Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 26.06.2019 14:49
Tosia pomoc
1223V

Tosia potrzebuje naszej pomocy!

Drodzy czytelnicy! Nieczęsto wspominamy o podobnych sytuacjach, które nie są związane z naszą branżą. Kiedy jednak nieszczęście w postaci choroby dotyka naszych najbliższych, musimy działać. Prosimy o zapoznanie się z wiadomością, bo każdy z Was może pomóc Tosi.

Drodzy! Ze względu na sytuację wyjątkowo wyłączyłem opcję komentarzy. Nie chcę zbędnych opinii dotyczących tak trudnej sytuacji, a jeśli ktoś chce pomóc – dziękujemy.

Stan Tosi jest poważny, zwojakoglejak atakuje mózg i niebawem zacznie zabierać kolejne funkcje życiowe. Jedyna nadzieja to prof. Schuhmann z Tübingen, który podejmie się skomplikowanej operacji 5-latki. Zegar tyka - operacja musi odbyć się do końca lipca! Nie ma czasu do stracenia!

“Mamo, ty znowu płaczesz? Serio?!” - pyta mnie Tosia, kiedy widzi, że na mojej twarzy kolejny raz pojawiają się łzy. Czasem bardzo chcę ją przytulić i udawać, że nic się nie stało, że tej diagnozy nie usłyszeliśmy nigdy. Tosia, moja córeczka, ma w głowie tykającą bombę. Czas jest naszym największym przeciwnikiem. Ten wyścig może zakończyć się szczęśliwie, niczym bajki, które czytam jej do poduszki. Mamy tylko jedną szansę na ratunek!

Tosia wprowadziła do naszego życia mnóstwo energii i radości. Była dosłownie wszędzie, a my wykorzystywaliśmy mnóstwo energii, żeby dotrzymać jej kroku. Mądra, rozśpiewana, odważna i ciekawa. Mogłam z nią rozmawiać godzinami. Tosia kochała towarzystwo, a do przedszkola szła zawsze z szerokim uśmiechem. Zimą coś zaczęło się dziać… Opadająca powieka zaniepokoiła nas, bo córeczka zawsze była okazem zdrowie. Kilka miesięcy wcześniej powitaliśmy na świecie nasze drugie szczęście. Tosia nie posiadała ze szczęścia, w końcu w domu pojawiła się wyczekiwana młodsza siostrzyczka. Wtedy wydawało mi się, że wygrałam los na loterii.

Pierwsza, druga, kolejna konsultacja. Najpierw okulistyczna, później z innymi specjalistami. Na początku nikt nie był w stanie nam pomóc. W końcu dostaliśmy skierowanie na rezonans. Przypuszczaliśmy, że to może być coś poważnego, ale odsunęliśmy od siebie tę myśl. I nagle usłyszeliśmy coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy: wykryto guza pnia mózgu. Pierwsza myśl “TO NIEMOŻLIWE!”. Trzymałam w rękach tę diagnozę jak wyrok…To był piątek. Musieliśmy to przetrawić do poniedziałku. Najgorsze 2 dni. Tkwiliśmy w zawieszeniu. Nie mogłam przy niej płakać. Nie mogłam o tym myśleć, o komplikacjach, tym, co może się jeszcze wydarzyć. Postanowiłam działać. Szukałam specjalistów, którzy pomogą ratować Tosię.

A później kolejne konsultacje… Lekarze wyjaśnili nam wszystko, co to za choroba, jak z nią walczyć, jakie będą kolejne kroki. Niestety, dowiedzieliśmy się wówczas, że przyjdzie nam się zmierzyć z wyjątkowo trudnym przeciwnikiem. Guz znajduje się bardzo głęboko, w miejscu nazwanym “życiem”, odpowiedzialnym za otwieranie oczu, oddychanie, przełykanie. To jakby kolejne układy zostały wyłączone. Wizja tego, że niebawem, zamiast energicznej dziewczynki, będę musiała obserwować, jak opuszczają ją siły. Wizja tego, że Tosia będzie niesprawna, że jej oddech się zatrzyma, a ona stanie się niesprawna była dla mnie paraliżująca…

Na drodze do walki o zdrowie pojawił się kolejny problem. Tosia zmaga się z powikłaniami po biopsji, która spowodowała niedowład lewostronny i torbiel, która zamiast się wchłaniać, wciąż rośnie. Tosia nie może wziąć na ręce swojej malutkiej siostrzyczki, nie może bawić się jak inne dzieci na placu zabaw, nie może jeść nożem i widelcem. Niby nic, ale nasza córeczka, coraz boleśniej zdaje sobie sprawę z ograniczeń spowodowanych chorobą. Długotrwała rehabilitacja, która wciąż trwa… Tosia jest bardzo dzielna, ale bardzo brakuje jej normalności. W styczniu życie córeczki zmieniło się diametralnie. Nagle przestała chodzić do przedszkola, na gimnastykę artystyczną, balet. Po długich 2 miesiącach w szpitalu wróciła do domu. I choć tęskniła za nami i domową rutyną, wciąż brakuje jej kontaktu z rówieśnikami. Tosia czasem myśli, że idziemy zbadać oczka, czasem, że badamy głowę, ale wciąż nie odważyłam się powiedzieć, co naprawdę dzieje się w jej głowie... Że gdzieś, jeszcze przed wszystkim, co osiągnie w życiu, może czekać na nią śmierć...

Choroba odbiera jej wszystko, a ja nie mogę pozwolić, by życie zaczęło z niej uchodzić! To moja córeczka, którą muszę ratować za wszelką cenę. Znalazłam jedyną szansę ratunku dla Tosi. Profesor Schuhmann uratował wiele dzieci, którym nikt nie dawał szans. Jesteśmy przypadkiem, wobec którego pozostali lekarze rozkładają ręce. Operacja musi się odbyć w lipcu. Kwota za życie i zdrowie naszej córeczki jest ogromna. Mamy niewiele czasu na zebranie środków, a zegar tyka. Nikt z nas nie wie, kiedy bomba w główce małej Tosi wybuchnie. Błagam, pomóżcie nam!

A jeśli nie zdążymy? Pozostanie nam mieć nadzieję i drżeć o to, by każdy dzień nie okazał się tym, kiedy organizm Tosi przestanie funkcjonować. Że stan się nagle nie pogorszy i Tosia obudzi się o poranku...

Drżę o jej zdrowie, życie, o naszą przyszłość… O to, czy Tosia jeszcze kiedyś weźmie Felę, swoją młodszą siostrę, w ramiona. O to, czy będzie mi dane odprowadzić ją do szkoły. Czy na stół operacyjny zdąży trafić, zanim będzie za późno. Tylko Wy możecie sprawić, że lipcowy termin operacji nie pozostanie tylko marzeniem.

 

Wpłat można dokonać na stronie siepomaga.pl

Tagi: pomoc siepomaga

Komentarze i opinie

są wyłączone dla tego materiału
Nie przegap