Pod marką SteamWorld od 2010 roku wydano już kilka ciepło przyjętych gier, zależnie od tytułu przynależące do gatunku metroidvanii bądź strategii/tower defensora. SteamWorld Quest: Hand of Gilgamech zmieniło jednak nieco formułę i dostaliśmy karciankowego RPG-a coś na modłę takich tytułów jak Baten Kaitos czy Yggdra Union. Można się spierać czy taki ruch wyszedł serii na dobre, ale sam nie miałem powodów, by narzekać.

Steampunk kontra Lochy i Smoki

Jak już napisałem, w SteamWorld Quest nastąpiła spora zmiana klimatu gry i teraz (upraszczając) zamiast steampunkowego westernu, mamy steampunkowe Dungeons&Dragons. Owszem nie obraziłbym się za opowieść w poprzedniej konwencji, ale obecny scenariusz, chociaż mało wymyślny również dobrze sobie radzi. Bierzemy udział w przygodzie trójki robotów-przyjaciół aspirujących do miana bohaterów na modłę postaci z ulubionej książki. Początkowo wydaje się to być marzeniem ściętej głowy, ale gdy ich wioska zostaje zaatakowana, nasza gromadka ma nareszcie okazję się wykazać i rusza w pościg za najeźdźcami. Przy okazji przyjdzie im zgłębić tajemnicę artefaktu z tak poważanej przez nich epickiej historii, czyli tytułowej Ręki Gilgamesza. Chociaż fabuła jest wybitnie pretekstowa stanowi świetne tło dla wszędobylskiego humoru i znakomicie napisanych protagonistów: prostodusznego, ale mało rozsądnego Armilly’ego; poważnej, mającej fioła na punkcie alchemii Coperniki czy nieco leniwego, ociężałego Galleo, który najchętniej nie opuszczałby swojej piwnicy. To śmieszne dialogi pomiędzy nimi stanowią sedno scenariusza, więc cały czas byłem ciekaw, z jakim gagiem wyskoczy Armilly i jak Copernica ściągnie go swoją ripostą na ziemię. Co prawda nie jest to humor sprawiający, że będziemy tarzać się po podłodze, ale żarty wywołują autentyczny uśmiech na twarzy bez popadania w głupkowatość.

SteamWorld Quest: Hand of Gilgamech

Pokonaj wroga dzierżąc kartę w dłoni

SteamWorld Quest ciężko zaliczyć do rozbudowanych tytułów, ale zabawa wcale nie jest taka prosta, jak na początku może się wydawać, ale idźmy po kolei. Skrótowo rzecz ujmując: w side-scrollowanym stylu przemierzamy kolejne regiony wykreowanego świata, walcząc z napotkanymi przeciwnikami, niemal jak w tradycyjnym RPG tyle tylko, że zamiast wydawać polecenia, korzystamy z posiadanych przez bohaterów talii kart. Każda symbolizuje określony atak, zaklęcie bądź cios specjalny, a w trakcie jednej tury wybieramy trójkę z nich, akurat dostępnych „ w ręku”, tworząc wspólne combo dla naszej drużyny, próbującej dać łupnia wrażej grupie. To właśnie element losowości sprawia, że starcia sprawiają sporo przyjemności, ponieważ każde przebiega inaczej. Biorąc pod uwagę fakt obecności w grze ponad setki kart, a na dalszych etapach gry potrzebę częstej zmiany zawartości posiadanych talii sprawia, że mamy się nad czym głowić. Przeciwnicy bowiem mają swoje mocne oraz słabe strony, więc to jakimi kartami zagrywamy, często decyduje o naszym sukcesie bądź porażce, poza tym te potężniejsze można użyć dopiero po nabiciu odpowiedniego wskaźnika.

SteamWorld Quest: Hand of Gilgamech walka

Wszystkie wymienione niuanse rozrywki stanowią duży plus, ponieważ nadają rozgrywce głębi i pewnej świeżości, nawet jeśli nie są nowością. Jednak zbyt wąski limit kart w talii na jedną postać irytuje, zbyt często musimy wchodzić do menu, by je wymieniać na bardziej skuteczne na dany rodzaj adwersarzy. Poza tym wszystkim RPG-owy standard: punkty XP, awans na kolejne poziomy, wymiana ekwipunku oraz co warte uwagi, alchemia, dzięki której tworzymy nowe karty. Interesującym pomysłem natomiast jest możność powrotu do poprzednich rozdziałów historii w celu podbicia poziomu doświadczenia czy przejęcia pominiętych skarbów.

Mechaniczni przyjaciele w baśniowym świecie

Oprócz systemu walki, drugą co do wielkości zaletą tytułu jest bajkowa oprawa wizualna. Grafika 2D wciąż udowadnia, że ma rację bytu i chociaż produkcja poziomem wykonania nie dorównuje takim tuzom jak Odin Sphere czy Dragon Crown, przypominając bardziej Fallen Legion, wciąż sprawia bardzo miłe wrażenie. Najbardziej do gustu przypadły mi modele naszych robotycznych przyjaciół, zbudowane z przypadkowego dostępnego złomu jakby wyszły spod ręki garażowego majsterkowicza – pasjonaty. Przyznam, iż najlepiej grało mi się na małym ekranie, lecz na TV gra również prezentuje się bez zarzutu, animacja jest płynna i wszystko wygląda, jakbyśmy oglądali kreskówkę, a w każdym razie trudno się do czegokolwiek przyczepić. Dodatkowo ze wszystkich elementów chciałbym pochwalić klimatyczny krój interfejsu oraz szczegółowe projekty przeciwników, a zwłaszcza bossów. Oprawa audio również tworzy odpowiednią atmosferę, ale jest nienatrętna i nie zapada w pamięć. W grze brakuje dubbingu, lecz bohaterowie porozumiewają się pomiędzy sobą dziwacznym szwargotem, który niestety z jakiegoś powodu mnie drażnił. W każdym razie jednak pod względem technicznym gra została przygotowana przez twórców niemal celująco.

SteamWorld Quest: Hand of Gilgamech rozmowa

SteamWorld Quest to tytuł, który z pewnością warto posiadać w swojej bibliotece gier na Nintendo Switch, niezależnie od preferencji gatunkowej. Być może zagorzałym fanom cyklu tak drastyczne zmiany nie przypadną do gustu, ale produkcja sama w sobie jest naprawdę wysokich lotów, z którą spędziłem satysfakcjonujące 25 godzin.