SKLEP
Michał Włodarczyk 27.08.2017
Yakuza: Kiwami - recenzja gry
1134V

Yakuza: Kiwami - recenzja gry

Seria Yakuza w wielkim stylu powróciła na Stary Kontynent. Po wydanej na PS3 "piątce" i wypuszczonym na PlayStation 4 rewelacyjnym prequelu z cyferką 0, przyszedł czas na kolejne przygody Kazumy Kiryu. Yakuza Kiwami to remake klasycznej "jedynki" z 2005 roku, zatem świetna propozycja zarówno dla wieloletnich fanów cyklu, miłośników świeżego jeszcze Zero, jak i zupełnie nowych w temacie.

Yakuza Kiwami
  • Platformy:  PS4   PS3 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie
  • od lat 18 wulgarny język hazard przemoc

Pamiętacie Metal Gear Solid: The Twin Snakes na GameCube'a? W przypadku tamtego remake'u kultowej pozycji z PlayStation producent nie próbował wymyślić koła na nowo, tylko przeniósł uwielbianą przez graczy historię w gameplay'owe realia "dwójki", czyli Sons of Liberty. Dlaczego wspominam w tym miejscu o produkcji Konami? Deweloper odpowiedzialny za kolejne odsłony Yakuzy zdecydował się na taki sam krok w przypadku odświeżania "jedynki". Znaną od dwunastu lat grę "przepisał" na silnik Yakuzy 0, dodając przy okazji sporo nowych systemów, cutscenek, minigier i innych usprawnień. Kiwami powstało w ekspresowym tempie - japońską datę premiery od wydania Zero dzieliło zaledwie dziesięć miesięcy. Czy oznacza to, że dobra passa cyklu się skończyła i otrzymaliśmy wybrakowany produkt, na co wskazywać mogłaby również niska cena wydawnictwa? Nic z tych rzeczy!

"Tak długo, jak ktoś będzie na mnie czekał, zawsze wrócę..."

Fabuła w grach Yakuza Studio jest równie ważna, co napakowana licznymi atrakcjami rozgrywka. Opowiedziane z rozmachem historie zwaśnionych ze sobą rodzin są motorem napędowym każdej odsłony i nie inaczej jest w przypadku Kiwami. Akcja gry rozpoczyna się kilka lat pod dramatycznych wydarzeniach z Yakuzy 0. Dzielnica Kamurocho, wzorowana na tokijskiej Shinjuku-Kabukicho, to domena klanu Tojo, zrzeszającego kilkadziesiąt gangsterskich rodzin, w tym Dojimę, do której należy główny bohater - Kazuma Kiryu. Zasługi „Smoka Dojimy” dla familii pozwalają założyć mu własną, jednak sprawy poważnie się komplikują, gdy jego największy przyjaciel, Akira "Nishiki" Nishikiyama, zabija swojego szefa, który próbował zgwałcić przyjaciółkę obojga, młodą Yumi. Protagonista winę bierze na siebie i trafia na dziesięć lat do więzienia. Gdy w 2005 roku wychodzi na wolność, świat wygląda już inaczej. Zmieniły się nie tylko Kamurocho i klan Tojo, lecz także sam Nishiki, który teraz stoi na czele własnej rodziny i nie cofnie się przed niczym, by zajść na sam szczyt. Po serii nieprzyjemnych zdarzeń Kiryu spotyka małą dziewczynkę imieniem Haruka, która może okazać się kluczem do rozwiązania zagadki zniknięcia dziesięciu miliardów yenów ze skarbca klanu Tojo. Zdradzony przez świat yakuzy, wyrzutek Kazuma ma trzy cele: oczyścić swoje imię, odszukać ukochaną Yumi i za wszelką cenę ochronić Harukę, którą pochwycić chcą najważniejsi członkowie klanu, w tym bezwzględni ludzie Nishikiyamy. Smok Dojimy nawet nie ma pojęcia, dokąd doprowadzi go ścieżka, na jaką wkroczył.

Jak każdy epizod cyklu, również Kiwami przedstawia yakuzę głównie w ujęciu romantycznym. Wprawdzie jesteśmy świadkami także postaw złych i haniebnych (walka o pozycję za wszelką cenę, nadużywanie władzy, próżność bogatych gangsterów), lecz scenarzyści na pierwszy plan wysuwają postaci, dla których śmierć w imię wyższych idei ma w sobie większą wartość niż życie na kolanach. Liczne sekwencje walk, w których główny bohater ściera się z ogromną liczbą przeciwników, nasuwają skojarzenia z filmami klasy B produkowanymi w Hong Kongu, znajdzie się tutaj też sporo melodramatycznych scen charakterystycznych dla japońskich filmów czy seriali animowanych. Mimo to gra porusza dojrzałe tematy, w dodatku autorzy często puszczają oko w kierunku gracza, chcąc się upewnić, czy ten aby na pewno rozumie konwencję. Skrypt do Kiwami wypada słabiej niż wielowątkowy scenariusz Zero czy epicka, rozgrywająca się na przestrzeni dwudziestu sześciu lat historia z "dwójki", lecz to w dalszym ciągu interesująca, wciągająca i miejscami wzruszająca opowieść o facecie z gołębim sercem, którego życie potoczyło się tak, a nie inaczej głównie dlatego, że zależało mu na bliskich osobach bardziej niż na sobie. Historię poznajemy poprzez świetnie wyreżyserowane cutscenki, zarówno renderowane, jak i na silniku gry, ponadto niektóre sekwencje w remake'u są dłuższe, zaimplementowano również zupełnie nowe sceny, które prezentowane są przed każdym rozdziałem, przybliżając nam tragiczną postać Nishikiego. Dzięki temu lepiej rozumiemy motywacje i okoliczności przemiany jednej z najciekawszych postaci w serii.

"Nie umrę bez walki."

Przy okazji premiery "jedynki" wielu branżowych dziennikarzy zrobiło produkcji Segi dużą krzywdę, porównując ją do serii Grand Theft Auto. Kto miał kontakt z tymi grami, ten wie, że poza swobodą w przystępowaniu do wykonywania misji oraz - częściowo - tematyką, pozycje te zdecydowanie więcej dzieli niż łączy. Yakuza to przygodowy beat 'em up z elementami RPG, z akcją osadzoną w częściowo otwartych dzielnicach. Tytuł ten nie jest sandboksem, praktycznie nie używamy tutaj broni palnej ani nie zasiadamy za kierownicą samochodu. Poza śledzeniem fabuły, ogólnie rzecz biorąc poświęcamy się dwóm czynnościom: zwiedzaniu miasta oraz walce. Gdy z eksploracji przechodzimy w tryb walki, zabawa przypomina bijatykę w pełnym 3D. System walki został żywcem przeniesiony z Yakuzy 0. Do zbijania pasków energii przeciwników używamy wszystkich części ciała, a wraz z sukcesami na polu walki ładujemy pasek pozwalający użyć tzw. Heat Actions, czyli finishery, które wyglądają różnie w zależności od pozycji, w której znajduje się adwersarz, czy trzymanego w dłoniach przedmiotu. Wówczas nad bohaterem unosi się kolorowy płomień, a my możemy "odpalić" efektowny i bardzo skuteczny atak. Ponownie możemy przełączać się płynnie między czterema stylami walki, choć ostatni pojawia się w fazie end-game. W zależności od tego, jaki kierunek na krzyżaku wybierzemy, Kiryu bije się nieco inaczej. Korzystając z trybu Rush postać jest bardzo szybka, lecz zadaje mniejsze obrażenia, Beast to zupełne przeciwieństwo, wypadową tych dwóch jest Brawler, z kolei Dragon of Dojima to stary, dobry styl Kazumy. Mechanikę walki z Zero pozostawiono bez zmian, lecz nie mam zamiaru z tego powodu kręcić nosem, gdyż w dalszym ciągu wypada znakomicie.

Względem poprzednika zmieniono za to system rozwoju postaci i teraz znów ulepszamy Kazumę w kilku kategoriach za zdobyte punkty doświadczenia, a nie za gotówkę, jak to miało miejsce w prequelu. Pokonanie co silniejszych bossów, starciom z którymi tradycyjnie towarzyszą efektowne sekwencje Quick Time Events, na stadardowym poziomie trudności mogłoby sprawiać duże problemy, gdyby nie to, iż Kiryu może nosić przy sobie różne przedmioty odnawiające życie, wpływające na możliwości postaci, a także broń. Regenerujące pasek zdrowia i energii napoje zbieramy po pobitych adwersarzach, dostajemy w ramach przeprosin od zaczepiających nas na ulicy cwaniaków lub ostatecznie kupujemy w różnych punktach. Na terenie Kamurocho możemy natknąć się na prawdziwe sieci sklepów, takie jak Don Quixote czy Poppo. Napakowane szczegółami i różnymi smaczkami ulice rozrywkowej dzielnicy przemierzamy pieszo, a ilość pomieszczeń, do których możemy wsadzić nos, jest całkiem zadowalająca. Powracają znane i lubiane minigry, takie jak UFO Catcher, billard, kręgle, rzutki, łowienie ryb, kasyno, kości, mahjong, poker, shogi. blackjack, karaoke i wiele więcej. Przywrócono klasyczny system randkowania z hostessami (choć pań jest mało), ponownie można wziąć udział w wyścigach małych samochodzików, przystąpić do podziemnego turnieju Goro Majimy, potrenować u mistrza sztuk walki czy zatracić się w zbieraniu kart z podobiznami... wojowniczek-insektów z pewnej dziwnej bijatyki. W każdej chwili można udać się do salonu arcade Segi, choć tym razem atrakcji nie ma tam za wiele. Za wszystkie aktywności w grze, w tym nawet za spożywanie posiłków, otrzymujemy punkty CP (inne niż doświadczenie), które możemy wydawać u klauna (poważnie!), by jeszcze bardziej wzmocnić naszego bohatera.

"Obietnica to obietnica."

Jak zapewne zauważyliście, powyższe akapity równie dobrze mogłyby pochodzić z opisu Yakuzy 0, nie znaczy to jednak, iż deweloper nie dorzucił od siebie żadnej nowości. Zupełną świeżynką jest np. Majima Everywhere. Jako że rola szalonego Goro w oryginale była marginalna, w Kiwami producent postanowił zwiększyć częstotliwość spotkań z największym wojownikiem Shimano. Teraz Majima pojawia się w najmniej spodziewanych momentach, za każdym razem wyzywając Kazumę na pojedynek. Potrafi ukryć się w bagażniku samochodowym, koszu na śmieci czy kanale, a także przebrać za policjanta czy... hostessę. Przy każdej kolejnej konfrontacji staje się silniejszy, z kolei gracz za wygrane starcia otrzymuje mnóstwo punktów doświadczenia. Interesujący pomysł, szkoda tylko, że w fazie end-game, gdy nasza postać jest już maksymalnie rozwinięta, spotkania z bardzo potężnym Goro bardziej irytują niż bawią. Nowinką podczas licznych starć z bossami jest możliwość regeneracji zdrowia przez szefów - nad adwersarzem unosi się wówczas kolorowy płomień, a my musimy zaatakować go stylem walki tej samej barwy. Autorzy tradycyjnie wykazali się specyficznym poczuciem humoru, tym razem implementując dziwaczną bijatykę w salonach arcade o nazwie MesuKing: Battle Bug Beauties. Jest to wariacja na temat "walk kociaków" z Yakuzy 0, ponownie z zasadą kamień-nożyce-papier, tyle że tym razem w zabawie udział biorą modelki przebrane za owady. Twórcy jak zawsze przygotowali kilkadziesiąt misji pobocznych, najczęściej krótkich i prostych, chociaż kilka z nich opracowano na troszkę innej zasadzie. Po raz pierwszy w serii siedem side-questów doczekało się oprawy godnej zadań głównych (cutscenki, pełny voice-acting), w dodatku lepiej sprzężono je z wątkiem fabularnym, a wypełnienie każdego z osobna nagradzane jest brązowym trofeum.

Wyróżnikiem "jedynki" na tle kolejnych części była opcjonalna opieka nad Haruką. W Kiwami ten system rzecz jasna rozbudowano, gdyż teraz aktywności, jakich musimy podjąć się na życzenie dziewczynki, jest znacznie więcej. Mimo wszystko największy postęp w stosunku do edycji z PlayStation 2 dokonał się na polu grafiki. Przewaga gry dedykowanej PS4 jest w tym aspekcie ogromna, jednak w gruncie rzeczy Kiwami wygląda identycznie jak Zero. Programiści użyli dokładnie tego samego silnika i większości assetów z poprzedniej przygody Kiryu i Majimy, grafika jest więc schludna, bogate w detale Kamurocho zdaje się żyć własnym życiem, a całość działa w prawie stabilnych sześćdziesięciu klatkach na sekundę. Zremasterowano także sferę audio, gdzie znane od dwunastu lat dialogi nagrano zupełnie od nowa (japońscy aktorzy głosowi tradycyjnie wykonali wzorcową robotę), a ścieżka dźwiękowa wzbogacona została o nowe aranżacje starych utworów ("Receive You", "For Who's Sake") i całkiem świeże kawałki (szczególnie udane są "ID" oraz "Turning Point").

"Yakuzą pozostaje się do końca."

Yakuza Kiwami nie ma w sobie tyle świeżości i energii, co wydane u nas niedawno Zero, posiada także znacznie mniej contentu niż prequel czy "piątka", jednak w dalszym ciągu to bardzo dobra, do szpiku kości japońska przygodówka akcji z elementami RPG, gdzie ukończenie samego wątku głównego to zabawa na piętnaście godzin. Fani serii otrzymali właśnie kolejny solidny odcinek ukochanego cyklu, gracze, którzy znają tylko Yakuzę 0 - więcej tego, co przypadło im do gustu pół roku wcześniej, zaś nowi w temacie mają doskonałą okazję, by wsiąknąć w specyficzny świat yakuzy. Warto także zaznaczyć, że Sega wyceniła swoją produkcję na 30 dolarów, czyli połowę wartości przeciętnej nowości. A to kolejny dobry powód, by zapoznać się z przygodami Kazumy Kiryu.

PS. Istnieje również wersja na PlayStation 3, jednak została wydana tylko w Japonii i nie posiada tłumaczenia na język angielski.
 

Tagi: recenzja yakuza: kiwami

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Wciągająca, świetnie podana historia
  • + System walki
  • + Rozwiązania z Yakuzy 0
  • + Dużo nowości względem oryginału
  • + Schludna oprawa, 60 fps
  • + Japoński voice-acting i ścieżka dźwiękowa
  • + Atrakcyjna cena
  • - To praktycznie Yakuza 0.5
  • - Znacznie mniej zawartości niż w prequelu
  • - Tradycyjny zestaw archaizmów
  • - Co za dużo Majimy, to niezdrowo
Michał Włodarczyk
Michał Włodarczyk Kotlet odgrzewany, ale wyjątkowo pikantny i wysmakowany! Remake lepszy od oryginału pod każdym względem i kolejna solidna odsłona specyficznej serii.
Oceń recenzję
+ +20 -

Miesięcznik PSX Extreme