Tomassowe Bajania

Tomasso_34 Tomasso_34 24.09.2019, 09:40
Tomassowa Kronika Biegowa #51_2019/18
117V

Tomassowa Kronika Biegowa #51_2019/18

VII Bieg Nadziei nie obfitował w jakieś spektakularne wydarzenia na trasie biegowej. Jedynym godnym odnotowania faktem był mój nowy image biegowy w postaci kitki na brodzie, która powstała dzięki gumkom z uroczą Myszką Mini oraz dzięki umiejętnościom mojej Elżbiety. Sam bym sobie takiej pięknej kitki w życiu nie zrobił. 

W związku z tym, że nie mogę się z Wami podzielić żadną ciekawą historyjką z trasy, to odniosę się trochę do historii Biegu Nadziei i moich rezultatów w nim osiąganych. Do takiego stanu rzeczy skłonił mnie wpis na popularnym serwisie społecznościowym z Ameryki kierownika naszej sekcji biegowej, gdzie podsumował swój udział w VII Biegu Nadziei i wskazał, że w tym roku udało mu się ustanowić swój najlepszy czas na tej trasie. Po lekturze jego dość obszernego posta, zacząłem się zastanawiać, jaki jest mój rekord trasy średzkiej biegu. Wynikiem owych rozmyślań jest poniższa analiza. 

Wyniki osiągane przez waszego idola w ostatnich pięciu edycjach Biegu Nadziei 

III Bieg Nadziei - 2015-06-07 - 00:55:07 

IV Bieg Nadziei - 2016-05-21 - 00:56:57 

V Bieg Nadziei - 2017-06-04 - 00:52:43 

VI Bieg Nadziei - 2018-06-17 - 00:53:42 

VII Bieg Nadziei - 2019-06-16 - 00:54:50 

Gdyby rzucić narządem wzroku na powyższe zestawienie, to wyraźnie widać, że mój rekord trasy ustanowiłem podczas piątej edycji biegu w 2017 roku i wynosi on 52m43s. Pamiętam, że w ówczesnym czasie była to moja życiówka na dystansie 10 km. Byłem w tamtym czasie w dużym gazie. Trochę ponad miesiąc późnej w Kórniku ustanowiłem swój aktualny rekord (50m43s) Rok 2017 był dla mnie najlepszym sezonem, jeśli chodzi o ilość ustanawianych przeze mnie rekordów osobistych. Na dystansie 10 km poprawiałem swoją życiówkę 3 razy, a na dystansie półmaratonu 2. Nie wiem, co było tego przyczyną. Może fakt, że zacząłem dużo i regularnie biegać oraz korzystać ze zbawiennych zabiegów fizjoterapeutycznych przyczynił się do tego. W osiąganiu lepszych wyników mogła też pomóc dieta, która nie zawierała glutenu, laktozy i pszenicy. Podejrzewam, że wszystkie te elementy przyczyniły się do drastycznej poprawy moich umiejętności biegowych. Sukces ma w końcu wielu ojców. 

Najgorszy swój czas uzyskałem w 2016 roku. Jeśli wziąć pod uwagę fakt w jakiej rozsypce psychicznej byłej po zakończonym nagle długoletnim związku, to ten wynik i tak nie jest zły. W tamtym czasie spożywałem takie ilości słodyczy, że mógłbym nimi obdzielić nie jedną grupkę uczniów podczas klasowych Mikołajek. Miałem taki wysoki poziom cukru we krwi, że nie bałem się, iż może on mi nagle spaść na zawodach i spowodować omdlenie. Był to niewątpliwy plus tej całej sytuacji. 

III Bieg Nadziei był moim debiutem w zawodach biegowych. Choć w 2015 roku zdarzało mi się biegać w czasie poniżej 55 min, to wynik 55m07s był moją pierwszą oficjalną życiówką. Tylko wyniki osiągnięte podczas zawodów, które odbywają się na atestowanych trasach, można uznać na oficjalne wyniki. Spłodzę kiedyś odrębny tekst o moim oficjalnym debiucie. Choć pewnie rychło to nie nastąpi. Popełniłem wtedy w dniu zawodów oraz na samej trasie biegowej tyle głupich błędów, że gdy teraz o nich wspominam to łapię się za głowę z zażenowania. Widać, że z czasem nabrałem doświadczenia, bo większości tamtych błędów już nie popełniam. Drobne nadal mi się zdarzają, bo to jest nieuniknione. Stare porzekadło ludowe głosi w końcu, że nie myli się ten, kto nic nie robi. Po raz kolejny okazuje się, że wiekowa mądrość ludowa jest nadal aktualna. 

Zeszłoroczny Bieg Nadziei opisałem w dość dokładny i skrupulatny w ubiegłorocznej kronice biegowej, dlatego nie wspomnę o nim ani słowa. Napiszę parę słów o tegorocznej edycji. Miałem tego nie robić, ale domyślam się, że jesteście ciekawi, jak minął mi ten bieg. 

Minął mi on…bez szału. Szybko. Fajerwerków nie było. Pierwszy kilometr, który przebiega z górki, poleciałem jak dzik. Efektem tego był rezultat w granicach 5 min na kilometr. Na następnych kilometrach odczułem tą szaleńczą szarżę. Biegło mi się ciężko. O dobrym wyniku mogłem jedynie pomarzyć. Z każdym kilometrem słabłem. Apogeum zmęczenia osiągnąłem na 4 kilometrze. Wtedy to też wyszło słońce i zrobiło się gorąco jak w piekielnym kotle. Na moje szczęście, słońce szybko się schowało za chmurkami. Po skonsumowaniu galaretki z kofeiną moc zaczęła do mnie powoli napływać. Zaczęło mi się biec dobrze. Biegłem swobodnie. Wpadłem w odpowiedni na ten dzień dla mnie rytm biegu. Do mety zostały 3 kilometry. Motocykliści ze Średzkiego klubu „Etyliniarze” poczęstowali mnie wodą. Napiłem się i schłodziłem rozgrzane ciało. „Etyliarze” byli obecni na całej trasie biegu. Oferowali oni biegaczom wodę. Była to nowość na Biegu Nadziei, ale jakże potrzebna. Wody do picia na trasie nigdy za wiele. Ostatnie 300 m biegłem w takim szybkim tempie, na jakie w tej chwili było mnie stać. Po przekroczeniu linii mety miałem ochotę, aby przebiec sobie trasę biegu po raz kolejny. Widać, że dopiero po 10 km moja machina biegowa się dotarła i miał ochotę na więcej roboty. Z niedosytem udałem się do domu. Kolejny Bieg Nadziei już za rok. Szybko zleci...

Tagi:

Oceń notkę
+ +12 -

Paganini pióra i dystansu
Oceń profil
+ +98 -
Tomasso_34
Ranking: 143 Poziom: 62
PD: 30353
REPUTACJA: 17349