Podtrzymujące wieże stabilizujące i oświetlenie pięknie zarysowuje ogrom przedsięwzięcia, jednak nie ma czasu na bierną obserwację. Musimy natychmiast wystrzelić pojazd, inaczej zniszczy ją szalejąca burza piaskowa... Zegar zaczyna tykać, a my zdajemy sobie sprawę, że to nie jest sprint do sąsiedniego pokoju, kiedy zostawiliśmy włączone żelazko na ubraniu. Zrywnym krokiem wyskakujemy z budynku niczym strzała, pędzimy między gęstym pyłem rozszalałej burzy, lawirujemy między zabudowaniami otaczającymi rakietę, a narastająca muzyka z dynamicznymi organami i odliczanym czasem wkręca się w umysł, niczym pneumatyczne wiertło użyte przez dentystę w zębie. Przez system komunikacyjny asystentka Claire pogania nas, jak to kobiety mają w zwyczaju. Wybacz mam na sobie 80 kilogramowy skafander. Szybciej już nie mogę. Po dotarciu do kabiny pilota pozostał jeszcze system nawigacyjny rakiety z sekwencją odpalania setek przełączników, pokręteł i wajch.

Uruchamiamy naziemną procedurę startową spoglądając na pobliski szkic projektu ponumerowanego odpowiednimi cyframi, które to mają nam pomóc w podjęciu odpowiednich kroków. Czas upływa nieubłaganie, a tu trzeba odłączyć ramię wentylacji sprężonym tlenem, uruchomić system tłumienia drgań, rozgrzać silniki i wyłączyć te cholerne żelazko, które z pewnością zrobiło dziurę w desce do prasowania. Claire zaczyna odliczanie, a nam pozostaje modlitwa, czy wszystko, co zrobiliśmy było poprawnie uruchomione... 10, 9, 8... nerwowo spoglądamy za okno, obserwując gęsty piaskowy pył... 3,2,1... Startujemy! Ekran ukazujący oderwanie się pojazdu od ziemi wraz z trzęsącą kamerą potęguje wrażenia. Rakieta weszła w termosferę. Muzyka zmienia się w łagodną, a widok przestrzeni kosmicznej pokazuje również naszą Ziemię. Kiedyś była to planeta tętniąca życiem, a teraz pozostała skupiskiem wiecznego piachu i straconej nadziei na lepsze jutro.

Jak u Nolana

Deliver Us the Moon gameplay

Deliver Us the Moon gameplay PS4

Jeżeli powyższy opis nie uzmysłowił Was, z jak magicznym indykiem miałem do czynienia, niech za przykład inspiracji posłuży film Christophera Nolana pt. Interstellar. Podobny typ narracji, piękne widokówki i fragmenty dokowania, odrywania planety oraz przebywania w zerowej grawitacji. Deliver Us The Moon jest wręcz przesiąknięte wszystkimi znanymi motywami, będąc zarazem hołdem myśli przewodniej, która mówi o ,,astronaucie w kosmosie jako grze''. Zanim jednak przejdziemy do rozgrywki, odrobina fabuły. Ziemia zamieniła się w pył. Brakuje pożywienia, wody, odpowiednich warunków do życia i energii potrzebnej do zasilania urządzeń. To ostatnie okazało się fundamentalnym aspektem zwiększający szanse na przeżycie. Nic więc dziwnego, że po odkryciu potężnego izotopu helium-3, którego obfite złoża znaleziono na Księżycu, a który okazał się energetycznym zabezpieczeniem dostawy energii na dziesiątki lat - w 2032 roku nastąpiła kolonizacja Księżyca. Wybudowano osady, których celem miało być wydobycie i przetwarzanie izotopu oraz transporter rewolucyjnej sieci energetycznej zwanej Mikrofalowym Przekaźnikiem Energii (MPT). Jednak w 2054 r. pewnej nocy, wszystkie światła zgasły, zabrakło energii, kontakt z kolonistami się urwał, a sieć MPT przestała działać... do akcji ratunkowo-poznawczej wkracza bezimienny bohater, który wysłany na Księżyc musi odkryć prawdę kryjącą się za opłakaną w skutkach awarię. I jakby to ująć. Zaprezentowana opowieść jest zbyt prosta, aby być wybitną, zbyt interesująca, aby uznać ją za mało znaczącą wydmuszkę. Zupełnie jak z programami paradokumentalnymi. Tylko tutaj dochodzi świetna interpretacja wizualno-dźwiękowa, wraz z narastającym poczuciem progresu. Bez tanich sensacji i rzucania garnkami przez okno w stronę faceta, który zdradził (hłe, hłe). W zrozumieniu historii pomaga z pewnością pełna polonizacja w formie napisów, zarówno notatek, dialogów, jak i wszelkiego rodzaju banerów informacyjnych, tytułów gazet i reklam na ścianach.

Rozgrywka w idealny sposób łączy dwa aspekty. Pierwszy mówi o wypośrodkowaniu eksploracji z zagadkami i survivalem. Przyznam szczerze, że początek przygody krzyczał w moją stronę oznajmiając, że będzie to ,,nudny symulator chodzenia w kosmicznym sosie''. I tak by się stało, gdyby nie starania twórców, aby wycisnąć z rozgrywki dodatkowe mechaniki. Od kolejnych ulepszeń skafandra, który w dalszej części z pomocą wbudowanego lasera może przecinać zaczepy blokujące przejście do niedostępnego pomieszczenia, lub korzystać z jednostki ASE w celu wyświetlenia holograficznych nagrań rejestrujących dawne zdarzenia. W grze znajdziemy trochę notatek, jednak czytania nie jest za wiele, aby nie odciągnąć od majestatycznej otoczki zwiedzanych pomieszczeń. Cieszy z pewnością dbałość o detale i przemyślenie kolejno wdrażanych nowości - sprawiając przy tym wrażenie tworu, który został zaprojektowany na desce kreślarskiej przez profesjonalistów, a nie Januszy skrobiących sobie na ścianach. A przypominam, że jest to debiutancki projekt holenderskiego studia KeokeN, wspierany za pośrednictwem serwisu Kickstarter. Od eksploracyjnych zapędów z powodzeniem udaje się nas odpędzić dzięki odrobiny platformówkowego skakania, a garści sprawnie poprowadzonych zagadek i momentów stawiających na survival. Otrzymując przy tym mieszankę, która tworzy spójną całość... a przede wszystkim bawi. 

Księżycowa przygoda

Deliver Us the Moon gameplay ps4

Deliver Us the Moon gameplay

Kosmiczna podróż pozwoli nam na ślimaczą jazdę łazikiem po powierzchni Księżyca, wprawi w zakłopotanie podczas spadającego poziomu tlenu w próżni kosmicznej i wytęży kilka szarych komórek w przyjemnych zagadkach. Te ostatnie można podzielić na dwa rodzaje: środowiskowe z użyciem ekwipunku skafandra, przedmiotów i latającego robocika oraz ,,residentowskie'', kiedy to trzeba wybadać odpowiednią kolejność wciskanych elementów widocznych na jednym ekranie. Jakby tego było mało, później dochodzi epizod ze skradaniem. Drugim aspektem, który świetnie poradził sobie na linii prezentacji rozgrywki jest kamera. Wspominam o tym bez przyczyny. Dawno nie spotkałem się z produkcją, która w tak sprawny i niezauważalny sposób zmienia widok zza pleców postaci w widok FPP. Standardowo kamera ukazuje sylwetkę bohatera ,,z uciętymi nogami'', lekko przesuwając ją w lewą stronę ekranu (patrz screeny); jednak wystarczy lewitować w bazie w zerowej grawitacji, czy przebywać w ciasnym pomieszczeniu (kabina promu kosmicznego, schron), aby kamera płynnie zmieniła się w widok z pierwszej osoby.

Gra stawia na korytarzowe rozmieszczenie pomieszczeń i poza kilkoma wyjątkami, ciągnie gracza za rączkę sporadycznie nakazując na otworzenie dziennika misji w celu sprawdzenia aktualnych zadań. Głównie typu: znajdź sposób na zasilanie X, sprawdź połączenie stacji w Y, reaktywuj stację kolei jednoszynowej Z. Chyba nie liczyliście w indyku na podróżowanie między planetami i swobodne sandboksowe aktywności, no nie? Pod względem technicznym ,,Dostarczanie nam Księżyca'' wykorzystuje potencjał silnika Unreal Engine 4, z całą gamą jego wad i zalet. Lokacje pod względem architektury są przemyślane, mógłbym powiedzieć, że to takie ABC poprawnego projektanta. Niektóre pomieszczenia stawiają na wielopoziomowość, sprytne rozmieszczenie zagadek środowiskowych, czy stawiając na pierwszej linii panoramę powierzchni Księżyca, oraz kosmosu. Surowe bazy wybudowane na planecie cieszą oko niesamowicie naturalnym i plastycznym oświetleniem, udekorowanymi pokojami opuszczonymi w pośpiechu, czy doskonałością w realizacji pokazania nam powierzchni Księżyca i panujących tam warunków. 

Kosmiczny thriller

Cegiełki do całości dodaje myśl artystyczna. Futurystyczna wizja ukazuje automaty i stoły do ping-ponga przyszłości, latające drony, projektory holograficzne i skafandry będące niejako HUD-em gracza. Wzorem Dead Space nasz astronauta ma na plecach urządzenie, które wyświetla życie, energię baterii w latarce i czas odliczający ilość tlenu potrzebnego w czasie przebywania w księżycowych warunkach. Za to mieszane wrażenia mam co do ruchów protagonisty i pomniejszych błędów. Animacja podczas np: wchodzenia na drabinę lub biegania mogła być bardziej wyrazista. Przed złapaniem się za pierwszy szczebel astronauta potrafi zakołować się w miejscu, a bieg odbywa się w sposób znany wszystkim graczom lubujących się w tanich grach wyścigowych - kiedy to samochód nie jedzie po drodze, a płynie. Dodatkowo dochodzą większe klopsy. Tekstury plakatów potrafią się nie załadować, przez co zamiast ostrego obrazu widzimy rozmazane wymiociny. Z bliska ściany i przedmioty proszą o wyostrzenie, strasząc słabymi teksturami. Klatki na sekundę niekiedy drastycznie spadają, a po śmierci bohatera ładowanie poziomu trwa tyle ile podróż na Marsa. Zdarzyło mi się przenikać przez obiekty, notatkom nie spodobało się to, że chciałem użyć suwaka, a napisy polonizujące nie wyświetlały się, pewnie kiedy do pokładu wleciało odrobinę za dużo próżni.

Deliver Us the Moon stawia na klimat, będąc raczej kosmicznym thrillerem niż quasi horrorem. Jest produkcją, która nie ustrzegła się błędów, chociaż całość wygląda zdumiewająco dobrze. Podróż na Księżyc, sceny żywcem wyjęte z taśm filmowych, chwile stawiające na przetrwanie i większość motywów sci-fi związanych z ,,space travel'' tworzą idealną wizytówkę i zarazem miks pomysłów - pokazując jak z indyka wyrósł nam porządny indor.