Całe szczęście moje podejrzenia się nie sprawdziły. Bo choć nowemu Pac-Manowi sporo brakuje do dzisiejszych standardów, fani szaroszkolnych platformówek 3D będą się całkiem przywozicie bawić.
 

Widzę gadające dropsy! Czy jest na sali lekarz?

Zacznijmy od tego, że gra powstała na kanwie serialu dla dzieci z Pac-Manem  w roli głównej. Dla osób, które tegoż arcydzieła nie oglądały (w tym także i mnie) wejście w świat gry jest dość trudne. Przez ekran przewijają się kolejne postacie, widzimy, że łączą je z Pac-Manem jakieś relacje, jednak możemy się tylko domyślać jakie. Wszystko jest bowiem powiązane z serialem i terminologię zrozumieją przede wszystkim fani. Pomijając ten drobny szczegół cała intryga jest prosta jak konstrukcja cepa. Akcja gry rozpoczyna się w mieście Pacopolis, które zostaje zaatakowane przez duchy (fani oryginalnych wersji Pac-Mana zapewne doskonale je kojarzą). Dowodzi nimi niejaki Betrayus, a jedynym kto może się im przeciwstawić jest uczeń miejscowej szkoły - Pac-Man. Ikonę branży gier wideo przedstawiono jako cool-gościa, który rzuca docinkami, beka i ogólnie jest przysłowiową duszą towarzystwa. Czy jak napiszę, że napiłbym się z nim browca zabrzmi to groteskowo? Żółta kulka musi przemierzyć tajemnicze świątynie w poszukiwaniu artefaktów w czym pomoże mu jego zwariowana ekipa. Przyznam szczerze, że scenariusz olałem już po pierwszych poziomach, bo dialogi pisane są pod 7-latków. Z drugiej strony czy można oczekiwać czegoś ambitnego od tytułu, w którym główną rolę odgrywają gadające kule? 


 
Pac-Man and the Ghostly Adventures to standardowa do bólu platformówka 3D, co ma swoje wady i zalety. Naszą bazą wypadową jest wspomniana wcześniej szkoła, w której możemy pogadać z postaciami znanymi z serialu (Blinky, Pinky, Inky i Clyde na pokładzie), pozbierać żółte kulki (to pozwala na zwiększenie liczby serduszek odpowiedzialnych za życie), pograć na automatach (o tym za chwilę) i przenieść się do jednego z sześciu światów odblokowywanych wraz z rozwojem gry. Każdy z nich składa się z kilku poziomów - tych pchających fabułę do przodu oraz tych bonusowych. Początkowo cała zabawa sprowadza się do zbierania znajdźiek, skakania po platformach, korzystania z ruchomych platform i prostej walce z duchami. Pac-Man może je połykać podczas starcia lub przestraszyć. W tym drugim przypadku podobnie jak to było za czasów 8-bitowych przeciwnicy robią się niebiescy i próbują przed nami uciec. Gdyby tak miała wyglądać gra całość znudziłaby się po 20 minutach. Całe szczęście deweloper zadbał o to, by urozmaicić rozgrywkę.
 

Łykaj kule, będziesz wielki

Otóż na swojej drodze do celu Pac-Man znajduje specjalne kulki dające mu różne właściwości i zmieniające jego formę. Praktycznie każdy kolejny świat wprowadza zupełnie nowe patenty, więc ciężko narzekać na nudę. Gra dzięki temu jest na swój sposób nieprzewidywalna. Nasz wesoły drops może zamienić się w wielki kamienny głaz, którym sterujemy jak kulą do Pinballa miażdżąc wrogów i tocząc się po wyznaczonych ścieżkach. W skórze kameleona lepki język pozwala huśtać się na niektórych elementach otoczenia, a dzięki specjalnemu kombinezonowi staniemy się niewidzialni dla kamer. Pac-Man może też zamienić się w balona. Wypuszczając stopniowo powietrze lewitujemy próbując dotrzeć do kolejnych platform tudzież skorzystać ze specjalnych wiatraków. A to tylko kilka przykładów z brzegu - lodowy Pac potrafi zamrażać wrogów i niektóre platformy, ognisty ciskać fireballami, kauczukowy odbijać się od wszystkiego co popadnie, a metalowy dzięki wykorzystaniu magnesu przyczepi  się do metalowych fragmentów planszy spacerując po nich nawet do góry nogami. Zmiana formy pomoże nam nie tylko w pokonywaniu przeszkód, ale również walkach. Część przeciwników jest wrażliwa tylko na ogień, część trzeba wpierw zamrozić. W późniejszych poziomów niezbędne staje się żonglowanie formami, dzięki czemu gra nie popada w schematy.


 
Niestety projekty poziomów nie są specjalnie zakręcone. Wprawdzie dotarcie do wszystkich znajdźiek jest jakimś wyzwaniem, jednak widać na każdym kroku, że gra tworzona była z myślą o młodszych odbiorcach. Walki są proste i nawet ciekawie pomyślane starcia z bossami, w których trzeba wykorzystać elementy otoczenia, nie nastręczają większych trudności. Nie mogę też nie wspomnieć o dość durnie ustawionych checkpointach, które w przypadku śmierci zmuszają nas do ponownego zbierania wszystkich bonusowych rzeczy. Cieszy fakt, że każdy kolejny świat jest na swój sposób unikalny. Mamy świątynie rodem z przygód Indiana Jonesa, tereny wulkaniczne, lodowe czy choćby wspomnianą na wstępie metropolię. Oprawa graficzna jest prosta, schludna i kolorowa. W żadnym wypadku nie zachwyca, ale też nie odrzuca. Szkoda tylko, że przy większej zadymie animacja potrafi porządnie chrupnąć. Dobre słowo trzeba napisać o zabawnych animacjach Pac-Mana połykającego duchy, wycierającego chusteczką paszcze po beknięciu czy szczerzącego się do kamery.  
 

Wrzuć monetę

Szkoła, czyli nasza baza wypadowa, początkowo nie odgrywa praktycznie żadnej roli i nie ma większego sensu tam zaglądać. Gdy już zbierzemy określoną ilość owoców zdobywanych po ukończeniu kolejnych poziomów odblokowujemy dostęp do czterech automatów arcade. Aby móc z nich skorzystać trzeba jeszcze posiadać żetony, które z kolei zbieramy podczas zwiedzania kolejnych plansz. Jest to bardzo fajne nawiązanie do złotej ery maszyn arcade. Każda z mini-gierek składa się z czterech leveli i niesie ze sobą inne doznania. Mamy tunelową strzelaninę na czas w stylu N2O, możemy też polatać helikopterem strzelając do przeciwników i ratując ludzi na modłę kultowego Choplifter, czy choćby pojeździć czołgiem walcząc z kolejnymi falami przeciwników w labiryntowych poziomach wypełnionych power-upami. Tutaj poziom trudności jest już nieco większy, więc można w końcu rzucić w stronę telewizora kilkoma niecenzuralnymi słowami. Są to jednak szpile na jeden raz i raczej nie będzie się Wam chciało pobijać rekordów. Dla chcących przedłużyć sobie zabawę z tytułem deweloper przygotował tryb multiplayer dla czterech graczy. Możemy wcielić się w rolę duchów i złapać sterowanego przez konsolę Pac-Mana. Oczywiście poruszamy się po trójwymiarowej wersji labiryntu znanego z pierwowzoru. Odwrócenie ról wygląda jednak ciekawie tylko na papierze, bo rozgrywka bardzo szybko staje się nudna.

 
W powrocie Pac-Mana widziałem oczyma wyobraźni produkcję budżetową z koszyka w Biedronce. Świat wywrócił się jednak do góry nogami. W słynnych dyskontach można było ostatnio wyhaczyć nawet Wiedźmina, a Ghostly Adventures okazało się przeciętną, ale przyjemną, relaksującą i niezobowiązującą platformówka 3D. A to w tym wypadku można z czystym sumieniem potraktować jako komplement.