SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 16.10.2017
Emotki. Film – recenzja filmu
1564V

Emotki. Film – recenzja filmu

Widzieliście zwiastun Emotki. Film? To w zasadzie widzieliście wszystko i nie musicie iść do kina po więcej. Produkcja ta jest idealnym przykładem tworu przygotowanego przez speców od marketingu: wykalkulowanego, pozbawionego serca i udającego, że sprzedaje jakieś ważne przemyślenia, a nie wciska nam do głów, na które produkty warto wydać pieniądze. W tym przypadku chodzi o aplikacje na telefon.

Minek jest jedną z wielu emotek, których można użyć do wyrażenia jakiejś emocji podczas rozmowy w sms czy komunikatorze internetowym. Przypisany jest mu wyraz obojętności na wszystko, co powoduje, że musi w ten sposób reagować na wszystko, co dzieje się dookoła niego. Problem w tym, że w Minku kłębi się o wiele więcej uczuć, co szybko wpędza go w problemy. Wyrusza więc w długą podróż, by jego nadzwyczajnie zdolności zostały usunięte z kodu źródłowego. Towarzyszyć mu będzie Piąteczka oraz tajemnicza hakerka Matrix.

Mam duży kłopot z Emotki. Film. Z jednej strony wiem, że to przede wszystkim produkcja dla dzieci, więc nie jestem docelowym targetem. Z drugiej jednak zawsze uważałem, że najlepsze animacje to te, w których dorośli też znajdą coś dla siebie. O ile młodsi będą pewnie bawić się całkiem nieźle, o tyle dorośli podczas seansu prawdopodobnie zasną z nudów. Jest to o tyle niebezpieczne, że warto sprawdzić, co twórcy starają się przekazać pociechom.

Najważniejszą lekcją płynącą z produkcji w reżyserii Tony’ego Leondisa jest to, że trzeba być sobą, nie zważać na opinię innych, a już na pewno nie dostosowywać się bezkrytycznie do tego, czego wymaga od nas społeczeństwo. Przesłanie to ważne, jednak ani specjalnie oryginalne, ani odkrywcze. Gdyby tylko tyle można było wynieść z Emotki. Film nie byłoby problemu. Przy okazji dzieciaki jednak dowiedzą się, że jakoby emotki są najważniejszym wynalazkiem w historii komunikacji i to całkowicie normalne, że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, więc zamiast słów używają kilku obrazków. Takie podejście wręcz się tu chwali, brak jakiejkolwiek refleksji, że sprowadzanie tego, co się czuje do pikseli na dłuższą metę jest bardzo szkodliwe. Jest tu też wątek księżniczki, która postanowiła się zbuntować i wyzwolić się z konwenansów. Fajnie, było szansa na walkę ze stereotypami. Szkoda więc, że oczywiście musiało się to skończyć klasycznie, czyli ważne jest tylko szczęście mężczyzny, kobieta powinna więc poświęcić wszystkie swoje marzenia, by go zadowolić.

Dodatkowym mankamentem jest to, że wszystko to jest pokazane w sposób niesamowicie nudny i schematyczny. Nie ma tu ani jednego ciekawego pomysłu czy rozwiązania, zaś udane żarty można policzyć na palcach jednej ręki. Dowcipy sprowadzają się w zasadzie do gry słownej związanej z funkcją danej emotki. Zamiast wciągającej historii, twórcy serwują więc szybki przegląd najróżniejszych smartfonowych aplikacji. Widz dowie się zatem, jak grać w popularne gry, a który program ma odpowiednie zabezpieczenia przed wirusami i pirackimi kopiami. Product placement w Emotki. Film jest ogromny i nikt nawet nie próbuje udawać, że chodzi o cokolwiek innego. To po prostu jedna, wielka reklama, dla niepoznaki opakowana w owszem, kolorową, ale zaledwie przyzwoitą (zwróćcie uwagę na to, jak nieciekawe i słabo dopracowane jest tło) animację z porządnym dubbingiem. Jeśli chcecie obejrzeć z dziećmi produkcję o emocjach, która będzie inteligentna, wzruszająca i rzeczywiście zabawna, to odpalcie po raz kolejny W głowie się nie mieści.

Tagi: emotki film recenzja the emoji movie

Werdykt
  • + Przyzwoita animacja;
  • + Jedno sensowne przesłanie;
  • + Kilka żartów
  • - Obrzydliwy product placement;
  • - Inne, groźne i szkodliwe przesłania;
  • - Nudna, schemat i brak emocji
3.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Emotki. Film wbrew polskiemu tytułowi zdecydowanie bardziej przypominają nachalną reklamę niż produkcję kinową.

Miesięcznik PSX Extreme