SKLEP
Rayos 12.11.2015
Wolframik zbiera cukierki
278V

Wolframik zbiera cukierki

Powiedziałbym, że Chibi-Robo Zip Lash to godny następca oryginalnego Chibi-Robo z 2006 roku. Powiedziałbym, że Nintendo wie jak postępować ze swoimi mniej znanymi markami. Powiedziałbym również, że ta dwuwymiarowa platformówka jest całkiem dobrą grą, z interesującymi patentami i solidnym gameplayem. Nie powiem nic z tego.

Chibi-Robo!: Zip Lash
  • Platformy:  3DS 
  • Data premiery - Polska: 06.11.2015
  • Nie
  • od lat 7 przemoc

W zasadzie nie wiem co się dzieje teraz w Nintendo. Powiedzenie, że rozmieniają się na drobne jest krzywdzące w stosunku do Super Mario Makera, Splatoona czy Yoshi’s Wolly World lub nawet Tri Force Heroes. Jednak kiedy patrzę na Happy Home Designer, nie wydane jeszcze Amiibo Festival, czy opisywanego teraz Chibi-Robo Zip Lash, ciężko mi jest powiedzieć coś innego.

Aluminium na ratunek!

Nasz tytułowy bohater wielkości średniego rozmiaru żarówki energooszczędnej spokojnie czyści sobie stację kosmiczną, gdy zauważa, że kosmici zaczynają rozkradać wszelkie żelastwo na Ziemi. Nie pozostaje mu nic innego, jak wskoczyć do swojego stateczku i wyruszyć na ratunek światu! Przecież nikt nie zrobi tego niż pocieszny robocik z wtyczką do kontaktu w formie broni.

Podróże duże i małe, po Europie i po wulkanie...

Chibi-Robo Zip Lash to klasyczna dwuwymiarowa platformówka, w której gramy wspomnianą przerobioną puszką po sardynkach. Podążając jego losami odwiedzimy sześć różnych miejsc na naszej planecie, m.in. Oceanię, Afrykę, Karaiby, Europę, a na każdym z nich zmierzymy się z sześcioma różnymi levelami + bossem, co daje nam właściwie sporą liczbę 36 plansz + 6 szefów. Niestety, choć poziomów jest całkiem sporo, przechodzi się je stosunkowo szybko i całą przygodę jesteśmy w stanie skończyć w około 8-10 godzin. A jak wyglądają te poziomy? W zasadzie ciężko mi stwierdzić, dlaczego poziomy Europejskie mają miejsce w lesie, czy te na biegunie południowym w wulkanie, ale mniejsza z tym. Poziomy mają bardzo kiepski design, pomijając pojedyncze poziomy, niczym szczególnym się nie wyróżniają i zupełnie brak im duszy czy jakiegokolwiek pomysłu. Ot, po prostu zwykłe platformówkowe rzemieślnictwo. Dodatkowo, w każdym świecie jednym z poziomów jest jeden bardziej zręcznościowy i te są najmocniejszym punktem recenzowanej gry. Mamy jazdę na deskorolce, śmiganie za skuterem wodnym czy lot balonami. Pomijając ten ostatni, to te poziomy są szybkie, fajne i po prostu przyjemne w rozgrywce. Co do lotu balonem, który pojawia się aż dwa razy, to powiem tyle – ten, kto wymyślił taki sposób sterowania w tej planszy powinien zostać od razu zwolniony. Jest tragiczne…

Chibi-Robo bliżej do Yoshiego lub innej „eksploracyjnej” platformówki niż do takiego Mario, gdyż lwią częścią grania w Zip Lash to zwiedzanie zakamarków planszy i znajdywanie różnego rodzaju gadżetów do zbierania. Mamy tego trochę, począwszy od oczywistych monet, przez specjalne 3 medale, 3 małe, urocze Chibi-Tot, które przed nami uciekają. W pewnym momencie gry będziemy eskortować kosmitów, a najważniejszymi znajdźkami to skrzyneczki przechowujące monety, bądź co najważniejsze… słodycze.

Uwaga, gra zawiera lokowanie produktów.

Podczas wędrówki po świecie, Chibi-Robo natrafi na różnego rodzaju słodycze oraz śmieci. Zarówno jedne jak i drugie nasz robocik zbiera, bo jak wiadomo – ekologia przede wszystkim i nie wolno zostawiać odpadków, a słodycze są towarem ekskluzywnym i należy ponad wszystko je mieć. Ciekawostką, o której należy wspomnieć, jest to, że rzeczone słodycze są realnymi, markowymi towarami, wśród których znajdziemy Chupa Chupsy, Mentosy, PEZy czy mnóstwo różnych dziwnych azjatyckich cukierków. Chibi-Robo to oczywista gra dla dzieci, więc pewnie sprytne Nintendo pomyślało sobie, że nauczy ich trochę o ekologii o o tym, że należy jeść najlepsze, specjalnie wyselekcjonowane słodycze. Odnalezione cukierki spełniają specjalną rolę, gdyż w każdym ze światów znajduje się zabawka charakterystyczna dla danego rejonu (tak, w Ameryce jest typowy heros emanujący wręcz patriotyzmem i epickością, a dla Oceanii wesoły samolocik), która dla swoich celów potrzebuje konkretnego cuksa. W zamian za dostarczenie odpowiedniego rodzaju, dostajemy drobne bonusy i bardziej szczegółowy opis danego produktu, który możemy potem podejrzeć w komputerze na statku.. Śmieci natomiast możemy spalić w swoim statku, dostarczając w ten sposób energii do ładowania naszego bohatera, co jest o tyle istotne, że bateria non stop mu się powoli wyczerpuje.

Wracając do głównego tematu, siłą gry jest eksploracja, w czym pomaga nam wspomniany już wcześniej kabelek z wtyczką i tytułowy Zip Lash. Nasz robot od samego początku gry posiada dwa rodzaje ataków – Whip Lash i Zip Lash. Zarówno jeden jak i drugi wykorzystuje nasz kabel, który możemy osobno dla obu ataków przedłużać zbierając czerwone, bądź niebieskie kulki. W zasadzie oba ataki niewiele się od siebie różnią, oprócz tego, że Zip Lash wymaga krótkiego naładowania i jest w większości przypadków znacznie dłuższy od Whip Lasha, oraz to, że Zip Lash potrafi odbić się od ścian co w grze jest często eksploatowane. Oprócz tego, Whip Lash możemy używać w formie helikopterka, który pomoże nam delikatnie przedłużyć skok.

Nie możemy jednak tak w nieskończoność zwiedzać planszę. Tutejszym odpowiednikiem timera jest ciągle spadający poziom energii Chibi-Robo, którą również traci gdy obrywa od wroga. Ku pomocy przychodzą bateryjki pojawiające się po pokonanych wrogach bądź po prostu znajdujących się na planszy, jak i specjalne sklepy rozmieszczone po levelach w których możemy kupić doładowanie baterii, które użyje się automatycznie po całkowitej jej utraci, oraz rakieta, która uratuje nas przed zgubnym spadnięciem w przepaść. Oprócz tego, nasz heros po drodze może spotkać wtyczki kontaktowe, do których może się podpiąć i podładować z zebranej wcześniej energii oraz dwa specjalne wersje kontaktów dające nam czasową moc ognia bądź lodu wraz z tymczasową nieśmiertelność.

Po przekroczeniu ostatniej bramy w poziomie musimy ostatni raz użyć Zip-Lasha w celu zastrzelenia brązowego, srebrnego bądź złotego statku kosmicznego. Jak się domyślacie, złoty jest najciężej trafić, ze względu na to, że jest w najtrudniej dostępnym miejscu i jest najmniejszy z całej trójki, a po paru sekundach znika (podobnie jak srebrny). Po zastrzeleniu danego statku otrzymujemy odpowiednia 1, 2 lub 3 szanse kręcenia kołem fortuny w celu… wybrania kolejnego poziomu.

Poziom kołem się toczy

Nie wiem kto w Nintendo wpadł na tak kretyński pomysł. Nie możemy po prostu skakać z poziomu do poziomu bądź iść nimi po kolei, o nie. To byłoby zbyt proste, prawda? Za to po każdym poziomie musimy wylosować na kole fortuny o ile miejsc do przodu się przesuniemy na planszy, co zadecyduje na jakim levelu wylądujemy. Oczywiście, pól z napisem „1” jest najwięcej więc i tak nie ma praktycznie żadnego problemu z przejściem po prostu do kolejnego poziomu, ale litości! Jak akurat zdarzy się jakiś wypadek i wylosujesz np. 3 kroki przez co wylądujesz na ukończonym już poziomie, będziesz go musiał ukończyć jeszcze raz. Nie dość, że to strasznie zwalnia już i tak ślimacze tempo gry, to jeszcze jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe z punktu widzenia gameplayu. Dodatkowo, przed losowanie możemy zakupić inne panele do postawienia na planszy, co na przykład zwiększy nam szansę na wylosowanie danego pola. Jeszcze bardziej kretyńskie jest to, że po przejściu wszystkich sześciu poziomów odblokowuje się nam boss do którego prowadzi… osobne koło fortuny, na którym wszystkimi polami jest właśnie boss. Pytam – Po co? Po to, by móc zakupić pole z łatwiejszą wersją bossa? Nie można było tego zrobić inaczej? Po prostu wybrać poziom z bossem i ewentualnie kupić wejściówkę z łatwiejszym przeciwnikiem? Bezsens. A po przejściu całego świata, możemy sobie spokojnie do niego wrócić i już normalnie wybierać poziomy tak jak bóg przykazał.

To je amelinium, tego nie pomalujesz!

Graficznie tytuł prezentuje się całkiem dobrze. Jak już wspomniałem, poziomy są słabo skonstruowane, ale samo wykonanie już nie jest takie złe. Tła zazwyczaj są bogate w szczegóły i zawsze się coś dzieje, model Chibi-Robo jest pocieszny, tak samo jak jego animacje, wrogowie są bardzo powtarzalni i przewijają się przez całą grę. Bossowie mają ciekawy design i pomysły na walkę z nimi są całkiem dobre. Efekt 3D nie robi zbytnio szału niestety. Trzeba wspomnieć, że gra potrafi momentami bardzo mocno chrupnąć gdy na ekranie zacznie się dziać trochę więcej chaosu bądź pojawi się za dużo wrogów.

Z drugiej strony, dźwiękowo jest bardzo słabo. Pomijając sympatyczny motyw z bonus roomów i podczas walk z bossami, muzyka na planszach i dźwięki otoczenia są albo kiepskie, albo na tyle średnie, że nic nie zostaje w głowie i równie dobrze by tej muzyki mogłoby nie być. 

Chibi-tot? Chyba Chibi-gniot!

Największym problemem Chibi-Robo Zip Lash tkwi w samej podstawie gameplayu. Robot porusza się bardzo powoli i trochę ciężko. W ogóle nie odczuwa się jakiegokolwiek pędu, skok jest bardzo drętwy, turlanie się zbyt wyrywne. Zip Lash trudno się celuje, nawet z dokładniejszym celowaniem przy użyciu krzyżaka, Whip Lash czasem leci nie tam gdzie chcemy, kolizja z wrogami czasem szwankuje… Mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale powiem tylko, że większość moich zgonów czy oberwanych ciosów wynikała z kiepskiego sterowania niż z mojego faktycznego błędu. Niezrozumiałym dla mnie rozwiązaniem jest też motyw ostatniego bossa. Otóż, by w ogóle przystąpić do walki z nim musimy mieć na koncie około 20 000 monet. Nie jest to problem dla kogoś, kto lata po planszy i zbiera każdą pierdółkę, jednak gdy ktoś po prostu przechodzi plansze lub ciągle wydaje kasę na przedmioty pomocnicze, to może być to sporym zgrzytem dla niego.

Kolejnym problemem gry jest absolutny brak poczucia jakiegoś progresu. Nasza postać nie rozwija się przez grę ani o jotę, nie zdobywa nowych umiejętności, czegokolwiek, a pomysły wykorzystywane w grze bardzo szybko zaczynają się powtarzać. Całość skupia się prawie całkowicie na wykorzystywaniu Zip Lasha, ze sporadyczną „zagadką” logiczno-zręcznościową. Gra po prostu szybko się nudzi i irytuje. Szczytem lenistwa twórców było dla mnie wykorzystanie długiej, bo jakoś półminutowej animacji w dwóch miejscach. Identyczna animacja odpalona w innych otoczeniu tak raziła w oczy, że musiałem wręcz odwrócić wzrok z powodu zażenowania.

Amiibo? A po co?

Gra korzysta z amiibo na kilka sposobów. Przede wszystkim, figurka Chibi-Robo zmieni naszego robota w wersję Super, przez co jesteśmy w zasadzie nieśmiertelni i już łatwa gra staje się jeszcze łatwiejsza. Możemy również przykładać inne amiibo przez co odblokujemy sobie figurki do kolekcjonowania w grze oraz jakieś drobne bonusy. Niestety nie miałem jak przetestować tej funkcjonalności.

Pora odpocząć panie Robo…

Chibi-Robo Zip Lash jest do bólu średnią platformówką z tylko jednym patentem na siebie. Pół biedy gdyby ten pomysł był wykorzystywany w jakiś ciekawy sposób. Tutaj niestety nie jest. Sporadyczne szybsze poziomy czy fajne walki z bossami niestety nie wystarczą, by przyciągnąć grę do siebie na dłużej. Podobnie sztuczne wydłużanie rozgrywki zbieraniem brakujących monet do ostatniej walki gry. Nawet zbieractwo w tej grze nie jest ciekawe i wciągające, bo zazwyczaj od razu widać, gdzie coś może być pochowane, a kiepskie sterowanie nie pomaga w ponownym podejściu do poziomu. Może Nintendo nie rozmienia się na drobne, jednak w tym przypadku Big N wydało po prostu bardzo, ale to bardzo średni tytuł skierowany tylko dla najmłodszych, a lokowanie produktów będzie służyło, by małe pociechy męczyły swoich rodziców o ich zakup.

 

Grę do recenzji dostarczył ConQuest – oficjalny dystrybutor Nintendo w Polsce.

Recenzja oryginalnie pojawiła się na www.my3ds.pl

Tagi: 3ds chibi robo recenzje

Werdykt
Graliśmy na: 3DS
  • + Poziomy zręcznościowe
  • + Pocieszny protagonista
  • + Motyw muzyczny bonus roomu, bossów
  • - Nudny gameplay
  • - Słaba fizyka
  • - Kretyńskie pomysły
  • - Odtwórczość
  • - Słaba muzyka
Rayos
Rayos Chibi-Robo Zip Lash to gra średnia i w zasadzie nie mogę jej nikomu polecić. Jeśli szukacie lepszej platformówki w podobnym stylu, lepiej kupcie Yoshi's New Island.
Oceń recenzję
+ +4 -

Miesięcznik PSX Extreme