SKLEP

Blog użytkownika MSaint

MSaint MSaint 02.01.2017, 09:36
rok 2017! [zdjęcia] [MEMY]
376V

rok 2017! [zdjęcia] [MEMY]

Autor wpisu pucuje się nad własną twórczością, podsumowuje rok 2016 i nieśmiało przedstawia plany na rok 2017 - ale w przeważającej większości to pierwsze.

Choć na PPE jestem od 2015 roku, tak dopiero w 2016 udało się trochę podziałać w sferze blogowej tego oto zacnego portalu: powstało szczęśliwe trzynaście wpisów i trzy recenzje, z czego większość została przyjęta na tyle dobrze, że chce mi się tworzyć jakieś nowe rzeczy również w 2017 roku. Nie jest to zadanie łatwe, bo ze względu na ograniczone ilości czasu często jest to wybór między graniem w coś a pisaniem, ale minimum raz na miesiąc coś powinno się udać sklecić. Lecz na pewno każdy p.t. Czytelnik tego wpisu zastanawia się, jak do tego pisania na PPE doszło, dlatego też spieszę z wyjaśnieniami.

 

Krótka historia wszystkiego

Jakoś po studiach znajdowałem się w stanie przewlekłego bezrobocia, więc pomiędzy kolejnymi stażami i innymi, równie rozczarowującymi zajęciami dorywczymi, wypełniałem sobie czas m.in. pisaniem na forum czasopisma CD-Action, dumnie zwanym "Forum Actionum" (lub "FA"), której to nazwy nie lubiłem od samego początku, czyli roku 2003. Natomiast z ludźmi dyskutowało się przednio, szczególnie w temacie o mandze i anime (ImpulseM, Kondzio/Konrad W, jurom/Princess Nue - pamientacie te czasy ??). Z czasem forum trochę się przemodelowało i poszczególne tematy o zainteresowaniach przerodziły się w pełnoprawne działy, a ja zostałem mianowany modkiem czterech z nich: manga & anime, seriale tv, książki oraz filmy. Bywało w miarę wesoło - na tyle, że gdy modek od komentarzy do newsów (b3rt, znany na tym zacnym serwisie pod nickiem Caladean) się wypalił, ja zgłosiłem się jak ostatni frajer do zastąpienia go. To był chyba przełom 2010 i 2011 roku i patrząc z perspektywy czasu moderowanie komentarzy na stronie głównej serwisu CD-Action postrzegam jako najżałośniejszą rzecz, jaką robiłem w internecie, a biorąc pod uwagę moje różne jeszcze wcześniejsze "dokonania", to jest naprawdę coś. Dałem sobie z tym spokój i postanowiłem generalnie polepszyć jakość mojego życia (no dobra, to był jeden z pomniejszych powodów) i w połowie 2011 roku w końcu udało mi się znaleźć sensowną pracę. Potraktowałem to nowe wyzwanie poważnie i dawałem z siebie wszystko - na tyle, że gdy wracałem do domu, to już nie miałem ochoty przeglądać nowych postów w działach, które miałem pod opieką - szczególnie, że ludzie, z którymi lubiłem dyskutować, poszli sobie, a ci, co zostali, byli nudziarzami (Black Shadow no i oczywiście Aiden ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) i/lub głupcami/trollami (mishiu, piotrekn - ten drugi łapie się też pod kategorię "nudziarz"), albo po prostu ich nie lubiłem. Dość powiedzieć, że zrezygnowałem z funkcji moderatora i na FA udzielałem się przez kolejnych parę lat tylko sporadycznie. Gdy w końcu jakoś opanowałem temat stałej pracy w pełnym wymiarze godzin, postanowiłem na forum wrócić i coś sobie popisać - tym razem w formie blogów! Zacząłem regularniej zaglądać na FA pod koniec 2013 roku i w sam raz trafiłem na moment, gdy główna ekipa moderatorów, aktywnie współtworzących forum nierzadko aż od 2003 roku, gremialnie rezygnowała i odchodziła. Jako powód wskazywano Berlina (Kamil Krupiński, wtedy jeden z redaktorów CD-Action, obecnie narrative designer w Techlandzie - nie, nie wiem, czym zajmuje się "narrative designer") i jego cokolwiek niemiłe zachowanie w stosunku do ludzi autentycznie zaangażowanych w utrzymywanie porządku na forum czasopisma, w redakcji którego pracował. Jak było w rzeczywistości - nie mam pojęcia, ale tekstów Berlina na stronie www CD-Action nie cierpiałem i unikałem jak ognia.

 

 

W każdym razie - zacząłem coś tam sobie pisać na swoim blogu, bo brakowało mi tego. Problem był taki, że podczas mojej nieobecności niegdyś bardzo żywe blogowisko okazało się być tak naprawdę zdechnięte, a ja idealnie wstrzeliłem się w stan agonalny - na dzień dzisiejszy jest tam mniej aktywności, niż w dziale "recenzje czytelników" na PPE. No ale nic - na początku 2014 roku przedstawiciel dumnej i powszechnie szanowanej nacji romskiej wypchnął mnie z autobusu, bo miałem czelność ustawić się przed nim do wysiadania, efektem czego trzeba mi było założyć szwy na głowę i bandaże na łapsko. Wieczorną pracę w warsztacie z tego powodu trzeba było zastopować, miałem w związku z tym sporo wolnego czasu, no to wystartowałem z czymś, co chciałem zrobić od dawna: przedstawieniem publice na CD-Action mojej drugiej ulubionej gry w ogóle, czyli Final Fantasy VII. Nagrywałem filmiki z przejścia i wrzucałem na YT, a na blogu dawałem mniej lub więcej tekstu z objaśnieniami, komentarzami do danego fragmentu gry i tak dalej. Przez jakieś osiem następnych miesięcy napisałem prawie pięćdziesiąt wpisów blogowych o samym fajnalu siedem, Last Order, oraz stworzyłem prawie godzinną wideorecenzję filmu Final Fantasy VII: Advent Children (którą później Square Enix zablokowało mi z powodu naruszenia praw autorskich, dokładnie w dzień moich urodzin - wielkie dzięki, Square Enix!), a potem robiłem tak samo (wideo + tekst) z Ocarina of Time, Majora's Mask, Xenogears... i wyszło na to, że #nikogo, ostatnich paru regularnie komentujących (Kondzio, Kathai) moje blogi się wykruszyło i w sumie nie został już nikt, kto by czytał, co piszesz. Nawet nie linkuję tego bloga, bo po zmianie skryptu forum rozpieprzyło się kodowanie - obrazki i filmiki, które wcześniej można było zobaczyć, klikając na podlinkowany fragment tekstu (kod "url="), teraz pokazują się od razu w samym tekście, co konkretnie uwala wszystko, z czytelnością wpisu na czele. Dość powiedzieć, że po rozmowie z kolegą Rankinem (również spadochroniarz z CD-Action) zarejestrowaliśmy się na PPE tego samego dnia.

 

 

Mamo, napisałem bloga!

Po krótkim rozeznaniu się co i jak postanowiłem napisać coś na temat Xenogears - ponieważ byłem pod koniec opisywanego wcześniej publicznego przechodzenia tejże gry. O ile po publice na blogowisku CD-Action (tzn. gdy jeszcze jakaś była) nie oczekiwałem znajomości gry i tekst pisałem jak do osób, które stycznością z grą nie miały (pismo celuje w graczy PC w wieku 13-15 lat), tak na PPE średnia wieku to będzie jakieś 30 lat i są tu gracze, którzy na jrpg z PSX zjedli zęby (HanysR chociażby), więc postanowiłem napisać in-depth artykuł na temat wszystkich różnych szczegółów tej wyjątkowej gry. Odbiór wpisu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, szczególnie za sprawą komentarza kolegi Griftera, który w pojedynkę sprawił, że uznałem ostatnie dwa lata swojej wcześniejszej działalności blogowej za ulokowane na niewłaściwym portalu.

4 grudnia 2015 roku odebrałem paczkę z grą Xenoblade Chronicles X i korzystając z długiego urlopu, jaki mam od świąt do końca pierwszego tygodnia stycznia, udało się wykręcić dość sporo godzin w tę zacną grę. Wrażenia postanowiłem opisać, a blog opublikowałem pod koniec stycznia. Po raz kolejny odbiór był fantastyczny, a wpis aż trafił na stronę główną serwisu, co na CD-Action zdarzało się niezwykle rzadko: ja pamiętam tylko tekst kolegi b3rta o FF7: Crysis Core oraz pierwszą część tekstu kolegi Rankina o The Elder Scrolls, którą nie dość, że mu ocenzurowano, to jeszcze o publikacji kolejnych części zapomniano. Kolega Alexy78 mimo szumnych zapowiedzi gry raczej nie skończy (mam o to do niego irracjonalny i efemeryczny żal), kolega dKc stał się tego wpisu fanem, skutecznie pompując moje ego, a kolega Mr. Bushido (szeroko znany na tym zacnym serwisie Szyszka) w PW poradził, żebym zainteresował się działem recenzji czytelników, o istnieniu którego wcześniej nie miałem nawet pojęcia - i to PW miało swoje pozytywne konsekwencje.

 

"nikt nie rusza moich ludzi"

 

Zainteresowałem się bliżej tymi recenzjami, a że w sobotnie popołudnia lubiłem sobie włączać samograje od Telltale (przełom roku to sezon drugi The Walking Dead, a potem poszło The Wolf Among Us), to postanowiłem napisać recenzję. Jak się okazało, moja recenzja wygrała w głosowaniu i w nagrodę trafiła na stronę główną serwisu, co mnie niezwykle ucieszyło, no bo jak inaczej.

Próbując powtórzyć to samo, co w przypadku Xenogears, postanowiłem napisać kolejnego bloga, który będzie dogłębnie analizował grę, którą "publicznie przechodziłem" (czy też, nie bójmy się tego słowa, letsplayowałem), a konkretniej The Legend of Zelda: Wind Waker. WW ma według mnie bardzo ciekawą fabułę, ale cokolwiek niejasno przedstawioną - i miałem sporo satysfakcji z opisywania jej. Wpis też trafił na stronę główną i wisiał tam przez święta wielkanocne, zyskał bardzo pozytywne opinie (między innymi od kolegów: aux, kazuyoshi) i jedną dość zaskakującą, gdzie czyjeś uczucia religijne zostały urażone - ale że pisał jako niezalogowany, to nie pojawiały mi się powiadomienia o jego odpowiedziach i niektóre zauważyłem dopiero po dłuższym czasie. W każdym razie gdybym miał wskazać najbardziej mnie satysfakcjonujący wpis blogowy, to będzie właśnie ten.

Kolejnym tekstem, który napisałem, była recenzja kolejnego samograja od Telltale, czyli Game of Thrones. Choć nie wygrała w plebiscycie, to jednak załapała się na podium (chyba na drugie miejsce) i również trafiła na główną. Tekst wyszedł dość długi, bo ogólnie o "Grze o Tron" mam trochę do powiedzenia i to była świetna okazja, by to z siebie wyrzucić, i to w nieco złośliwy sposób.

 

 

Następny tekst blogowy był z kompletnie innej mańki - z bliżej nieznanych sobie przyczyn włączyłem zakupioną na GOG-u kolekcję King's Quest i... wsiąkłem. Pierwsze cztery odsłony, porażająco i megabrutalnie trudne w porównaniu do dzisiejszych przygodówek, zastopowały mi większość pozapracowych czynności na ładnych parę dni. Dobrze, że grałem z opisem, bo by mnie te gry zaszlachtowały niczym banda rozgniewanych Arabów. Swoje wrażenia musiałem opisać, aż w końcu się zebrałem i tak powstał wpis kompletnie niepasujący do portalu o grach konsolowych, ale jednak czułem, że muszę go stworzyć i jakoś opisać swoje zaskakująco pozytywne przeżycia. Dużo bardziej zaskakujące było to, że ponownie ten wpis trafił na główną, a nawet znaleźli się ludzie, którzy aktywnie go komentowali, z nadającym sobie wielowyrazowy nick kolegą Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię na czele.

Kontynuując motyw wpisów o Xenogears i Wind Waker, napisałem jeszcze jeden tekst, tym razem wyjaśniający fabułę Twilight Princess. Tym razem nie udało się niestety trafić na stronę główną, no ale za dobrze by było. Wysnułem tam hipotezę (no dobra, podpatrzoną u kogoś innego), że Breath of the Wild może stanowić połączenie linii czasowych tej serii i do tej pory żaden trailer nie pokazał, że jest inaczej, no ale czekamy sobie na tę grę dalej.

Regularnie umieszczałem swoje komentarze w kolejnych odsłonach cyklu "W co gracie", traktuję je jako swoisty pamiętnik gracza i jeszcze na blogu CD-Action próbowałem taki pisać (raporty z przechodzenia gry Overclocked, kiepskiej swoją drogą), ale szybko mi się znudziło. W jednych z wydań cyklu kolega squaresofter wspomniał, że chętnie by zaprosił nowych ludzi do poprowadzenia kolejnej odsłony, ja odpowiedziałem i tak zostałem autorem odcinka #152. Było to na długo przed panującym obecnie konfliktem, w którego meandry nie zamierzam się zaplątywać oprócz komentarza, że to wszystko według mnie wymknęło się spod kontroli, a na pewno psuje atmosferę blogowiska i może interwencja modków i/lub włodarzy serwisu by się przydała...? W każdym razie postanowiłem opisać Bayonettę: grę typowo konsolową i obecną na maszynkach wszystkich trzech czołowych firm, oraz Dota 2: grę wyłącznie na PC. Co do tej drugiej to obawiałem się hejtu, ale nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie: pojawiły się głosy odnoszące się do samej treści wpisu, co bardzo mnie ucieszyło: tak kolega Iron, jak i koledzy Ciwas i RetroBorsuk - ten ostatni już nie udziela się na tym serwisie i koncentruje na swojej stronce Retro na Gazie - nachodzi mnie ochota, by mu jakiś swój tekst podesłać, ale szczerze mówiąc czasu brak. Obrazek do nagłówka dostarczył kolega Princess Nue (sorry kolo).

 

plot exposition

 

Kolejny tekst był nieco "sytuacyjny" i dotyczył prezentacji gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild na E3. Nintendo w końcu zaprezentowało nowy, konkretny gameplay z gry, o której do tej pory wiadomo bardzo mało. Doceniłem fakt, że jedną z prowadzących była panna z wielkimi cycami, ale wyraziłem też wątpliwości, bo niektóre gry z otwartym światem prezentują się dużo lepiej i generalnie nie rzuciło mnie na kolana. Mimo to dostałem plusa od kolegi Climbera, co uważam za swoje osiągnięcie, gdyż niektórzy interlokutorzy przewidywali, że będzie wręcz przeciwnie. Wpis trafił na główną, zebrał mnóstwo odwiedzin i prawie sto komentarzy, niestety trafiło się też parę minusów i głosów negatywnych, ale przy tak "gorącym" temacie nie jestem zdziwiony.

Następnym tekstem była recenzja jeszcze jednego samograja od Telltale, czyli Tales from the Borderlands. Głosowanie na recenzję trwało wtedy, gdy byłem na wczasach w Chorwacji i nie śledziłem dokładnie, co się dzieje, widząc znikomą ilość głosów na mój tekst, i zapomniałem o sprawie. Dlatego byłem mocno zdziwiony, gdy zobaczyłem swój tekst na głównej - bo zrównał się w punktacji z inną recenzją na trzecim miejscu. Kolega Muminek był łaskaw zauważyć, że to jest bardziej streszczenie czy opis, a nie recenzja, i jego opinia nie jest bezpodstawna. Przy pisaniu recenzji chciałbym przekazać coś więcej, niż grafika/muzyka/sterowanie/frajda. Moim ideałem jest ta seria artykułów o Final Fantasy, która oprócz tego, że w 95% jest zgodna z moją opinią, to jest fantastycznie napisana i chciałbym pisać rzeczy tak dobre jak to. Niestety jest jak jest, ale staram się starać.

Podczas wczasów miałem kilka pomysłów na teksty blogowe i po powrocie zacząłem je realizować. Pierwszym z nich był ten o cyklach fantasy, które mogłyby mieć własne gry. Temat niby niszowy, a wpis trafił na główną i pojawiło się sporo interesujących komentarzy, tak jak te kolegów ManoWar74 i Meph. Szkoda, że opisywaną tam "Drogę Królów" skończyłem czytać dopiero parę miesięcy później, bo dopiero pod koniec zaczęło być ciekawie i autor zaczął odpalać plot twisty...

Dalej wystartowałem z pomysłem na najgorszy i najmniej regularny cykl na blogowisku PPE, czyli "PlebStation", gdzie pisałbym o czymś innym, niż gry. Na pierwszy strzał poszła opinia o filmie Suicide Squad, na którym srodze się zawiodłem, podobnie zresztą jak kolega Darek, który trochę wcześniej popełnił własnego bloga na ten sam temat.

 

hmm

Kolejny wpis był o muzyce z gry Deus Ex. Spoilując niespodziankę: wpis nie trafił na główną, ale nie dlatego uważam go za swój najgorszy do tej pory - po prostu pod koniec pisanie szło mi niesamowicie opornie i zmuszałem się, żeby tylko skończyć. Jak sam autor nie ma frajdy z tekstu, to co dopiero czytelnik. Powinienem był w ogóle tego nie publikować, no ale jest, stało się. Przynajmniej zawsze można posłuchać The Synapse.

Drugie wydanie cyklu "PlebStation" traktowało o niezwykle popularnym serialu "Stranger Things", z którym zapoznałem się podczas wspomnianych wcześniej wczasów w Chorwacji. Zainteresowanie tematem wykazali koledzy Havoc1, Alexy78 i nieoceniony Grifter, tak więc rezultat okazał się być całkiem satysfakcjonujący.

Jednak najpopularniejszy (powiedzmy z naiwnym optymizmem: "jak na razie!") mój wpis traktował o... cyckach. To przedostatni z moich pomysłów z wczasów w Chorwacji (tak, hotel był zaraz obok campingu naturystycznego) i chciałem temat banalny przedstawić w sposób ciekawy, niewulgarny i rozbudowany. Wydaje mi się, że cel osiągnąłem - na wszelki wypadek przed publikacją zasięgnąłem rady odnośnie zgodności wpisu z regulaminem serwisu (kolega Alexy78 zaopiniował pozytywnie) i poszło. Ku mojemu gigantycznemu zaskoczeniu wpis też trafił na główną, choć parę dni wcześniej red. Igor Chrzanowski dostał ostry opiernicz od bywalców serwisu za "linki do serwisów pornograficznych" i na tej podstawie wywnioskowałem, że frywolna tematyka przynajmniej przez pewien czas nie będzie na stronie głównej mile widziana. Okazało się inaczej i choć zdarzyli się komentujący, którym tematyka do gustu nie przypadła i minusowali oraz wypowiadali się negatywnie, to jednak lubię myśleć, że sugerowali się samym tytułem i obrazkami w tekście, w którego treść nie zdążyli się zagłębić. Dodatkowo ten potencjalnie obraźliwy dla nich wpis zaplusowały dwie koleżanki: Kaszydo i Kathai_Nanjika, co uważam za swój sukces.

 

co było do udowodnienia

 

Kolejny tekst i ostatni z moich "wczasowych" pomysłów wrzuciłem na dzień przed Wigilią, dwa miesiące po ostatnim wpisie. "Niestety" tematyka Nintendo 64 była mi tak bliska, że nie miałem serca ograniczać tekstu i generalnie przez dwa miesiące naskrobałem 23 strony w Wordzie (ponad 14 tysięcy wyrazów, ponad 92 tysiące znaków - możliwe, że najdłuższy tekst blogowy w tym roku...?), ostatni raz tekst o porównywalnych rozmiarach napisałem może jak byłem w szkole średniej i szkoda, że nie mam tyle zapału do innych pomysłów. Problem polega na tym, że już przed ukończeniem wiedziałem, że tekst i ilość pracy nad nim jest mocno nieproporcjonalna do "potencjału odbiorczego". Tekst trafił na stronę główną, był odwiedzany i p.t. Czytelnicy zostawiali komentarze, ale ja jednak bardziej cieszyłem się, że skończyłem, niż z reakcji na wpis. Wiem, to mocno egocentryczne, ale jak ktoś przegapił tę moją cechę, to chyba nie czytał pozostałej części wpisu.

Ostatnim wpisem w roku 2016 okazał się być jubileuszowy, bo trzeci odcinek "PlebStation", tym razem o serialu animowanym "Rick and Morty". Nie ma w tym wpisie żadnej filozofii, usiadłem, napisałem w godzinę, dodałem obrazki i opublikowałem. Był to swego rodzaju odpoczynek i oczyszczenie po poprzednim megawpisie, nad którym zeszło mi tyle czasu. I to jest generalnie pomysł na 2017 rok: tworzyć coś, co będzie mniej czasochłonne, bo po pierwsze mogę publikować częściej, po drugie większa szansa, że ktoś przysiądzie i przeczyta całość.

 

Oprócz wspomnianych tekstów, przyłączyłem się do zabaw grupowych: ostatni "Kącik Otaku" kolegi Mr. Bushido, gdzie popełniłem dość obszerny tekst o serii JoJo; wypowiedź "na co zwracamy uwagę w grach" do bloga kolegi smOOgi i na koniec wrażenia z Dragon Quest VII jako część kolejnego "w co gracie" kolegi squaresoftera. Ten ostatni czyn nastąpił w burzliwych okolicznościach Wielkiej Schizmy Blogowej i w sumie żadnego zaproszenia do współpracy przy jakimkolwiek wpisie od nikogo już nie otrzymałem (nieśmiało spodziewałem się, że może od kolegi Daaku coś przyjdzie), no ale cóż.

 

 

2016+1

Jeśli chodzi o granie w 2016 roku, to było spoko. Jeśli chodzi o kończenie gier, to już dużo gorzej... Przede wszystkim Xenoblade Chronicles X. Ta gra zeżarła mi w sumie 182 h, ale zrobiłem całą mapę na 100%. Robić wszystkich achievementów (których jest prawie 750) nie mam już siły. Potem 103 h w Bravely Default, kończyłem grę siedząc wieczorem w hotelu na chorwackiej wyspie Hvar. Pierwsza połowa roku to również ukończenie Ocarina of Time 3D na 100% w wersji podstawowej i Master Quest oraz całkiem niedawno Skyward Sword na 100%. Z mniejszych gierek to przygodówki: Chains of Satinav oraz Still Life (pierwsza część tylko), Pony Island oraz samograje: The Walking Dead sezon drugi, The Wolf Among Us, Game of Thrones, Tales from the Borderlands i Life is Strange. No i gry, które letsplayowałem na swoim kanale YT: Wind Waker HD, Twilight Princess HD, Final Fantasy VIII, Super Mario 64 i teraz Skyward Sword. Oczywiście grałem w dziesiątki innych gier, ale nie skończyłem ich - tak więc nie ma jakiegoś większego sensu wspominanie o nich, oprócz rzecz jasna Dota 2 - w której jakoś tak wyszło, że już mam ponad 1800 godzin, to pewnie z tego grania w nią przez sześć wieczorów w tygodniu od kilku już lat. Szczere pozdrowienia dla kolegów z teamu w tym miejscu: Bethezer, ImpulseM, Princess Nue, Rankin. Forced 50% czeka.

Z planów na granie w 2017 to przede wszystkim chcę przejść Still Life 2 i zapomnieć jak najszybciej, a potem wrócić do serii King's Quest. W dalszej kolejności: kolejne stare przygodówki z GOG. Na Steam chciałbym przejść, ze wszystkimi achievementami na 100%, pierwszy rozdział Trails in the Sky - może uda się przed premierą trzeciego rozdziału...? Dodatkowo ostatnie achievy za speedruny w Escape Goat oraz w Braid, to raczej powinno się udać.

Na Wii U chcę skończyć Bayonettę 2, a co potem to nie mam pojęcia, bo za dużo gier nieruszonych czeka na półce (Tokyo Mirage Sessions, Super Mario 3D World, New Super Mario Bros. U, MH3U...).

Na 3DS mam jeszcze więcej gier i w sumie nie wiem, za co się zabrać - tu czas pokaże.

Z planów zakupowych to już we wtorek idę kupić nową kartę graficzną (GTX 1060), więcej RAM i pewnie też nowy zasilacz. W drugiej połowie roku pewnie dokupię nową płytę główną i procesor, tak że zestaw będzie wypasiony i starczy na kolejnych parę lat. Co do Nintendo Switch to prezentacja 13 stycznia powinna dać mi odpowiedź, czy kupować, czy się wstrzymać - ale raczej kupię. Inny nieśmiały plan to X360, ale to w dalekiej, dalekiej perspektywie (Nier i Lost Odyssey jeszcze poczekają na półce).

Z planów tekstowych: chciałbym napisać parę recenzji, ale pod nieobecność kolegi montany i braku plebiscytu jestem trochę sceptyczny, ale może chęć pisania zwycięży. Co do blogów, to chciałbym napisać obszerniejszy tekst o Final Fantasy VIII i pewnie jakoś niedługo się za niego wezmę - nie, to nie jest groźba.

 

 

Bardzo dziękuję włodarzom serwisu za wrzucanie moich blogów na główną w 2016 roku oraz wszystkim p.t. Czytelnikom za plusy i komentarze. Jeśli tylko będę miał jakieś fajne pomysły i czas na ich spisanie, to w 2017 również powinno być grubo. Pozdrawiam wszystkich i do przeczytania przy okazji jakiegoś mojego kolejnego tekstu.

Tagi:

Oceń notkę
+ +35 -

łatwo osądzać, trudniej zrozumieć
Oceń profil
+ +66 -
MSaint
Ranking: 184 Poziom: 52
PD: 18766
REPUTACJA: 13057
Miesięcznik PSX Extreme