SKLEP

SoQwirówka...

czyli mikser growo-sportowy z domieszką
Konrad Adamczewski Konrad Adamczewski 11.01.2012, 01:09
Sherlock Holmes: Gra cieni - recenzja
1170V

Sherlock Holmes: Gra cieni - recenzja

Sequel Sherocka Holmesa to trzeci po wyjściu z twórczego niebytu film Guy'a Ritchiego. Przyznam, że po udanej części pierwszej, do kina na nowe przygody słynnego detektywa wybierałem się pełen optymizmu. Wyszedłem mając go znacznie mniej.

Sequel Sherocka Holmesa to trzeci po wyjściu z twórczego niebytu film Guy'a Ritchiego. Przyznam, że po udanej części pierwszej, do kina na nowe przygody słynnego detektywa wybierałem się pełen optymizmu. Wyszedłem mając go znacznie mniej.


„Gra cieni” zachowuje stylistykę oryginału, snując opowieść Holmesie i jego wiernym partnerze Dr Watsonie w formie filmu akcji, ubarwionego efektami rodem z „Matrixa”. W rolę ekscentrycznego detektywa znów wciela się Robert Downey, Jr., który nie zachwyca jednak tak, jak w pierwszej części. Być może dlatego, że mniej tu humoru, a ten który jest wydaje się nazbyt infantylny i prosty? Na pewno. Możliwe też, że Ritchie był o wiele bardziej zachowawczy niż przy pierwowzorze i postawił na intensywniejszą akcję nie pozwalając aż tak rozwinąć się aktorom? Też, bo i relacja Holmesa z Watsonem, która nadawała smaczku wielu scenom w pierwszej części, tu zupełnie uleciała.

 


Próżno także szukać tu soczystszych dialogów. Co prawda spotkania Sherlocka z jego wrogiem, którym w tej części filmu jest znany z książek profesor Jamesem Moriarty, są pełne napięcia i przypominają eleganckie rozmowy jakie prowadził ze swoimi wrogami James Bond za czasów Rogera Moore'a, to rytm filmu wyznaczają kolejne wybuchy, bijatyki i strzelaniny. Tak, strzelania jest tu w porównaniu do pierwowzoru aż za dużo, a jedna ze scen ociera się o absurdalny kicz. Ritchie z przesadną wręcz lubością korzysta z efektu slow motion, tak umiejętnie wykorzystanego w części pierwszej, starajac się kilka razy zaskoczyć widza. Akcja potrafi zatrzymać się na moment, a następnie cofnąć, by pokazać jak skrupulatnie łebski Holmes doprowadził do tego, co zaraz się się wydarzy. Choć nie można odmówić temu oryginalności, to wszystko wymyka się z względnie wiarygodnych ram ustanowionych w filmie sprzed dwóch lat. Słowem - Holmes to teraz wiktoriański super bohater - niezniszczalny i niemal jasnowidzący - a nie „jedynie” detektyw z bystrym umysłem i ponadprzeciętnymi umiejętnościami fizycznymi.

 

 


W pierwszym Sherlocku Holmesie podbało mi się wciągnięcie widza w intrygę, a następnie odsłanianie jej krok po kroku. W drugim już na samym początku dostajemy wykładnię tego kto jest złym i co należy zrobić, aby pokrzyżować mu plany. Owszem, to rozpoczyna nerwowy wyścig pomiędzy dwoma zaciekłymi rywalami, jednak formuła grania w otwarte karty jest mniej atrakcyjna. Ritchie, podobnie jak wcześniej, wplótł w historię elementy śledztwa. Wraz z Holmesem zwracamy uwagę na kilka przedmiotów czy poszlak, co zapewne ma pozwolić na zabawienie się w samodzielne szukanie tropów. Odpowiedzi przeważnie dostajemy jednak za szybko, a te które są kluczowe dla fabuły okazują się tymi, które nie zostają nam zasygnalizowane. W pierwowzorze takich oczek puszczonych w stronę widza było więcej, co uczyniło zeń nie tylko rwącą do przodu historię, ale i stworzyło obraz toczącej się na naszych oczach inwestygacji. Tu niby zachowano ten posmak, jednak na dużo mniejszą skalę. Historia nie jest żmudnym szukaniem igły w stogu siana, a raczej lekkim pretekstem do kolejnych scen akcji. Szkoda też, że w sequelu Holmes dość szybko opuszcza Londyn, bo osadzenie akcji w miejscach innych niż stolica Anglii odziera film ze sporej porcji niepowtarzalnego klimatu, który znacznie bardziej namacalny był w oryginale.

 


 

Drugi Sherlock Holmes jest niestety ze wszech miar gorszy od pierwszego. Nie ocznacza to jednak, że jest zły do cna. „Gra cieni” nie jest typowym filmem akcji i chwała za to. Jest obrazem mniej konwencjonalnym, jednak robi mocny ukłon w stronę typowych filmów akcji. Aż strach pomyśleć co stanie się z częścią trzecią, o której produkcji już parę z ust puściło studio Warner Bros.

Tagi:

Oceń notkę
+ 0 -

Oceń profil
+ +3 -
Konrad Adamczewski
Ranking: 1469 Poziom: 33
PD: 5475
REPUTACJA: 749
Miesięcznik PSX Extreme