SKLEP

Blog użytkownika Alexy78

Alexy78 Alexy78 13.10.2016, 15:20
Nałóg? - tak, kosmiczny!
3383V

Nałóg? - tak, kosmiczny!

Nieograniczona przestrzeń. Samotność. Tajemnica. Magia i piękno. Niebezpieczeństwo. Wyzwanie. Ryzyko.
K-o-s-m-o-s. Dasz radę? ... Od pewnego czasu jestem dosyć monotematyczny w kwestii gier, które obecnie najbardziej mnie pochłaniają. Niby inne tytuły mnie interesują i zapisuje je sobie na liście (niektóre nawet kupuję, nie wiem po co ;)), ale tak naprawdę nie mam pojęcia, kiedy w nie zagram. 
 

2 lata temu z okazji premiery gry Elite Dangerous napisałem pod jej recenzją na pewnym portalu taki komentarz*:

 

...Ja mam inny problem - gdybym dał sie grze wciągnąć, to masa innych tytułów by mi przepadla.

DA:I, FC4,GTAV, a teraz The Order,mBloodborne, DC i wiele innych...

Także tytuł zdecydowanie dla Fanów konkretnego gatunku. Osobiście wolałbym bardziej grę arcade jak w serii Wing Commander.

PS. Nie ukrywam, że nadejdzie taki dzień, gdzie jednak inne gry dla przygody w kosmosie porzucę - Star Citizen, Squadron42 (o ile go ukończą).

Gdyby doba miala więcej czasu to chętnie bym w zrecenzowany tytuł o tak zainwestował... Ale wszystkiego się ze stołu zjeść nie da ;(

 

Chcę powiedzieć tak - ta gra to studnia bez dnia, studnia pochłaniania czasu.

 

Dwa miesiące temu zaś napisałem pod tą samą recenzją następujące słowa:

 

Po 2 latach od mojego ostatniego wpisu w temacie grę nabyłem razem z dodatkiem Horizon.

Świetna decyzja, tyle mogę powiedzieć. Mam dopiero 25h za sobą i doposażam 2 od dołu statek w możliwie najlepsze komponenty by móc polować na bandytów, niemniej handel którego do tej pory najwięcej zasmakowalem (głównie na bazie konkretnych zamowień został zrobiony świetnie. Jest klimat, jest swoboda, jest bezlitośnie - kilka razy się dorobiłem, by większość stracić i to nie zawsze z racji zgonu - źle zaplanowana trasa, niedotrzymanie terminów, nieudany deal, czy wreszcie przeliczenie się z możliwościami statku. Trzeba się szybko uczyć, nie ma load and save a każda misja może być ostatnią o ile braknie na ubezpieczenie - a zachłanność kusi, tak samo jak chęć przeinwestowania w nowe działko...

 

Grę polecam - nic lepszego do premiery Star Citizen'a raczej się nie pojawi. Zresztą nie wiadomo jaki w końcu star citizen się okaże, jeśli w ogóle wyjdzie...”

 

…Ten czas 2 miesięcy minął mi bardzo szybko – ponad 200h mam w międzyczasie z grą spędzone. Wiele nocy nieprzespanych odbiło się mocno na moich porankach, które stały się katorgą – nierzadko poszedłbym później do pracy, ale ktoś dzieciaki do przedszkola zawieźć musi, a to ja, a nie żona, mam po drodze…

Przez te 2 miesiące zagrałem, oprócz w omawiany tytuł, jedynie w nowego Deus Ex’a, gdzie w wyniku zrywania animacji w mieście (spaprany kod) dałem sobie po około 10h+ spokój – teraz zdaję sobie sprawę, że tylko szukałem pretekstu, by tak świetny tytuł (przynajmniej gameplayowo i od strony klimatu) odstawić, by móc dalej grać, ale zwiedzając galaktykę.

Po tym przydługim wstępie chciałbym zwyczajnie podzielić się doświadczeniami płynącymi z obcowania ze światem gry. Dodam jedynie, że grę kupiłem z jednego powodu – bardzo, ale to bardzo interesowałem się NMS. Przeczekawszy hype powstrzymałem się jednak od zakupu… ale ochota na latanie w kosmosie pozostała, więc wziąłem „na próbę” ED + dodatek Horizons… reszty historii można się domyślić i to ją poniżej po części postaram się opisać.

Galaktyka jest olbrzymia – po prostu – została oddana 1:1 wg obecnej wiedzy jajogłowych. Planety nam nie znane zostały zaś wygenerowane automatycznie, ale reszta – czyli wszystko co jako ludzkość znamy – odtworzone zostało wg wszelkiej wiedzy jaką, jako ludzkość, posiadamy. Jakąkolwiek gwiazdę widzisz wieczorem na niebie – tak, możesz się do niej zbliżyć, a jeśli w jej układzie są planety bez atmosfery, to także wylądować. Oczywiście jest układ słoneczny… ale by i ten sprawdzić, trzeba otrzymać pozwolenie od najwyższych władz jednej z frakcji (Federacji, do której zresztą się zapisałem, póki co dorabiając się jedynie statusu midshipsman’a). Uwzględniono masę, wielkość, grawitację prędkość obrotową itd.

Kwestii zmiany pór „dnia” danej planety nawet nie ma co poruszać – to się dzieje samo – w zależności od pory dnia to samo miasto/baza na danej planecie raz jest skąpana w ciemni nocy, a innym razem znów w pięknym lokalnym świetle pobliskiej gwiazdy (nie zawsze żółtym).

O tym, że nasz statek podatny jest np. na różne grawitacje i wymaga nieco innego (bardziej lub mniej ostrożnego) pilotowania, czy różnic w prowadzeniu łazika również względem tej siły grawitacji, wspominać chyba nie muszę. 

Są ludzie, którzy pasjonują się tylko eksploracją, że wymienię jednego gracza, który przez 10 miesięcy (tych rzeczywistych) leciał tylko w jednym kierunku tankując wodór co poniektórych nadających się do tego „słońc”… Oczywiście nie dał rady – mimo tysięcy skoków w nadświetlną – galaktyki przelecieć. Ogrom przestrzeni go po prostu pokonał. Wg mnie i tak dużo czasu potrzebował, by to zrozumieć ;)

Galaktyka jest tak wiernie odwzorowana, na ile to możliwe. Gra stara się symulować całą znaną nam wiedzę dot. kosmosu – w jednej kwestii developer jednak musiał zdecydowanie ustąpić, bo gra w ogóle nie mogłaby powstać – mamy 3 tryby poruszania się. Standardowy, w którym lądujemy, latamy przy obiektach, walczymy i generalnie realizujemy zadania. Tryb „supercruise”, który to właśnie pozwala nam czasem kilkuset krotnie przekroczyć prędkość światła, a służący do poruszania się między planetami w danym układzie i 3 tryb pozwalający wykonywać „nadskoki” pomiędzy układami planet. Warto dodać, że gra nie oszukuje i dla chętnych można w trybie supercruise ten dystans także pokonać – jak ktoś ma 2 dni czasu (Rzeczywistego) może ustawić kierunek, przepustnicę ustawić na maxa i … dawaj (paliwa powinno starczyć, choć nie testowałem ;).

Ten olbrzymi, praktycznie niewyobrażalny obszar został nam oddany do dyspozycji bez żadnych ograniczeń, bez żadnych wskazówek, bez żadnych konkretnych celów. Ot tak, po prostu.

Co nie zmienia faktu, że znaczna część tego obszaru została „ożywiona”. Wydarzenia z gry mają miejsce jakieś 1300 lat do przodu względem obecnych czasów (czas w grze przemija analogicznie do czasu rzeczywistego, a misje mają realną datę realizacji, np. 24h) – ludzie się już dosyć mocno rozprzestrzenili po pewnym wyrywku galaktyki, pobudowali bazy, utworzyli struktury jak i oczywiście wygenerowały się frakcje, często niezbyt sympatycznie do siebie nastawione. Wspomniane bazy mają wiele rodzajów specjalizacji i każda stara się rozwijać, produkty musi sprzedawać, a od innych np. surowców jest uzależniona. Wpływa na rozkład sił w systemie, handel, misje bardziej i mniej legalne, łącznie np. z handlem niewolnikami, wysadzaniem zasilania baz przeciwnika, czy też wykradaniem danych.

Do tego dochodzą bitwy/wojny – są strefy konfliktów o różnym nasileniu, oczywiście pojawia się piractwo w klasycznym rozumieniu, szmuglowanie, są najemnicy, jest rywalizacja, są rangi, tzw. Community goals mające niemały wpływ na relacje sił w kosmosie – czego dusza zapragnie.

To wszystko ma miejsce z nami, lub bez nas.

I tylko od nas zależy, czy i gdzie włączymy się czynnie w wydarzenia. Jako jednostka szali na rzecz jakiejś frakcji czy układu nie przeważymy, jednak nasze poczynania nigdy nie pozostaną bez oddźwięku w tej wirtualne symulacji galaktyki. Nawet grając „solo play”, nasze poczynania mają nieprzerwany wpływ na wydarzenia, podobnie jak my zastajemy galaktykę taką, jaką kreują wszyscy inni gracze niezależnie od trybu rozgrywki. Są też grupy, jak polska Hussaria, które potrafią zarządzić w całych układach rozbijając jakieś konkretne siły frakcji, dominując community goale itp. Ale do nich trzeba się „dostać” – póki co, dla mnie drzwi były zamknięte, bo nie przyjmują nowych pilotów. Za to znalazłem prywatną grupę „Mobius” gdzie gra między pilotami polega przede wszystkim na wzajemnym wsparciu (ponad 16 tys uczestników).To robi wrażenie i musi się podobać, a w tym uczestniczyć powoduje, że człowiek czuje się wręcz wyróżniony.

Dopiero teraz dochodzę do momentu gdzie myślę warto wspomnieć o narzędziach zabawy – a są nimi oczywiście statki. Dosyć pokaźny wybór zostaje oddany graczom do dyspozycji z jednym „skromnym” warunkiem – na te statki trzeba zarobić… Wspomnę, że grę zaczyna się od Sidewindera, który jest wypożyczony oraz 1000 kredytów, …a ubezpieczenie mojego obecnego statku graniczy z kwotą 5 milionów kredytów (tyle kosztuje mnie „śmierć”), i jeśli tej kwoty nie wysupłam po jakichś tragicznych wydarzeniach, to grę zaczynam od początku. Tak – opcji „save” w grze nie ma.

Emocje jakie wynikają  z takich okoliczności podczas realizacji zadań są naprawdę wysokie –trochę jak tryb „iron man” w serii X-Com, jakaś odmiana hardcore w Diablo itp.

A gra łatwa nie jest i wymaga nieustającej koncentracji podejmowania odpowiednich wyborów. Z jednej strony do niczego nie zmusza, z drugiej kusi opcjami jakie daje. Za przykład mogę podać moją pierwszą misję szmuglerską. Niestety – mowa o niewolnikach więc stawka wysoka, morale pilota niskie ;), o braku moralności przy podejmowaniu misji nie wspomnę ;)– choć nie ma znaczenia, czy przewozi się nielegalnych niewolników, czy narkotyki, czy wręcz broń ostrą – zasada realizacji misji jest taka sama. Duże ryzyko i duże profity. Ale jak to zrobić? Tutaj mógłbym napisać mały poradnik (choć jest przynajmniej 1000 osób, które temat mają lepiej ode mnie rozgryziony) – generalnie jednak zasada jest jedna – nie dać się policji zeskanować – kary i konsekwencje są okrutne i mając nielegalny towar należy zrobić wszystko, by nie dać się „wyłapać”.

Pilotowanie statków i związana z tym ilość systemów nad jakimi należy zapanować wymaga wielu godzin uwagi i choć starty i lądowania da się względnie szybko wykonać (choć ich „mastering” może pochłonąć dziesiątki prób), to już ogarnięcie temperatury systemów statków podlega pod masę czynników, jakie należy jednocześnie opanować. Dlaczego temperatura jest tak ważna (akurat w tym przypadku, bo są dziesiątki innych rzeczy nie mniej ważnych)? Ano dlatego, że każdy system się nagrzewa, a statek jest w stanie operować, kiedy jest zapewnione permanentne chłodzenie i oddawanie ciepła.

Aby zmniejszyć szansę skanowania przez stróżów prawa do minimum, należy włączyć tzw. „tryb cichy”. Szkopuł polega na tym, że po pierwsze do minimum, nie oznacza, że do zera, a po drugie – statek dłużej niż 30 sek, może minuty w tym trybie nie wytrzyma – bo właśnie pozbawiony jest chłodzenia, a napędy przecież muszą pracować, podobnie jak systemy sterowania. Do tego tryb ten wyłącza osłony, wiec wszelki kontakt z innymi obiektami (np. bramą wlotową do bazy) może się zakończyć w najlepszym przypadku poważnym uszkodzeniem, czy zniszczeniem statku… Zresztą jak gdzieś „hukniemy”, to już nas policja na pewno zauważy… a nie o to nam chodzi. I w ten sposób proste zadanie szmuglerskie przestaje być takie proste.

Statek ma możliwość poruszania się w 6 osiach więc powinno być łatwo – teoretycznie.

To co napisałem to podstawowa wiedza, aby ją spożytkować dojdę już do jednego z aspektów kluczowych dla powodzenia misji szmuglerskiej. Należy wlecieć do bazy bez bycia wykrytym – no problem! Eee, zaczekaj…

Ustawiamy się na wprost wlotu do bazy na dystansie około 10 km. Kontakt z bazą i pozwolenie na lądowanie (bo o te oczywiście musimy poprosić i zwykle – nie zawsze – je dostajemy wraz z podaniem lądowiska, a lepiej nie próbować „przyziemnić” na innym) jest zapewniony 7,5 km od bazy. Rozpędzamy statek, wyłączamy osłony, nabieramy prędkości i prosimy o pozwolenie, przy odrobinie szczęścia dostajemy je szybko – wówczas dopiero – już jakieś 6 km od wlotu do bazy (całkiem wąska „szczelina na listy”) włączamy tryb cichy, wyłączamy asystę latania (silniki korygujące lot) i możemy zmniejszyć moc silników… i tak suniemy z całkiem niemałą prędkością w stronę bazy. Warto wcześniej się rozejrzeć i przeskanować statki w pobliżu, by manewr wykonać, kiedy stróże prawa są możliwie od bramy wlotowej daleko oddaleni. Im więcej korzystamy z napędów dla np. korekcji, tym bardziej statek się niebezpiecznie nagrzewa – wówczas może pomóc tzw. „Heat sink”, który potrafi statek na kilkanaście sekund schłodzić, a zwykle wykorzystywany jest w pobliżu słońc, bądź w okolicznościach gdy nasze działa laserowe systemy podczas walki przegrzały – tutaj rozwiązanie również świetnie się sprawdza. Osłony wyłączamy wcześniej przed "trybem cichym", bo wówczas proces nagrzewania jest wolniejszy.

Teoretycznie po wleceniu do bazy jesteśmy bezpieczni – ja bym był, gdyby prędkość z jaką leciałem nie była tak mniej więcej 2 razy za duża.

Panikując leciałem za szybko, chcą uniknąć kontroli i po wleceniu do bazy brakło mi miejsca na hamowanie… zaryłem w przeciwległy koniec hangaru na tyle mocno, że pancerz statku ostał się w zaledwie 20 procentach… biedni niewolnicy… dostałem karę za „nieostrożne latanie” i ostrzeżenie, bym udał się na wskazane lądowisko, w przeciwnym przypadku mnie odstrzelą w bazie… ale skanu na mnie nikt nie dokonał – słuszne były porady „wujka gogle i jego forów”, ze szmuglowanie dobrze przećwiczyć „na sucho” – i to kilka razy, zanim podejmie się zadania ;)

Uff, udało się.

Emocji co niemiara, stawka wysoka i … podobno niewolnicy przeżyli, a ja mogłem ich dostarczyć za niemałe pieniądze.

Na szczęście naprawy statku są względnie tanie, także się szybko pozbierałem powtarzając sobie, że to pierwszy i ostatni raz …. Akurat.

Potem dostarczałem już nie tylko narkotyki, ale i broń i „co ino” co było nielegalne – „hajs musiał się zgadzać”. Warto dodać, że są systemy słoneczne dające najbardziej intratne zlecenia  - choć do nich jeszcze nie dotarłem i … no właśnie. Nie opisałem sposobu zachowywanie się jako szmugler przed dotarciem do bazy, sposobu unikania piratów (bo gdzie pirat, tam i może być z czasem policja, więc warto wyłączyć moduł zgłaszający przestępstwa przeciw nam, kiedy szmuglujemy – ale jak pirat ma 2 razy potężniejszy statek i nas wyrywa z „supercruis’a”, o którym później) i szeregu innych rzeczy. Czasem można „na chama” i na łut szczęścia starać się takie misje wykonywać – niemniej nieostrożność w tej grze bardzo szybko się mści. Z czasem manewry wchodzą w krew i człowiek zbyt wiele się nie zastanawia, a całość powyżej opisana wydaje się prosta, pojawia się rutyna…. ale ta rutyna, jak to rutyna – potrafi okrutnie zgubić… a save’ów nie ma, że przypomnę.

Szmuglowanie to jedna z kilkunastu, kilkudziesięciu profesji jaką można w grze realizować, a każda z nich nie mniejszego zaangażowania, wiedzy i doświadczenia wymaga. Warto wspomnieć, że wiedzę zdobywa się głównie od kolegów, czy internetu – ogląda się całe godziny filmików, porad i wskazówek na forach również jest wiele – czy to chce się zostać górnikiem z asteroid, czy planetarnym, czy chce się zostać najemnikiem, czy tez chce się awansować w rangach danej frakcji, co również niesie ze sobą profity. Doświadczenie zaś poprzez rozbijanie statków ;) … choć na szczęście nie zawsze. Czasem warto skupić się tylko na kilku systemach, by mieć status przynajmniej „friendly” wśród lokalnych frakcji – wówczas i zlecenia są bardziej intratne.

Nagrodą poza widokami i doświadczeniami są coraz to lepsze statki.

Statki, które można na olbrzymią ilość sposobów konfigurować pod swoje potrzeby. Od systemów uzbrojenia, przez reaktor, silniki odrzutowe, ładownie, systemy napraw, osłony, komorę dla łazika, czy sprzęt do górnictwa, napęd do skoków… przy dużych statkach czasem i godzinę się na konfiguracji sprzętu spędza. Oczywiście wszystko kosztuje, czasem niewyobrażalne pieniądze – maksymalnie wyposażona Anaconda, to wydatek na poziomie 800 milionów credytów…

Ale Anaconda/Python/ASP Explorer to całkiem inne statki, o innej specyfice dla np. transportu, inne dla walki w conflict zone’ach, piractwie czy exploracji… nie radzę np.  przed większą wyprawą zapomnieć „fuel scoop’a” pozwalającego na tankowanie wodoru z centralnych gwiazd systemów… Przy statkach bardzo wyspecjalizowanych jest oczywiście łatwiej, niemniej dodagać się z konfiguracją takiego myśliwca jak Vulture to… no powiedzmy, że mi się nie udało. Najmocniejszy reaktor ma problem obsłużyć systemy jakie chciałbym na nim zainstalować i trzeba iść na kompromisy – komu się uda, to ma jeden z najlepszych statków myśliwskich – ważne jednak, by umieć wykorzystać jego atuty. Ja póki co sobie odpuściłem (zbyt słabo ogarniam zarządzanie modułami i ich poborem energii), tym bardziej, że z niższym rangą NPC w Vulturze daje sobie spokojnie radę (Python ma moc), co innego, gdyby przeciwnikiem był doświadczony gracz. Bo w grze można kupić prawie wszystko – oprócz umiejętności, a te przychodzą z czasem. Gracze mający ponad 1000h przy grze nie są wcale taką rzadkością ….

Gra niczego nie wybacza, uczymy się na błędach (swoich, a najlepiej kolegów). Produkcja, przynajmniej dla mnie, cały czas znajduje motywację do tego, by się dalej starać – pisząc te słowa mam plan już na wieczór. Na jakieś 3-5 godzin latania (w skrócie – dokończyć community goal wzmacniania obrony bazy, długodystansowy lot po surowce potrzebne dla inżyniera dla ulepszenia napędu FSD oraz zakup aktywnego pancerze) Długoplanowe kwestie także mam przemyślane (drugi statek szmuglerski i trzeci statek stricte do walk, idąc dalej – anaconda, ale już bez sprzedaży Pythona jakim obecnie latam, a w jakim się „zakochałem”)– łącznie z lataniem z kumplami po kanionach, zakupie drugiego statku tylko do szmuglowania (jeszcze nie wiem, czy ASP, czy Cobra), czy realizacji kilku ulubionych przeze mnie rodzajów misji planetarnych, które są bardziej zaawansowane od szmuglerstwa – warto dodać ;)

W grze rzadko spotyka się ludzi, którzy zabawę psują i widać, że osoby grające to raczej nie gracze „uprawiający tylko COD”. Ten tytuł wiele wymaga, ale uważam, że z nawiązką oddaje – i jak w każdej niełatwej grze (choć nie przesadzałbym z oceną trudności, bo gra sama do niczego nie zmusza i mamy duży wpływ na poziom trudności stosując zasadę "mierzenia sił na zamiary") satysfakcja z dobrze zrealizowanego zadania, jakiegoś osiągnięcia – jest naprawdę olbrzymia.

Mam przyjemność latać z dwoma Kolegami z PPE – super, gdyby wpis kogoś jeszcze zachęcił – mój nick to Alexy78 (jakże oryginalnie;)). Gram na PC gdzie GTX970 przekracza spokojnie 110-120 FPS, spadając do 80 FPS na planetach (ale trzyma względnie stałą wartość) – monitor 144Hz świetnie się sprawdza, a precyzja jaką się osiąga poprzez płynność, bardzo się przy co dokładniejszych manewrach przydaje (czyli prawie cały czas) - choć nie jest to klucz to sukcesu. Gra sprawdza się bardzo dobrze na Oculusie, co wiem z pierwszej ręki – można grać oczywiście za pomocną HOTAS’a, ale i tak jak sam praktykuję – Joy z przepustnicą i 8 przyciskami + klawiatura. Potwierdzam także, że na padzie także da się przyzwyczaić, co na pewno każdy, kto sprawdził grę na XO może potwierdzić.

Wiele rzeczy w grze jeszcze przede mną, wiele muszę się nauczyć, ale także zrewidować pewnych założeń w kwestiach, które wydaje mi się, że mam opanowane. Zdarza mi się poprzez nonszalancję stracić statek, bądź w wyniku źle interpretowanych przepisów (mając „wanted” wiem, że bezdyskusyjnie najlepiej od razu opuścić system, a nie tak jak ostatnio wrócić do bazy mając naiwną nadzieję, że z tej bazy (w sumie, to stacji kosmicznej) ktoś pozwoli mi spokojnie wylecieć – chociaż tak, wyleciałem, ale w kawałeczkach w pow.. w próżnię ;D).

Samo pilotowanie to czysta przyjemność, jest tak jak być powinno, a statki z asystą silniczków bocznych łatwo dają się ogarnąć (wyciskanie z nich ostatnich soków, poprzez np. przydzielanie mocy do różnych systemów, czy odpowiednie zarządzanie mocą względem modułów, ich naprawianiem w locie to już inna para kaloszy - podobnie jak wyłączenie asysty lotu). Walki są dynamiczne i dobrze przemyślane, a ich zasady jasne i nie jest powiedziane, że mocniejszy statek z góry skazany jest na zwycięstwo – a już na pewno nie z kilkoma przeciwnikami.

Niebawem ma wyjść dodatek, w którym większe statki będą mogły zabierać myśliwce na pokład, nowe stacje i misje, następnie każdy gracz będzie tworzył swojego avatara, gdyż już w kwietniu-czerwcu przyszłego roku będzie możliwość poruszania się po statku swoją postacią – może i po bazach także. Warto dodać, że gdzieś na skraju galaktyki gracze odnaleźli resztki rozbitego statku.. obcych, który w grze też mają się pojawić… a co ma mieć wpływ na diametralną zmianę układu sił w galaktyce...

Gra się rozwija, gracze mają na to duży wpływ (sam nawet na jedną z ankiet się załapałem i to w jednej konkretnej kwestii tzw. przyzywania statku z innej bazy – jak bym to widział, ile czasu, jakie koszty itp.)

Cały czas czekam na moment, aż mi się gra „przeje” – ale grając mam wrażenie, że ten moment się wręcz oddala. Sam nie wiem, bo tak jak już wspomniałem – mam nawet zakupione świetne produkcje, mam kupkę wstydu, mam kurzące się konsole i … no właśnie.

Jeśli lubicie klimaty latania w kosmosie to wg mnie nie ma obecnie lepszej produkcji na rynku – wówczas jednak przestrzegam – bo to, co opisałem 2 lata temu właśnie doświadczam – ta gra pochłania sobą każdą myśl związaną z grami. Prawdę mówiąc czekałem trochę czasu, aż taką pozycję znajdę. Teraz jak już znalazłem, to nie wiem, czy dobrze się stało ;D

Jeśli nie ED – to życzę każdemu z Was gry, która pochłonie was równie bardzo – jak w czymś takim widzę istotę grania – po prostu żyję w drugim, równoległym świecie i wcale go nie chcę opuszczać. Mając wątpliwości czy gra będzie Ci odpowiadać po prostu zaryzykuj - to naprawdę wartościowa i dopracowana produkcja, nie żaden "bubel" jakich wiele na rynku.

Dziękuję za przeczytanie tego tekstu – jak ktoś w grę gra, to zapraszam do znajomych, zapraszam do grupy „mobius” i do wspólnego latania – jakieś wyścigi łazikami zawsze da się zorganizować ;)

* Przepraszam, za samocytowanie się, bo to nieuprzejme w pewnych okolicznościach, tutaj jednak dobrze oddaje i niejako streszcza już na początku ideę jaką chciałem we wpisie zawrzeć.

 

 

Tagi: elite dangerous Elite Dangerous Horizons elite dangerous: arena

Oceń notkę
+ +51 -

The Winged Hussar
Oceń profil
+ +138 -
Alexy78
Ranking: 10 Poziom: 76
PD: 55987
REPUTACJA: 65576
Miesięcznik PSX Extreme