Długo się zabierałem do tej recenzji. Pewnie, to MMO, trzeba było czasu, ale niemal miesiąc bety pokazał już niemal wszystko, a premiera pełnej wersji sprzed tygodnia wprowadziła zmiany nie do końca w tych elementach, które tego potrzebowały. Każdego dnia dostrzegałem coraz więcej nawiązań do materiału źródłowego, ale też coraz wyraźniej widziałem brak pomysłów na rozgrywkę. Wciąż jest to niezły hack’n’slash dla samotnika, ale dość mierna produkcja jako sieciowy „grinder”. Najpierw musicie jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tu szukacie.

Najjaśniejszym punktem Marvel Heroes Omega jest komiksowa otoczka gry. To, że znajdziemy tu znane lokacje, nazwiska NPC-ów czy przeciwników i bossów – to jeszcze nic wielkiego. Serce każdego fana Marvela mocniej zabije na widok 38 grywalnych bohaterów z odmiennymi umiejętnościami, stylami walki i alternatywnymi kostiumami. Przy takiej liczbie wręcz niemożliwym jest stworzenie zupełnie różnych od siebie postaci. A jednak – niektóre ataki mogą wyglądać podobnie, ale łączą się z rozmaitymi skillami i talentami (które zresztą potrafią zmienić styl walki o 180 stopni!). Nawet pula „many” ma wiele odmian – np. Hulk musi być wkurzony, by zadawać maksymalne obrażenia, a Blade potrzebuje stałego napływu krwi. No i docinki postaci, które nawiązują do komiksowych wydarzeń! Istnieje mała szansa, że wydacie parę stówek i przetestujecie chociaż połowę z dostępnych tu bohaterów, ale gdybyście chcieli to zrobić – nie obawiajcie się ataku klonów o różnym wyglądzie.

No właśnie – „parę stówek”. Gra jest darmowa i na start dostajemy jedynie Daredevila oraz jedną z tańszych postaci do wyboru po ukończeniu samouczka. Następnych herosów da się kupować poprzez walutę Eternity Splinters (wypadają co jakiś czas z przeciwników) lub za prawdziwe pieniądze, przy czym koszt ustalono według popularności danej postaci. Najtańsze (Nova, Black Widow) to wydatek rzędu 20 zł, większość postaci (Captain America, Punisher) wyrwiemy za 3 dyszki, a najpopularniejsi i najdrożsi herosi (Thor, Iron Man) chodzą za ~50 zł – przy czym są rozmaite oferty na tańsze zestawy kilku postaci naraz.

Wydawanie prawdziwych pieniędzy w darmowych grach zawsze jest kontrowersyjnym tematem, ale podczas zabawy i tak zdobywamy walutę do kupowania nowych bohaterów, a zresztą każdego możemy wypróbować aż do 10. poziomu doświadczenia, więc nie dokonujemy zakupu w ciemno. Oprócz tego, złotówkami możemy także zapłacić za zwiększenie pojemności ekwipunku i skrzyni z przedmiotami oraz czasowy wzrost zdobywanej waluty czy doświadczenia. Słowem – pomniejsze udogodnienia. Ostatnią rzeczą są skrzynie z losowymi rzeczami i od premiery pełnej wersji tylko tam znajdziemy kostiumy alternatywne. Co więcej, zostały naprawione i na 10 testowanych skrzynek, zdobyłem 2 kostiumy i walutę na jeden dodatkowy (a nie jak w becie, gdzie ledwo co z nich wypadało). Co parę miesięcy skiny te będą się zmieniać, a każdorazowo po wbiciu 60. poziomu (i nie tylko) dostajemy taką skrzynkę w gratisie. Nie jest to więc atrakcja wyłącznie dla tych płacących.

Połowa recenzji, a ja wciąż skupiam się na komiksowej otoczce zamiast rozgrywki właściwej. Dlaczego? Bo Marvel Heroes Omega to właśnie uczta dla fanów komiksów i filmów z bohaterami Marvela – niewiele więcej. Możliwość zagrania swoją ulubioną postacią i stroje z ulubionych serii (jak chociażby Spider-Gwen czy kostium z nowego filmu z Pajęczakiem) mają ściągnąć na siebie całą uwagę i robią to dobrze. Bez tego zostalibyśmy z „tylko” niezłym hack’n’slashem, który nie do końca wpasowuje się w założenia MMO.

Przy okazji tekstu o becie, zachwycałem się nad różnorodnością stylów gry każda z postaci. Owszem, to wciąż działa, ale im więcej herosów na maksymalnym poziomie, tym mniej chciało mi się grać. Endgame zawodzi na całej linii, nie dostarczając niemal niczego specjalnego. Danger Roomy z modyfikatorami zabawy są niemożliwie przeciągane potrzebą wybicia wszystkich przeciwników (a i tak nagrody są mierne), Próby pozwalające na zwiększenie poziomu trudności to ciągle to samo wyzwanie z pokonywaniem kilkudziesięciu przeciwników na czas, a na Miejskich Patrolach, gdzie gracze walczą z mięsem armatnim i grupami bossów, obszarowe ataki innych postaci mocno obniżają liczbę klatek (nawet na PS4 Pro!). Do tego bezużyteczny crafting i Operacje, które stanowią jedyną prawdziwą atrakcje, wyznaczając nam proste cele na mapach. Tak więc szukamy coraz lepszych przedmiotów i rozwijamy artefakty (które i tak wypadają tragicznie rzadko). Ew. można prestiżować postać, wracając do 1. poziomu. Po co? Jest za to trofeum, ale poza małym obrazkiem koło nicka postaci i losowym boostem jako nagrodą, jest to zupełnie bezużyteczna funkcja.

Jak na MMO, Marvel Heroes Omega wyjątkowo zniechęca do grania w drużynie. Po pierwsze – lokalny co-op korzysta wyłącznie z postaci na koncie gracza nr 1, a i tak nie można się od siebie oddalać. Przy wspólnym wykonywaniu misji fabularnych przez Sieć, gra potrafi nie zaliczyć jednemu członkowi drużyny jakiegoś zadania, co może przysporzyć kłopotów (i np. głupio czekamy na odrodzenie się bossa). Większa grupa bohaterów to więcej animacji ataków, których nie da się wyłączyć – także przygotujcie się na lagi. Słowem – jak grać, to samemu. Dopiero wtedy dostajemy fajny zabijacz czasu, który może Was zająć podczas oglądania serialu czy słuchania podcastu.

Ciężko było mi napisać tę recenzję, bo stan z bety prawie się nie zmienił, a nie chciałem powtarzać ostatniego tekstu. Deweloper praktycznie nie słucha krytyki graczy, nie potrafi zaprojektować endgame’u i niespecjalnie zachęca do grania w kooperacji. Stworzył jednak solidną bazę 38 znanych postaci (więcej w drodze), z których każda może pochwalić się oryginalnym zestawem umiejętności. Kupić kilku bohaterów, pograć samemu do momentu wbicia maksymalnego poziomu i odłożyć – w takiej formie mógłbym Marvel Heroes Omega polecić każdemu fanowi komiksów i MCU. Próbowanie co-opa czy zabawy endgame’owej pozostawi tylko niesmak. Brakuje tu dopracowania gry w drużynie, przemyślanych „raidów” czy chociażby nagród za codzienne logowanie się. Jeśli po czterech latach pracowania nad pecetową wersją oddają nam coś takiego, nie wróże sukcesu na konsolach.

Gra recenzowana była na PS4 Pro