SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 10.11.2017
Listy do M. 3 – recenzja filmu
3854V

Listy do M. 3 – recenzja filmu

Polskie To właśnie miłość – w ten dość oczywisty sposób można by podsumować całą serię Listów do M. Jednak po zaskakująco przyjemnej części pierwszej nadeszła o wiele gorsza kontynuacja. Nic zatem nie zwiastowało, że trzeci epizod poprawi większość błędów, dając okazję do śmiechu oraz wzruszeń. Na szczęście udało się – Listy do M. 3 to bardzo solidny tak zwany feel good movie.

Po raz kolejny będziecie mieli okazję obejrzeć perypetie kilkunastu osób, których losy splotą się w Boże Narodzenie. Oprócz starych znajomych, świętego Mikołaja Mela i jego syna, czy nieustannie kłócących się o każdą pierdołę Kariny i Szczepana, pojawią się nowi bohaterowie. Prowadząca audycję w radiu Karolina zweryfikuje, czy rzeczywiście wierzy w przeznaczenie, o którym tak często opowiada. Z kolei Zuzę i Rafała zbliży do siebie niepozorny kundelek.

Od razu warto uprzedzić: to jak odbierzecie Listy do M. 3 w dużym stopniu będzie zależeć od Waszego nastroju w trakcie seansu. Reżyser Tomasz Konecki (twórca między innymi Testosteronu) potrafi wzbudzić w widzu najróżniejsze emocje. Czy to przy pomocy muzyki, czy dialogów, czy dzięki dobremu prowadzeniu aktorów. To czy się temu poddacie nie jest jednak wcale oczywiste, bowiem Konecki bardzo często balansuje na cienkiej granicy oddzielającej coś w miarę prawdziwego od okropnego kiczu i żenady. Obawiam się, że wiele osób o odrobinę mniejszej tolerancji niż moja podczas oglądania, może udławić się ilością cukru, który sypie się tu do każdej historii. Tym bardziej, że nie da się nie zauważyć, że ładnych kilka wątków zostaje rozwiązanych w sposób nieprawdopodobnie szybki i prosty, jakby zabrakło czasu na dodanie kilku scen. Najlepszym tego przykładem niech będzie grany przez Wojciecha Malajkata Wojciech, który w pewnym momencie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, postanawia, że jego stan psychiczny się poprawi. Na szczęście Malajkat potrafi to bez problemu sprzedać.

Listy do M. 3 z pewnością zyskały dzięki temu, że spadła liczba postaci względem drugiej części. Ładnie się to wszystko łączy i współgra ze sobą i jeśli działa, to przede wszystkim właśnie dzięki aktorom. Wątek mający wywołać najwięcej wzruszeń, czyli Mel i jego syn na tropie zaginionego ojca/dziadka ma doskonałych w swoich rolach Tomasza Karolaka i Mateusza Wineka, którzy razem z Andrzejem Grabowskim tworzą całkiem wiarygodne trio. Z kolei za elementy komediowe odpowiadają głównie mający rewelacyjną chemię Piotr Adamczyk i Agnieszka Dygant. Czują się oni w swoim towarzystwie tak dobrze i są tak naturalni jako Karina i Szczepan, że w pewnym momencie miałem wrażenie, iż Dygant ledwo powstrzymała się, by nie parsknąć serdecznym śmiechem, obserwując popisy Adamczyka. Bo i trudno się nie śmiać podczas Listów do M. 3 – mają one znacznie lepsze wyczucie humoru od swojej poprzedniczki. Wszyscy aktorzy się tu zresztą sprawdzają, łącznie z pojawiającymi się na drugim, a nawet trzecim planie Danutą Stenką, Bartoszem Obuchowiczem, czy Krzysztofem Kowalewskim.

Czy Listy do M. 3 oparte są na starych jak świat schematach i nie ma tu absolutnie nic zaskakującego? Prawda to. Starają się grać na emocjach, z głośników lecą najbardziej typowe piosenki o miłości, a przy okazji jest sporo product placementu? A jakże. Tylko tym razem można spokojnie na to wszystko przymknąć oko. Jak zostało wspomniane Listy do M. 3 to typowy feel good movie. I wiecie, co? It really feels good.

Tagi: film listy do m 3 recenzja

Werdykt
  • + Solidna reżyseria;
  • + Bardzo dobrze prowadzeni aktorzy;
  • + Jest okazja i do wzruszenia i do śmiechu
  • - Cienka granica oddziela to wszystko od kiczu i żenady;
  • - Schemat na schemacie schematem pogania;
  • - O wiele za proste rozwiązania niektórych wątków
6.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Listy do M. 3 o dziwo poprawiły większość niedociągnięć poprzedniej części, dzięki czemu jest to przyjemny, sympatyczny film, który chociaż na chwilę poprawi Wam nastrój.

Miesięcznik PSX Extreme