Blog użytkownika Evo24

Evo24 Evo24 30.12.2020, 23:31
Lista moich gier roku, ale nie do końca
1249V

Lista moich gier roku, ale nie do końca

Zbliża się koniec 2020 roku. Postanowiłem podzielić się z wami moją listą gier roku, chociaż na trochę innych zasadach. Mam nadzieję, że spodoba wam się moje zestawienie.

   Tym razem postanowiłem napisać bloga o swych grach roku w nieco inny sposób. Głównym powodem jest to, że nie grałem we wszystko. Nie kupiłem takiej Valhalli, wersji Royal dla Persony 5, The Last of Us 2 i wielu innych gier. Z tego powodu wybieranie najlepszej bijatyki, strzelanki, sportówki czy innych kategorii byłoby dość trudne. Postanowiłem pobawić się w coś, co kiedyś widziałem w growym podsumowaniu Zagrajnika, gdzie  bardzo spodobała mi się sama forma kategorii. Dzięki temu mogę wybrać gry, jakie nie wyszły w 2020, a ich było całkiem sporo. Mam nadzieję, że te ,,kategorie" nie będą się jakoś wzajemnie wykluczać oraz nie obrazicie się, że to głównie ,,większe" gry.

Najlepsza gra, z którą nie wiązałem żadnych nadziei  - Resident Evil 3 Remake

Resident Evil 3 [PL] (PS4) -

  Nie czekałem specjalnie na remake Resident Evil 3. Kiedy ta gra wychodziła, byłem wtedy zajęty dwójeczką, którą niespecjalnie chciało mi się przechodzić (natłok prywatnych spraw). Do tego dochodziły recenzje mówiące, że w sumie ta gra nie wyszła tak dobrze, jak RE2. Gracze zaś odebrali trójkę mieszanie, gdzie największym problemem był czas i mało trybów względem poprzedniczki. Dorzucę jeszcze do tego, że mój odbiór dwójki był... gra mi się podobała, ale nie tak bardzo, jak recenzentom i graczom. Dlatego fakt ogrywania ,,słabszej" kontynuacji, ubogą w tryby i krótkim czasem gry zniechęcał mnie od grania i nastawiałem się na crapa, a najwyżej na średniaka. Odpalam grę, kończę ją i... bawiłem się znacznie lepiej, niż przy dwójce. Może to przez fakt, że gra tak bardzo mnie nie nużyła, jak poprzedniczka. Z całym szacunkiem do tamtej odsłony, ale przechodzenie tyle razy tych samych korytarzy zaczynało mnie powoli nużyć. Niby tutaj jest tak samo, ale też działo się sporo na ekranie (więcej akcji chętnie przyjmę), a Nemezis ganiający za nami oraz posiadający znacznie więcej możliwości i wyglądał znacznie lepiej, niż ten nijaki Tyrant. Więcej przeciwników, walki z naszym prześladowcą, szybsze tempo czy dodatkowa forma obrony w postaci uników tylko pomogły mi polubić tę grę. Zarzuciłbym może ten fragment w szpitalu, gdzie gra znacznie zwolniła, dalej popsutą walkę wręcz i dziwną konstrukcję komisariatu policyjnego. Fabuła jak na RE była spoko... i tylko spoko. 

  Nie sądziłem, że będę się dobrze przy tej grze bawić. Po opiniach graczy spodziewałem się słabizny, a okazała się naprawdę fajnym tytułem i udanym prezentem na 18 urodziny. Jeśli kolejny remake będzie w tempie trójki, na pewno się w niego zaopatrzę... chociaż i tak wolałbym, żeby Capcom odnowił jakąś Onimushę, Dino Crysisa czy całą trylogię Devil May Cry. Residenty kiedyś się skończą.


Najlepsza gra wydana jako port - Persona 4 Golden

Persona 4 Golden Wallpapers - Wallpaper Cave

   Od dawna chciałem spróbować Person. Piątka przykuła moją uwagę stylem stylem graficznym, klimatem i mechaniką walki, ale zwyczajnie nie miałem czasu na jej dorwanie. Zwłaszcza, że byłem skoncentrowany na wersji Royal, która nie chciała spaść z ceny i miałem problem ze znalezieniem jej. Na ratunek przyszedł za to jeden mój znajomy, który udostępnił mi port Persony 4 Golden na PC, który potem sam kupiłem. Dzięki temu mogłem wreszcie sprawdzić, z czym się je jedną z popularniejszych serii Atlusa.

   70 godzin z głowy i co mogę o tej grze powiedzieć? Gdyby można było wybrać jedną grę z tytułów wydanych w 2020 roku za moją ,,Grę Roku", to byłaby to Persona 4 Golden... czego nie mogę zrobić, bo to tylko port gry wydanej na PS2, a potem na Vitę. Ale skoro to moja lista z wliczaniem starszych gier czy portów, to mógłbym wskazać ją ze wszystkich tych gier... no dobra, o to miano walczyłaby z innym RPGiem wydanym w tym roku. W każdym razie Personę 4 Golden na długo zapamiętam, jako jedną z ważniejszych gier mego życia. I oczywiście, ma problemy. Pacing między walkami, a szkołą leży (co w tej serii rzekomo to norma), sekwencje z poszukiwaniem informacji o zaginionych to zło, loch z Goldena jest męczący, a fabularne wyjaśnienie, czemu dzieje się wszystko w tej grze (ostatni, dodatkowy loch) to jeden z gorszych plaskaczy w twarz, jaki mnie spotkał w grach. Jednak to wszystko, co mnie tu drażniło. Nie mam żadnych zarzutów. Główna historia mnie porwała, a bohaterów bardzo polubiłem. Każdy jest charakterny ze swoimi wadami, problemami... są po prostu ludzcy. Rozwijanie postaci jest zrobione całkiem niezłe. Linki aż chce się robić, zwłaszcza że dzięki nim dostajemy jakieś upgrady do tworzenia person, umiejętności czy działania naszych kompanów w walce. Muzyka jest super. Nie wiem, czy lepsza od tej z piątki, ale na pewno od tej z trójki. Same pojedynki z Shadowami są super. Szukanie słabych punktów, mnóstwo person do użycia z ich levelowaniem, wybieranie bonusów na koniec (losowo się zdarza) czy same projekty potworów robią wrażenie. Nie chcę wnikać w spoilery, ale powiem tyle, że trzeba trochę pomyśleć by ustalić, kto odpowiada za zabójstwa. Jakie? Zagrajcie sami, mówię serio. Jeśli lubicie jRPGi to Persona 4 powinna być tytułem obowiązkowym. Ja zatem nie mogę się doczekać premiery Persony 5 Strikers, która wygląda super i mam nadzieję, że zostanie więcej wydanych gier Atlusa na PC... co niby nam obiecano.


Największe zaskoczenie roku - BlazBlue: Calamity Trigger

BlazBlue: Calamity Trigger on Steam

   Po Dragon Ball FighterZ naszła mnie ochota sprawdzić inne gry Arc System Works. Zacząłem od... myślę że dość popularnego nawet u nas Guilty Geara, a konkretnie XRD Revelatora z rozszerzeniem REV2. Moje pierwsze wrażenia były dość skomplikowane. System walki był dość wymagający, czego nie uznaję za wadę. Wbrew pozorom pojedynkowanie się było całkiem niezłe. Bardziej mnie wystraszyła ciągłość fabularna. Odpalam Story Mode, a tu widzę, że gra jest ściśle związana z poprzedniczkami. Wrócę do tej gry, gdy tylko nadrobię zaległości fabularne... jeśli tylko mi się zechce. Następnie przyszła kolej na Blazblue. O tej serii słyszałem, że to łatwiejsze Guilty Geary i w trochę innym stylu. Akurat była przecena na całą serię (poza Cross Tagiem), kupuję i zaczynam od Calamity Trigger. Ja nawet nie miałem żadnych oczekiwań względem tych gier. Myślałem tylko, że dostanę słabszą wersję GG. No i się kurde myliłem, bo Blazblue spodobało mi się na poziomie... jakbym po raz pierwszy ogrywał Tekkena czy Mortal Kombat, czyli jestem bardziej niż zachwycony.

   Walka była prostsza od tej z Guilty Geara. Nie tylu przycisków atakowania, ostatecznego ataku znikającego pasek mocy w przypadku nietrafieniu wroga, a dwa ruchy specjalne, jeden Drive i Astral Heart (ostateczny i widowiskowy ruch wykańczający wroga od razu po trafieniu) zostały przeniesione na prawy analog. Szczerze mówiąc przyjąłem to z otwartymi ramionami, bo część z nich pewnie nie byłbym w stanie zrobić. Zwłaszcza, że nie zawsze gra odczytuje, że wykonałem np. pół obrót z X, przez co postać wykona ruch specjalny zamiast Drive'a. Poza tym nie mam nic do zarzucenia. Walka jest szybka i płynna. Postacie są różnorodne i zawierają mnóstwo charakterystycznych dla siebie ataków. Ciosy można ładnie łączyć ze sobą. Samych ruchów postacie mają całkiem sporo. Drive'y wydają my się efektywniejsze od tych z GG Revelatora. Tam wydawały mi się jakieś... nie robiły zbytnio wrażenia. Muzyka jest całkiem niezła. Każda postać ma swój motyw brzmiący inaczej od siebie. W zasadzie mało się zdarza, że postacie mają coś do siebie podobnego. Styl artystyczny tej gry to rzecz, która bardziej do mnie przemawia niż w Guilty Gearach. Designy postaci czy wygląd aren jest super. Fabuła wydawała mi się spoko, choć momentami wydawała mi się pokręcona. Blazblue rzekomo jest znane z porąbanej historii. Sam zastanawiam się, czy Arcade jakoś jest związany z trybem story. Ten drugi jest rozwiązany całkiem nieźle... z czego trochę mnie drażni to, że trzeba przegrać też wszystkie walki, by zyskać 100% historii u danej postaci. Koniec końców nie spodziewałem się, że tak się wciągnę. Blazblue: Calamity Trigger okazało się być zajebistą nap****alanką. Przyjemny styl walki, historia z różnorakimi i barwnymi postaciami, muzyka, desing wszystkiego... nie mogę doczekać się kolejnych odsłon (pomijając niekanonicznego Cross Taga, którego pogrywam od czasu do czasu). 


Gra sieciowa, w którą grałem najczęściej - Call of Duty: Modern Warfare Remastered

Call of Duty: Modern Warfare Remastered - Playing Daily

   Mam bardzo dobry powód, czemu daję to Call of Duty na tą listę. Remasterd jest tu tylko dlatego, gdyż to była jedyna ,,sieciówka", jaką grałem najdłużej w tym roku (pojedynki z przyjaciółmi nie liczę). Mam ostatnio bardzo dziwny problem z trybami online. Za każdym razem, gdy próbuję jakiś tytuł oparty głównie na multiplayerze np. Team Fortress 2, to kończy się odinstalowaniem gry jedynie po 2-4 godzinach gry. Bez względu na to czy mi się podoba, czy nie. Próbowałem Destiny 2 po ogłoszeniu jej na steam w formie free 2 play i wyglądała fajnie... ale ponownie wytrzymałem z jakieś 2 godziny i potem pożegnałem grę z dysku. To jest problem, którego nie potrafię rozwiązać, przez boję się zakupić takie Halo: Master Chief Collection. Gra wygląda fajnie, ale obawiam się powtórki z każdej innej sieciówki. Przy Call o Duty było trochę inaczej... wstydzę się, bo remaster czwórki to był jedyny taki tytuł, przy którym się wciągnąłem.

  Nie uznam go za jakiś perfekcyjny, ale w nic innego tak długo nie grałem. Ten oklepany Remaster ma coś w sobie. Nie tylko te przeklęte lootboxy oraz mapki DLC, jednak strzela się dalej fajnie. Trybów jest sporo... choć ich żywotność nie jest jakaś spora. Nie jestem znawcą multi CoDów, ale po prostu dobrze mi się w to grało.


Najlepsza gra, która spełniła moje oczekiwania - Final Fantasy VII Remake

Final Fantasy VII Remake is a joy to play, but many questions still remain

   Na Final Fantasy VII Remake czekałem długo i to wobec niego miałem najwięcej oczekiwań. Było to też pierwsze FF, którym się zainteresowałem w ogóle. Po zapoznaniu się z XV byłem w sumie gotowy na to, co dostanę w nadchodzącym Remake'u. Liczyłem na równie dobrą, mniej dziurawą opowieść, postacie, które bym polubił, poprawienie systemu walki z XV, przerażającego Sephirotha i poprawioną magię (ta z przygód Noctisa była okropna). Gra dostała swoją premierę, ale wtedy nadeszła pandemia, ja nie za bardzo miałem jak zamówić (brakowało mi wtedy karty kredytowej) i miesiąc po premierze, gdy otworzyli markety, szybko ruszyłem do sklepów w poszukiwaniu Finala. W końcu mi się udało, ale z ukończeniem gry był taki problem, że nie zawsze miałem okazję grać. Brat się nagle odpalał, że tylko niewiele mogę grać (konsola niestety jest u niego, co zmieni się w przypadku PS5), ponieważ to kolejna z japońskich i dziwnych gier. Wreszcie udało mi się grę skończyć i jak zapewne widzicie po tytule wyżej, moje oczekiwania zostały spełnione. I to ta gra walczyłaby z Personą 4 Golden o moją grę roku 2020... i de facto nią jest, jeśli portów nie można wliczać.

   Zacznę od rzeczy, które mi nie podeszły. ,,Walka w powietrzu" to totalny syf. Postacie dziwacznie skaczą i przyklejają się do wroga, gdzie nawet nie mogą się bronić. Lepiej by wyszło, gdyby jej w ogóle nie było. Jak dobrze wiemy, gra ma momentami problemy z teksturami. Najbardziej oberwały lustra i drzwi, co zdarza się głównie na samym początku gry. Całe szczęście, że potem rzadko kiedy to się zdarza, gdyż sama gra i jej efekty cząsteczkowe są po prostu przepiękne. I to tyle, co tu zarzucę. Dalej nie mam nic złego do powiedzenia. Opowieść w Midgarze, która w oryginale trwała z jakieś 6-8 godzin, a tu trwa 30-40 jest zrobiona naprawdę super. Rozwój postaci jest bardzo dobrze napisany, gdzie każda z nich... nie pamiętam zbytnio z oryginału, ale tutaj taki Barret jest wykreowany naprawdę dobrze i widać w nim zmiany z postępem fabuły. Chociaż i tak nie równa się z rozwojem Clouda, który na początku gry jest zamknięty w sobie, niemiły i skupiony na zadaniach, a potem chłopak się otwiera, zaczyna mu zależeć na bohaterach i nie jest już tak wredny. Zadania poboczne są... i po prostu są. Nie nazwę ich złymi czy dobrymi, tylko istnieją. Walka i rozwój RPGowy jest super. Widać dalej trochę chaosu, ale jest jakby lepiej. Każda z czterech postaci jest wykonana solidnie, rozwijanie broni i zdobywanie umiejętności jest super, materie... EXP leci wolno na początku, ale nie jest to aż taki problem. Magia jest zrobiona wreszcie dobrze i bez niej nie da się grać, a zwłaszcza w Hard Mode. Kompletne przeciwieństwo w porównaniu do XV, gdzie o magii można było zapomnieć. Summony nie są losowe, wyglądają i działają dobrze. Bossowie głównie to takie gąbki na ciosy, ale przynajmniej pokonuje się... tak jak z bossami w Dark Souls. Chodzi o satysfakcję, gdyż walki z bossami w Finalu są dość długie, momentami ciężkie, ale czuć olbrzymią radość i ulgę po ich pokonaniu. Może to ja źle wykorzystywałem mechanikę staggera (być może, gdyż nie używałem zdolności sprawdzania słabych punktów wrogów), ale cieszyłem się po pokonaniu każdego większego wroga. Sephiroth jest prezentowany... wow. Nie pojawia się tak często, ale w porównaniu do oryginału pojawia się, z czego można tłuc się z nim w jego normalnej, ludzkiej wersji (jeśli dobrze pamiętam, z Sephirothem walczyło się w jego prawdziwej formie oraz w głowie Clouda). Prezentacja jednoskrzydłego anioła jest super. Wydaje się być na początku czymś w stylu zwidów/koszmarów Clouda, a potem pojawia się normalnie i zaczyna rozróbę i pokazuje, jak bardzo ten typ jest niebezpieczny, groźny, tajemniczy i niepokojący. O walce z nim więcej nie powiem, co chyba nie powinno być spoilerem (Serio, kto myślał, że Sephiroth nie będzie ostatnim bossem?), ale to już byłoby za dużo. I na tym zakończę. Final Fantasy VII Remake jest zajebistą grą, którą warto sprawdzić. Żałuję, że na Game Awards nie dostało nagrody roku (w ogóle te Game Awardsy mnie przekonały, że nie warto już się nimi przejmować), ale przynajmniej sporo zarobiło i kolejna część powstaje (co chyba jest oczywiste). Mam tym razem tylko dwie rzeczy w oczekiwaniach. Pierwsza to poprawiona walka w powietrzu. Druga, to udany i satysfakcjonujący występ Vincenta, który w oryginale wydawał mi się trochę niewykorzystanym potencjałem. 


Najlepsza gra, do której wróciłem po przerwie - Tekken 7

Kunimitsu TEKKEN 7 Screenshots, TTT2 Classic Costume Confirmed | TFG  Fighting Game News

  Powiem wam wprost: naprawdę tęskniłem za Tekkenem 7. Kupiłem go na premierę (ba, przez błąd w systemie sklepu Gry-Online dostałem dwie kopie, a rzekomo anulowano mi zamówienie), kampanię szybko skończyłem, online kompletnie nie działało, postacie DLC nie zachęcały do dalszego grania (poza Noctisem)... co tu poradzić? Pierwszą grę wymieniłem od razu na Wiedźmina 3, drugą po prostu sprzedałem. Od tamtego czasu minęły 3 lata i ochota na powrót do tej gry pojawiła się, gdy wzięło mnie na skończenie pozostałych odsłon na rzecz bloga dotyczącego poprzednich odsłon. Któregoś dnia coś we mnie wstąpiło i na najbliższej przecenie (chyba to był październik czy listopad) zakupiłem ponownie Tekkena 7.

  I o rany, ale mi tego brakowało. Samej walki, postaci i tych rąbniętych mechanik rage. Jeśli jest coś, czego nie mogę zbytnio zarzucić, to właśnie jej. Dalej grało mi się w to znakomicie, a nawet lepiej, niż w dniu premiery. Zdarzało mi się też odkryć nowe ruchy postaci, o których nie miałem pojęcia (albo to ja byłem ślepy, albo dodali jakieś nowe). Co prawda obecność Akumy dalej mnie irytuje, fabuły nie wzbogacono o nic nowego, a online dalej odwala figle, jednak dalej znajduję tutaj mnóstwo frajdy. Ba, doszło nawet do tego, że kupiłem postacie DLC (czego pierwotnie nie chciałem robić). Nie wszystkie, bo nie każdym chce mi się grać np. takim Ganryu, Julią czy Leroyem, który jest zupełnie nową postacią daną jako DLC (trochę mnie drażni takie coś). Na ten moment bawię się w Tekkenie lepiej, niż w dniu premiery. Wtedy po skończeniu gry nie miałem zbytnio do roboty, poza wbijaniem rang. Teraz nie tylko wbijam rangi, ale i mainuje postacie (czego nie robiłem na konsoli), gram z kolegami, przerabiam wojowników (ta customizacja w porównaniu do tej z Soul Calibura boli) i gram online (za darmo na kompie i lepszy niż na konsoli, ale dalej taki sobie). Póki mam coś do roboty, zostanę przy tej grze, póki nie zapowiedzą kontynuacji. No i wreszcie mogłem ustawiać grafikę. Wersja na PS4 chodzi w niskiej rozdzielczości i jest potwornie brzydka. Na PC na najwyższych ustawieniach wygląda po prostu pięknie (ale sierść Kumy to paskudztwo).


Najlepsza gra, w której grałem głównie co-opowo - Code Vein

Review: 'Code Vein' is a gentler version of 'Dark Souls'

   Code Vein miało 3 rzeczy, które czyniły mnie zainteresowanym. Po pierwsze: to soulslike, a takie gry chętnie przyjmę. Po drugie: stylistyka i świat mocno uderzają w moje gusta. Wiecie, post-apo z ala wampirami oraz styl anime. Trzecie: Waifu. Czego chcieć więcej? Dodatkowo mój jeden znajomy miał tą grę, zatem mogłem wreszcie zagrać w ,,soulsy" za pomocą co-opa. Rzadko kiedy gram razem ze znajomymi, a tu nadała się świetna okazja.

   Co do samej gry, jest naprawdę super. Art Style mnie urzekł, gdzie postacie męskie i kobiece wyglądają zarąbiście. Lokacje również wyglądają nieźle, chociaż rozwala mnie jedno miejsce, które prześmiewczo nazywam Nie-Anor Londo. Opowieść jest całkiem niezła, choć musiałem momentami się zastanawiać, co w sumie się stało. Bossowie... mała, zabawna sprawa. Ogólnie gra jest dość prosta i szybka, ale przy bossach się męczyłem. Może to ja miałem słabo rozwiniętą postać, nie wiem. A jak walczyło się wraz z kumplem? Doświadczenie było super z pewnym problemem, a konkretnie lagami. Nie mam światłowodów, tylko router. Na dodatek mój pokój leży dość daleko od niego, przez co mam momentami problemy z netem. Oczywistym rozwiązaniem jest zabranie routera, ale nie mogę dogadać się z domownikami. Światłowody odpadają, bo rzekomo mieszkam w takim miejscu, gdzie ich moc byłaby słaba, co uważam za bullshit. W każdym razie poza lagami przemierzanie świata ze znajomym było super. Gra posiada sporo mocy, które sprzyjają wspólnemu graniu np. Dzielenie się zdrowiem, specjalne uniki działające u obu graczy itd. Do tego przychodzą różnorakie gifty, zatem można się bawić na wiele sposobów. Być może wrażenia z tej gry miałbym inne grając samemu, ale z kimś jest naprawdę spoko. Polecam sprawdzić Code Vein w taki sposób.


Najlepsza gra, która mnie denerwowała - Dead Cells

2. Dead Cells / Najlepsze gry 2018 roku – co nas zachwyciło? - Lenovo Gaming

   Długo zapatrywałem się na Dead Cells. Jedynym problemem, przez którego nie chciałem kupować to cena (zachciało mi się za to 40zł). Koniec końców kupiłem za ok 50 zł i zacząłem się bawić. Od razu powiem, że to chyba jeden z najlepszych rogalików, w jakie grałem (może poza Isaaciem). Skakanie, walka, potyczki z bossami i przeciwnikami są wykonane solidnie, pixelowa grafika ma swój urok, a tona przedmiotów do zdobycia robi wrażenie. Sposobów na skończenie gry jest sporo, sporo miejscówek itd. Z Dead Cells wiąże się też tytułowe denerwowanie się. To w sumie pierwsza gra, przez którą wściekałem się na samego siebie za jakieś idiotyczne bądź słabe podejścia np. źle skręciłem podczas ucieczki, nie udało mi się uciec atakowi przeciwnika, ciągłe tracenie zdrowia itp. Nie działo się tak przy żadnych soulsach. Może przy DMC5, ale to przez próby platyny, a nie chęci skończenia gry. Tu każda śmierć bolała mnie znacznie bardziej, niż w tytułach From. W przeciwieństwie do nich, tu nie ma wracania do ogniska i prób odzyskania expa. Tutaj przenosimy się na sam początek gry, gdzie co najwyżej zachowujemy jakąś część pieniędzy i odblokowane przedmioty, które i tak będziemy musieli ponownie zdobyć. Do tego dochodzą jeszcze poziomy trudności, co czyni Dead Cells jeszcze cięższe.

  Ten rogalik to idealny przykład syndromu sztokholmskiego, gdzie pokochałem torturującą mnie grę. I tak to zostawię :)

Tagi: blazblue: calamity trigger Code Vein Devil May Cry 5 Final Fantasy VII Remake Genshin Impact Gothic 2 gry roku 2020 persona 4 golden Resident Evil 3 (2020) Tekken 7

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +26 -

Zjadam swe skrzydła, by poskromić się
Oceń profil
+ +125 -
Evo24
Ranking: 232 Poziom: 60
PD: 28692
REPUTACJA: 8603