SKLEP
Paweł Perez Myśliwiec Paweł Perez Myśliwiec 19.08.2017
Hyde Park: Ile masz calaków/platyn?
998V

Hyde Park: Ile masz calaków/platyn?

Jeżeli ktoś ma wrażenie, że dzisiejsze pytanie już było, to... ma rację. 5 lat temu pytaliśmy o to samo, ale że w tym czasie wyszło "kilka" gier, to i okazji do poprawienia swojego dorobku nie brakowało. Lub wręcz odwrotnie - niektórzy może wciąż czekają na pierwszego calaka/platynę lub nadal tematem się nie zainteresowali. A jak jest w Waszym przypadku? Pochwalcie się liczbami. Dziękujemy za komentarze, życząc udanego weekendu. 

Perez: Po lekturze hyde parku Alexy’ego uświadomiłem sobie (po raz kolejny zresztą), że nudne życie wcale nie musi być złe. Nudne w sensie braku takich „atrakcji”, których wolelibyśmy nie doświadczać. A niestety o takich głównie słucham na około – ktoś stracił prace, kumplowi ukradli rower, na Fejsie miga kolejny wpis znajomego, który prosi o wsparcie dla siostry/brata/wujka, bo się jakieś choróbsko przyczepiło. A u mnie na teraz największe zmartwienie, to konieczność wymiany łożyska w aucie, bo huczy, jakbym samolotem startował. Tak że, odpukać, ta moja „nuda” mi odpowiada. 

Przedłużony weekend rodzinnie – młodsza miała 1. urodziny, gdy świętowania nie było, to trochę dłubania przy aucie, gdzieś po drodze grill, a że pogoda dopisała, to była okazja do podładowania akumulatorów, bo przed nami (w sensie redakcji) gamescom. Targi to zawsze sporo roboty zarówno na portalu, jak i w magazynie. W PE tak sobie to wszystko poukładaliśmy, żeby mieć świeżutkie teksty wprost z targów, ale wiadomo – równa się to kilkudniowej nasiadówie w redakcji i spinaniu wszystkiego z Rogerem, który będzie się byczył (chociaż oczywiście utrzymuje, że na targach zapracowany jest jak nigdy) w Kolonii. 

Pytanie tygodnia: Nie mam calaków, nie mam platyn, dobrze mi z tym, chociaż nie ukrywam, że jak ktoś czasami się chwali, ile ma platyn w kolekcji, to leciutka nuta zazdrości się pojawi, ba, czasami nawet na chwilę mnie to mobilizuje, ale tylko na chwilę :). Potem, gdy przy okazji jakiejś gry przejrzę listę trofeów, to mi się odechciewa platynowania, gdy okazuje się, że trzeba dany tytuł przejść 3 razy albo zabić 50 wrogów z 8 różnych broni w pozycji leżącej. 


Alexy78: Życie uczy. Np. tego, że jeśli myślisz, że jest źle, to się mylisz. Może być dużo gorzej. Jeśli problemy Cię przytłaczają, to może się okazać, że szanowne życie udowodni, że to co miałeś na plecach, to pyłek, a prawdziwy ciężar dopiero Cię dopadnie. I wówczas zobaczysz jeszcze inne ciężary. Jeśli je dźwigniesz, nigdy pierwszym pyłkiem się już martwić nie będziesz. W imię zasady „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Bez wchodzenia w szczegóły spotkałem teraz taką sytuację i wciąż jestem na etapie udowadniania sobie, że trzeba się cieszyć z tego, co się ma, nawet jeśli są to niemałe problemy – oczy mi się otworzyły i bardziej uświadomiłem sobie, odczułem wręcz, że może być zawsze gorzej, dużo gorzej.

Cieszmy się z tego, jak się nam żyje, bo często nie mamy świadomości, jak wiele niedobrych rzeczy może się jeszcze wydarzyć, nawet za 5 minut. Na szczęście nie jest to regułą.  Co jeszcze ciekawsze, w trudniejszych chwilach człowiek może nabrać optymizmu i energii – nie wiem, jak to działa do końca, ale stal hartuje się w ogniu i chyba o to chodzi. Na ile ja się zahartuję, to się przekonam, ale jedno jest pewne – całe życie to różne próby, czasem ognia, czasem lodu, a my jesteśmy stworzeni, by im podołać. Wszystkim dużo sił i uzasadnionego optymizmu życzę.

Pytanie tygodnia: Nie zbieram trofeów, nie dla nich gram. Nie wiem, co posiadam w tym zakresie. Czasem coś wpadnie, to myślę: „miło!”, ale 3 minuty później, a może wcześniej, już o tym zapominam. Nie mam ambicji tak ukierunkowanej, by maksować tytuł. Rozumiem osoby to robiące, ale moje podejście do gier jest całkowicie konsumenckie i roszczeniowe – to nie dla gry siedzę przy konsoli, ale gra dla mnie jest uruchamiana i jeśli nie mam ochoty sobie nic sam udowadniać, to nie widzę opcji, by próbować sił bez zbroi na poziomie ultrahard pokonać 10 przeciwników w 2 sekundy z użyciem miotły. Ktoś lubi i może z tego czerpać zabawę, ja wolę w tym czasie już kolejną krainę poznawać, wątek fabularny czy po prostu odłożyć grę. A co wtedy, gdy wybieram inną platformę do zagrania w daną pozycję? Bo mi by się „achiki” nie załadowały? Czy to przypadkiem nie jeden z motywów, by graczy dłużej zachować i by nowe gry na danym systemie ogrywali? To inny temat jednak. Czym innym jest też walka z kolegą graczem, walka na czas w Driveclubie, gdzie tysięczne sekundy decydują o honorze (nieco przejaskrawiając). Tutaj mogę coś maksować, ale to co innego i po 3h próby pobicia czasu na tym samym okrążeniu (pozdrawiam Mike81) potrafię poczuć satysfakcję większą, niż da jakikolwiek pucharek, wyświetlający się w rogu TV. Po prostu każdy gra jak lubi, a pucharki stworzono dla konkretnego grona osób w celu przytrzymania ich przed TV/jakiejś rywalizacji bądź chwalenia się, ale nie dla mnie. Ot, tyle.


Rayos: Mamy już co prawda połowę sierpnia, ale chciałbym krzyknąć „Wakacje, nareszcie!”. W końcu udaje się na (nie)zasłużony, tygodniowy urlop, odpocząć od zgiełku miasta, wysokich temperatur, internetu i przede wszystkim pracy. A przynajmniej teoretycznie, bo jadę do głośnego miasta, gdzie temperatury są większe niż tutaj, internet będzie przeglądany aż światłowody będą dymiły, a w ramach pracy biorę ze sobą Switcha, na którym będę ogrywał gierki, które mam nadzieję kiedyś zrecenzować w materiale wideo. Ale przynajmniej ocean zobaczę! 

Z jednej strony niby urlop, a z drugiej problemy zdrowotne. Ciągle dolega kolano, kostka, przytyło mi się niewyobrażalnie dużo przez ostatnie 2 lata i to też widać, słychać i czuć. Ba, nawet pisząc ten wpis, mam na sobie założony Holter EKG i wyglądam jak jakiś cyborg na przeglądzie. Mam nadzieję, że na wyjeździe nie kopnę w kalendarz ;). Ostatnio za to prawie wyciągnąłem kopyta podczas weekendowego wypadku do Zakopca. Ze znajomymi postanowiliśmy luźno sobie pochodzić, więc pojechaliśmy do Kuźnic i stamtąd dziarskim krokiem na Halę Gąsienicową, odbić na Czarny Staw Gąsienicowy i z powrotem prosto na Kasprowy Wierch. Czy wspominałem, że się roztyłem, rozleniwiłem? Żeby nie było – na Kasprowy wszedłem, dumny jak cholera. Za to na wieść o schodzeniu ze szczytu inną drogą zareagowałem, cytując (mniej więcej…) „Motyla noga, chyba oszaleliście, sugerując, żebym w te pędy zszedł z tej urokliwej góry”. Tak więc z Kasprowego z poczuciem przegranej zjechałem horrendalnie drogą kolejką i czekałem półtorej godziny aż reszta ze szczytu zejdzie. Niczego nie żałuję. Żałuję natomiast, że drugiego dnia w połowie drogi na Giewont odpadłem i czekałem 3 godziny na resztę w schronisku. No ale co zrobić? Ćwiczę, staram się coś zrzucić, ale efekty słabe. Chyba muszę się bardziej starać.

W wakacje, jak co roku zresztą, planowałem przejść TYYYYLE gier i nadrobić jeszcze więcej zaległości. Wyszło jak zawsze, czasu na granie prawie zero, a jak już mogłem siąść to albo ścigałem się w Mario Kart 8 Deluxe, albo lałem farbą na prawo i lewo w Splatoon 2. No, ewentualnie ogrywałem gierki do recenzji (nie, żebym narzekał, nie bij, Roger!), a backlog radośnie rósł nadal. Pomnijcie jednak moje słowa, do końca wakacji (czyli końca września dla mnie) skończę to, co sobie zaplanowałem na całe wakacje! Albo umrę, próbując. 

Pytanie tygodnia: Calaków? Chyba żadnego, bo do ekosystemu Xbox dotarłem już pod koniec żywota X360, a na X1 chyba żadnego nie nabijałem. No, poza trzecim Wiedźminem, mam calaki w obu DLC i w podstawce muszę przejść grę jeszcze raz i będzie calak. Liczy się? A, no, dobra, mam jeszcze po calaku w Forza Horizon 2 Fast & Furious (na X360 i X1) i w Valian Hearts. 

Platyn za to, no trochę mam. 24 dokładnie rzecz biorąc. Z których jestem bardziej dumny niż w innych? Hotline Miami było dość wymagające. Rayman Legends nie tyle trudny, co nużący z robieniem codziennie wyzwań, by w końcu dobić do wymaganego poziomu czaderskości. Może Demon’s Souls? Tym chyba można się pochwalić :). 


Senix: Dawno mnie tu nie było, ale różne sprawy osobiste uniemożliwiały mi pojawianie się w Hyde Parku. Ale w tym tygodniu udało się i jestem. Tydzień temu wybrałem się na NiuCon 8 jako przedstawicie PPE.pl oraz jeden z trójki okrutnych jurorów w konkursie cosplayowym. Sam konwent uznam za udany od strony organizacyjnej – ludzie odpowiedzialni za niego wykonali kawał świetnej roboty, aby to wszystko zorganizować – ode mnie wielkie pochwały. Szkoda, że jednak na takich konwentach pojawiają się osoby, które jeszcze nie dorosły do uczestnictwa w różnych imprezach – i tyczy się to też tych, które brały udział w konkursie cosplayowym. Ale było i minęło. Samo bycie jurorem jest dość stresujące, a szczególnie jak musicie wyjść na scenę i widzicie widownię, która na Was się patrzy. Przez głowę przewijają się różne myśli – nie powiedz nic głupie albo nie poślizgnij się na scenie. Jednak warto przeżyć taką przygodę i poznać fajnych ludzi.

W tym miejscu chciałbym podziękować Szakalowi za to, że zaprosił mnie na konwent w roli jurora – wielkie dzięki. Elenie Samko za to, że przyjechała do Polski  i podjęła się roli jurorki – oraz za to, że nie przeszkadzała jej moja łamana angielszczyzna i za ciepła kawę – dziękuję Elena! Kolejne podziękowania wędrują do Michała, który w piątkową nawałnicę przyjechał po nas do Galerii Dominikańskiej (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi) oraz Hybrydzie (druga jurorka), która udzieliła mi kilku cennych rad. A na koniec. Dzięki Roger, że prawie dwa lata temu zaufałeś mi i mogę dzięki współpracy z PPE.pl jeździć po różnych konwentach i imprezach branżowych z ramienia redakcji. 

Pytanie tygodnia: Mam dwie platyny (nie liczę gier takich jak Child of Light, gdzie można zdobyć wszystkie trofea, ale nie ma platyny w nich), z których jestem dumny. Jest to Final Fantasy XIII oraz Final Fantaxy XV – nic odkrywczego z mojej strony. Ogólnie to nie jestem jakimś łowcą trofeów i osiągnięć – po prostu nie mam na to czasu. Ale nie wiele brakuje mi, aby wbić platyny w grach z serii God of War. Chociaż chyba szybciej uda mi się to zrobić w NieR: Automata, bo mam chęć wrócić do tego tytułu, a też bardzo korci mnie platyna w remasterze Crasha – wiecie, cholernie działa mi na ambicję. Więc moje osiągnięcia w tym temacie nie są jakieś spektakularne. 


Powracamy do idei uzupełniania redakcyjnych HP o wpisy czytelników portalu. Zapraszamy do lektury! A jeżeli ktoś chce dołączyć, proszę o info na

perez -at- psxextreme dot pl

Daaku: Cześć i czołem! W życiu chyba każdego mężczyzny dochodzi raz na jakiś czas do konieczności wymiany telefonu (właściciele CATów zwolnieni z wyliczanki, prawda repip? ;)). Przymus dotknął w końcu i mnie - mój wysłużony, bo ponad trzyletni, Samsung Galaxy Grand Neo od paru miesięcy coraz częściej odwalał mi różne świństwa pokroju błyskawicznego drenażu baterii czy randomowych zmian ustawień po restarcie, a że ostatnio doszły do tego również zwiechy systemu, to stwierdziłem, że dziadkowi należy się emerytura. Od paru dni śmigam więc z Honorem 7 w kieszeni - z której wcześniej wyfrunęło prawie półtora kafla w gotówce - ale absolutnie nie żałuję. Telefon jest szybki, schludny i ma kilka ciekawych opcji, których poprzedni aparat nie posiadał. No i gry! Jako wieloletni fanboj handheldów nie sądziłem, że znowu tyle czasu będę siedział przy smartfonowych gierkach. Wciąż mam sporo do nadrobienia, choć na dzisiaj z tej długiej listy wyłania mi się paru faworytów do podróży komunikacją czy sesje na tronie. Tytułami zarzucę jednak przy innej okazji. W międzyczasie hajpuję się na tygodniowy wypad na działkę pod koniec miesiąca - w programie wypoczynek na łonie natury oraz... nocki z PlayStation 2. 

Pytanie tygodnia: Platyny? Pochwalę się, że pod względem ich liczebności wszedłem niedawno... w drugą setkę! Ale jednocześnie muszę w tym miejscu zaznaczyć, że tych 101 najwyższej klasy pucharków to efekt wieloletniej pracy dwóch osób - mnie i mojego brata. Już od momentu zakupu PlayStation 3 system trofeów był dla nas prawdziwym magnesem, dzięki któremu z każdej gry, nieważne jaką jakość prezentowała, staraliśmy się wyciskać wszystkie soki. Naturalnie po jakimś czasie czar prysł i przyszło opamiętanie (mnie na przykład oduczyły zbugowane trofea w Assassin's Creed: Brotherhood), choć do dzisiaj lubię zobaczyć znajomą ikonkę przy statusie ukończenia gry. Niezmiennie sprawia mi to satysfakcję - i w sumie o to w tym wszystkim chodzi, o radość z postępów w danym tytule, z "wymasterowania" go. Szkoda, że Nintendo w tej generacji znowu nie wykorzystało szansy - użytkownikom Switcha przydałaby się taka historia aktywności z motywującymi kamieniami milowymi.


person: Długi weekend minął mi głównie na pracy, szczególnie w poniedziałek, kiedy większość dnia walczyłem z drewnem. Robiłem na zmianę piłą i siekierą. Po około 8 godzinach walki z dębiną ułożyłem około 2,8 metra sześciennego. Nadal odczuwam to w prawym barku... 

Mija kolejny tydzień w urzędzie studiowania miejscowego planu zagospodarowania i studium. Na razie dostaję proste prace, ale nie narzekam. Nadal walczę z pracą inżynierską, lecz coś czuję, że w tym roku się nie obronie. Vity jak nie ruszyłem, tak nadal czeka na swą kolej, może się w końcu doczeka. Najgorsze jest to, że kupka wstydu jest coraz większa. Nic nie ubywa...

Pytanie tygodnia: Jestem graczem tego rodzaju, co nie widzi potrzeby klepania trofików. Co prawda być może zrobię moją pierwszą platynę w Knacku, ale bardzo możliwe, że ta pierwsza będzie jednocześnie ostatnią. Calaków z tego co pamiętam też nie mam. Największym powodem tego stanu rzeczy jest brak cierpliwości oraz czasu. Zapewne zaraz usłyszę, że nie jestem prawdziwym graczem, lecz platyna bądź 100% trofików w grze jest dla mnie nieistotne. Najważniejsza jest dla mnie sama przyjemność płynąca z gry, bez parcia na trofea.

Tagi: hyde park

Miesięcznik PSX Extreme