SKLEP
Paweł Perez Myśliwiec Paweł Perez Myśliwiec 30.09.2017
Hyde Park: Twoje największe rozczarowanie growe...
942V

Hyde Park: Twoje największe rozczarowanie growe...

Mnożymy kolejne "topki" najlepszych gier gatunku, roku, dekady itd. A co z tytułami, które zupełnie nam nie podeszły? Zdarzyło się Wam, że jakaś produkcja, do której zachęcali Was kumple, prasa, telewizja zupełnie Wam nie podpasowała? Miało być 10/10, a po godzinie z wykrzywioną miną odłożyliście pada? Dzisiaj właśnie o takich tytułach. Tradycyjnie dziękujemy za komentarze i życzymy udanego weekendu!

Rozbo: Kiedy przeczytałem informację o tym, że w cyfrowym Wszechświecie Elite Dangerous właśnie pojawili się obcy, przypomniałem sobie nasze wszystkie narzekania na to, że gry wydaje się teraz niedokończone i że czego twórcy nie zrobią przy „dej łan”, to dokleją w łatkach później (patrz No Man’s Sky). Tymczasem Frontier Developments dało nam najlepszy przykład tego, jakie są zalety współczesnej „otwartości” gier ze względu na możliwość ich rozwoju poprzez patche, łatki, dodatki etc. Elite Dangerous w kilka lat od premiery rozwinęło się fantastycznie, dostając „po drodze” m.in. możliwość lądowania na planetach i masę innych nowinek. To, co zrobili z obcymi, to już w ogóle mistrzostwo świata. Przez dłuższy czas od premiery gracze w swoich statkach kosmicznych zwiedzali odwzorowaną w skali 1:1 Drogę Mleczną z przekonaniem, że w tym uniwersum cała poznana część galaktyki była opanowana wyłącznie przez ludzi. Nie było kotopodobnych Kilrathi, nie było krwiożerczych Zergów, ani depczącego ludzkości po piętach Przymierza obcych. Dopiero z czasem gracze zaczęli odkrywać różne ślady obcych: artefakty, wraki statków etc. I dopiero teraz, po niemal trzech latach od premiery, autorzy wprowadzili kosmitów do ich świata. Dzięki temu wydarzenie to stało się naprawdę ważne, zmieniło zasady postrzegania przez graczy tej produkcji i wymusiło na nich mobilizację. Spotkanie z obcą rasą Thargoidów stało się więc czymś więcej niż zwykłym dodatkiem wrzuconym przez twórców, żeby jedynie wprowadzić nieco urozmaicenia do kilkuletniej produkcji. Brawo, Frontier Developements, naprawdę brawo. Osobiście mam Elite Dangerous rozgrzebane na moim XOne, ale po takim wydarzeniu (i po pełnych pasji wpisach Alexego, rzecz jasna :-)) mam ochotę wrócić do gry na dobre.

Pytanie tygodnia: Moje największe growe rozczarowanie związane jest z PSX Extreme, i to w czasach tak zamierzchłych, że nie było jeszcze powszechnego dostępu do internetu, a ja byłem tylko smarkaczem. To jednocześnie moje jedyne rozczarowanie moim ukochanym magazynem, ale na szczęście takie, które mi szybko przeszło. Otóż chodziło o recenzję X-Men: Mutant Academy na pierwsze PlayStation autorstwa Kaliego. Kali to typ wiecznego zajawkowicza i nie od dzisiaj wiadomo, że wystawia zawsze oceny zawyżone. Ale nie po to żeby kogoś wpuścić w maliny. Ten człowiek po prostu kocha gry! No więc przeczytałem w PSX Extreme jakie te X-Meny są super. Świetna bijatyka, masa smaczków, dynamika! Kali rozpływał się nad mordobiciem i z tego co pamiętam wystawił solidne 8. Jakiś czas później, uciuławszy już z kieszonkowego część kwoty na grę, wyciągnąłem ojca do sklepu i poprosiłem, żeby dołożył mi resztę. Trzeba Wam wiedzieć, że nowe, drogie gry na konsole w tamtych czasach to było święto. Nie kupowało się 5 pudełek w miesiącu, nie dostawało się nic z PS Plusa. Każde nowe pudełko było wartościowe i każda nowa gra ogrywana do upadłego. Wracam więc uradowany do domu, odpalam X-Menów i… po dwóch dniach odkładam grę na półkę. Dramat, nuda i lipa… Gra była co najwyżej przeciętna i nijak nie miała się do tuzów gatunku. Byłem zrozpaczony i rozczarowany. Miałem nawet plan rzucić PSX Extreme i wysmarować list do redakcji z niewyszukaną skargą na Kaliego. Zrezygnowałem jednak z tego zamiaru i… wylądowałem tu, gdzie jestem :). [Perez: Ech, żeby to ja wiedział, to bym wysłał ten list za Ciebie i się teraz z Tobą nie męczył ;)]. 


Perez: Tydzień, tydzień i po tygodniu. Miniony weekend wyjątkowo mieszanka rodzinno-imprezowa, bo Roger znowu musiał dopisać +1 do wieku (już ze 40 będzie!), no i była okazja wyskoczyć w teren. Kurczę, trochę od tego odwykłem, ale finalnie było bardzo spoko – miejscówki nad Wisłą jeszcze działały pełną para, tak że było gdzie przysiąść, wypić soczek, pogadać ze znajomymi. Aczkolwiek delikatnie, no bo wiecie, waga (przez wrzesień spadło 7,5 kg!). 

A reszta, cóż, kolejny tygodniowy ekspres – rano dzieci, przedszkole, potem praca, po pracy przedszkole, popołudnie z dzieciakami, wieczorem czasami piłka, czasami serial, a głównie... praca. Ostatnio na pewnym forum była dyskusja o tym, kiedy pracownik zamienia się w korpoludka, no i wyszło, że właśnie w momencie, gdy zaczyna pracować w domu po godzinach i jeszcze mówi, że mu się to podoba. Cholera, no to chyba „awansowałem” :). Autentycznie, w mijającym tygodniu miałem dużo frajdy z siedzenia wieczorkiem nad PSX Extreme, ale bardziej nad PPE i forum (tfu, tfu, odpukać, jak dobrze pójdzie, wtorek lub środa odpalamy) – testy, zbieranie uwag, jakieś dodatkowe pomysły, szybko przy tym czas leci, a widząc koniec, naprawdę jest sporo frajdy. 

Kończę, bo późna pora, a sobota zapowiada się nader interesująco :). Więcej szczegółów w kolejnym numerze PE!

Pytanie tygodnia: Może nie nazwałbym tej gry największym rozczarowaniem, ale o którejś z odsłon Batmana (tak mi nie podeszła, że już nie pamiętam której) nasłuchałem się tyle dobrego, iż liczyłem na rozgrywkę najwyższych lotów. No i klops. Nie mogłem się wkręcić, zaczęło wiać nudą, latanie po mieście szybko się znudziło i odbiłem się po 3-4 godzinach. Próby powrotu nie było. 


A co tam u czytelników?

person: Muszę przyznać, że ten tydzień był nijaki. Kompletnie nic się nie działo... W środę wybrałem się z REAListą do kina na Kingsman: Złoty Krąg. Mogę powiedzieć, że spodziewałem się dziwnego humoru oraz mocno przesadzonych akcji, wręcz surrealistycznych, ale wiedziałem, że ten typ komizmu nie będzie mi w ogóle przeszkadzać. Najciekawszym momentem w całym filmie, a zarazem punktem zwrotnym, był ten, gdy Eggsy oraz Merlin, będąc w siedzibie Statesman, zobaczyli kogoś wcześniej uznanego za zmarłego. Kogo? Sami musicie to zobaczyć. Zdecydowanie polecam. Jest to bardzo ciekawa produkcja.

Oprócz tego w sobotę planujemy znowu iść do Escape Roomu, w poprzednim tygodniu niestety nie daliśmy rady. Tym razem nasz pokój nosić będzie nazwę „Poza Światem”. Bardzo jestem ciekaw, jak to będzie wyglądać i czy też będzie tak samo zagadkowy jak wcześniejsze. Mam jedynie nadzieję, że tym razem uda nam się uciec z pokoju o czasie   

Pytanie tygodnia: Gra, która mnie zawiodła, to Podróż. Dlaczego? Oprawie graficznej czy dźwiękowej nic nie zarzucę, żal mam jedynie do tego, iż postać, którą kierujemy, miała używać magii oraz zaklęć, a tak naprawdę kończyło się na tym, że przez całą grę brnęliśmy przed siebie i aktywowaliśmy świątynie. Nie powiem, że tytuł jest zły, ale to nie było to, na co liczyłem, że zobaczę.


mashi1986: „Paczcie” jak to wszystko leci. Wydawać mogłoby się, że dopiero co skończyły się wakacje, a za nami już prawie cały wrzesień! Rutyna dnia codziennego sprawia, że czas liczę w tygodniach, a nie dniach, ponieważ te mijają niesamowicie szybko… Na całe szczęście w tym pośpiechu znajduje go jakimś cudem na wszystko, włącznie z graniem. Co prawda nie mogę sobie pozwolić na cztery-pięć godzin przed konsolą dziennie, ale okres między 22 a 00 w nocy jest w tej chwili dla mnie optymalny. Dzięki temu udało mi się „podciągnąć” mojego Warlocka w Destiny 2 do poziomu 20 i 270 lvl mocy. Wiem, że to nic w porównaniu z „kozakami z wieży”, ale jakoś należy przyjąć na klatę świadomość, iż są lepsi i przede wszystkim z większym zasobem czasowym. Doprawdy nie mam pojęcia, jak ludzie to robią, że mają wszystkie trzy postacie „wymaksowane na maksa”!!! Czary? Magia? A może już nałóg? Cholera wie, w każdym razie ja swój wolny czas staram się równoważyć w proporcjach DOM (40%), RODZINA (40%), GRY (15%), INNE (5%)…Choć sam nie wiem, co to te „inne” (hły hły)…

Za rogiem też „Łorsoł Gejm Łik” i spotkanie z kilkoma ludźmi z PPE. Jeżeli ktoś myśli, iż na tego typu „iwentach” spożywa się wyłącznie alkohol… zapewne ma racje. Ja jednak za cel obrałem coś zupełnie innego (choć opcjonalny „zgon” też wchodzi w grę). To moje pierwsze w życiu targi gier wideo i liczę na ciekawe doświadczenie oraz garstkę wspomnień… Oby do któregoś tam października, bo będzie się działo!

Pytanie tygodnia: Ograniczę się do tego roku. Być może mój wybór zaskoczy wielu, ale musicie wiedzieć, że nie każdy ma takie same upodobania… Tak więc moi drodzy, zapewne kojarzycie… Crash’a Bandicoot N. Sane Trilogy… Remake przygód rudego „liska” budził wiele emocji, przede wszystkim wśród graczy którzy doskonale pamiętają oryginalne części ogrywane na poczciwym Szaraku. Hype, braki magazynowe i pozytywne opinie z pierwszych recenzji – biorę i zapominam o świecie - pomyślałem. Tak mi się przynajmniej wydawało… Cóż, kolejny raz przekonałem się, że mój gust i preferencje dorastają razem ze mną i coś co niezmiernie bawiło mnie 20 lat temu, dziś może mieć tylko wartość sentymentalną… Gra oczywiście jest dobra, ładna (na PS4 Pro nawet piękna), ale… no właśnie… nie jest już dla mnie. Tłumacze sobie to, że chyba dorastam jako gracz razem z ekipą Niegrzecznych Psiaków. Gry, które wydawali na przestrzeni lat i generacji charakteryzują moje aktualne upodobania. Od Crasha, poprzez Jaka, Uncharted i The Last of Us. I nie chodzi nawet o poziom trudności, bo ten nie jest jakiś specjalnie wysoki – rzekłbym, że gra nie jest trudna, bo przecież zgubić w niej się nie da, lecz czasami irytująca i tyle. Ja dziś z gier wolę czerpać radość, niż udowadniać na siłę sobie i innym, że wkurzające momenty w grach to wyzwanie… Sorry „Rudy” – zawiodłem się nie tyle na Tobie, co na czasie, w jakim przyszło mi znów w „Ciebie zagrać”. Pamiętaj jednak, że w mojej pamięci zajmujesz szczególne miejsce.


Daaku: Cześć i czołem! Pytanie do ludzi raczej tej starszej daty - byliście kiedyś w takiej sytuacji, w której ponowny kontakt z bohaterami z dzieciństwa wyzwalał w Was uśpione przez lata, ale czekające na rozbudzenie wewnętrzne dziecko? Bo ja chyba przeżywam właśnie coś takiego za sprawą... Yo-kai Watch. Czyli tych niby-Pokemonów od Level-5, tyle że opartych na stworkach z japońskich wierzeń i religii. Bakcyl chwycił niespodziewanie, bo podczas przeglądania smartfonowego Sklepu Play w poszukiwaniu jakiegoś zapychacza czasu - Yo-kai Watch: Wibble Wobble okazał się bardzo przyjemną mizianką o zasadach i mechanice zapożyczonych - o dziwo! - z Pokemon Shuffle. Po tak dobrym pierwszym wrażeniu szybko dokonałem odkładanego od miesięcy zakupu 3DS-owej wersji gry, a podczas zakupów w galeriach handlowych "przypadkiem" gubię się na dziale zabawkarskim, gdzie z wysokości uśmiechają się do mnie figurki z medalami do rejestracji w apce w komplecie. Whisper wstydliwie zdobi już moją półkę, a na swoją kolej czekają Komasan oraz Jibanyan - ludzie, czy ja zwariowałem?

Co poza tym? Fanatycy bijatyk wypróbowują właśnie Marvel vs Capcom Infinite, wielbiciele wyścigów dwojga obozów już lada dzień położą łapy na Forzie 7 i Gran Turismo Sport, a Daak... a Daak, jak to Daak, ma już za sobą pierwsze walki online w Gundamie Versus. W przeciwieństwie do fazy na Yo-kai Watch, miłości do wielkich robotów już raczej nie wyleczę, pozostaje mi więc tylko brnięcie coraz głębiej w to rozrastające się niczym czarna dziura uniwersum. Kontynuując przyzwyczajenia z bety pomykam sobie ruchliwą Exią i odświeżam sobie system walki, by potem z już większą penością siebie przejść na jakiegoś maina z wyższej półki. I w sumie nawet na to nie liczę, ale miło byłoby znaleźć partnera/partnerów do starć 2v2 i 3v3 - chętni pisać na priva, a na pewno znajdę dla Was czas!

Pytanie tygodnia: Cóż, nic, co wybijałoby się na pierwszy szereg z odmętów mojej pamięci... ale po głębszym zastanowieniu znalazłby się jeden tytuł, który zupełnie niespodziewanie zawiódł pokładane w nim nadzieje. Przede wszystkim byłoby to Dark Souls 2. Po sześciu miesiącach (i trzech platynach) religijnego transu w Demon's Souls i chłonięciu świata w pierwszym Dark Souls niczym wyposzczony nieumarły czekałem na premierę drugiej odsłony. Kupiłem na premierę, przegrałem cały dzień, wyłączyłem konsolę... i już nie wróciłem. Po części była to wina niusansów systemowych gry, po części może zmęczenie materiału po tak długim kontakcie z tym, było nie było, nowym gatunkiem - Drangleic zabrakło tej nieuchwytnej magii Boletarii i Lordran. Pudełko z grą przeleżało na półce prawie dwa lata, zanim w akcie łaski zdecydowałem się je wymienić w pobliskim sklepie, a wersja cyfrowa mimo, że mami mnie next-genową oprawą i dodatkami, to jednak nie jest w stanie mnie do siebie zachęcić... Może The Surge uda się w swoim czasie odwrócić tę passę?

Tagi: hyde park

Miesięcznik PSX Extreme