SKLEP
Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 06.05.2017
Razer Raiju - recenzja sprzętu
1548V

Razer Raiju - recenzja sprzętu

Inżynierowie z Razera do niedawna przygotowywali sprzęt wyłącznie dla miłośników blachy, ale na szczęście firma coraz to śmielej dostrzega konsolowców. Właśnie dlatego na rynku pojawił się Razer Raiju, na którego zęby ostrzyłem sobie od pierwszej zapowiedzi. Nie tylko ze względu na funkcje i możliwości, ale z zupełnie innego powodu… Bo Razer uczy się na błędach.

Moja przygoda ze sprzętem Razera trwa od dobrych 13 lat. Wtedy to jako miłośnik orków oraz innych zerglinów miałem stały dostęp do nowego asortymentu firmy. Miałem to szczęście, że mój zespół był sponsorowany przez Razera, więc mogłem systematycznie sprawdzać kolejne myszki, klawiatury, podkładki, czy też słuchawki. Wspominam o tym nie bez powodu, bo wtedy, jeszcze za czasów „pierwszej poważnej pracy” dostrzegłem, że inżynierowie z amerykańskiej korporacji uczą się na błędach… I właśnie to uczucie powróciło, gdy pierwszy raz do łapy chwyciłem Razer Raiju - w tym momencie przypomniał mi się początek 2016 roku i Razer Wildcat.

Witaj, stary przyjacielu

Pierwsze wrażenie jest zawsze wyjątkowo ważne, a w tym wypadku pojawiła się w moim przypadku nutka nostalgii. W końcu spędziłem z „Dziki Kotem” sporo czasu, a właśnie Raiju bazuje na tym urządzeniu. Ponownie sprzęt znalazł się w pudełku, w którym na początku pojawia się podziękowanie za wybranie akurat tego urządzenia, a w głębi boxa znalazło się czarne, wyprofilowane etui. Mały pokrowiec idealnie nadaje się na wszystkie imprezy esportowe, bo możemy wrzucić sprzęt do przykładowo plecaka i mieć pewność, że przetrwa nawet największe turbulencje. Muszę jednak już w tym miejscu zaznaczyć, że nawet czarny „futerał” przeszedł małą ewolucję, bo wygląda lepiej, co zwiastuje kolejne zmiany.

Pierwszą, poważniejszą przemianę widać i czuć, bo Wildcat był z początku „nagi” i dopiero po naklejeniu zielonych motywów nabierał swojego odpowiedniego charakteru, zaś w przypadku Raiju wszystko jest już na miejscu. Co ciekawe, tym razem twórcy nie zdecydowali się na wypukłą, naklejaną piankę, a niebieskie wstawki zostały zespolone z urządzeniem. Kojarzony ze sprzętem Sony kolor pojawia się na „plecach” kontrolera, w miejscu gdzie idealnie leżą palce środkowe. W konsekwencji sprzęt trzyma się lepiej od jego starszego brata, a w dodatku możemy mieć pewność, że guma nie odejdzie i nie będzie z nią jakichkolwiek problemów. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie od zastosowanego w urządzeniu do Xboksa One.

Druga i w zasadzie ostateczna zmiana pojawia się na głównej części kontrolera i w głównej mierze jest podyktowana wymaganiami Sony. To właśnie tutaj znalazł się dotykowy panel posiadający charakterystyczne logo firmy, klawisze Share oraz Options, a ponadto firma nie zdecydowała się na dodatkowe elementy w niebieskim kolorze – ten pojawia się wyłącznie na analogach w formie ściąganych gumek. 

Razer Raiju został wykonany z porządnego plastiku, w którym żaden z elementów nie trzeszczy, nie wygina się i nie odkształca nawet przy mocnym nacisku. Inżynierowie wykorzystali do stworzenia gadżetu świetne elementy, a dodatkowo zadbali o jego ergonomię. 166 mm (długość), 105 mm (szerokość) i 65 mm (wysokość) to tylko suche liczby, ale nawet przy ośmiogodzinnej, ciągłej rozgrywce nie miałem najmniejszych problemów z dłońmi. Nie ukrywam, że obawiałem się o wygodę, bo na początku sądziłem, że brak pianki wpłynie na zabawę. Na szczęście tak nie jest i nawet większa waga (350 gram przy 210 gram DualShock 4, 262 gram Xboksa One, 348 gram Xbox One Elite Controller) nie przeszkadza podczas rozgrywki. Twórcy wykonali naprawdę solidną robotę kreując dobrze wyważony i zarazem wyśmienicie wymodelowany kontroler.

 

Precyzja myszki i kilka dodatków

Projektanci ponownie postanowili skorzystać z technologii, którą dobrze znamy we współczesnych myszkach. Trójkąt, kółko, kwadrat, x, a nawet przycisk Share, Options i PlayStation mają bardzo niski odskok – jest to niezbędne w momencie, gdy chcemy szybko wykonać kombinację i bez wątpienia zastosowanie takiej propozycji wpływa pozytywnie na nasze wyniki podczas rywalizacji. Możecie mieć pewność, że Raiju pozwala na ekstremalnie szybkie wbicie przykładowo combosa w Mortal Kombat X… Podczas testów miałem wielokrotnie świadomość, że każdy ciąg przycisków wykonywałem odrobinę szybciej na kontrolerze Razera od zwykłego pada z PlayStation 4. Różnice nie są oczywiście kolosalne, ale przy zawodnikach o podobnych umiejętnościach, takie detale będą miały wpływ na wynik spotkania.

Triggery dobrze leżą pod palcami, L1 i R1 posiadają krótki odskok pozwalający na szybkie klikanie, a L2 i R2 możemy bez problemu zablokować suwakami znajdującymi się z tyłu kontrolera i tym samym również postawić na przykładowo szybkie strzelanie. Raiju posiada również przyciski, których nie znajdziemy w standardowym kontrolerze. M1 znalazł się obok L1 i L2, a M2 obok R1 i R2 – w tym wypadku zastosowano technologię, która pozwala na dynamiczne układanie combosów (identycznie jak w przypadku trójkąta, kółka, kwadratu i x). Umiejscowienie M1 i M2 docenia się po kilku minutach, ponieważ wystarczy rozegrać trzy spotkania w Battlefield 1, by mieć niemały problem z powrotem do standardowego pada. Dwa ostatnie dodatki znalazły się na tyle sprzętu – M3 i M4 również charakteryzują się szybkim odskokiem, ale już w tym wypadku trzeba poświęcić odrobinę więcej czasu, by się przyzwyczaić do tej propozycji. Jeśli jednak nie chcecie korzystać z omówionych dodatków, to za pomocą dołączonego do zestawu śrubokręta istnieje możliwość bezproblemowego schowania M3 i M4. To ciekawy patent… Choć w zasadzie odrobinę niepotrzebny, bo podczas kilkunastodniowych testów nigdy nie miałem okazji wcisnąć ani jednego z przycisków przez przypadek. Wystarczy dobrze ułożyć palce, a przy odpowiedniej personalizacji naprawdę warto korzystać z ich mocy.

Pod analogami znalazły się jeszcze cztery dodatkowe klawisze. Panel „Szybkiej Kontroli” pozwala na podłączenie słuchawek (port audio 3,5 mm), ale przede wszystkim na wyciszenie mikrofonu, dostosowanie dźwięku, zmianę profili (dwa dostępne) oraz dopasowanie dodatkowych klawiszy do własnych potrzeb. Klikając „remap” możemy przykładowo sprawić, że M4 będzie odpowiadał za kwadrat, M3 za L3, M2 za trójkąt, a M1 za górę w d-padzie. Wszystko działa piekielnie sprawnie i świetnie sprawdza się w praniu. Mocną stroną kontrolera jest właśnie prostota, bo nie musimy w tym wypadku instalować jakichkolwiek aplikacji, a stale mamy dostęp do personalizacji pada. W niektórych konkurencyjnych urządzeniach potrzeba przed zamówieniem połączyć klawisze (przykładowo łopatki odpowiadają za L2/R2), ale Razer dzięki Quick Control Panel daje graczom sporą swobodę. Muszę jednak zaznaczyć, że firma nie pozwala na tworzenie makr (przykładowo klikając M4 otrzymujemy kwadrat + trójkąt + kółko), ponieważ chcąc stworzyć kontroler turniejowy musieli zrezygnować z tej funkcji. Na wszystkich międzynarodowych zawodach taka praktyka jest zabroniona.

Mimo wszystko z perspektywy czasu sądzę, że inżynierowie mogli się pokusić o kolejne dodatki. Wymiennych  analogów, czy też alternatywnego d-pada brakowało mi już w przypadku Wildcata i tutaj jest podobnie. Muszę się jednak przyznać, że po miesiącach obcowania z padem do Xboksa One i po kilku tygodniach z kontrolerem do PlayStation 4, w zupełności przyzwyczaiłem się do kabla. Razer w swojej propozycji zastosował przewód mierzący 3 metry, ale nadal uważam, że dodatkowy akumulator nie byłby w tym wypadku złym rozwiązaniem. Gracze mogliby dostać wybór i chcąc rozgrywki pozbawionej jakichkolwiek opóźnień, podłączaliby przewód, a gdy nie zależy im na tych mikrosekundach, cieszyliby się wolnością. Niestety, ponownie nie otrzymaliśmy możliwości i musimy zadowolić się wyłącznie kablem.

 

Trudny powrót do rzeczywistości

Przed rozpoczęciem pisania tego tekstu włączyłem PlayStation 4 i odruchowo sięgnąłem po Raiju. Postanowiłem jednak odłożyć sprzęt Razer i chwyciłem DualShocka 4… Powrót do japońskiej rzeczywistości jest dość okrutny, bo od początku czegoś mi tutaj brakowało. Nawet nie mam na myśli M1, M2, M3 i M4, które świetnie sprawdzają się w użyciu, ale po prostu świadomość, że nowy kontroler lepiej leży w dłoniach. Solidna konstrukcja świetnie nadaje się do gry, a jego dodatkowe funkcje są szczególnie użyteczne.

Czy jednak warto sięgnąć po Razer Raiju? Nie ukrywajmy, ale największym problemem w tym wypadku jest cena. Urządzenie jest drogie (od 660 do 800 zł), jednak już nawet pierwszy kontakt pokazuje, że sprzęt jest usprawnioną wersją poprzedniego pada, a dodatkowo to kawał przyzwoicie wykonanej maszyny. To również licencjonowany sprzęt dopuszczony do rozgrywek.

Nie ze wszystkimi elementami mogę się zgodzić (brak akumulatora), nadal mi tutaj czegoś brakuje (przynajmniej wymiennych analogów), ale mimo wszystko zdaję sobie doskonale sprawę, że Razer przygotował świetny sprzęt. Zastosowana technologia sprawdza się podczas nawet wielogodzinnej rozgrywki, wykonanie to prawdziwa pierwsza liga, a nietrudno dostrzec pozytywy płynące z niskiego odskoku oraz dodatkowych klawiszy.

Idealnym targetem urządzenia są e-sportowcy, którzy rywalizują w międzynarodowych turniejach, bo to właśnie oni najdobitniej odczują te najdrobniejsze detale wpływające na zmagania na najwyższym poziomie. Mam jednak świadomość, że przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, wielu graczy coraz to chętniej sięga po droższe akcesoria, więc jestem równocześnie pewien, że taka propozycja na pewno zadowoli wymagających graczy spędzających przy konsoli wiele godzin. Choć również mniej hadrcorowi klienci znajdą tutaj sporo przyjemności.

Jedno jest pewne – posiadacze PlayStation 4 długo czekali na tak dobrze zaprojektowany kontroler.  

Podsumowanie:

+ Wyśmienite wykonanie
+ M1, M2, M3 i M4 robią różnicę
+ Programowanie „w locie”
+ Niski odskok
+ Możliwość ograniczenia triggerów
+ Twarde etui (idealne do podróży)

- Brak dodatkowych elementów
- Akumulator byłby dobrą opcją

Miesięcznik PSX Extreme