycieli ładowanie paska turbo, by pójść trochę w symulację, pasowało by to Tobie? Mi też nie…

Pomimo wielu wad i niedociągnięć gra zdołała mnie wciągnąć na dłużej i zachęcić do przejścia na 100% więcej niż jednym zawodnikiem. Duża tutaj zasługa dwóch najjaśniejszych punktów MH Pro BMX, czyli genialnego OST i dobrego, sprawdzonego systemu wykonywania tricków. Graczom chcącym sprawdzić ten gatunek polecam pierwsze części sygnowane nazwiskiem Tonego lub Aggressive Inline, fani BMX’ów podobno wolą gry od Dave’a Mirra, a dla tych którzy już to ograli jest seria SSX. Gdzie jest zatem miejsce dla Mata? Szczerze mówiąc dziś jest to tytuł tylko dla starych maniaków tego wymierającego gatunku do których sam się zaliczam.

Opublikowano również na retronagazie.eu.

Tagi: BMX Mat Hoffman MH PRO BMX psx recenzje psx

Werdykt
  • + OST!
  • + mimo wszystko grywalność
  • - sporo bugów
  • - połowa leveli do kasacji
  • - monotonne zadania
repip
repip Dziś tylko gra-ciekawostka dla fanów z genialnym soundtrackiem
Oceń recenzję
+ +6 -

Miesięcznik PSX Extreme