SKLEP
Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 06.03.2017
Nvidia Shield TV – recenzja sprzętu
1459V

Nvidia Shield TV – recenzja sprzętu

Ponad miesiąc temu przyjechał do mojego domu kurier z najnowszą wersją Nvidia Shield TV. Urządzenie o wyjątkowo małych gabarytach potrafi pozytywnie zaskoczyć, jednak bez wątpienia nie jest dla każdego fana elektronicznej rozgrywki. Poznajcie moje wrażenia z tego potężnego sprzętu do strumieniowania multimediów.

W 2014 roku Nvidia zdecydowała się wprowadzić na rynek pierwszego „Shielda” w formie tabletu. Od tego czasu systematycznie ulepsza swoje urządzenie, które ma za zadanie spełniać wszystkie zachcianki fanów elektronicznej rozgrywki. Najnowsza propozycja firmy nie różni się znacząco od swojego, wydanego w 2016 roku poprzednika, bo najważniejsze nowości trafiły do „starszego brata” dzięki aktualizacji firmware. Jest to bez wątpienia dobra nowina dla klientów, którzy w ubiegłym roku zdecydowali się nabyć sprzęt.

Mały może wiele

Największa różnica rzuca się w oczy już po otwarciu pudełka. Najnowsza Nvidia Shield została zdecydowanie wychudzona – teraz urządzenie mierzy zaledwie 9,8 cm wysokości, 15,9 cm szerokości i 2,59 cm głębokości, a waży zaledwie 250 g. Nietrudno znaleźć na rynku większą tabliczkę czekolady, ale możecie mieć pewność, że nawet najsłodsza Milka nie posiada aż takiej mocy, bo urządzenie zostało wyposażone w procesor NVIDIA Tegra X1 z 256-rdzeniową jednostką GPU oraz 3 GB pamięci RAM. Konsola bez najmniejszych przeszkód radzi sobie z filmami w 4K HDR, a na rynku pojawiły się jej dwie wersje – pierwsza z dyskiem 16GB (999 zł), druga z 500GB na pokładzie (1479 zł).  Oczywiście przestrzeń można rozbudować za pomocą dysków USB 3.0, a sprzęt został wyposażony w system operacyjny Android. Dodatkowo bez problemu połączymy maszynę do domowej sieci za pomocą Wi-Fi (802.11ac 2x2 MIMO 2,4 GHz oraz Wi-Fi 5 GHz), czy też za pomocą kabla do Ethernetu. Sprzęt posiada dwa złącza USB 3.0, wejście HDMI oraz wspomniany przewód internetowy.

Zanim przejdę do samych możliwości „Tarczy”, warto przyjrzeć się dodawanym do pudełka akcesoriom. Obok kabli klienci otrzymują odpicowany kontroler oraz pilot. Ten drugi dodatek w propozycji Nvidii to bez wątpienia strzał w dziesiątkę. Mały, dobrze leżący w dłoni, pozwalający na swobodne przełączanie treści, szybkie wybieranie zawartości, dostosowywanie dźwięku – nic więcej w tym temacie nie potrzebujemy, a należy na pewno wiedzieć, że możemy do pilota gadać, wyrzucając z siebie polecenia głosowe. Inżynierowie zdecydowali się tym razem na inną formę zasilania (z akumulatorów na dwie, płaskie baterie) i nie posiada wejścia micro-USB. Lifting przeszedł kontroler – nowsza wersja jest odrobinę mniejsza, lżejsza, została upiększona kanciastymi elementami i posiada mikrofon do wyszukiwania głosowego, wejście słuchawkowe oraz podwójny system wibracji. Tutaj na pewno warto dodać, że wspomniana wcześniej aktualizacja firmware nie dodaje tej funkcji do starszego kontrolera. Pad posiada ustawienia znane z kontrolerów do Xboksa i nawet klawisze zostały opisane jako Y/A/B/X. Sprzęt dobrze leży w dłoniach, jest lekki (zaledwie 260 g), a kanciaste elementy nie przeszkadzają podczas nawet długiej rozgrywki. Sporym zaskoczeniem jest akumulator, który wytrzymuje do 60 godzin. Ciekawą zmianą względem ubiegłego roku jest postawienie na łączność Bluetooth - wcześniej kontroler łączył się za pomocą Wi-Fi Direct. Na padzie oraz pilocie pojawiają się czarne wstawki, które pozwalają regulować dźwięk oraz typowe klawisze do cofania zakładek oraz wychodzenia do głównego menu.

Sprzęt sprawdza się wyśmienicie jako centrum domowej rozrywki. Działa bezszelestnie, więc jest idealny do nocnego oglądania Netfliksa, YouTube’a, czy też przeglądania zdjęć lub filmów aplikacji PLEX. „Tarcza” zastąpiła mi w pewien sposób PlayStation 4, bo dotychczas na konsoli Sony oglądałem wszystkie seriale – tutaj korzystamy standardowo z tego samego konta, które działa na wszystkich urządzeniach. Przydaje się oczywiście pilot pozwalający na swobodne korzystanie z zakładek, ale również na padzie całość działa intuicyjnie. Trudno wyobrazić sobie, by ktokolwiek kupił Shielda dla oglądania Netfliksa, ale bez wątpienia jest to bardzo solidny dodatek, który wraz z innymi aplikacjami potrafi umilić życie.

Trzy sposoby na rozgrywkę

Nvidia Shield to dla wielu przede wszystkim gry, bo urządzenie oferuje aż trzy możliwości na zapoznanie się z ulubionymi tytułami – typowe produkcje na Androida, Gamestream i GeForce NOW. Nie ukrywam, że akurat nie jestem sympatykiem tej pierwszej propozycji, bo nieczęsto gram na telefonie, a jedyny tytuł, który w ostatnich miesiąca ogrywam – Clash Royale – nie jest tutaj dostępny. W sklepie Google można pobrać ponad 150 tytułów, które są dostosowane do kontrolera (nie można grać w pozycje przystosowane wyłącznie do ekranu), ale nie widzę większego sensu w takiej zabawie. Z drugiej strony bez problemu można zapoznać się z tytułami z komputera – dzięki strumieniowaniu rozgrywki przenosimy zmagania z PC do salonu, gdzie na wygodnej kanapie poznajemy przygody, które posiadamy w swojej bibliotece. Tutaj trzeba tylko uzbroić PC w kartę graficzną z rodziny GeForce (seria 600 lub nowsza) i dzięki bezprzewodowemu połączeniu można się dobrze bawić. Działa to nieźle, opóźnienie jest minimalne, choć wiele zależy od ustawienia PC-Shielda-Routera oraz oczywiście samego połączenia.

Mimo wszystko najciekawszą opcją jest dla mnie GeForce NOW. Jest to tak naprawdę sieciowa usługa, dzięki której otrzymujemy dostęp do szerokiego wachlarza produkcji wrzuconych w chmurę. Płacimy 9,99 euro miesięcznie i wystarczy kilka sekund, by włączyć każdy tytuł. Bez ściągania, bez czekania, a ze sporą przyjemnością. Z zaskoczeniem obserwowałem możliwości propozycji, bo nigdy wcześniej nie miałem dostępu do chmury, która tak dobrze radziłaby sobie z rozgrywką – sporo zależy od połączenia sieciowego, ale przy 20mb/s można sprawnie pograć między innymi w trzeciego Wiedźmina. Dużym atutem jest podłączenie Shielda kablem ethernetowym, ponieważ zmniejsza to opóźnienie. Sporym plusem GeForce NOW jest szybkość, bo gry włączają się w mgnieniu oka i nie musimy martwić się mozolnym pobieraniem. Niestety, biblioteka pozycji jest wciąż rozwijana, a najciekawsze kąski trzeba nabyć osobno – przykładowo na Shadow Warrior 2 trzeba wyłożyć dodatkową gotówkę, ale przynajmniej przy każdym takim zakupie otrzymujemy klucz Steam, który pozwala odpalić pozycję na zwykłym PC.

Gameplay w takim przypadku jest zaskakująco przyjemny. Jasne, że od czasu do czasu miałem problem ze spadkiem jakości połączenia, co odbiło się na grafice, czy też małych opóźnieniach, ale sprawę załatwiło połączenie kablem i prośba domowników o chwilowe nie korzystanie z sieci. GeForce NOW działa naprawdę dobrze i ta sytuacja może odrobinę niepokoić niektórych graczy. Może nie za 5, nie za 10, ale za 20 lat sieciowe usługi będą rozwinięte do tego stopnia, że standardowe konsole mogą wyginąć. Potrzeba do tego jeszcze sporych zmian w infrastrukturze sieciowej, ale jeśli już teraz, przy stosunkowo słabym połączeniu (20mb/s to teraz prawdziwe minimum) działa tak pozytywnie, to co będzie później?

Dla kogo taka „Tarcza”?

Przez ostatni miesiąc staram się stworzyć jeden profil klienta, który może zainteresować się Nvidia Shield. Nie jest to łatwe zadanie, bo produkt oferuje filmy w 4K HDR, ale pod względem gier jesteśmy na początku jakiejkolwiek rewolucji. Gamestream sprawdza się w praniu, ale trzeba stworzyć ku temu odpowiednie warunki. Podobnie prezentuje się GeForce NOW - usługa nadal raczkuje, biblioteka pozycji nie jest imponująco wielka, ale w przyszłości gracze mogą odnaleźć tutaj dobrą alternatywę dla stacjonarnych konsol. Urządzenie Nvidii jest bez wątpienia ciekawym uzupełnieniem, które może służyć jako dodatek do posiadanych konsol i PC.

Podsumowanie

+ Małe, dobrze skrojone pudełeczko
+ Odpicowany kontroler
+ Użyteczny pilot
+ Netflix w 4K HDR!
+ GeForce NOW działa i zaskakuje

- Nadal mało gier w abonamencie GeForce NOW
- Cena potrafi odstraszyć
Tylko jako dodatek

Miesięcznik PSX Extreme