Iza Łęcka Iza Łęcka 15.06.2021
Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Nostalgiczny powrót
1221V

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Nostalgiczny powrót

Netflix zaskoczył widzów całkiem szybkim udostępnieniem „Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie” na swoich serwerach – w końcu od premiery w Japonii minęło zaledwie kilka miesięcy. Ponowne spotkanie z Usagi było... całkiem emocjonującym doświadczeniem. Jakie są moje wrażenia po zobaczeniu nowych produkcji spod znaku Sailor Moon? Zapraszam do recenzji.

Sailor Moon to japońska manga, która swój żywot rozpoczęła w latach 90. XX wieku, zyskując z czasem liczne grono fanów. Stworzona przez Naoko Takeuchi historia o pięknej wojowniczce w charakterystycznym uniformie, która wspólnie z przyjaciółkami dąży do pozbycia się zła czającego się tuż za rogiem nie tylko doczekała się serii anime, ale również filmów pełnometrażowych. Z czasem Czarodziejka z Księżyca stała się marką rozpoznawaną w wielu zakątkach świata, która powróciła za sprawą kilku wznowień emisji serialu, lecz również następnych obrazów. Już od pierwszej zapowiedzi premiery na Netflixie nie mogłam się doczekać „Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie”. Czy konfrontacja moich dobrych wspomnień z następną opowieścią okazała się pozytywnym doświadczeniem? Zapraszam do dalszej części recenzji.

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Tak zapamiętałam to uniwersum

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Bohaterki

Juban zostaje nawiedzone przez mroczny i tajemniczy Cyrk Martwego Księżyca, którego członkinie od początku nie skrywają złych zamiarów względem mieszkańców Ziemi. Do zdarzenia dochodzi w momencie zaćmienia Słońca, jakie jest połączone ze świąteczną atmosferą panującą w mieście i obserwowane przez Usagi, Chibiusę oraz Mamoru. Nieoczekiwane przybycie wrogich sił prowadzi do stopniowych problemów Czarodziejki z Księżyca oraz jej przyjaciół, okazuje się bowiem, że każda z nieustraszonych bohaterek musi zmierzyć się z własnymi słabościami oraz koszmarami, których nie szczędzi trupa cyrkowa. Co więcej, z Chibiusą nawiązuje kontakt Pegaz, który prosi o pomoc w zdjęciu czaru Złotego Kryształu. Do tego zadania potrzebuje Panienki o potężnej mocy.

Recenzowany „Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie” został na Netflixie udostępniony w formie dwóch „odcinków”, jednak cały seans kończy się po ponad 160 minutach, a to i dobrze, i źle. Jako osoba, która przyzwoicie zna to rozbudowane uniwersum (będąc dzieckiem śledziłam nie tylko pamiętne odcinki na Polsacie, do których wracałam, ale swego czasu miałam okazję sprawdzić kilka publikacji) muszę przyznać, że doświadczyłam dynamicznego powrotu między szeregi znanych bohaterów. Filmy, będące kontynuacjami wcześniejszych sezonów, wprowadzają nas w sam środek akcji, nie tłumacząc zbyt wiele, dlatego widzowie, którzy nie mieli wcześniej kontaktu z Czarodziejką z Księżyca mogą poczuć się nieco przytłoczeni. Pierwszy pełnometrażowy film zarysowuje problematykę, skupiając się przede wszystkim na wyzwaniach, z jakimi muszą mierzyć się wojowniczki.

Nie brakuje momentów zwątpienia, braku wiary we własne siły i chęci poszukiwania prawdy o swojej naturze – trzeba przyznać, że odpowiedzialny za scenariusz Kazuyuki Fudeyasu wspólnie z Naoko Takeuchi nie szczędzili charakterystycznych scen przemian, elementów humorystycznych oraz fragmentów nawiązujących do rozwijającej się i burzliwej relacji Mamoru oraz Usagi, których uczucie ponownie zostaje wystawione na próbę. Szkoda, że nieco więcej uwagi nie poświęcono Pegazowi i dokładniejszemu opisaniu świata, a śpiesznie dążono do przedstawienia perypetii Ami, Rei, Makoto oraz Minako, które są nieco na jedno kopyto, przewidywalne i bez najmniejszej dozy zaskoczenia. Sądzę, że widzom można było zaserwować nieco dłuższy seans, który pozwoliłby na dokładniejsze poznanie Heliosa i sekretów Eluzjonu, co również wpłynęłoby na zrozumienie motywów głównej antagonistki, Nehellenii.

Drugi epizod „Sailor Moon Eternal” odznacza się nieco mroczniejszą i bardziej przygnębiającą atmosferą, jednak na początku poznajemy dalsze losy kolejnych bohaterek – tym razem mowa o Czarodziejkach Zewnętrznego Układu Słonecznego i powinnościach, jakich muszą się podjąć, by zaprowadzić spokój na Ziemi. Intrygująco rozbudowano relację pomiędzy Haruką i Michiru, czyli wojowniczkami z Uranu i Neptuna. Z racji przystąpienia do decydującego starcia na ekranie zobaczymy wszystkie bohaterki, co stanowi nie lada gratkę dla entuzjastów Sailor Moon. Najważniejszy jest jednak mocny przekaz i wartościowe przesłanie o największej sile wspólnoty, przyjaźni oraz miłości.

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja filmu [Netflix]. To rozrywka przede wszystkim dla fanów

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Czarodziejka z Neptuna i Urana

Animacja CGI zapewne przypadnie do gustu odbiorcom, gdyż jest niezwykle dopracowana, choć została nieco unowocześniona. Muszę przyznać, że kolorystyka, przedstawienie bohaterek, ich charakterystyczne transformacje oraz ataki, których nie brakowało, znakomicie oddają klimat dobrze znany z anime – w „Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie” zachowano urok produkcji z lat 90., w czym niewątpliwie swój niemały udział ma odpowiedzialna za animacje postaci Kazuko Tadano oraz reżyserka Chiaki Kon, które tworzyły wcześniejsze obrazy spod szyldu jasnowłosej wojowniczki. Ten niesamowity nastrój czuć od samego początku, a jego dopełnienie stanowi dynamiczna ścieżka dźwiękowa. Wielokrotnie brakowało mi uzupełnienia fabuły recenzowanych filmów o istotne informacje, jednak przeplatanie dramatycznych momentów scenami zabawnymi oraz skupiającymi się na uczuciach głównych postaci gwarantowało różnorodny seans. To kwintesencja Sailor Moon, którą zapamiętałam.

Powrót do Czarodziejki z Księżyca był całkiem przyjemnym przeżyciem, chociaż pozostawił pewien niedosyt. Niektóre sceny nie wywoływały u mnie aż tak mocnych reakcji, historia wydawała się nieco poszatkowana i zbyt skondensowana, lecz ponowne „spotkanie” z przyjaciółkami i nieustraszonymi protagonistkami w marynarskich strojach przywołało pozytywne wspomnienia. Pierwszy film niekoniecznie dobrze wprowadza w bogate uniwersum, brakowało mi wielu szczegółów, niezbyt szybkie tempo z czasem jeszcze bardziej zwalnia, a kulminacyjny moment mógł zostać zrealizowany z większym rozmachem. Nie zmienia to jednak faktu, że Usagi to jedna z kluczowych bohaterek mojego dzieciństwa i w mojej ocenie nostalgia jednak przejmuje stery, wpływając na ocenę końcową. Jeżeli nie znacie anime, oceniając „Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie” możecie odjąć co najmniej pół oczka z wystawionej noty.

Sailor Moon Crystal, który zadebiutował w 2014 roku spotkał się z mieszanymi reakcjami entuzjastów Czarodziejki z Księżyca, będąc przez wielu bardziej utożsamiany z mangą, niż znaną anime, tymczasem w przypadku produkcji udostępnionej na Netflixie możemy mówić o całkiem przystępnej kontynuacji historii znanej z wcześniejszych sezonów. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji sprawdzić „Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie” możecie się o tym sami przekonać – dla fanów oraz dzieciaków, którzy chłonęli historię w latach 90., produkcja może okazać się ciekawym doświadczeniem.

Tagi: Czarodziejka z Księżyca Netflix Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie recenzja filmu Sailor Moon Eternal

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie (2021) – recenzja i opinia o filmie [Netflix]
  • + To klimatyczny powrót do znanego świata
  • + Dobrze było ponownie zobaczyć na ekranie Usagi, Mamoru, Chibiusę i inne wojowniczki
  • + Uwzględniono wiele elementów lore,...
  • + Filmy różnią się klimatami
  • - Fabuła pierwszego filmu jest bardzo poszatkowana i niekoniecznie dobrze wprowadzi w meandry uniwersum
  • - Kilka niezrozumiałych rozwiązań
  • - Słabe tempo
  • - … w których mogą nie odnaleźć się nowi widzowie
6.5
Iza Łęcka
Iza Łęcka "Pretty Guardian Sailor Moon Eternal: The Movie" był dla mnie nostalgicznym powrotem do czasów dzieciństwa, przy którym spędziłam miło czas, jednak nie mogę mówić o zbyt wielu rewelacjach. Dla fanów IP to pozycja obowiązkowa.