Roger Żochowski Roger Żochowski 21.03.2020
Hyde Park: W co gracie podczas pandemii?
1121V

Hyde Park: W co gracie podczas pandemii?

Obecna sytuacja na świecie sprawiła, że chcąc nie chcąc większość z nas ma teraz więcej czasu na granie i nadrabianie zaległości growych. A jakie Wam udało się ograć tytuły podczas wprowadzonej pandemii koronawirusa? 

Roger: Home office dla jednych oznacza bezstresową pracę w domu, w piżamie i ciepłą kawką. U mnie tak kolorowo nie jest, bo muszę się zabunkrować w pokoju unikając dwójki szalejących brzdąców. Żartuję nawet z partnerką, że prędzej dwa tygodnie w domu z dzieciakami, które nie chodzą do żłobka, wykończą nas niż jakaś pandemia.  

W sumie nie mam więc okazji, by więcej pograć, bo choć eventy zostały odwołane wiele firm z branży growej dalej pracuje tyle, że właśnie za pośrednictwem home office. Za to jest trochę więcej czasu na pisanie do PPE, więc w końcu mogę zwiększyć swoją aktywność na serwisie. 

W ostatnich dniach pograłem przede wszystkim w Pathologic 2 (wkrótce recenzja na serwisie), składankę Kunio-kuna (nie idzie w to uwierzyć, ale Hokej i Goal 3 wciąż mają tę magię) i przymierzam się do Infliction: Extended Cut i Moons of Madness. Ale to i tak przecież tylko rozgrzewka przed Resident Evil 3 i Final Fantasy VII. Zaraz, zaraz czy to na pewno 2020 rok? :) 


Alexy78: To jest niesamowite. Pełniąc „Home Office” wydawałoby się, że ma się naprawdę wiele możliwości by siedzieć przed ekranem i grać we wszystko, z zaległościami włącznie. Niestety, rzeczywistość pokazuje odmienne oblicze. Po pierwsze stres dotyczący zdrowia najbliższych – jednak jest, nawet jeśli werbalnie bym temu zaprzeczał, a po drugie dramat w polskiej gospodarce mający bezpośrednie przełożenie na moje życie zawodowe. Betonowe kółko ratunkowe rządu w ogóle nie pomaga sytuacji, a wręcz pokazuje, że średnie i małe firmy mają iść do piachu. Niemcy, Francja, Węgry wiedzieli, jak to zrobić – a u nas? … Ale ja nie o tym miałem pisać. Niemniej z tego właśnie wynika mój zapał do grania, a w zasadzie jego brak. Na początku jeszcze wieczorami siadałem, potem coś rana także i grałem dzielnie – w „Kingdome Come Deliverance”, następnie… już minęły 2 dni, a ja sprzętu do grania nie odpaliłem. Może dziś. Samo KCD jest świetną grą, która bardzo mnie zaskoczyła, a w którą nigdy bym nie zagrał, gdyby nie fakt, że zechciałem ją sprawdzić w „uczciwej cenie” za zero złotych na Epicu. Jak siadłem, tak przepadłem.

Może nie od pierwszych minut, ale po kilku godzinach byłem zachwycony. Fabularnie, graficznie, dialogami i przede wszystkim wykreowanym światem i uczciwym podejściem autorów do gracza. Świetnie zrealizowany model rozwoju postaci daje także dużo satysfakcji. Polecam. Koledzy moi za to mocno wciągnęli się w Digital Combat Simulator i czytam, jak walczą i robią postępy, ja zaś – mi po prostu brakuje energii by się w świecie myśliwców zanurzyć. Miałem pewną przerwę i zwyczajnie mam obawy, że dużo zapomniałem i tematu nie ogarnę, a we wspomnieniach przecież brałem już udział w szeregu poważnych misji „Hard Role-Play”, gdzie asem nie byłem, ale wstydu eskadrze też nie przynosiłem. Pandemia – nieco sztucznie wywołana wg mnie panika z nią związana, na pewno nas jeszcze jednak w domach przytrzyma – co całkowicie popieram, bo to, póki co jedyny sposób obrony przed świństwem. Wierzę, że uda mi się przestawić na ten czas na tyle skutecznie i z poukładanym cyklem dnia, że i czas na granie znajdę. Chcę dokończyć Kingdome Come, a następnie wskoczyć we wciąż nowego mojego F16, lub wielozadaniowego F18. Zobaczymy, czas pokaże – bo jak tak dalej pójdzie, to nie będę miał za co za prąd zapłacić. Zostańcie w domu, nawet z rodzinami się nie spotykajcie – osoby rozsiewające chorobę nie są tego świadome, robimy to dla siebie, ale przede wszystkim dla osób starszych. Nie popełnijmy błędu jak w Italii, damy radę. Pozdrawiam!


Wojtek: Pandemia to dobry moment na przypomnienie sobie kilku produkcji. Przygotowując się na Final Fantasy VII Remake i The Last of Us 2 miałem okazję ostatnio włączyć na PlayStation klasycznego FFVII i odświeżyłem sobie także TLOU na PlayStation 4. Dwie kapitalne historie, które już wkrótce zostaną rozbudowane – nadal jestem ciekaw, jak wiele Square Enix dodało do opowieści Clouda oraz jak Naughty Dog mocno zaszalało pokazując zdegradowany przez zarazę świat. Piszę tę wiadomość jeszcze przed ogłoszeniem informacji przez Square Enix dotyczącej problemów z dystrybucją pudełkowej wersji FFVII Remake i obawiam się, że Naughty Dog może zmierzyć się z tym samym problemem. W kolejnych miesiącach zdobycie pudełka oczekiwanej gry może być luksusem – nie mówiąc już nawet o kolekcjonerkach. Tak to za wiele w czasie pandemii się u mnie nie zmieniło – nadal nie wychodzę za często, gram kiedy mogę... I staram się przetrwać z dwoma dzieciakami. Nie jest łatwo.


Mateusz: Już od dawna polowałem na najnowszą grę studia Dontnood Entertainment - Vampyra. Akurat tak się złożyło, że w czasie pandemii gram w grę, w której fabuła obraca się wokół epidemii słynnej hiszpanki. No cóż, tak wyszło... :D. A powracając do samej gry - trudno mi się od niej oderwać. Francuski zespół przygotował produkcję, w której klimat wylewa się z ekranu. Już na samym początku przygody poczułem chęć niesienia pomocy ludziom, którzy muszą walczyć z hiszpanką - problem leży w tym, że nasz główny bohater to wampir, którego głównym posiłkiem to krew - często musimy podjąć trudne decyzje, które będą miały w późniejszym etapie rozgrywki nieodwracalne skutki. Twórcy umożliwi graczom wysysanie krwi z mieszkańców, dzięki czemu dużo szybciej i łatwiej możemy nabyć strasznie potrzebne doświadczenie - jak na razie mój Jonathan Reid hamuje swój popyt i mam nadzieję, że uda mi się ukończyć grę bez zabijania mieszkańców, którzy, muszę przyznać, są bardzo ciekawie wykreowani. Jedynie do czego mogę się przyczepić to dosyć średnia optymalizacja i crashe - przez 10 godzin zabawy gra wyrzuciła mnie do ekranu startowego trzy razy. Jeśli więc nie macie w co grać podczas pandemii - rzućcie okiem na Vampyra - gra jest warta swojej obecnej ceny (60 zł). A jeśli macie wykupioną subskrypcję Xbox Game Pass, możecie zagrać w niego do 31 marca, dnia, w którym Vampyr wyleci z usługi Microsoftu. 


Drunkparis: Mając obecnie nieco więcej czasu niż zwykle, nie ukrywam, że dużą jego część poświęcam właśnie ogrywaniu gier, które z racji ich długości zajmują naprawdę spory kawałek poświęconego im czasu. Dokładnie na czas pandemii zaopatrzyłem się w Final Fantasy XV oraz Red Dead Redemption 2. Oba tytuły już odpalone i sprawdzone w formie zapoznania się z mechaniką. O ile obawiałem się nowej częsci FFXV, to muszę jednak stwierdzić, że gra naprawdę wciąga, tak jak opisywali to gracze na PPE. Ekipa wydaje się spoko, choć niektóre dialogi są strasznie słabiutkie i może dlatego, że samo udźwiękowienie, głosy postaci nie są z najwyższej półki, ale da się to bez problemu przeżyć. Nadrabia jak zawsze część fabularna, która tak na dobrą sprawę jest dość zgrabnie pokręcona i bez znajomości filmu oraz anime ciężko jest się połapać, o co kaman. System walki kompletnie zmieniony w porównaniu do FF, w które jeszcze kiedyś ogrywałem i, mimo że sam uwielbiam turówki i mechanikę walki w VII, VIII, czy IX była według mnie idealna. Tutaj jest w mojej opinii dużo łatwiej i nawet chyba za łatwo. Martwi słabo wykorzystany element magii, bo zawsze lubiłem bawić się czarami. Zasadniczo gra mi się podoba i po tych kilku spędzonych godzinach w świcie Noctisa przyznaję, że będę szczegółowo ogrywał ten tytuł.

O przygodach Arthura napisano już chyba wszystko i sam nic nowego nie wymyślę, ale fakt, że sam nigdy nie lubiłem klimatów westernowych, tak gra naprawdę mi siadła i wkręcam się coraz bardziej. Udźwiękowienie miażdży i jest znacznie lepsze niż w wyżej opisywanej grze, ale bądź co bądź to trochę inny kaliber. Nie będę się zbytnio rozpisywał, bo właściwie zaczynam stawiać tutaj pierwsze kroki, ale już wiem, że ta gra pochłonie mnie jak kiedyś piąta część GTA.

Tagi: hyde park