Seria Dragon Quest nadal raczkuje w Europie. Jej popularność nie może równać się z wynikami generowanymi przez uniwersum Final Fantasy, ale właśnie takie produkcje jak Dragon Quest XI: Echoes of an Elusive Age mają największą szansę przekonać do świata nowych graczy. Najnowsza produkcja przygotowana z myślą o posiadaczach najnowszej platformy Nintendo jest nie tylko fantastycznym przedstawicielem swojego gatunku, ale przede wszystkim to produkcja, która pokazuje w jaki sposób powinno przenosić się gry na Nintendo Switcha.

Dragon Quest 11 recenzja 1

Dragon Quest 11 recenzja 2

Dragon Quest 11 – znane podstawy

Dragon Quest XI: Echoes of an Elusive Age na przestrzeni 2017 i 2018 roku trafiło łącznie na trzy platformy, ale Square Enix wraz z edycją na PlayStation 4 i komputery osobiste, wspominało o edycji na Nintendo Switcha. Pewnie mało kto mógł się spodziewać, że akurat tym razem będzie warto zaczekać, bo twórcy nie tylko zapewnią nam bardzo dobre, znane i cenione podstawy, ale będą potrafili je odpowiednio rozbudować.

Pod względem głównej historii w Definitive Edition nie możemy liczyć na rewolucję, ponieważ produkcja czerpie garściami z oryginału. Główny bohater odkrywa prawdę o swoim pochodzeniu, ma uratować świat przed złem, dlatego wyrusza w wielką podróż. Nie wszyscy rozumieją, że to właśnie on jest „wybrańcem”, który ma uratować świat i stać się prawdziwym herosem. Z tego powodu przygoda dość niespodziewanie kończy się w pewnym lochu... Właśnie od tego momentu tak naprawdę mamy okazję uczestniczyć w na początku trudnej do przełknięcia, ale z każdą kolejną godziną ciekawszej, historii. Już Dragon Quest XI: Echoes of an Elusive Age potrafiło wymęczyć przez odrobinę ślamazarny początek i nie inaczej jest w nowej wersji, ale podobnie jak w pierwowzorze – ta opowieść nabiera smaków, gdy pozwolimy jej dojrzewać na naszych oczach. Drugie podejście do „Jedenastki” tylko uświadczyło mnie w przekonaniu, że Square Enix stworzyło niezłą opowiastkę, która jednak jest rozbudowana przez napotkane postacie. To prawdziwy kunszt japońskich scenarzystów pozwala przez ponad 50 godzin przeżywać wydarzenia na ekranie i cieszyć się każdym kolejnym etapem. Twórcy sprawnie budują akcję, potrafią często zaskoczyć i wyśmienicie kreują typowe „od zera do bohatera”, ale trzeba oczywiście wziąć pod uwagę najważniejsze – to bardzo klasyczna historia przeładowana wątkami, które są zjadliwe dla fanów gatunku wychowanych na jRPG-ach.

Japończycy sięgają po kilka typowych do bólu wątków, które łykamy w większości produkcji z tego gatunku, ale całość jest zbudowana na niezwykłych fundamentach. Deweloperzy stworzyli bogatych, interesujących i unikalnych bohaterów, którzy budują całą przygodę i sprawiają, że nawet najbardziej standardowe wydarzenia nabierają nowego charakteru. Sytuacja jest o tyle interesująca, że scenarzyści w bardzo mądry sposób balansują nad kilkoma wątkami – nie brakuje tutaj humoru, kiczu i powagi, ale wszystko jest dobrze dobrane i nigdy nie miałem uczucia, że czegoś jest za dużo. Ta gra po prostu nie męczy.

Dragon Quest 11 recenzja 3

Dragon Quest 11 recenzja 4

Dragon Quest 11 – udoskonalona formuła

Nintendo Switch otrzymuje wiele portów, ale tylko nieliczne oferują tak dobrze dopracowane podstawy, które są rozbudowane o świetną, nową zawartość. Dragon Quest XI S: Echoes of an Elusive Age jest prawdziwym „Wydaniem Ostatecznym”: gra potrafi oczarować zupełnie nowym trybem 2D. Teraz możemy bez problemu wybrać, w jaki sposób chcemy obserwować wydarzenia – pełny 3D (jak w wersji na PS4 i PC) lub 2D (jak w edycji na 3DS-a) i choć w obu sytuacjach otrzymujemy tę samą historię z tymi samymi bohaterami, to jednak ten mały trick zmienia zdecydowanie perspektywę. 16-bitowa oprawa daje możliwość znacznie szybszego poruszania się po mapie świata, pojedynki są krótsze, a eksploracja wydaje się ułatwiona. W takiej sytuacji brakuje odpowiednich animacji, nie możemy liczyć na dubbing aktorów, ale jest to ciekawy sposób na doświadczenie wydarzeń z odrobinę innej strony. Tryb możemy dowolnie zmieniać, więc nie jesteśmy spisani na jeden wariant zabawy, co jest ciekawym odświeżeniem, które szczególnie trafi w gust graczy zaznajomionych z wydarzeniami.

Nie możemy zapomnieć, że pomimo swojej wyjątkowości, „Jedenastka” jest grą w pełni liniową. Tutaj wpadamy do lokacji, stajemy przed „fabularnym problemem”, bierzemy udział w serii walk, mamy okazję rozwijać swoich bohaterów, spotykamy nowych, by w ostateczności pokusić się na kilka mniejszych, dodatkowych aktywności i wyruszyć na kolejny teren. Następnie uczestniczymy w podobnym schemacie, który jednak nie jest uciążliwy, ponieważ twórcom udało się dopracować historię... A teraz opcjonalnie możemy sprawdzać opowieść z nowej perspektywy. Szczególnie 2D przypadło mi do gustu podczas pojedynków – choć nie ukrywam, podczas rozgrywki często sprawdzałem przygodę z różnych perspektyw. 2D zostanie jeszcze docenione przez graczy w momencie, gdy chcemy dopakować swoich bohaterów – jest to dobry sposób na szybkie zdobywanie doświadczenia... I można jedynie żałować, że Square Enix nie pokusiło się o opcję przerzucenia stanów rozgrywki pomiędzy urządzeniami.

Deweloperzy doskonale zdawali sobie sprawę, że po produkcję sięgną także gracze, którzy już wcześniej poznali Dragon Quest 11, więc teraz możemy bez problemu pominąć przerywniki filmowe. W grze znalazło się sporo nowości – warto tutaj nadmienić o dużym wątku pobocznym Hendricka oraz Jaspera, zupełnie nowej postaci Madame Cherie, opcji przełączania pomiędzy oryginalną a odpicowaną ścieżką dźwiękową, nowych strojach dla niektórych postaci oraz lepszej personalizacji bohaterów. Twórcy zajęli się znaczącym rozbudowaniem opcji dialogowych pomiędzy towarzyszami zespołu, pozwalają dowolnie korzystać z w pełni ożywionych przerywników filmowych (angielskie i japońskie głosy), w trakcie eksploracji umożliwiają, by członkowie biegali za głównym bohaterem, a w samych pojedynkach pojawia się pewna ciekawostka – towarzysze chętniej zmieniają pozycje, by lepiej odzwierciedlić współpracę... Nie ma to wpływu na gameplay, ale wygląda po prostu korzystniej.

Znacznie lepiej w Definitive Edition wypada temat samej kuźni. Wcześniej musieliśmy dotrzeć do wyznaczonego miejsca, by móc zająć się tworzeniem przedmiotów oraz pancerzy, a teraz możemy zająć się „rozłożeniem” mobilnego piecyka. W niemal każdym momencie mamy możliwość dostosowania postaci i ta zmiana wyraźnie pokazuje, że deweloperzy wsłuchali się w opinie społeczności. Ułatwiono nawet możliwość zdobywania podstawowych surowców i kupowania ich w przygotowanym sklepie dostępnym w menu kuźni. Oczywiście za niektórymi przedmiotami trzeba się nabiegać, ale teraz przynajmniej otrzymujemy informację, który przeciwnik może rzucić poszukiwany przedmiot.

Przedstawione zmiany faktycznie wpływają na doświadczenie i w kapitalny sposób rozbudowują Dragon Quest XI S: Echoes of an Elusive Age. Tytuł w wersji na Nintendo Switch działa niemal bezbłędnie – doświadczyłem sporadycznych i zarazem minimalnych spadków animacji – ale na pewno warto wyróżnić samą oprawę. Square Enix korzysta z ładnej kreski, która oczywiście jest dostosowana do konsoli Nintendo – jest mniej wyraźna, otoczenie z drugiego planu posiada mniej szczegółów, w niektórych momentach gra jest ciemniejsza, czasami obraz jest odrobinę rozmazany, ale wybrany styl graficzny sprawia, że różnice są minimalne. Jednocześnie gra bardzo dobrze sprawdza się w mobilnym wydaniu, a podczas rozgrywki nie natrafiłem na żadne problemy, które negatywnie wpłynęłyby na moje doświadczenie.

Dragon Quest 11 recenzja 5

Dragon Quest 11 recenzja 6

Dragon Quest 11 – najlepiej na Switchu

Końcówka roku to wybitny czas dla posiadaczy Nintendo Switchów, a Dragon Quest XI S: Echoes of an Elusive Age Definitive Edition jest tego najlepszym przykładem. Na konsoli Nintendo debiutuje jeden z najlepszych jRPG-ów tej generacji, który w dodatku został znacząco rozbudowany. Gra Square Enix to tytuł obowiązkowy dla miłośników gatunku, bo nieczęsto mamy okazję cieszyć oczy tak wielkim, ciekawym i rozbudowanym tytułem, który w dodatku teraz doświadczycie w każdym miejscu.