SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 05.02.2017, 00:46
Oficjalny Zlot PPE "Play Pub Extreme 2017" - megarelacja
5541V

Oficjalny Zlot PPE "Play Pub Extreme 2017" - megarelacja

Relacjonujemy i wspominamy!

Udało się. Coś, co początkowo miało być tylko luźnym spotkaniem przy piwie dwóch użytkowników portalu, w ciągu 5 tygodni udało się nam wspólnymi siłami przekształcić w pełnoskalowy, oficjalny zlot PPE z patronatem Redakcji. Aż nie do wiary, że taka chmara znających się przeważnie wyłącznie z awatara ludzi może jak jeden mąż wyruszyć z różnych części kraju w jedno miejsce, aby spotkać się przy piwie i obgadać interesujące ich tematy. A jednak udało się po raz kolejny - owszem, spotkać, ale przede wszystkim udowodnić, że jako społeczność PPE jesteśmy dla siebie niczym starzy kumple, nawet jeśli wydawałoby się to określeniem nieco na wyrost. Fakt jednak pozostaje faktem - w trzydzieści osób tego pamiętnego wieczoru 28. stycznia roznieśliśmy goszczący nas Play Pub, przebijając poziomem zeszłoroczny zlot i naprawdę wysoko ustawiając poprzeczkę pod następny.

Błyskawiczne, bo już poniedziałkowe, relacje z placu boju zdołali już wcześniej przedstawić mashi1986 w Krótkiej historii pewnego wyjazdu oraz Tomaszek88 w trzeciej odsłonie cyklu Co robiliście w ten weekend?, za co serdeczne Bóg im zapłać. Ja jednak od początku postawiłem sobie za cel zebranie w jednym miejscu jak największej liczby wspominek uczestników zlotu i utworzeniu takiej jakby megarelacji. Co - patrząc na finalny kształt oraz rozmiar wpisu - chyba Nam się udało. Serdeczne podziękowania dla wszystkich, którzy podesłali mi swoje teksty oraz podzielili się zdjęciami - to przede wszystkim dzięki Wam publikacja tego bloga miała rację bytu! 

A teraz, żeby nie przedłużać - zapraszam do długiej lektury!

 

Daaku

 

Końcówka stycznia 2017. Dość gorący okres w branży, albowiem przypadała na niego premiera Resident Evil VII czy początek zamkniętej bety For Honor, w której rozsmakowaliśmy się wraz z Realem (opis wrażeń znajdziecie tutaj). Najbardziej żyłem jednak zlotem, którego termin wyznaczyliśmy na dwudziesty ósmy dzień miesiaca i którego organizacji doglądaliśmy z Perezem do ostatnich chwil. Naczelny (a w zasadzie obaj Naczelni, bo zarówno Ekstrima, jak i PPE) potwierdzili swoją obecność, całe szczęście również i ja nie miałem z tym kłopotu, ponieważ dyżury w pracy szczęśliwie ułożyły mi się w wolny weekend. Po piątkowej służbie, sobotni poranek i przedpołudnie poświęciłem więc odsypianiu, żeby w ustalonym miejscu i o ustalonej godzinie stawić się w miarę punktualnie. Zapowiadał się w końcu bardzo intensywny wieczór, prawda?

Jednak dopiero będąc w połowie drogi do miejsca docelowego dotarło do mnie, że... nie zabrałem ze sobą Ekstrima na autografy. Został na biurku. Jakby to ujął Jurek Kiler: "Położyłem na biurku żeby nie zapomnieć... i zapomniałem". Sprokurowanie dodatkowego egzemplarza (+1 do ogólnej sprzedaży) nie stanowiło kłopotu - gorzej z pisadłem, bo oblatałem parę kiosków i tylko w jednym czarownica z okienka zaoferowała wyraźnie nadgryziony zębem czasu zakreślacz za piątaka, który zresztą zaczął szwankować przy trzecim dokonywanym na Trico podpisie. Dobrze, że na miejscu ktoś pomyślał za mnie... Koniec końców w Play Pubie byłem jakieś wpół do piątej, czyli już po przybyciu Pereza, który w smsie napisał, że się spóźni. Chłopaki jednak nie mieli mi tego za złe, więc po szybkim przywitaniu z już znanymi oraz nowo poznanymi, a także uzbrojeniu się w piwko, poddaliśmy się temu, co się na takich spędach robi najczęściej, czyli napruciu się rozmowom kontrolowanym. Zarówno Perez, jak i Alexy podzielili się z nami paroma faktami z życia portalu "od kuchni", usłyszałem więc co nieco o b.red. Gołębiu, pisaniu newsów, specyfice kilku aspektów moderacji... Ciekawe i konstruktywne historie, dzięki którym człowiek zaczyna patrzeć na niektóre sprawy pod innym kątem. Oczywiście niejako przy okazji przyszło obrobić tyłek kilku "trudnym" użytkownikom i ponarzekać na tych czy innych pieniaczy, ale konkretne nicki i nazwiska niech pozostaną między nami ;)

Pierwsi przybyli - od lewej Darek, Perez, Tsurugi, BlondSpaceBoro, Dario123 oraz Alexy78

 

Rozmowy przebiegają w bardzo miłej atmosferze, sala powolutku się zapełnia, kufle także (choć już nie tak znowu powolutku) i ani się człowiek obejrzy, a tu już dobija godzina osiemnasta. Swoistą "Godziną Zero" staje się przybycie REAListy, który po drodze zgarnął jeszcze parę osób. Do pubu wchodzi wspomniany już fan Madrytu... a za nim tak na oko ze dwanaścioro luda, no po prostu piekny widok. I nagle z kameralnej rozmowy przy jednej loży zlot rozkręca się do tych "właściwych" rozmiarów - wszyscy są wszędzie, każdy wita się z każdym, gwar robi się niemiłosierny, a po uczestnikach pocztą pantoflową zaczynają krążyć cudowne niebieskie bileciki. W ramach ukrytej atrakcji Perez ugrał dla nas bowiem talony na darmowe piwerko, co dobitnie przyczynia się do wzrostu morale całej watahy. Kolejne loże zapełniają się po brzegi, przy barze tworzy się ogonek, którego uczestnicy umilają sobie czas rozmową, w ruch idą pady do zapuszczonych na 360kach Tekkena 6 oraz Dead or Alive 4... Robi się bardzo swojsko i tak już pozostanie do samego końca.

...i nagle zrobiło się tłoczno!

 

Przybyły na miejsce Hacket pochwalił się swoją zhakowaną Vitą, na której oprócz garści emulatorów znalazłem jeszcze... Dead or Alive Xtreme 3, którego nie omieszkałem sprawdzić (GOTY, trzeba sobie zaimportować). Draco nie pozostawał w tyle - jego 3DS przechodził z rąk do rąk, w tym także moje, co nie umknęło uwadze Tomaszka, od którego otrzymałem bojowe zadanie - przekonać Paulę, jego małżonkę, do zakupu własnej konsolki (czy pozwolenie Tomaszkowi na kupno własnej, grunt że wszystko zostałoby w rodzinie ;). W ruch poszły dwa tytuły z przepastnej bblioteki naszego portalowego technofila, a że zapomniałem, w co grałem w pierwszej kolejności wspomnę, że Hydroventure: Spin Cycle swoim wykorzystaniem żyroskopu musiał wywrzeć na niej pozytywne wrażenie. Jeśli już wtedy to nie pomogło, to spróbuję bardziej bezpośredniego podejścia: Paulaaaa, kupcie sobie 3DSa, będzie super zabawa i mnóstwo fajnych gier!

Poza przenośniakami dużym wzięciem cieszyły się dwa Xboxy 360, z czego jeden - z zapuszczonym Dead or Alive - okupowany był w zasadzie bez przerwy przez "Team Adam", czyli Adama11pl, jego dziewczynę powerstuff oraz ich znajomych i widać było, że zabawa była tam przednia. Z kolei ja i kilku innych, wychowanych na Tekkenie zapaleńców próbowaliśmy swoich sił w szóstej odsłonie Turnieju o Tytuł Króla Żelaznej Pięści... a przynajmniej na tyle, na ile pozwalały nam krzyżaki xboksowych padów, które bardziej nadają się chyba do obierania ziemniaków niż do bijatyk. Choć to pewnie częściowo moja próba usprawiedliwienia niskiego poziomu gry, bo od dawna nie grałem, Tekken skończył się na PS2 itd. itp. W każdym razie rozegraliśmy parę walk z hienamasem, Tomem19 czy Dario, miałem więc okazję poskakać sobie między moimi dawnymi mainami King - Bryan - Yoshimitsu. Niestety za późno doszło do nas, że znacznie lepiej grałoby się na skonfigurowanych Lkach i Rkach (nawyki z czasów T3 z PSXa), ale liczę, że będziemy jeszcze mieli okazję - ot, może już na następnym zlocie?

Bodaj ostatnie, bo zrobione najpóźniej, zdjęcie grupowe - tym razem przy ludzkim oświetleniu

 

Niestety, w pewnym momencie (nawet dokładnie pamiętam w którym - kiedy Draco uraczył mnie cholernie długim monologiem podsumowującym sytuację Switcha) doszło do mnie, że ciągle uzupełniany zapas obecnego w krwiobiegu alkoholu osiągnął stan alarmowy, którego nic nie było w stanie na szybko ustabilizować - ani przemywanie twarzy zimną wodą, ani szybki odprysk w toalecie, ani "przewietrzenie" się przed lokalem. Co mi więc pozostało? Roniąc łezkę nad zabawą, która niechybnie miałaby jeszcze miejsce w kolejnych godzinach oraz obietnicę towarzyszenia Realowi na afterku, której nie będę w stanie dotrzymać - wezwałem sobie taksę, pożegnałem się z kim tylko się dało (mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem!) i po krótkiej, choć przerażajacej jeździe, podczas której metodą głębokich wdechów miałem nadzieję utrzymać w ryzach pragnącą wyjść ze mnie górnym otworem bestię, byłem już w domu. Zalety bycia "miejscowym". Nie pamiętam nawet, w jakich okolicznościach znalazłem się w łóżku (bestia szczęśliwie nie wylazła), ale pierwszy przebłysk świadomości zastał mnie dopiero koło drugiej po południu. Obyło się bez kaca, ale umordowane godzinami ciągłych rozmów oraz lodowatymi browarami (jak policzyliśmy na spokojnie - bodaj dwunastoma) gardło dawało znać o sobie do poniedziałkowego poranka. Resztę dnia spędziłem głównie zaszyty w łóżku, skąd poprzez portalowe centrum dowodzenia - shouta - dowiadywałem się o przygodach i stanie reszty przybyłych. Perez wspomina coś o Chucku Norrisie, Tomaszek siedzi w Złotych Szałasach przy Centralnym, Draco tłumaczy się "gdzie był wczoraj", Real podejrzanie długo nie daje oznak życia... Będzie co wrzucać do relacji, oj będzie! Ale to już w okolicach weekendu - na razie trzeba nabrać sił. A po samym zlocie pozostały mi nie tylko (bardzo pozytywne) wspomnienia - będący cały czas w gotowości Ekstrim również ze mną wrócił, oczywiście podmoczony od tyłu piwem i wymazany od przodu sygnaturkami zlotowiczów. Będzie z tego pamiątka na lata!

 

Kilka luźnych myśli na koniec:

- Muminek dość wystrzałowo zaznaczył swoje wejście w lokalu... wywalając mi piwo podczas dosiadania się do stolika. Żeby nie opłakiwać straty, zaraz potem postawił mi kolejne ;)

- Widocznie w jakiś sposób pozazdrościłem, bo będąc już po konkretnej liczbie browarów, sam wywaliłem sobie resztkę zawartości jednego kufla na stolik, przy okazji niemalże sabotując znajdujący się tam stosik niebieskich talonów. Było blisko!

- Jak wieść gminna niosła podczas zlotu - każdy, kto podrapie Reala po brodzie, będzie mieć zapewnione szczęście oraz dobrobyt do następnego zlotu? Co też więc miałem począć ja, przesądny? Podrapałem!

- Po spotkaniu z zainteresowanym stwierdzenie, że Draco przypomina swojego awatara, byłoby nie na miejscu.

Draco JEST swoim awatarem.

- Dario ma bardzo... ciekawą barwę głosu. Na tyle ciekawą, że któryś z obecnych chciał nagrać go sobie podczas rozmowy. Mnie tam po słuchaniu @banzaia na skajpie nic już nie ruszy.

- Alexy, to ile tych tostów w końcu zjadłeś? Interesuje mnie dokładna liczba ;)


 

Roger

 

W dzień zlotu wszystko układało się tak, abym na niego nie dotarł. Będąc 15 minut od miejscówki musiałem zawracać z powrotem do domu. Nie będę Wam o tym opowiadał, bo i tak nie uwierzycie. Ważne, że około 21 w końcu udało się wykonać misję i przybić piątki z ludźmi czytającymi PPE i PSX Extreme. Na początku ludzie ustawili się do gorącego powitania, ale niestety nie spamiętałem wszystkich nowo poznanych osób. Najłatwiej poszło mi z Draco, który przypominał polskiego Tarantino, Cyborgiem, po w oczy rzucało się, że pakuje bica (na prawej ręce hłe, hłe), Hopem (bo brat po szalu!) oraz Personem. Ten z kolei do złudzenia przypominał mi mojego dobrego wujka, który za kołnierz nie wylewa. Niestety mój poziom upojenia alkoholowego nie był tak zaawansowany jak reszty ekipy, więc niemal z miejsca zabrałem się za nadrabianie zaległości, omijając tylko Muminka, uważanego za portalowego nemezisa. Jak się potem okazało – człowiek z obrusem na klacie to mega gość. Przez połowę imprezy patrzyłem kątem oka na taliba, który udawał, że mnie zna, obawiając się, że za chwilę wysadzi całą knajpę z okrzykiem „allahuu akbaar”. Gdy w końcu zapytałem Daaka czemu nie ma Reala, ten przekazał mi okrutną prawdę o jego zewnętrznej przemianie. Przez drugą połowę imprezy myślałem, że obecna na zlocie Paulina to dziewczyna nowej wersji Reala. Jak się potem okazało – to przyszła żona Tomaszka. Życie potrafi zaskakiwać!

Impreza na dobre rozkręciła się na afterparty, na które ruszyliśmy taksówkami. Real aka Talib w poszukiwaniu sklepu monopolowego wtargnął na ulicę w celu podpytania o takowy przybytek kierowców. Ci widząc gościa z brodą uciekali krawężnikiem. Też bym uciekał! Ostatecznie trafiliśmy do MiniEuropy czy coś w tym stylu. W sklepie waliło śledziem z ogórkami, ale była wódka, więc można było zasejwować stan, kupić zapasy i ruszyć na dalszy survival. W pełnym tego słowa znaczeniu, bo już w hotelu niejaki Adam przypominający do złudzenia Jacka Braciaka, ćwicząc na podłodze wrestling rozwalił sobie głowę, z której chlapała jucha. Pismo wyczuł nosem ochraniacz hotelu Ibis, który niczym Chuck Norris poczuł się panem korytarza i kazał zakończyć libację alkoholową pod groźbą wezwania Policji. Dalszy ciąg wydarzeń to bieganie do pokoju niejakiego Lorda Hieny (nowy antagonista Gwiezdnych Wojen – potwierdzone info!) w reklamówce Biedronki na łbie, aby ominąć kamery. Brakowało tylko granatów dymnych. Po powrocie wódka lała się strumieniami (z samym Muminem i Tomem wypiłem chyba ze 4 kielichy), a do drzwi zapukała w końcu policja. Z piękną panią policjantką. „Osoby niezameldowane maja opuścić hotel” – rzuciła urocza pani w towarzystwie swoich znudzonych interwencją kolegów. Gdy Perez negocjował warunki kapitulacji, ja z Muminkiem jakby by nigdy nic polewaliśmy reszcie następną kolejkę czystej. I tak z 10 minut na oczach mundurowych. Ostatecznie znaleźliśmy się przy recepcji, gdzie z Perezem zaczęliśmy wyrywać równie uroczą (albo to alkohol tak działał), recepcjonistkę. Ze studentką koreanistyki próbowałem pogadać po japońsku wmawiając jej, że przecież i to i to Azja. Nie uwierzyła. Pojawił się też ochroniarz – Chuck Norris – uciekający przed Tomaszkiem, któremu zniszczył podczas szarpaniny ekran telefonu.

Dalszą część wydarzeń pamiętam jak przez mgłę. Powrót do pokoju hotelowego okazał się bezcelowy, bo wszyscy spali wliczając w to Toma przylepionego do zalanej podłogi. O dziwo do centrum podwiózł mnie, Pereza i Braciaka inny ochroniarz hotelu, który kończył zmianę. Była jeszcze niezła zadyma w Kebabie w ramach integracji Polaków z Arabami, ale że mało z niej pamiętam, to pozwólcie, iż zakończę swój wywód. Było super, więcej takich zlotów z tak pokręconą pozytywnie ekipą proszę.


 

Perez

 

Idea portalowego zlotu zawsze była mi bliska i zawsze, na ile mogliśmy jako redakcja, staraliśmy się takie inicjatywy wspierać – czy to za sprawą darmowej kolejki piwa, czy choćby tak prostych rzeczy, jak aczik dla zlotowiczów. Niestety gorzej bywało z obecnością. Gdy jednak Daaku w grudniu zgłosił się z konkretnym planem na warszawski zlot, nie było opcji, aby tym razem się nie pojawić. Zwłaszcza że jako redakcja mieliśmy przyjemność objąć imprezę patronatem, tym bardziej wypadało się zjawić. No i się zjawiliśmy z Rogerem. 

Absolutnie bez zbędnego słodzenia czytelnikom – było świetnie. Nagadałem się jak nigdy, w świetnej, luźnej atmosferze. Była okazja do poznania wielu osób, które dotychczas kojarzyłem tylko z nicków (i ewentualnie rozdanych warnów ;)). Potwierdziła się też stara prawda, że wizerunek internetowy często nie idzie w parze z tym „na żywo”. Jednak mając okazję pogadać z kimś twarzą w twarz, wypada to zdecydowanie lepiej, niż wymiana zdań w komentarzach. Serdecznie dziękuję wszystkim za spotkanie, bo było naprawdę zacne. Ot, choćby fakt, że dla mnie zlot zaczął się kilka minut po 16.00 w Play Pubie, a skończył po 6 rano na kebabie w Centrum po drodze z dość ciekawym epizodem w hotelu, gdzie część ekipy nocowała :). Dzięki raz jeszcze i do następnego!

Tagi: play pub ppe zlot

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +54 -

GROmadźmy się w piątki
Oceń profil
+ +187 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 88
PD: 85600
REPUTACJA: 74922
Miesięcznik PSX Extreme