SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 11.11.2016, 16:48
Piątkowa GROmada #7
2250V

Piątkowa GROmada #7

GROmadzimy się po raz siódmy. Jak to w piątek.

Jedenasty listopada. Święto Niepodległości. Dzień wolny od pracy. Jeśli nie odmrażasz sobie w tej chwili tyłka na jakimś marszu albo nie uciekasz przed rzucającymi kostką brukową i racami "patriotami", to jest spora szansa, że dzień spędzisz w domu, czy to z rodziną, czy to z konsolą. Ale na boga, nie spędzaj go z wiertarką udarową, której czułe takty pozwolisz poznać całej klatce od godziny 9. rano. Adaś Pazura Miauczyński by się wku*wił, Adaś Kondrat Miauczyński by się wku*wił, wku*wiłem się i ja. Choć Adaś na imię nie mam.

Krótko: wywieś flagę, wyjdź z potomkiem na spacer, pograj w coś, przeczytaj GROmadę, bo chłopaki ciekawie się uzewnętrznili. Ale zostaw wiertarkę w spokoju.


Rankin

 

OKOK so

Dead Space 2 (Visceral 2011)

Skoro się powiedziało "A", to trzeba powiedzieć i "B", twierdzi popularne przysłowie i nie inaczej było gdy parę dni temu zakończyłem Dead Space 1. O ile "jedynkę" szanuję niezmiernie, "dwójka" Martwej Przestrzeni od samego początku budziła we mnie uczucia mocno ambiwalentne. Bo jak to tak, milczący protagonista w wieku średnim dostaje facelift i głos który pasowałby bardziej może do Sheparda, niż do przerażonego inżyniera? Do tego czyrakowa narośla wątku miłosnego, oraz schizofreniczne tempo gry, ni to czysta, dynamiczna strzelanka, ni to horror... Ale wiecie co? Pogodziłem się z mankamentami DS2, bo to mimo wszystko kawał cholernie dobrej gry.

 

Przede wszystkim gra ma bardzo dobry scenariusz- wróć. Nie tyle scenariusz, bo w tym przez większość czasu sztampa goni sztampę, co mnóstwo niesamowicie pamiętnych akcji i sytuacji, które przyjdzie nam przeżyć w toku gry. I to od samego początku - spanikowana ucieczka przez chaos szpitala doskonale realizuje złotą zasadę Hitchcocka ("zacznij od trzęsienia ziemi"), a potem będzie się działo coraz weselej, szczególnie sam finał gry godnie zasługuje na to miano, między akcją z igiełką i okiem (nawet teraz, gdy to piszę, przechodzą mnie ciary), a samym bossem i akcją zaraz po nim.

Ponadto jakkolwiek skręt w stronę akcji nie był decyzją, która mnie uradowała, samemu gameplayowi wyszło to niewątpliwie na dobre - broni jest więcej, zróżnicowanie między nimi jest też większe, a strzela mi się przyjemniej. Jest tym weselej, że ponownie karabin jest jedyną bronią bojową w arsenale Izaaka - reszta sprzętu to najróżniejsze narzędzia przerobione na działa, i tak mamy m.in. ikonicznego dla serii Plasma Cuttera, którego Izaak montuje własnoręcznie w pierwszym kwadransie gry, jest wyrzutnia beaconów na prętach, które de facto działają jak harpuny, jest narzędzie do ciskania min górniczych, jest wreszcie moja ulubiona magnetycznie manipulowana zdalna piła tarczowa. Do tego najróżniejsze gameplayowe urozmaicenia akcji również nie dają powodu do narzekania, czy to głupie szyby powodujące dekompresję, czy latanie w zerowej grawitacji, czy minimalnie więcej zagadek gatunku, hm, inżynierskiego - można wręcz powiedzieć, że dopiero w Dead Space 2 Izaak Clarke pokazuje, że faktycznie jest inżynierem, a nie gościem od pchania wózków (w przeciwieństwie do pewnego doktora fizyki teoretycznej).

 

All in all, Dead Space 2 ma wiele zalet i nie ma co się na niego dąsać. Dead Space 3 zresztą też jest całkiem niezły, ale to opowieść na inną okazję.


 

Etrian Odyssey IV (2012 Fatlus)

Nieomal pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po ustawieniu i odpaleniu swojego świeżo kupionego 3DSa XL (ale nie New) było wejście do eszopu i powrzucanie do Watch List wszystkich gier, dla których kupiłem tę konsolkę - a skłamałbym mówiąc, że seria Etrian Odyssey nie była chyba najważniejszym, decydującym czynnikiem w moim wyborze między 3DS a PSV. Widząc niesamowicie niską cenę na EO4, kupiłem grę bez chwili wahania. Co to Etrian? Po prostu dungeon crawler najstarszej szkoły. Dziadki pamiętające stare Might and Magic czy Wizardry, albo przynajmniej wszyscy nieszczęśnicy grający w niewypał zwany Might and Magic X będą doskonale wiedzieli o co chodzi: montujemy drużynę spośród kilku dostępnych klas i nurkujemy w podziemia zbudowane na bazie szachownicy, walcząc z losowo pojawiającymi się stworami, zdobywając poziomy i coraz lepszy sprzęt.

 

Etrian wyróżnia się na tle nowej fali japońskich crawlerów (o ile nowym może być coś, co nigdy nie odeszło) na parę sposobów, które dają mu IMO ogromną przewagę nad pomniejszymi okazami będącymi plagą konsol Sony (vide np. Elminage). Pierwsza, najprostsza rzecz, która natychmiast rzuci się w oczy - mapa. Od czasu chyba pierwszego Might and Magic nieomal wszystkie crawlery FPP oferowały generowaną automatycznie, dostępną od razu bądź nie, mapę podziemi, dzięki której można było się rozeznać we własnym położeniu i zorientować, gdzie się było, a gdzie nie. Te, które automapy nie oferowały, a mowa tu o 3/4 serii Wizardry i absolutnych klasykach typu Dunegon Master, wymagały od gracza inwencji i myślę że niejeden z cierpliwością godną lepszej sprawy pomału rysował własne mapy na papierze milimetrowym, albo chociaż w zeszycie w kratkę i ciepło wspomina takie rękodzieła. Etrian Odyssey kapitalizuje na tej nostalgii i wykorzystuje ekran dotykowy DS/3DS na automapę, którą gracz będzie samodzielnie rysował za pomocą rysika i szeregu ikon (gra automatycznie stawia tylko kafelki podłogi na polach, na których gracz już stanął). W praktyce działa to po prostu super.

 

Drugim elementem wyróżniającym serię EO jest Field-On Enemy, czyli F.O.E. Krótko mówiąc, FOE są minibossami w przeciwieństwie do wszystkich innych wrogów widocznymi na mapie i w trybie FPP, poruszającymi się wedle własnej logiki - część patroluje obszar, część stoi w miejscu, część wreszcie będzie goniła drużynę gracza do upadłego. Cechą wspólną wszystkich FOE jest to, że są cholernie niebezpieczne - typowy FOE jest twardszy niż przeciwnicy dobre kilka pięter podziemi dalej, potrafi zabić nawet kilku członków drużyny w jedną turę i wymaga nabicia solidnych kilku-kilkunastu poziomów zanim będzie można go farmić. FOE uczą gracza orientacji w podziemiach i będą nierzadko częścią lokalnej zagadki - jak dotrzeć do wyjścia bez brutalnego wipeoutu? O FOE krążyło swojego czasu sporo memów, w szczególności dotyczących ich wyglądu w trybie FPP (pomarańczowa kula) i konkretnie pierwszego FOE w pierwszym Etrianie, Ragelope, który wygląda jak zwykły jeleń, ale jest brutalniejszy od wściekłego niedźwiedzia.

 

I reszta elementów Etrian Odyssey stoi na wysokim poziomie - poziom trudności jest po staremu wysoki, ale nie niesprawiedliwy, sposobów na zorganizowanie drużyny jest mrowie i zawsze można spróbować czegoś nowego, zarówno dzięki mnogości klas, jak i względnie rozległych, a przynajmniej zróżnicowanych drzewkach umiejętności postaci. Podziemia są obszerne i jest ich dużo, a crawling urozmaicają najróżniejsze misje, i główne, i poboczne. Dodatkowo na modłę Monster Huntera na początku w sklepie dostępny jest tylko najprostszy ekwipunek, a wszystko inne zostanie wykonane ze skór, kości, ziół i minerałów, które własnoręcznie zdobędziemy i dostarczymy. O ile wreszcie oprawa graficzna jest bardzo, e, specyficzna, to oprawa muzyczna gry stoi na naprawdę wysokim poziomie i ogromnie uprzyjemnia wycieczki w korytarzach lasów i podziemi Yggdrasilu. Krótko mówiąc, EOIV jest jednym z najlepszych możliwych sposobów na wydanie 40 złotych!

 

Przypisek Daaka: seria Etrian Odyssey to świetna zabawa dla ludzi, którzy poza zwyczajowym rozwojem postaci i przebijaniem się przez labirynty lubią także takie labirynty rozrysowywać. Moja drużyna czeka na mój powrót gdzieś w trzecim stratum, aby pomóc klanowi Bushi ubić salamandra, ale będę musieli poradzić sobie sami - przynajmniej do czasu, aż nie poznam historii pewnej Milenijnej Dziewczyny, także za 40zł i także na eShopie.

Tagi: 3ds Daaku dead space etrian odyssey forza GROmada mashi1986 metal slug piąteczek piątek piątunio rankin vita xbox one yomawari

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +36 -

Czterooka warszawska depresja
Oceń profil
+ +213 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 91
PD: 93585
REPUTACJA: 80995
Miesięcznik PSX Extreme