SKLEP
dKc 04.02.2017
Japońska Metroidvania
1149V

Japońska Metroidvania

Życie jest nie fair.

Strider (2014)
  • Platformy:  PS4   XONE   PC   PS3   X360 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie
  • od lat 12 przemoc

Strider

Życie jest niesprawiedliwe. Po pierwsze, squaresofter jest na tyle popularny, że robią o nim przeróbki, a po drugie - o grze Strider nie mówiło się tyle co o Shadow Complex i nie był on na tyle popularną grą, żeby się wybić. A szkoda, bo Strider to gra tak dobra jak wspominane SC.

Strider nie jest nową serią, bo pierwsza gra z serii powstała jakiś czas temu, ale zainteresowanych odsyłam do mojego tekstu uzupełniającego. Zajmijmy się tym, najnowszym Striderem. Weterani serii poczują się tu jak w domu - ujeździmy m.in. smoka, będziemy walczyć w przestworzach, zwiedzimy future-komunistyczne rejony, będziemy sie wspinać po ścianach oraz siekać naszym mieczem setki przeciwników. Kto grał w poprzednie części, ten wie, że fabuła tam się raczej nie trzymała kupy - mieliśmy tam skakanie po levelach, raz byliśmy w futurystycznym Kazachstanie, raz chodziliśmy wśród tarzanów i dinozaurów, a raz jechaliśmy na smoku tyłem. Tutaj jest inaczej, wszak to metroidvania. Studiu Double Helix (tak, mowa o tym, które reaktywowało Killer Instinct) udało się fabułę posklejać tak, żeby miała odrobinę sensu. Mimo tego, że dodano tu fabułę, która trzyma się jako-tako kupy to jeśli porównać scenariusz do czegoś wzniosłego to srogo się zawiedziemy. Dialogi zbyt błyskotliwe nie są. Patetyczne monologi antagonistów w stylu "I will return" to tutaj norma, ale przecież nie o to chodzi. Tutaj chodzi o dynamiczną rozpierduchę, a ta jest na miejscu. Mało tego, elementy rozgrywki, które na Sedze Genesis jedynie zostały muśnięte, tutaj są uwydatnione. Hiryu wspinając się po boku wygląda jak góral z ciupagą (hehe), podróż elektrosmokiem robi wrażenie większe niż kiedyś, a efekty świetlne dopełniają całości. Weźmy taki np nowy ruch Eagle Flight - gdy ujrzałem animację z dużym nasyceniem czerwieni krzyknąłem "Wow", a to ostatni raz mi się zdarzyło przy tym gdy Raiden skakał po pociskach przeciwlotniczych w Metal Gear Revengance.

Rozgrywka jeśli chodzi o metroidvaniowość przywodzi na myśl Shadow Complex, ale bliżej jej do Ori and the Blind forrest. Ciągle wiemy gdzie iść, bo pokazuje nam to wskaźnik metrów oraz strzałka na radarze (wiadomo, jeśli idziemy w dobrym kierunku liczba maleje, w złym - wzrasa). W Shadow COmplex mieliśmy poprowadzoną cała ścieżkę, tutaj tego nie zastosowano, ale i tak widać ogromny skok jeśli chodzi o serię. Wszystko jest ładnie i zgrabnie zaprojektowane i oprócz solidnej rozpierduchy czuć czasem swobodę i wytchnienie o czym nie było mowy w wersji na konsolę Sega Genesis.

Ta gra to podobnie jak poprzedniczki prawdziwy test wytrzymałości kwadrata na padzie. Wciskamy go co chwila mashując jak pojebany i jest to normą przez te 10 godzin grania. Nawet otwieranie bramek jest zrobione w stylu "nic na siłę, wszystko młotkiem". Nie znaczy to, że przez całą grę będziemy tylko gwałcić kwadrat, nie, nie, czasem wpadniemy do pomieszczeń, w których zdrowie będzie nam sie odnawiać, czasem bedziemy wspinać sie po ścianach czy nawet po suficie, a jeśli cenimy sobie rywalizacje to mozemy sprawdzić w rankingu jak spisali sie nasi znajomi. Co jeszcze ciekawe, w cutscenkach są napisy i DUBBING, co jest niespotykane w jap. grach, więc w erze pre-Final Fantasy XV był to fenomen.

Jeśli chodzi o lokacje to mają swój striderowy styl, ale czasami skojarzenia znów nasuwają się z Shadow Complex, zwłaszcza te pseudokomunistyczne gwiazdki. Mimo to mamy kilka znamiennych dla serii momentów - takie ujeżdżanie smoka, żeby nie szukać daleko.  Wizualnie mamy tu typowe dla nowoczesnych japońskich gier zbytnie kolorów, co w połączeniu z wysokim natężeniem akcji daje grafikę nieco cukierkową, ale nadal zrobioną ze smakiem. Dumnie stojący Hiryu też robi robotę.

Muzyka nie jest zła. Podczas scen akcji słyszymy jakieś przygrywanie rodem z drugorzędnego anime o mechach, a w chwilach spokojniejszych jakieś plumknięcia, chillstep, a nawet czasem pojawia się jakoś drum, choć niestety bez bass...

Przejdźmy do naszego mięska. To co poniżej jest metroidvaniowym spoilerem. Nie chcesz psuć sobie rozgrywki i sam odkryć ulepszenia - nie czytaj.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Gra nie jest idealna. Jeśli miałbym szukać mankamentów to byłby to poziom trudności. Na Easy jest łatwo, ale już wyżej nie będziemy mogli biec jak przecinak, a przecież ta gra jest do tego stworzona! Do tego jest dziwnie zbudowana. Przez całą grę rozgrywka szła gładko, żebym tuż przed finałowym bossem wypadł poza teksturę i cofnął się daleko do poprzedniego checkpointa. Skoro o nich mowa to checkpointy ustawione są za rzadko (już wersje na stare konsole lepiej się pod tym katem spisywały). Po pokonaniu  9st bossa trofeum wpadło, ale boss się zglitchował i nie odpaliła się cutscenka (dotyczy wersji na PS3). Gra czasem wymaga małpiej zręczności i zastosowano tu trochę typowych chwytów jak z innych platformówek tj. Donkey Kong: Tropical Freeze czy Yoshi's Wolly World. Ale finalnie warto, bo po drodze wpadnie nam dużo srebrnych platyn.

 

Gra wyszła na kilku platormach i każda z nich ma cos charakterystycznego. Wersja na PS3 ma długie wczytywanie, na PC gra śmiga w Full HD w 60 klatkach, podobnie jak na Playstation 4.Na koniec wystarczy mi tylko polecić tą świetną zręcznościówkę. To jedna z lepszych współczesnych metroidvanii, zatem polecam.

 

PLATFORMA PS3, PS4, PC, X1, X360

GRAFIKA 30/30

DŹWIĘK 15/30

FRAJDA 25/30

BONUS 0/10

OCENA 80/100

Screeny pochodzą z PCMR

 

Metroidvania na propsie #6 - tutaj

Tagi: strider

Werdykt
Graliśmy na: PS3
  • + Grafika
  • + Klimat
  • + Duzo srebrnych trofeów
  • + Udana kontynuacja
  • - Długie loadingi
  • - Po przejściu gry nie ma co robić
  • - Patetyczne dialogi
dKc
dKc Polecam
Oceń recenzję
+ +7 -

Miesięcznik PSX Extreme