SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 14.07.2017, 23:16
Piątkowa GROmada #42
591V

Piątkowa GROmada #42

W dzisiejszym odcinku: dwie kosmate mordki i trochę chromowanej blachy.
Tak, to bardzo dziwne połączenie.

Echa 40. wydania GROmady są u nas wciąż niezwykle silne. REALista dał się wciągnąć unowocześnionemu Crashowi i po konkretnym przemieleniu dzieli się z nami jego mankamentami. W bonusie także easter eggi w smaku gier od Naughty Dog. Ja ciągnę dalej wieczorek zapoznawczy z serią Ratchet & Clank. Do tego Affek wyrobił się z tekstem i też jest mocno nostalgicznie, choć w duchu mniej platformowym - Transformery już tak mają.

Zabawy w każdym razie jest mnóstwo, i do tej zabawy zachęcamy także Was. Przyjemnej lektury!

(O zajo logo zadbał oczywiście @Reinvented, niech mu bozia w dzieciach wyngarodzi!)

 

 

Affek

 

Cześć misie. Ostatnio znowu coś przybliżyłem się do rejonów ppe i nasz kochany prezes mnie zgarnął. Miło z jego strony, nie?

 

Transformers: Devastation

Mój wewnętrzny dziewięciolatek jest w niebie, naprawdę. Na pewno były jakieś wcześniej, ale to jest pierwsza porządna gra z Transformerami w jaką grałem. Nie ma się jednak czemu dziwić, za produkcję odpowiadają sami Platynowi, najlepsi w swoim fachu. Nikt nie robi slasherów jak oni. Z tego co wiem. Mniejsza. Ważniejsze jest to, że w życiu nie miałem takiej nostalgicznej jazdy. Czuję się w domu. Jakbym znowu siedział, był 2007 i oglądał pierwszą serię Transformers, przy czym nie rozumiałem niemal niczego, co wypowiadali bohaterowie. I tak mi się podobało. 

W sumie Devastation można zakwalifikować jako dosyć niecodzienną grę. Nie ze względu na gatunek, o nie. Bardziej mi chodzi o komercyjną otoczkę. W końcu dziś, w meandrach odmóżdżaczy Baya które zarabiają wiele milionów dosyć ciekawym posunięciem było wydanie gry osadzonej w uniwersum stworzonym jakoś tak 30 lat temu. Może to wina tego, że gry się średnio sprzedawały. Nie wiem, znowu. Zresztą, co mnie to obchodzi - Transformers: Devastaion jest ŚWIETNE i naprawdę mi się podoba jak cholera.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że trudno mi powiedzieć, dlaczego. Nie jestem jakimś wielkim fanem slasherów - są mi zupełnie obojętne jako gatunek, lubię czasem chwilę, ale nie zawsze. W sumie to, co jest clou takich gier, system walki, w opisywanym tytule wypada dosyć standardowo. To znaczy, mamy standardowe dla Platynowych zwalnianie czasu po wykonaniu uniku w odpowiednim momencie (dobra, jakie standardowe, chyba tylko w Bayo jest), dwa warianty ataku (słaby i silny) oraz możliwość prania tyłków na dystans. Najciekawsze udziwnienie z jakim mamy w tym wypadku do czynienia to możliwość transformacji (w końcu czym bez tego byłaby gra Transformers), pod postacią autka (bądź dinozaura) możemy radośnie zwiedzać miasto (właśnie, to też intrygujące - zamiast liniowej konstrukcji poziomów mamy quasi-otwartą mapę, miło, ale niewiele to wnosi), jednak przydaje się to nie tylko do eksploracji, bo twórcy poszli po rozum do głowy i zaimplementowali też możliwość transformacji do walki. Wszystko wyszło zgrabnie, więc nie ma tutaj do czego się przyczepić. To może być jeden z powodów mojego polubienia tej gry, jest jednak inny, ważniejszy.

TRANSFORMERY! Bo kurde, jak się cieszę, że mogę w końcu sprać tyłek tym cholernym Decepticonom jako Optimus Prime! Albo porozwalać coś jako Grimlock! Albo być nerdowskim Wheeljackiem! Właśnie ten ostatni został moim "Transformerem z wyboru" [ja tam zacząłem Sideswipem... - dop. Daaka], bo o ile możemy przejść grę kilkoma, o tyle elementy RPG zachęcają do gry jednym bohaterem przez cały czas. Dlaczego akurat Wheeljack? Powód jest prosty, mam gdzieś jego figurkę. O taką: 

Zdjęcie nie moje, szukałem go, ale znaleźć nie mogłem. Szkoda. W każdym razie pokierowany wspomnieniami wziąłem mojego ulubieńca. To był dobry wybór. Jego postać nie tylko dosyć szybko się porusza, przez co unikanie ataków przeciwników jest dużo łatwiejsze, ale też ma dosyć potężne ataki dystansowe, co pozwala mi na stosowanie typowej dla każdego nooba taktyki "jeżdżę wokół przeciwnika i nawalam rakietami", która niezwykle się sprawdza, polecam. Ogólnie to jestem beznadziejny w tę grę, bez przerwy radośnie ginę.

Radością napełnia mnie też oprawa graficzna. Artworki ożyły, moi drodzy! Ta kreskówka... jest! Na ekranie! I tak ładnie wygląda, i tak płynnie się porusza! Dobra, nieco przesadzam. Miasto wygląda okropnie, każdy budynek jest prawie taki sam, co mnie niezmiernie denerwuje. Ale bohaterowie to już czyste złoto, naprawdę. Oni wszyscy są... ładniutcy. I przerysowana do granic możliwości mimika twarzy, och tak! Szkoda, że muzyka nie zbliża się ani na chwilę jakością do wizji [dojdziesz do Menasora albo Soundwave'a to zmienisz zdanie - dop. Daaka]. Takie tam, jakieś gitarowe plumkanie w tle, czasem wejdzie automat perkusyjny, ale koniec końców nie mamy nic ciekawego. Voice acting to inna sprawa - tutaj powracają wszyscy znani z oryginalnej obsady, więc Platynowi dostają ode mnie po raz kolejny gigantyczne serduszko, bo moje wspomnienia znów ożywają. Jak już wspomniałem chyba z milion razy, ten dziewięciolatek wewnątrz mnie obecnie znajduje się w ogromnej euforii.

A poza tym? Nadal murzynię w GTA: San Andreas, pomagam OG Locowi (swoją drogą, ta ksywka jest naprawdę bezbłędna) urządzić niezłą imprezę. Ostatnio też banzai (dzięki) przekazał w moje ręce Infinite Undiscovery (ten tytuł sprawia, że moje kiszki się przekręcają) na X360. Przyznam, że nawet mi się podoba, ale mam z nią dwa problemy. Pierwszym jest główny bohater, który niemiłosiernie mnie denerwuje swoim brakiem asertywności. Niby bez przerwy gada hipisowskie teksty pokroju "aach brzydzę się przemocą" "nie lubię walczyć" "dajcie mi spokój, chcę grać na flecie", ale jednocześnie ma na tyle miękką faję, że nie potrafi powiedzieć wszystkim wokół niego "pieprzcie się" i pójść w swoją stronę. Kolejny problem bardziej tyczy się strony technicznej, bo o ile modele postaci i potoczenie wypadają naprawdę niezwykle ładnie, o tyle ruchy i wszelkie formy interakcji wypadają tak, jakby bohaterom zainstalowano kije w tyłku i jeszcze usztywniono wszystkie stawy, przy okazji każdy nauczył się w pewnym stopniu brzuchomówstwa i nie czuje potrzeby poruszania ustami. No, generalnie tyle mogę o tym wszystkim powiedzieć po jakiś dwóch godzinach gry. System walki też mi przypomina, co mi przeszkadzało w Xenoblade Chronicles. Tylko, że ono znajduje się i tak jakoś półkę wyżej pod chyba każdym możliwym względem.

No właśnie, słuchajcie. Mam do was pytanie. Nie wiem, co sobie przejść w najbliższym czasie. Mam ochotę na jakiegoś jRPG i nie mogę się zdecydować między FFX, Personą 4 i Xenoblade Chronicles. Dodam, że pierwsze dwie przeszedłem. Doradzicie coś, kochani?

Dzięki i do następnego!


 

REALista

 

No i jest tak jak się spodziewałem (dobra tak naprawdę to się nie spodziewałem, ale podejrzewałem, że tak może sie stać). Crash przybył i zamiótł. Mimo, że już od kilku ładnych lat jest trupem to wciąż kopie i wygląda na to, że doczekamy się jego zmartwychwstania. Acti wybadało grunt i zobaczyło, że mimo, że marką nie żyje od paru ładnych lat to w umysłach graczy Crash wciąż jest żywy i to tak bardzo, że obecnie w wielu krajach nie znajdziesz pudełka z grą, a na Polskich Januszowych aukcjach cena pudła wynosi 500 zł i pewnie wielu graczy dało sie nabrać na tą „okazyjną” cenę, ale to, że zakupiliście pudło za 500 zł nie sprawi, że dostaniecie je dziś czy jutro czy nawet za tydzień. Dostaniecie je jak będzie nowa dostawa i wszyscy będą mogli kupić je za sugerowaną cene 150 zł, bo Polscy „przedsiębiorcy” też zapewne fizycznej kopii gry nie posiadają i sami czekają na dostawę.

W każdym razie jedno jest pewne: następne Crashe będą, a czy będzie to remake CTR czy może całkowicie nowa platformówka dowiemy się zapewne niebawem.

No, ale przejdźmy do samej gry, a raczej gier. W GROmadzie 40 oblaliśmy Crasha beczką miodu, ale teraz, gdy mam już ładnych kilkadziesiąt godzin wbite, wiem o bugach i teraz trzeba się poznęcać nad Vicarious Visions, które nie uniknęło błędów w swojej produkcji.

O ile spodziewałem się, że Crash 1 będzie produkcją trudną to nie znalazłem tam jakiś rażących niedociągnięć niszczących rozgrywkę, ale to może z tego powodu, że grałem w nią najkrócej. Chociaż akurat dodanie czasówek do tak niesamowicie trudnej gry jest moim zdaniem jakimś nieporozumieniem. Zamiast dodawać speedruny, które do platyny trzeba zrobić na minimum złoto, mogli zostawić opcje, w której bonusy można wykonywać raz. Zdobycie złotej laski za czas na mostach jest tak niesamowicie trudne, że postanowiłem sobie dać z tym spokój. Może za jakiś czas wrócę do tego, ale na obecną chwile sobie daruje. 

Ogólnie Crash 1 dla mnie wygląda tak:

W dwójce ogólnie mamy jeden level, w którym zniszczenie wszystkich skrzynek, a co za tym idzie zdobycie szarego gema też jest bardzo trudne i mimo, że w klasycznym Crashu wyglądało to podobnie to jednak było dużo prostsze. Mowa tu o levelu „Piston it Away” w którym musimy zrobić ¾ mapy, wrócić się i zostawić w jednym miejscu kosmitę, który pozwoli nam odbić się od niego, aby wrócić do miejsca, w którym jest teleporter do ukrytej części mapy. W klasycznym Crashu wystarczyło podjeść blisko kosmity i wskoczyć na niego. Tu tak prosto nie ma. Trzeba zrobić wślizg z wysokim wybiciem i wcelować w kosmitę (którego ekran już nie obejmuje) dokładnie w momencie, w którym jest blisko elementu zagradzającego nam drogę powrotną. Do tego musimy idealnie wcelować się w niego w czasie kiedy kosmita jest rozłożony, bo gdy się złoży to wtedy zamiast się od niego odbić po prostu zginiemy, a rozłożony przy tym elemencie który mamy przeskoczyć jest tylko przez chwile także czasu jest niewiele. Mamy tylko jedną próbę, bo śmierć w tym levelu sprawia, że już nie użyjemy teleportera i trzeba robić wszystko od nowa. Nawet maska Aku-Aku nam nie pomoże, bo jeśli źle wcelujemy to maska zbije kosmitę i wtedy już nie mamy możliwości powrotu. Jedyna opcja drugiej próby istnieje tylko, gdy w ogóle nie trafimy w kosmitę. Z ciekawości sprawdziłem za, którym razem uda mi się prawidłowo odbić od kosmity i była to szósta, albo siódma próba, ale co z tego skoro pierwszą już popsułem. Teleporter był zablokowany. 

Do tego bonus w tym levelu jest koszmarnie trudny, ponieważ cały jest obłożony nitro. Nie potrafię powiedzieć ile razy w nim zginąłem, a do furii doprowadzało mnie to, że z osiem razy zginąłem nie przez to, że popełniłem błąd, a przez to, że skrzynka z nitro podskoczyła w momencie mojego skoku i tutaj jestem po prostu pewien, że w oryginale te skrzynki nie skakały tak wysoko, a już na pewno nie tak często jak tu, a jest to kompletnie losowe, dlatego tak naprawdę nie znajdziesz jakiegoś sposobu czy schematu kiedy skakać. Przez to gra nabiera bezsensownej losowości, a w momencie, gdy szczęście przekładamy nad skill to ewidentnie tu coś nie gra. W bonusie natrafiłem też na błąd. Udało mi się przebiec spokojnie po skrzynkach z nitro, które chyba zapomniały wybuchnąć. 

Znalazłem też bardzo fajny glitch: w mapie w której uciekamy przed pszczołami można bardzo szybko nabić 99 żyć (jakieś 3-4 minuty). Zabijamy wszystkie pięć pszczół wślizgiem, a manewr kończymy na zrobieniu obrotu na ulu. Gra nie wiedzieć czemu uważa ul za przeciwnika (mimo że jest niezniszczalny), a w Crashu gdy zabijasz sześciu przeciwników na raz dostajesz życie. Korzystajcie póki można, bo możliwe, że niedługo zostanie to upatchowane.

W Crashu 2 też mamy do czynienia z czasówkami i też na platynę trzeba mieć wszystkie minimum na złoto i tutaj ktoś ewidentnie przegiął, czasy są tak wyśrubowane jak to jest tylko możliwe o ile w jedynce zrobienie ich utrudniała sama budowa leżeli, tutaj po prostu czasy, które trzeba zrobić są naprawdę bardzo ciężkie do osiągnięcia. Sam pamiętam jak zrobiłem jedną z wodnych map najszybciej jak potrafiłem i wystarczyło to ledwie na niebieską laskę. Dlatego stwierdziłem, że szary kryształ w Piston it Away i czasówki zrobię kiedy indziej (o ile w ogóle kiedyś zrobię) i zająłem się Crashem 3.

W ostatniej części trylogii trafiłem na kilka błędów utrudniających rozgrywkę. W levelu, w którym nurkujemy Crashem dostajemy co jakiś czas urządzenie, które może strzelać torpedami i pozwala szybciej pływać Crashowi i w czasie time triali po wciśnięciu przyśpieszenia (kółko na padzie) sterowanie Crashem potrafiło się kompletnie zablokować na jakieś pięć sekund i to eliminowało całkowicie możliwość zdobycia złotej laski (wczoraj zdarzyło mi się to kilka razy i w końcu postanowiłem ukończyć pływanie bez używania tego urządzenia i cudem, po wielu próbach w końcu wpadło złoto), w levelach w których jeździsz motorem po najechaniu na pole przyśpieszenia nie ma się żadnej kontroli na motorem. W klasycznym Crashu dało się delikatnie skręcać na przyśpieszeniu. Następna rzecz to skuter wodny Coco, który bierze zakręty strasznie szeroko, ale do tego akurat da się przyzwyczaić. Jeśli chodzi o czasówki to w tej części na złoto nie są tak strasznie wyśrubowane i stwierdziłem, że to właśnie trójka będzie pierwszą odsłoną, którą spróbuje splatynować.

To urządzenie bardziej przeszkadza niż pomaga w czasówkach


Mankament na, które cierpią wszystkie Crashe zauważany przez wielu graczy to skakanie, które jest... dziwne. Musisz wdusić X i trzymać przez całą długość skoku, bo jeśli w pewnym momencie go puścisz to Crasha zwyczajnie nie doleci tam gdzie chcesz. Ogólnie fizyka skoku tu jest jakaś popaprana i czasem trudno się w tym połapać...

 

Na koniec dwa ester eggi, które odnalazłem w Crashach.

Pierwszy znajduje się w filmiku, którym rozpoczyna się druga część Crasha:

Widzicie co wyświetla się na ekranie komputera Coco? Pewnie nie...

...teraz też raczej średnio widać co tam jest pokazane...

...ale na tym obrazku już dokładnie widzimy co ogląda Coco.

 


Drugi ester egg znalazłem w początkowym filmiku otwierającym trzecią część trylogii:

Widzicie czyje zdjęcie stoi obok kominka w domu Crasha?


Najbardziej ciekawi mnie pytanie: czy ester eggi, które znalazłem zostaną też zachowane w wersji na Xboxa One?

I to jest dobre pytanie na dłuższą dyskusję, Real! A Wy jak myślicie?

 

Tagi: crash bandicoot Daaku going commando GROmada n-sane trilogy piąteczek piątek piątunio ratchet & clank real REALista transformers devastation

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +31 -

Czterooka warszawska depresja
Oceń profil
+ +213 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 91
PD: 93572
REPUTACJA: 80997
Miesięcznik PSX Extreme