Kolejny rok, kolejna edycja Pro Evolution Soccer. Zeszłoroczna odsłona, choć w dalszym ciągu udana, nie odciągnęła większości fanów od rewelacyjnej "osiemnastki". Ponadto utrata licencji na rozgrywki Ligi Mistrzów i Ligi Europy na rzecz konkurencyjnej FIFY zabolały miłośników "gały" Konami niczym ekstrakcja zębów trzonowych. Biorąc pod uwagę ogromny rozmach licencyjny gier EA oraz potężny budżet na promocję, Japończycy doszli do wniosku, że nie ma sensu dłużej kopać się z koniem, stąd zmiana rozpoznawalnej nazwy na eFootball PES 2020. Nowy tytuł ma podkreślić wysoki poziom rywalizacji między graczami i "ogrzać" tę odsłonę w blasku fleszy sceny e-sportowej. Z marketingowego punktu widzenia to zrozumiała decyzja, lecz dla nas najważniejsze jest, iż w przeciwieństwe do Halo 5 od Microsoftu czy Gran Turismo Sport od Sony, gdzie kosztem trybów singlowych twórcy promowali rywalizację sieciową, recenzowana część PES-a to w dalszym ciągu morze atrakcji także dla samotników. Edycja 2020 to kolejna bardzo udana część zasłużonej serii, jak co roku wprowadzająca szereg zmian i usprawnień.

PES 2020 recenzja 1

"Zwycięstwo to nie wszystko, a jedyne, co się liczy." - G. Boniperti

Rozgrywka we wszystkich poprzednich odsłonach Pro Evo napisanych na silniku Fox Engine była szybka i organiczna, za każdym razem przynosząc mnóstwo emocji, zwłaszcza że charakterystyczny dla serii element nieprzewidywalności obecny był w każdym meczu. W PES 2020 jest dokładnie tak samo, a twórcy zaimplementowali wiele nowych systemów i pomniejszych nowinek. Pokłosiem współpracy z legendarnym Andresem Iniestą jest przemodelowany mechanizm poruszania się zawodników, gdzie zagrania możemy wykonywać manewrując lewą i prawą gałką analogową. Antycypując zachowania przeciwników, łatwiej ich zwieść balansem ciała lub posłać piłkę w uliczkę - gracz dobrze rozgrywający w środku pola i "czujący" tempo uczyni z takich penetrujących podań zabójczą broń. Nie jest to jednak łatwe, gdyż siła i precyzja zagrań oraz strzałów zależna jest od postury piłkarza, pozycji, a także presji ze strony rywala. W cenie są zatem timing, cierpliwość i umiejętność przewidywania. Co bardzo mi się spodobało, to partnerzy z drużyny adaptujący się do boiskowych sytuacji, którzy w nowym PES-ie zwracają uwagę na wyjątkowe umiejętności piłkarzy, nad którymi posiadamy w danym momencie kontrolę. Gdy na przykład rozpędzamy się Leo Messim, rozbiegają się na boki, by dać asowi Barcelony jak nawięcej przestrzeni, z kolei gracze Man. City, widząc że rozgrywamy piłkę w butach De Bruyne, szukają dogodnych pozycji przed polem karnym przeciwnika. Popracowano również nad przyjęciem futbolówki - rozgrywając atak pozycyjny możemy przepuścić piłkę do najbliższego partnera, wykonując ruch w stronę bramki, czy też zamarkować przyjęcie, by zwieść nacierającego rywala. Ulepszono przy tym sztuczną inteligencję rywali, którzy potrafią analizować nasz styl i dostosowywać się do boiskowej sytuacji. Zgodnie z niepisaną tradycją w najnowszym Pro Evo dominuje futbol "na tak" - w swoim pierwszym meczu w Online Divisions zremisowałem 4:4...

Zmiany w fizyce wirtualnej "gały" odczuwalne są już po rozegraniu zaledwie kilku spotkań. Wyższy stopień interakcji z futbolówką przekłada się na bardziej intuicyjne zagrania z pierwszej piłki, wykonywanie zwodów z większą precyzją czy jeszcze szerszą swobodę przy egzekwowaniu stałych fragmentów gry (dodano szybkie zmiany wariantów rozegrania rzutów rożnych i wolnych). Piłkarzy opisano nowymi statystykami, z których najbardziej warte uwagi to stopień agresji przy odbiorze, strzały z dystansu oraz umiejętność gry na małej przestrzeni. Powyższe zmiany dodają jeszcze więcej opcji dla graczy preferujących ofensywny styl, jednak nie tylko Josep Guardiola czy Jurgen Klopp będą się tutaj dobrze bawić. Poprawiono grę w obronie, implementując nowe animacje wślizgów, więcej opcji przy wybijaniu piłki głową, a nade wszystko taktyczne faule, aby np. nie dopuścić do sytuacji sam na sam. Golkiperzy prezentują się poprawnie - w dalszym ciągu dość ciężko "położyć" bramkarza w bezpośrednim pojedynku, za to loby są jakby bardziej skuteczne. Panowie w rękawicach lepiej radzą sobie ze strzałami zmierzającymi po długim słupku, ale od czasu do czasu potrafią "wypluć" przed siebie pozornie niegroźne uderzenia, narażając się na dobitkę - w ten sposób zdobyłem i straciłem kilka bramek. Jednak tym, co najbardziej rzuca się w oczy, gdy pierwszy raz włączymy "dwudziestkę", jest zupełnie nowa kamera. Jeśli oglądaliście spotkania Tottenhamu Hotspur na starym stadionie, czyli White Hart Lane, to z pewnością pamiętacie obiektyw umiejscowiony w nietypowym miejscu. Podobnie jest tutaj, gdzie z jednej strony oko kamery obejmuje większą część murawy, mimo to obraz wydaje się nieco spłaszczony. Każdą nowinkę w sportowych tasiemcach witam chlebem, solą i wódką, choć w tym przypadku szybko wróciłem do znajomego widoku. Rywalizować możemy łącznie na pięćdziesięciu obiektach (w lwiej części prawdziwych), choć znacznie ciekawszym zagadnieniem są jak zawsze licencje.

PES 2020 recenzja 2

"Bayern to wyjątkowy klub i tak powinien być traktowany." - F. Beckenbauer

Zeszłoroczna edycja, nawet pomimo straty europejskich pucharów, posiadała największą liczbę licencjonowanych turniejów w swojej nowożytnej historii. eFootball PES 2020 wypada pod tym względem jeszcze lepiej! Swoich sił możemy spróbować w takich rozgrywkach, jak Serie A (bez licencji tylko Brescia), Serie B (nielicencjonowane), pełne Ligue 1 i Ligue 2, nieoryginalna liga angielska (tylko Arsenal i Man. Utd.), Championship bez licencji, dwie klasy w Hiszpanii (oryginalna jest wyłącznie Barcelona), liga holenderska, portugalska, turecka, belgijska, rosyjska, szkocka, duńska, szwajcarska, chińska, tajska, argentyńska, chilijska, kolumbijska, brazylijska Seria A i B, tzw. pozostałe drużyny z Europy (m.in. Bayern, Schalke i Leverkusen z Bundesligi, ukraińskie Szachtar i Dynamo Kijów), a także oryginalne drużyny z ostatniej edycji AFC Champions League, czyli najbardziej prestiżowych rozgrywek w Azji. Jakby zatem nie patrzeć, mamy progres, gdyż nie utracono praw do żadnej ligi, za to wprowadzono drugą klasę we Włoszech, Hiszpanii, Francji i Brazylii. Brak ligi niemieckiej oraz Ligi Mistrzów niewątpliwie boli, choć wydawca postarał się, by fani otrzymali coś na osłodę. Zarówno najważniejsze europejskie rozgrywki, jak i Liga Europy występują pod zmienioną nazwą, jednak najbardziej spektakularnymi transferami przeprowadzonymi przez Konami są umowy partnerskie z Bayernem Monachium i Juventusem. Największe kluby z Niemiec i Włoch były nieobecne w poprzednich odsłonach, lecz po latach zdecydowaly się porzucić konkurencję na rzecz PES-a, goszcząc - obok Barcelony i Man. Utd. - na materiałach promocyjnych z gry. Jako wielki fan tych klubów raduję się niezmiernie, choć aby cieszyć się większą liczbą turniejów, drużyn i rzeczywistych strojów, musimy poczekać aż inni gracze podzielą się owocami swojej pracy wykonanej w Edit Mode. Niestety na krążku znajdziemy składy z zeszłego sezonu, ale wraz z pierwszą aktualizacją Live Update przewidzianą dwa dni po premierze wszyscy zawodnicy mają grać już w swoich obecnych klubach.

Matchday to zupełnie nowy tryb, za sprawą którego tytuł eFootball dobrze koresponduje z treścią gry. Są to zawody online, w których wybieramy jedną z dwóch ekip, dla której gromadzimy punkty w rozgrywkach fazy grupowej (nie trzeba wygrywać, tylko grać jak najwięcej i efektywniej). Gracze z największą liczbą punktów będą ryzwalizować w wielkim finale - nagrody otrzymują zarówno wygrani, jak i przegrani, choć ci pierwsi oczywiście lepsze. Relacja z zawodów odbywać ma się online, a pierwszy turniej będzie miał miejsce już w tym miesiącu. Wielu istotnych zmian doczekało się lubiane Master League - wprowadzono prosty system dialogów i interakcji podczas konferencji prasowych, z których cytaty pojawiają się później na fikcyjnych portalach, lecz dla przebiegu sezonu ma to znaczenie marginalne. Opracowano wizerunki znanych trenerów jak Zico, Johan Cruyff czy Diego Maradona, zainscenizowano cutscenki z obiektów treningowych (rzeczywistych w przypadku klubów partnerskich), rozbudowano mechanizm transferowy (wartości piłkarzy są zbliżone do tych na co dzień, można planować okienko, uwzględniać więcej bonusów w kontraktach), dodano opcję tworzenia loga sponsorów widocznych na spotkaniach z dziennikarzami oraz w menu, a także zupełnie zmieniono szatę graficzną. Oczko w głowie producenta, czyli przynoszące spore dochody myClub, zostało jeszcze lepiej "opakowane", z kolei drobne szlify w Become a Legend zainteresują zapewne tylko największych fanów tego trybu. Powraca Random Selection Match, w którym dobieramy zawodników do już istniejących drużyn, nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by rozegrać derby Manchesteru pomiędzy City a United, by jako Sergio Aguero w stroju Czerwonych Diabłów strzelać gole Davidowi De Gei broniącemu barw Obywateli. A to i tak wierzchołek góry lodowej, gdyż atrakcji nie brakuje zarówno dla samotników, jak i fanów szarpania przez Sieć, w dodatku opcje zabawy w kooperacji online obejmują większość trybów gry.