Tannenberg od listopada 2017 roku dostępne było w ramach Wczesnego Dostępu. Po niespełna dwóch latach od tej daty, gra miała oficjalną premierę, ale tylko na PC. Dopiero w tym miesiącu, a dokładniej mówiąc od daty 24 lipca, możemy zagrać w sieciową grę na konsolach Xbox One i PlayStation 4. To druga, po Verdun, gra z serii 1914-1918 WW1 Game Series. Podobnie jak w poprzedniku nie uświadczymy tu kampanii fabularnej, więc entuzjaści podobnego rodzaju zabawy, nie mają tu raczej czego szukać.

Tannenberg zabiera nas na wschodni teatr I wojny światowej

Tannenberg przenosi akcję na teatr wschodni I wojny światowej (w Verdun był to front zachodni). Sam tytuł gry nawiązuje do bitwy z tamtego okresu, która odbyła się w Prusach Wschodnich w 1914 roku. Podczas sieciowych rozgrywek trafimy do różnych lokacji, jak choćby Przemyśl, Ukraina, Rumunia, Bałtyk, czy Dobrudża. Twórcom zależało na wiernym odwzorowaniu lokacji i jeśli o to chodzi, to jedna z niewielu zalet tej produkcji. W odróżnieniu do Verdun, starcia mają bardziej otwarty charakter, bo głównym celem jest ciągłe przemieszczanie się i przejmowanie kolejnych punktów strategicznych.

Tak to wygląda w jednym z trzech dostępnych trybów gry w Tannenberg. Manewry, bo o nim mowa, to starcia maksymalnie 40 graczy podzielonych na dwie drużyny, wewnątrz których są 4-osobowe zespoły. Kluczem do sukcesu jest współpraca, bo jako jednostka zdziałamy naprawdę niewiele. Wszystkie ruchy należy wykonywać z rozwagą, a każdy strzał jest niemal na wagę złota. Z uwagi na charakterystykę uzbrojenia z tamtego okresu, każde chybienie najczęściej kończy się śmiercią - o ile się nam nie poszczęści i przeciwnik też nie trafi, dając nam szansę na zwycięskie wyjście ze starcia.

Tannenberg stawia na realizm, ale ogólna przeciętność nie pozwala się z tego cieszyć

Tannenberg ma być przede wszystkim realistyczne. Tyczy się to nie tylko wiernie odwzorowanych lokacji, ale również uzbrojenia i choćby umundurowania poszczególnych jednostek. Pod tym względem gra naprawdę wypada bardzo dobrze. Kwestię realizmu można też podpiąć pod rozgrywkę. Tak jak wspominałem we wcześniejszej części recenzji, żeby osiągnąć jakikolwiek sukces trzeba grać z głową i nie szarżować bezmyślnie przed siebie. To dlatego, że w zasadzie każdy z graczy przeżyje maksymalnie 2 strzały, zakładając, że pierwsze z trafień dotknęło kończyny. Nie ma tutaj sytuacji kiedy jeden z graczy od tyłu zakrada się do grupy i eliminuje ją kilkoma seriami.

Szkoda tylko, że temu wszystkiemu towarzyszy ogólna przeciętność wykonania. Pomijając już nawet aspekt graficzny, są problemy innego typu jak źle działająca detekcja kolizji, obecne tu i ówdzie spadki animacji, czy dziury pozwalające na łatwe zdobycie przewagi. Doczytujące się tekstury również nie pomagają w rozglądaniu się za przeciwnikami, a to przecież w takiej produkcji jest bardzo ważne. Doceniam ambicje twórców, ale oceniam że przerosło to ich możliwości.

Tannenberg nie oferuje zbyt wiele, więc raczej szybko się znudzi

+

Tannenberg niestety nie starczy na zbyt długo, przynajmniej w moim odczuciu. Lubię gry nastawione na starcia z innymi graczami, ale obecność zaledwie 9 map i trzech trybów to zdecydowanie za mało, żeby na dłużej przyciągnąć do produkcji. Od momentu premiery graczy jest jeszcze całkiem sporo, więc znalezienie rozgrywki na tym etapie nie stanowi problemu. Stawiam jednak, że za jakiś czas frekwencja znacząco spadnie. Większość graczy bawi się w trybie Manewry i ani trochę mnie to nie dziwi, bo 2 pozostałe tryby nie oferują zbyt wiele.

Pierwszy z nich to Wyniszczenie, któremu najbliżej do Drużynowego Deathmatchu, w którym może zagrać jednocześnie maksymalnie 16 graczy. Całość polega po prostu na eliminowaniu przeciwników i odbieraniu ich drużynie punktów, dzięki którym mogą się odradzać. W momencie pisania tej recenzji w trybie tym można spotkać maksymalnie 5 graczy.

Kolejny tryb to Deathmatch Na Karabiny, który, jak łatwo się można domyślić, jest odpowiednikiem klasycznego trybu gdzie gracze stają naprzeciwko siebie bez żadnych drużyn. Różnica jest taka, że możemy tu odblokować broń, którą chcemy likwidować adwersarzy. Poza samym odblokowywaniem uzbrojenia, możemy je również ulepszać. Wszystko odbywa się za pośrednictwem zdobywanych w trakcie grania punktów kariery. Dla porównania: w trybie Manewry nie możemy wybrać sobie klasy, którą będziemy grać - ta przypisywana jest na początku rozgrywki. Możemy jedynie poprosić innego gracza o zamienienie się rolami.

Dla kogo jest Tannenberg?

Tannenberg trudno bezpośrednio komuś polecić. Zainteresowani tematyką I wojny światowej, czy ogólnie historią, mogą mieć produkcję na oku, zwłaszcza jeśli są entuzjastami FPS-ów. Gra nie przyciągnie też typowego fana gatunku, który na co dzień gra raczej w kolejne odsłony Call of Duty, czy Battlefield. Nie ma tego rozmachu, tej jakości wykonania, przyjemności. Nie oznacza to jednak, że dzieło M2H i Blackmill Games nie znajdzie swoich odbiorców - ci już istnieją od jakiegoś czasu. Tannenberg to samodzielny dodatek do Verdun, nie trzeba więc posiadać pierwowzoru, aby zagrać sobie w drugą część serii 1914-1918 WW1 Game Series. Jednak nawet jeśli chcecie pograć Offline z udziałem botów (w takim wydaniu dostępny jest jedynie tryb Manewry) i tak potrzebujecie przykładowo subskrypcji PlayStation Plus. Poza wymienionymi wcześniej trybami, dostępne są jeszcze gry niestandardowe, dla fanów grania na własnych zasadach. Na pytanie, czy warto wydać na ten projekt około 90 złotych, musicie odpowiedzieć sobie sami - wszystko zależy od tego czego szukacie w gatunku. Osobiście rekomendowałbym poczekanie na obniżkę.