U podstaw uniwersum stoi oczywiście seria hardcorowych RPGów: Might & Magic, po drodze pojawiły się także akcyjniaki Crusaders of Might & Magic [1999] i Dark Messiah [2006] a fani sieciowych FPSów mogli zatopić się w Legends of Might & Magic [2001], co mnie osobiście nieźle zaskoczyło. W tle historii majaczą próby przeniesienia świata w MMO oraz gry przeglądarkowe.

I tu na scenę wchodzi niespodzianka. Might & Magic: Clash of heroes. Zaskakująco dobra gra logiczno-strategiczna osadzona w świecie M&M. Studio, które zajęło się jej produkcją zdecydowanie odbiegło od standardów, do których przyzwyczailiśmy się w tym uniwersum. Jednak to, co nam zaoferowano jest naprawdę przyjemną w odbiorze grą, którą polecić można nie tylko niedzielnym „klikaczom” ale także osobom lubiącym wysilić szare komórki oraz sprawdzić się w walce z innymi graczami.

Siłą tytułu jest mechanika

Nie oczekujcie jednak przełomowej historii. Fabuła opowiadająca o spisku, łącząca elementy walki o przetrwanie świata z osobistymi tragediami nie jest może najwyższych lotów, ale zarazem nie razi dziurami a odkrywanie wątków mile towarzyszy grze, usprawiedliwiając kolejne potyczki.

Mechanika gry pozornie sprowadza się do prostego „ułóż 3 tego samego typu i koloru”, jednak diabeł [może ze względu na uniwersum lepiej powiedzieć „Czart”] tkwi w szczegółach. Każda z postaci, którą będziemy prowadzić, w zależności od przynależności do jednego z 5 królestw otrzymuje do dyspozycji 3 jednostki podstawowe, 2-3 jednostki specjalne i 2-3 jednostki legendarne, (jednocześnie w armii mogą znajdować się 3 podstawowe i dwie spośród specjalnych/legendarnych), które dysponują odmiennymi statystykami i umiejętnościami. Daje to naprawdę wiele kombinacji pozwalających na dostosowanie sposobu prowadzenia rozgrywki i opracowanie najodpowiedniejszej strategii. Dodajmy do tego czary postaci, artefakty różnej maści i otrzymujemy naprawdę interesującą mieszankę do wykorzystania w trakcie kampanii oraz gry sieciowej.

Trzeba przyznać, iż twórcy wycisnęli z pomysłu na rozgrywkę ile mogli. I choć czasami przez myśl przejdzie stwierdzenie „to mogło by być inaczej”, gra co chwilę udowadnia, że poszczególne elementy zostały przemyślane tak, aby wyważenie stron konfliktu było jak najwłaściwsze a gra nie frustrowała.

Wygląda dobrze, ale mogłoby być lepiej

Grafika, wyraźnie nawiązująca do mangowej stylistyki, jest elementem do którego niestety mogę się przyczepić. I to nie dlatego, iż nie lubię tego stylu a wręcz przeciwnie. Czasami miałem wrażenie, iż twórcy pod niektórymi względami poszli nieco na łatwiznę. Niskoklatkowe animacje rażą powtarzalnością podczas pojedynków. Statyczne przedstawienie postaci podczas dialogów dające szansę na stworzenie graficznego arcydzieła – co znamy z wielu jRPGów – niestety nie zostało wykorzystane jak należy. A pewność, iż twórcy mieli pod ręką artystów mam. Wystarczy spojrzeć na tła map i pola walki. A skoro w temacie walki jesteśmy – jak zapewne się domyślacie, stanowi ona clue rozgrywki. Jeśli przymkniemy oko na pewne uproszczenia, sprawia zdecydowanie najprzyjemniejsze wrażenie wizualne. Każda jednostka jest inaczej animowana, jej atakowi towarzyszy klimatyczny efekt a interfejs jest prosty i przyjazny. Muzyce nie można niczego zarzucić, jednak nie jest także taką, do której się wraca po ukończeniu rozgrywki.

Jak w to grać?

Autorzy dali nam do rozegrania długą, przeprowadzającą przez wszystkie nacje i historię wielu postaci kampanię, możliwość rozegrania pojedynczej potyczki oraz tryb sieciowy. I wiecie co świadczy o tym, że gra jest naprawdę niezła? Tryb sieciowy nadal żyje. Tytuł z 2011 roku zdobył tak dużą rzeszę fanów, dając im na tyle dobrze zbalansowaną mechanikę, że po 8 latach od premiery nie ma problemu ze znalezieniem partnerów do rozgrywki. I to nie byle jakich. Pierwszy raz zagrałem w Clash of Heroes w 2013 roku i wracam do niego regularnie. I niestety regularnie dostaję wciry od innych graczy.
________________
Tekst oryginalnie pojawił się na blogu YGB