Najnowsze dzieło nawiązujące do legendarnej serii filmów, stawia przede wszystkim na to, aby gracz czuł ciągłe zagrożenie. I to nie tylko ze strony Obcego, który pojawia się na pokładzie stacji dopiero po około dwóch godzinach gry. Zagrożenie stanowią dla nas także inni ludzie walczący o przetrwanie, lub androidy, które w przeciwieństwie do swej pierwotnej roli, są agresywne. Jako Amanda Ripley możemy toczyć z nimi otwartą walkę, bądź ukrywać się i unikać starć – to pierwsze jest jednak bardzo ryzykowne, tym bardziej, że przeciwników często spotykamy w grupach. W niektórych momentach lepiej jest zwabić potwora, ukryć się i wsłuchując się we wrzaski poszkodowanych, czekać aż się z nimi rozprawi.

W przeciwieństwie do androidów i ludzi, ksenomorfa nie możemy zabić – pozostaje jedynie ucieczka lub chwilowe odstraszenie w późniejszym czasie. Bardzo podoba mi się podobne podejście – wcześniej w grach spotykałem się zwykle z tym, że Obcy byli masowo zabijani. Tutaj jest on tylko jeden, a my nie mamy środków pozwalających na permanentne pozbycie się go. Śmiertelnie niebezpieczna istota może zlokalizować nas z użyciem słuchu czy węchu – musimy więc na okrągło się skradać, chować do szafek i tym podobnych. Staranne planowanie każdego ruchu to podstawa, wystarczy bowiem jedno złe posunięcie i wracamy do momentu ostatniego zapisu.

Gra jest więc dość trudna i karze nas nawet za najmniejsze potknięcia. Niejednokrotnie bywało, że nieopodal nagle pojawiał się Obcy, który zwykle porusza się po szybach wentylacyjnych. W takim wypadku musiałem reagować szybko, ale jednocześnie zachować spokój i po cichutku znaleźć kryjówkę. Gdy spanikowany, gwałtownie biegłem do najbliższego schronienia, Obcy zaraz mnie dopadał i przebijał swoim ostrym ogonem. Zdarzały się również sytuacje, gdy chowałem się w szafie i będąc już zniecierpliwiony długą obecnością szukającego mnie potwora, opuszczałem kryjówkę po to tylko, aby kilka sekund później na niego trafić i umrzeć. Pośpiech jest więc nie wskazany – lepiej cierpliwie poczekać, aż stwór sobie pójdzie.

Muszę przyznać, że dawno żadna gra nie dała mi tak popalić i nie mówię tutaj o wymagającym poziomie trudności, a o intensywnych przeżyciach. Postać Obcego naprawdę robi wrażenie. Czułem narastający strach, w miarę gdy odgłosy jego ciężkich kroków stawały się głośniejsze. Gdy już docierał do pomieszczenia, w którym się znajdowałem, liczyłem po cichu, że mnie nie zobaczy. Szkoda tylko, że im dłużej grałem, tym bardziej byłem do niego przyzwyczajony i uczucie strachu nie towarzyszyło mi już tak często – jest to jednak normalna rzecz, która miała miejsce również podczas gry w Silent Hill (PS One), a ten potrafił doprowadzić do szaleństwa (zdaję sobie jednak sprawę, że to porównanie nie jest do końca trafne). Dodatkowo, gdy mechanika gry zostanie opanowana, można dość swobodnie się poruszać – ale tylko czasami, bowiem SI przeciwników jest nieprzewidywalna do tego stopnia, że zwykle robią coś, czego się nie spodziewamy. Bywały jednak sytuacje, w których grupka nieprzyjaźnie nastawionych do mnie ludzi szła jeden za drugim w miejsce, gdzie pojedynczo ich ubijałem, wychodząc niemal bez szwanku – i mówię tu o wysokim stopniu trudności.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że Trudny to jedyny słuszny poziom na jakim należy przechodzić grę. Nawet w menu głównym znajduje się odpowiednia informacja, że jest to dedykowany poziom trudności, który przetestuje naszą cierpliwość i odwagę. Rozgrywka traci smak na niższych poziomach, bowiem zachowania przeciwników są po prostu głupie. Aczkolwiek nie oznacza to, że jest o niebo łatwiej – wciąż potrafi sprawić trudność. Tym bardziej, że punkty zapisu są dość nieprzyjaźnie rozstawione. Bywało, że grałem pół godziny bez zapisywania tylko po to, aby dać sobie urwać łeb Obcemu, który przyłapał mnie podczas czytania wpisów na komputerze. Motywowało mnie to jednak do ostrożniejszej gry i o dziwo, nie czułem najmniejszej frustracji. Wiedziałem po prostu, że wina leży po mojej stronie. Za to należy się spore uznanie dla tej produkcji, szczególnie w czasach gdy tak wielu twórców stawia na przystępność.

Skoro mamy już za sobą najważniejszy aspekt, czyli mechanikę, warto powiedzieć co nieco o oprawie. Pierwsza rzecz o której wspomnę, to specjalny ziarnisty filtr, mający lekko zabrudzić obraz. Nie powiedziałbym jednak, że służy to maskowaniu kiepskiej grafiki, jak można to było zarzucić niektórym grom, a kolejnemu elementowi budującemu odpowiedni klimat znany z Obcego: Ósmego Pasażera Nostromo. Jeśli zaś chodzi o grafikę, to trudno się nią zachwycać – nie uświadczymy tutaj pięknych krajobrazów, lejących się wodospadów itp., bo jak wiadomo akcja toczy się w kosmosie na opuszczonej stacji kosmicznej. Mamy więc wiele ciemnych pomieszczeń, unoszący się w powietrzu kurz, wiecznie mrugające oświetlenie, krew i tylko momentami piękne widoki, kiedy to możemy zerknąć na słońce świecące na tle kosmicznej czerni. Duże wrażenie zrobiła na mnie scena pożaru, czy pewna misja będąca ogromnym nawiązaniem do hitu z 1979 roku. Mówiąc krótko, byłem bardzo zadowolony jakością grafiki i ogólnie pojętego designu.

Muzyka prezentuje się bardzo dobrze, jej staroszkolne brzmienie idealnie wpasowuje się w klimat i jednocześnie sprawia, że mamy ochotę ponownie obejrzeć pierwszy film z serii. Równie dobrze jest z udźwiękowieniem. Na ogół towarzyszy nam szum ledwie pracującej stacji, dźwięk popsutych instalacji elektrycznych oraz kroki nasze czy Obcego. Warto tutaj dodać, że Obcy wydaje różne dźwięki w zależności od zamiarów, względem naszej osoby – gdy jest gotów nas zaatakować głośno wrzeszczy, a gdy wie że się gdzieś chowamy, wydaje inne, nieco cichsze odgłosy. Boli natomiast najwyżej dobra gra aktorów podkładających głosy oraz raczej kiepska mimika twarzy i momentami dziwna postawa naszych rozmówców. Jeśli zaś chodzi o przerywniki filmowe, to te mimo iż ładnie wykonane, często mają problemy z płynnym działaniem.

Z kolei fabuła którą poznajemy jest przyzwoita, ale zachwycającą bym jej nie nazwał – ot, stanowi bardzo dobry i solidny pomost pomiędzy pierwszą, a drugą częścią filmu. Jako Amanda Ripley poszukujemy zaginionej od 15 lat matki, Ellen Ripley. Lądujemy więc na opuszczonej stacji kosmicznej i poprzez czytanie różnych plików, powoli dochodzimy do tego co na niej zaszło. Gra jest przede wszystkim długa – przejście kampanii może zająć nawet 30 godzin, tym bardziej jeśli celujemy w jak najdokładniejsze przeczesywanie pomieszczeń, przeczytanie wszystkich wiadomości, znalezienie identyfikatorów i tym podobne. Czas ogólnej zabawy znacznie przedłuża jeszcze dodatkowy tryb, w którym wcielamy się w Ellen i wykonujemy odpowiednie zadania, za które przyznawane są punkty. Wraz z dłuższym czasem gry wynik jest coraz niższy, a trudno ze względu na to, iż Obcy towarzyszy nam niemal na każdym kroku, trudno jest uzbierać rekordową ich ilość. Dodatek warto jednak zacząć dopiero po ukończeniu głównego wątku.
 

Krótko mówiąc, Obcy: Izolacja (PS4) to twór niemal doskonały, tym bardziej dla fanów growych horrorów i Obcego. Naprawdę super oddany klimat pierwszego filmu z Obcym, ciężka i mroczna atmosfera, niemal wieczne uczucie strachu i długi czas gry oraz wysoki poziom trudności, to coś co składa się na naprawdę genialną produkcję. Gra jest bezlitosna, dużo od nas wymaga, a system różnych zachowań (szczególnie) Obcego świetnie się sprawdza, choć jest w nim jeszcze trochę do poprawy. Niemniej jest to jak dotąd najlepsza gra o Obcym, w jaką grałem i jedyne co mogę jej zarzucić to kilka niedoróbek technicznych i źle rozstawione punkty zapisu.