SKLEP
dKc 02.03.2016
Walet bije króla
1330V

Walet bije króla

GTA V jest obecnie królem w rockstarowej talii sandboxów, by nie powiedzieć jokerem, który komercyjnie skasował wszystko co się pojawiło do tej pory na rynku. Red Dead Redemption mimo swojej zajebistości będzie „tym drugim” - damą, zaś GTA 4 możnaby uznać za waleta. Z takiego układu w głowie rodzą się pytania. Czy cofając się dziś o jedną część nie poczujemy archaizmów? Czy w GTA IV da się jeszcze grać bez większych zgrzytów? Wreszcie - czy walet może pobić króla? Zależy w co gramy. W niektórych grach karcianych pewnie bije. Co? Oj nie wiem w których! Zapraszam do recenzji. Co za ludzie…

Grand Theft Auto IV
  • Platformy:  PC   PS3   X360 
  • Data premiery - Polska: 29.04.2008
  • Nie
  • od lat 18 wulgarny język używki online przemoc

Niniejsza recenzja jest recenzją gry w wersji GTA Complete Edition (dystrybucja cyfrowa) zawierającej dwa DLC: The Lost And Damned oraz Ballad of Gay Tony. Zaznaczam, iż przeszedłem wszystkie części od GTA: Vice City „w górę”. W GTA 3 doszedłem do trzeciego miasta. GTA V kupiłem niedługo po premierze, a GTA 4 ograłem po skończeniu „piątki”. Chciałbym, żebyś miał(a) tego świadomość czytając ten tekst… Zatem, zobaczmy kiedy ten walet bije króla.

                                                                                                                   

Fabuła


„Na waleta” to na początku gry Niko Bellic nocuje u brata Romana. Szybko się okazuje, że nasz „boski przyjaciel” nakreślając wcześniej wizję „szklanych domów” ma więcej do ukrycia swoich niecnych uczynków niż pokazania wartych uwagi miejsc w USA. Wokół wspomnianych braci z początku kręci się fabuła, która wraz z pojawieniem się kolejnych postaci nabiera tempa. W równie szybkim tempie gracz doświadcza tego jak mit "American Dream" upada. Jak się okazuje Stany Zjednoczone to wielokulturowa mozaika i nim się obejrzymy w grze robimy misje dla przeróżnych narodowości osiadłych za oceanem. Ruska mafia, starzy znajomi z Serbii, Włosi, Żydzi, Chińczycy, harleyowcy, drobne cwaniaczki z getta – z każdym z nich przyjdzie nam w ten czy inny sposób wejść w interakcję. No dobra, ale kim oni są?

 

-So, who are You? FIB?
-Do I look homosexual to you?

Tak jak czoło mam już czerwone od facepalmów wywołanych czytaniem komentarzy na tej stronie, tak patrząc na intencje postaci z GTA ręka sama się rozkłada i chce uderzyć w czoło ze zdowojoną siłą. W pewnym momencie fabuły dostrzegamy, że praktycznie każda z postaci tu przedstawionych ma coś z głową i po zrobieniu pierwszego zadania nowopoznanej osobie wiemy, że to wszystko dobrze się nie skończy. Pierwszy z brzegu przykład: grupka czterech chłopaków wpada na genialny pomysł by okraść mafię. Mądre to to? Albo ten koleś, który w TV kreuje się na takiego, co  zwalcza przestępstwo, a tak naprawdę wykorzystuje Nika do brudnej roboty. Nie muszę mówić, że sam Niko, jak i reszta osób nie traktuje go poważnie. Zresztą samo burzenie autorytetu przewija się tu często. Podwładny jedzie po szefie, pokazując jakie to ma duże jaja i właśnie takie momenty przypadłyby do gustu wielu buntownikom z ppe walczących w imię… w imię… a jebać, nawet nie będę zgadywał... walczących w imię czegoś tam. Mniej więcej w takim stylu jak ja w poprzednim zdaniu, R* podchodzi do tematu stereotypów. Bezpardonowo nazywa Włochów makaroniarzami czy żartuje sobie z wielkości jąder osób ciężko trenujących na siłowni. Mimo swojej bezwzględności jednego odmówić grze nie można – postacie są ciekawie i różnorodnie napisane. Zaraz, czy ja napisałem różnorodnie? Cóż, w pewnym momencie spotykamy postać, która ma tą samą teksturę twarzy co Niko i podczas pewnej rozmowy jeden mówi do drugiego „Widzę w Tobie siebie”. Handluj z tym. Sam Niko zresztą jest postacią, jakiej dawno nie widziałem w filmie, w grze czy choćby w realnym życiu. Ten randomowy jegomość o serbskich korzeniach prezentuje rzadko spotykany stoicki spokój, jest poczciwy i opanowany. I chociaż czasem bywa pogardliwie nazywany Polakiem to w niektórych momentach dostrzegałem w nim autorytet. No, może poza momentami, gdy mordował setki ludzi bez mrugnięcia okiem (bo przez większość gry widzimy jego plecy, heh, taki żarcik). Naśladowanie Nika to niezawsze dobry pomysł... Co sądzi o tym sam zainteresowany?

Strzelam, że...

The world is built out of bad ideas, my friend.

Świat w GTA 4 jest o wiele, wiele mniej kolorowy niż w „piątce”, ale ta stara szkoła robienia miast do GTA pokazuje ciekawą rzecz. Zazwyczaj w grach, w takim np. RPG’u (np. Dragon Age) czy platformówce (np. Donkey Kong Country Returns) mamy różne krainy i te krainy wizualnie skrajnie się od siebie różnią. W GTA 4 też mamy w pewnym momencie zmianę klimatu, co jest fascynujące, bo niby zawsze jesteśmy w miejskiej dżungli, ale widzimy, że ta dzielnica różni się od poprzedniej. Niby to samo, ale jednak widać różnice. Mimo swej szaroburości w grze jest co robić. Poza obecnym w każdej części ganianiem się z policjantami możemy jeść, grać w kręgle czy darty, surfować po Internecie w kafejkach internetowych, chodzić po sklepach, ścigać się, strzelać czy zaczepiać przechodniów. Z nowości możemy w skradzionym policyjnym radiowozie podłączyć się do bazy danych i wyszukiwać przestępców. Taksówki, które także doszły (dojechały?) w tej części w teorii spłycają roz(g)rywkę, a w praktyce ułatwiają życie, bo mozemy taksówkarzowi wskazać miejsce gdzie chcemy jechać i pominąć całą podróż (za dodatkowe kilka dolarów). Większość misji polega na dojechaniu gdzieś i zastrzeleniu kogoś, choć trzeba przyznać, że niezawsze. Do bardziej oryginalnych zadań należy zakradnięcie się do szpitala, założenie lekarskiego kitla, wejście do pomieszczenia z celem leżącym w łóżku i opcjonalne odłączenie kardiogramu. Taka inna skradankowa misja. Hitman po prostu. Sama rozgrywka często jest oskryptowana i podczas przechodzenia/przejeżdżania/przepływania misji za każdym razem mamy te same sytuacje, np. podczas pościgu ktoś chamsko zajeżdża nam drogę tak, że musimy w nienaturalny, trudny sposób wymanewrować. Natomiast dialogi, co ciekawe się nie powtarzają – dwukrotne przechodzenie misji skutkuje dwoma różnym dialogami podczas jazdy autem. Zresztą, same dialogi jak zwykle są mistrzowskie. Jest to poziom zbliżony do tego ze Sleeping Dogs. Kolejną ciekawostką w gameplayu jest to, że często mamy wybór czy kogoś chcemy zabić czy nie. Możemy kogoś zlikwidować albo powiedzieć, żeby wyniósł się z miasta. W grze przyjdzie nam też dokonywać trudnych decyzji jak np. wybór między Dwayne'm a Playboy'em X. Generalnie jest dobrze, fabularna otoczka wygląda jak dobry gangsterski film, strzelanie jest miodne, a postacie świetnie napisane. Dbałość o szczegóły jest znamienna dla całej serii. Stacje metra wyglądają tutaj jak stacje metra, blokowiska wyglądają jak blokowiska, a kiedy podczas jazdy samochodem trzymamy telefon w prawej ręce to wtedy nie można zaciągnąć ręcznego. Jest super, choć nie wszystko zagrało.

"Znowu się spóźnie do pracy jako NPC..."

To prawda, bywam wybuchowy...

-Me and my brother here, we…

-Why’re you tellin’ them we’re brothers, you idiot? That’s going to make it hard for them to find us, isn’t it?

Pewnie słyszeliście opinie, ze GTA 4 jest słabo zoptymalizowane pod komputery. Gówno prawda. GTA 4 nie jest dobrze zoptymalizowane także i pod konsole (mowa tu o PS3, wersji na X360 nie miałem okazji przetestować na dłużej). O ile drapałem się po głowie patrząc jak mój blaszak (na którym na lajcie śmigał Mass Effect 3 w full HD) w bólu i agonii stęka generując marną ilość fps'ów w GTA 4, o tyle na PS3 podczas szybkiej jazdy samochodem widać, że konsola nie wyrabia i gra wyciąga 15 klatek na sekundę! To pewnie ze względu na ogrom świata, ale hej, kiedy jedziemy szybko samochodem grafika nie powinna się zacinać. Przecież to niebezpieczne. :) W grze nie ma checkpointów (myślałem, że z tym będą większe problemy, ale mogę powiedzieć, że tragedii nie ma - apteczki i amunicja są przyzwoicie rozłożone) w trakcie misji i jest to progres w stosunku do GTA 1, choć regres w stosunku do "piątki". Niektórzy narzekają na doczytywanie tekstur. Podczas mojej gry tylko raz dostrzegłem jak na moich oczach zniknęły dwa samochody, wraz z kierowcami. Zresztą, dobrze im tak, bo sami ludzie tutaj są debilami, a każdy kierowca jest piratem drogowym! O ile w GTA 3 można było sobie stanąć w pobliżu pędzącego samochodu i ten nas nigdy nie potrącił, o tyle tutaj nawet jak zachodzimy drogę taksówce to i tak dupek w nas wjeżdża. Z czasem nauczyłem się, że trzeba stawać i potem lekko podchodzić do przodu. Inna dziwna rzecz się pojawia, gdy jeździmy drogami szybkiego ruchu. Tutaj wydaje mi się, że kierowcy jeżdżą specjalnie tak, aby utrudniać szybkie przemieszczanie się gracza w dziwny sposób zmieniając pasy ruchu. Mimo, że strzelanie z pistoletów czy karabinów jest zrobione wręcz bosko, inne zadawanie ciosów boli (i nie mówię tu o ofiarach Niko). Sama walka wręcz jest toporna i mało intuicyjna, a bazooka nie działa tak jak bym oczekiwał (naboje jakoś dziwnie się odbijają zamiast pod dotknięciu z dowolną powierzchnią eksplodować).

Niemiec płakał jak sprzedawał, a jak przyjeżdżał na myjnie to nowe szczotki zakładali.

Muzyka

Udźwiękowienie w GTA 4 stoi na wysokim poziomie i w tej części jak i w jej braterskich odsłonach mamy kilkanaście rozgłośni radiowych. Teraz jak to napisać, żeby było płynnie. Chyba nie potrafię, bo różnorodność stacji jest tak wielka, że po prostu każda ze stacji będzie osobnym akapitem.

Beat 102,7 – stacja z rapem na której usłyszymy m.in. Nas’a, Busta Rhymes’a czy Kanye’go Westa

Broker – radio z wszelkimi odmianami rocka, w którym posłuchamy m.in. LCD Soundsystem.

Vladivostok – radio z bliskowschodnim popem na którym usłyszymy ukraińska kandydatke do Eurowizji w 2004 – Ruslanę.
PLR – jakieś sztuki teatralne

San Juan Sounds – stacja z muzyką latynoską z np Daddy’m Yankee

Choc Electro (tylko Ballad of Gay Tony?)– stacja z muzyką elektroniczną, z kawałkami wykonawców tj. Kavinsky czy Justice.
Classics 104.1 – rap z jakichś lat 80tych, jak np. MC Lyte

If99 – rozmowy i jakiś soft pop

Tuff gong – rozmowy, reklamy, reggae

Integrity 2.0 – stacja na której ciągle lecą talk shows, zrobione w dziwnym rockstarowym stylu

The Vibe – pop, na którym jest m.in. Llloyd

Liberty rock – rockowa stacja, na której usłyszymy np. R.E.M.

JNR – stacja z jazz, gdzie grany jest np. Miles Davis.

Massive B – stacja z muzyką reggae, np. Choppa Chop.

K109 – klubowa muzyka z lat 70 i 80, np. Suzy Q.

Wktt – stacja z programami radiowymi

L.C.H.C. (tylko TLaD?) – metal z zespołami jak Sepultura czy Kreator

The Journey – ambientowa, chilloutowa muzyka wśród której jest Jean Michelle Jarre czy Aphex Twin.

Poza stacjami radiowymi są normalne dźwięki jak odgłosy strzelania, jeżdżenia samochodem w przyzwoitej jakości (wzruszenie ramionami).

Z dumą przedstawiam niewidzialne... coś

I will make you rich. I will make you a man. Maybe I will make you a man with one leg, but I will make you rich

O ile grając w GTA V mało logicznym rozwiązaniem wydawało mi się sterowanie trzema postaciami, tak GTA 4 z DLC pokazuje nam, że 3 bohaterowie w całej grze (w podstawce i obydwu DLC) jest najzwyczajniejszym w świecie logicznym następstwem. Warto zapoznać się z fabułą dodatków, bo historie wszystkich trzech bohaterów (Niko, Johnny i Luis) ładnie, ciekawie się zazębiają. Jedną z głównych innowacji, które wprowadzają do serii pierwsze DLC: Lost and Damned jest obecność checkpointów podczas misji. W GTA V pod koniec każdej misji mieliśmy podsumowanie z oceną naszych poczynań – to pojawia się w Ballad of Gay Tony. Mając na uwadze takie rzeczy i widząc jak prężnie rozwija się GTA Online można spekulować, że „szóstka” w całości może być zanurzona w świecie online. Czy warto ogrywać obydwa dodatki? Gdybym miał oceniać trzeźwym okiem to świat harleyowców z Lost and Damned nie każdemu mógłby przypaść do gustu. Ja sam grając w dodatek miałem przed oczami odcinek South Parka traktujący o głośnych właścicielach harley’ów. Mimo to ma on parę interesujących momentów jak rozmowa przedstawicieli dwóch grup społecznych : metalowców i raperów rozprawiających o ulubionych maszynach do jeżdżenia. Rock’n’roll, ryk motorów, braterstwo, growlowanie, męskie gadanie z chrypką to chleb powszedni tego dodatku. Jedynie postacie początkowo wydają się być odrzutami z podstawki, ale potem jest już lepiej. Świat jest brudny, zniszczony, a w nieposprzątanym ulubionym klubie głównych bohaterów gra głośna muzyka. Drugi dodatek z kolei o zupełnie inna bajka. Dyskoteki, pedalski wszędobylski róż, sex w toalecie, bramkarze stojący przed klubem i wszechobecny bass. Kiedy Gay Tony mówi, że uwielbia rok 1995 gracz zastanawia się czy lubując się w grach retro na pewno wszystko jest z nim w porządku. Wspomniałem wcześniej, że GTA V było kolorowe. GTA 4 było szare i „schludnie brudne”. Kolory zaczęły się pojawiać właśnie w tym dodatku. Widać, że graficy postanowili zaszaleć i dać nieco weselszych barw do tego brutalnego świata, jednocześnie nie psuć ogólnej rockstarowej wizji i stawiając pewne sprawy w innym świetle, jak np. postać Brucie’ego. Dodatek ten zmusił mnie też do refleksji jak w dużym mieście niedaleko nas mogą mieszkać osoby, które znamy, które widzieliśmy albo które są rodziną/znajomymi osób, które w życiu spotkaliśmy. Gdy odwiedzamy to samo osiedle dwoma różnymi postaciami i pukamy do dwóch różnych drzwi wtedy doceniamy, ze R* stworzył ogromny, pełen niespodzianek świat.

Don Corleone wannabe

Gra mimo niektórych niedociągnięć nie zestarzała się jakoś strasznie. Ponad 90 misji trybu fabularnego wciąga, a świetnie napisany scenariusz wraz ze specyficznymi intencjami postaci pokazuje jedynie, że Rockstar co jak co, ale gry to robić umie. Do tego dochodzą długie godziny, które można przeznaczyć na bezcelowe zwiedzanie miasta, rozgrywkę online czy szukanie znajdziek (podobno są jakies gołębie, ale ja żadnego nie spotkałem, ani nie szukałem – IMO trochę to psuje immersję). Polecam tą grę, zwłaszcza, że można cały zestaw trzech historii kupić w okazyjnej cenie (np. na przecenach PSN’u za 21 PLN). To dobra cena jak na dzieło, które ma tak genialne teksty, których użyłem do zatytułowania kolejnych akapitów. Cenowo na tle następcy prezentuje się to zachęcająco. Walet bije króla. Po makale.

Ciekawostki (dodałem je w odpowienim polu, ale nigdzie ich nie widzę na stronie, więc dam je w samej recenzji):

  • Gdy w kafejce internetowej wejdziemy na stronę www.littlelacysurprisepageant.com zobaczymy komunikat od LCPD i natychmiast dostaniemy 5 gwiazdek ścigania.
  • W grze znajdziemy budynek, na którym na jednej ścianie na graffiti zobaczymy kawałek grafiki z GTA 3, z drugiej ściany z GTA Vice City, a z trzeciej z GTA San Andreas.
  • Statua wolności z GTA 4 trzyma kubek kawy, który paruje. Jest to nawiązanie do najpopularniejszego moda "nie dla dzieci" - Hot Coffee z San Andreas.
  • Przejście gry zajmuje ok. 30h, a splatynowanie jej ok. 90h.
  • O grze można mówić naprawdę sporo rzeczy. Odnośników do serii czy ogólnie całej popkultury jest cała masa. Wymienienie wszystkiego zapewne zajęłoby pewnie z dobę (także nie liczcie, że  w tej rybryce zamieszczę wszystkie ciekawostki).
  • Ciekawostka spoilerostka: Johnny Klebitz (grywalna postać pierwszego DLC z GTA 4) pojawia się podczas pierwszego spotkania Trevora z GTA 5. Na krótko.
  • W dodatku Ballad of Gay Tony jest jedna wymowna misja "...Blog this!", której finał wygląda trochę tak, jakby twórcy chcieli dać upust swojej frustracji na hejterów z Internetu. Pod koniec niej gracz może się wyżyć na postaci hejtującej za pośrednictwem łącza internetowego znęcając się nad nią praktycznie bez końca.
  • Z początku powyższy tekst miał być wrażeniami do jakiegoś W co gracie albo innego Anty-anime corner, ale widząc, że w encyklopedii nie ma recenzji tej gry przygotowałem dłuższy tekst.

 

 

Tagi: grand theft auto grand theft auto IV gta 4 gta 5 gta v

Werdykt
Graliśmy na: PS3
  • + fabuła
  • + postacie
  • + dialogi
  • + miodne strzelanie
  • - optymalizacja
  • - podobne misje (nie dotyczy drugiego DLC)
  • - piraci drogowi
dKc
dKc Warto zagrać, nawet po ograniu "piątki". Polecam, zwłaszcza, że cały zestaw (podstawka + 2 DLC) można nabyć w okazyjnej cenie. Przy tylu godzinach rozgrywki to dobra cena.
Oceń recenzję
+ +42 -

Miesięcznik PSX Extreme