Jeśli męczą was już te wszystkie gry z otwartym światem, gdzie na mapce czeka na was trylion znaczników dla każdej, nawet najmniejszej pierdoły, ale jednak wciąż kochacie eksplorację rozległych terenów, Outward jest wręcz stworzone dla takich graczy jak wy.

Cierpliwość wynagradza cierpienie...

Zanim po raz pierwszy zagrałem w Outward przeczytałem gdzieś, że tytuł ten przypomina kultowego Gothica, przez co z jeszcze większą ciekawością podszedłem do nadciągającej przygody. Jednakże niestety mój pierwszy kontakt z produkcją Nine Dots Studio nie należał do zbyt przyjemnych. Na samym początku gdy odpaliłem kreator postaci zacząłem myśleć, że coś jest nie tak i nie dogrywają mi się tekstury w normalnej jakości, lecz po chwili zorientowałem się, że lekko mówiąc, wylądowałem w 2006 roku. Trzeba sobie powiedzieć wprost, że budżetowe ograniczenia deweloperów sprawiają, że ich dzieło jak na 2019 rok wygląda po prostu koszmarnie przestarzale.

Jednak zgodnie z zasadą "nie oceniaj książki po okładce", rozpocząłem swoją podróż z dużą dozą optymizmu i nadzieją na to, że pod tym wszystkim kryje się gdzieś pasja i chęć stworzenia autentycznie dobrej gry wideo. Niestety sekwencja startowa również nie robi dobrego pierwszego wrażenia, przez co większość kupujących odbije się od gry już po kilku minutach. Przede wszystkim fabuła wydaje się mieć tu bardzo znikome znaczenie, albowiem cała historia zaczyna się od tego, że nasza powracająca z wyprawy flota statków rozbija się o wybrzeże ziem jakie zamieszkujemy, a przyczyną kraksy jest brak pomocnego światła z latarni morskiej.

Lądujemy zatem w samych galotach na jakimś pustkowiu i poszukać jakiegoś sensownego wyposażenia - gdy je już zdobywamy musimy znaleźć jednego z rozbitków i zasnąć w jego obozie. Grzecznie zasypiamy, ustalamy długość odpoczynku i... budzimy się w mieście - a konkretniej rzecz ujmując, w należącej do nas chatki przy latarni morskiej. Poczułem się nieco zaskoczony i w myślach zabrzmiało mi zdanie Obeliksa "...ci Rzymianie okropnie szybko budują...".

Moja nadzieja zaczęła w tym momencie przygasać niczym pochodnia wystawiona na sztorm. Przed domkiem było jeszcze lepiej, gdyż czekało tam na mnie kilka najważniejszych osób z wioski obwiniając mnie za całą tą katastrofę i stawiając mi ultimatum. Albo zbiorę 500 monet w 5 dni, albo stracę cały dobytek i honor. Zapewne po tych kilkunastu minutach większość z Was rzuciłaby tę pozycję w otchłań piekieł... na co i ja miałem wielką ochotę.

Samodzielność to podstawa

Z mocno negatywnym już nastawieniem postanowiłem jak najszybciej zebrać potrzebną kasę i czym prędzej ukończyć czekającą mnie "przygodę". Znalazłem odpowiedni plecak, kilka jagód, nabrałem wody do podręcznej manierki, uzbroiłem się w maczetę i przekroczyłem bramę wioski. Po drobnej eksploracji i walce z pierwszą napotkaną hieną zacząłem dostrzegać to co tak naprawdę chcą nam przekazać w tej grze autorzy. Ekipa Nine Dots Studio stała przed ciężkim wyborem, albowiem musiała zdecydować się na to, czy cały nacisk produkcji położy na dopracowaną rozgrywkę, czy na stan wizualo-techniczny swojego dzieła. Na szczęście wybrali tę pierwszą opcję i odważnie wycelowali w hardcore'owych graczy, którzy nie oceniają gry po jej grafice. 

W świecie Outward liczy się bowiem samodzielność - i to nie taka udawana, która po dłuższej chwili zastoju rzuca nam pod nogi setki wskazówek, a taka prawdziwa, bez której nie przetrwamy tu nawet jednego dnia. Na czym polega cała magia? A na tym, że poczujecie się tu jak na nieplanowanej, aczkolwiek niesamowicie ekscytującej przygodzie, a co za tym idzie, będziecie z fascynacją wyczekiwać kolejnych sekretów jakie skrywają nieprzyjazne krainy Outward. Mapa jaką posiadamy w ekwipunku nie pokazuje naszego położenia i nie pozwala na stawianie sobie jakichkolwiek znaczników, dzięki czemu naprawdę musicie poznać świat jaki zwiedzacie.

Jeśli zatem dowiecie się, że musicie iść do jaskini znajdującej się na południowy-wschód od waszej rodzinnej wioski, sami musicie wykombinować w którą stronę trzeba iść i o jakie miejsce chodzi. Dla mnie osobiście jest to jedna z największych zalet tej produkcji, dzięki której gdzieś tam wewnętrznie ją poniekąd pokochałem. Niczym samotny i bezradny podróżnik, samodzielnie musiałem ustalić swoje położenie na podstawie tego co widzę przed sobą, a następnie obrać odpowiedni kierunek marszu tak, aby się nie zgubić.

Moja nadzieja na fajną przygodę powróciła i zacząłem grać znacznie uważniej. Regularnie sprawdzałem stan swoich zapasów żywności, materiałów oraz innych rzeczy niezbędnych do przeżycia, gdy mojej postaci było za gorąco, zdejmowałem jej hełm, aby uregulować temperaturę ciała, a gdy wiedziałem, że może zabraknąć mi wody, dawkowałem ją sobie bardziej rozważnie. Krótko mówiąc, bardzo wczułem się w tę wyprawę. 

Wybierasz wiarę, służbę, czy wolność?

Aż trudno było mi w to uwierzyć, ale po tak tragicznie żenującym początku fabularnym, historia w Outward zaczęła się rozkręcać. W wiosce nastąpił rozłam, dotychczasowa przywódczyni wyjechała do innej krainy, jej córka wstąpiła do zakonu, a nasz przyjaciel z rozbitego okrętu wyruszył do daleko położonego plemienia szanującego totalną wolność wyboru. Wtedy przypomniałem sobie tę opinię jaką znalazłem kilka dni wcześniej i rzeczywiście poczułem się tak jak w pierwszym oraz drugim Gothicu. Podobnie jak wtedy decydowałem o dołączeniu do Starego Obozu, Nowego Obozu czy też Świrusów Śniącego, tak teraz musiałem wybrać która droga odpowiada mi najbardziej. 

Po wysłuchaniu wszystkich trzech propozycji i chwili namysłu, stwierdziłem że pójdę bezpieczną drogą i wstąpię do tej samej frakcji co rządząca twardą ręką była przywódczyni wioski. Szczerze przyznam, że początkowo nie wierzyłem w zapewnienia twórców o wciągającej, tajemniczej opowieści z wieloma zakończeniami, lecz im dalej brnąłem w rozkręcający się wir akcji, tym bardziej zacząłem doceniać całą tę grę. Poza ciekawie zapowiadającą się główną linią fabularną, równie mocno angażującym aspektem Outward jest typowo survivalowa rozgrywka. 

Jak już wspomniałem twórcy stawiają tu na naszą pełną samodzielność i naprawdę robią wszystko, abyśmy nauczyli się szanować każdy stawiany tu krok. Jeśli będziemy zbyt długo głodni, nasza postać zacznie się źle czuć, jeśli będziemy odwodnieni, możemy nawet od tego zemdleć, a niezabandażowana krwawiąca rana doprowadzi w pewnym momencie nawet i do zgonu.

Na szczęście nie ma tutaj tak zwanej "śmierci permanentnej", na co projektanci również znaleźli ciekawe rozwiązanie. Jeśli padniemy podczas jakiejś wyprawy jest spora szansa na to, że odnajdzie nas tajemniczy przyjaciel, który zabierze nas w bezpieczny kąt mapki, zostawi list i porcję pożywnej strawy. Innym razem do swojej jaskini zabierze nas magiczna istota żyjąca w harmonii z naturą, a przy wielu zgonach z rzędu w końcu trafimy do najbliższego miasta.

Aby tego było mało, musimy uważać na to co jemy, jaką wodę pijemy, a nawet na to jak się ubieramy. Pewnego razu gdy zasnąłem na prowizorycznym łóżku na plaży i nie zostawiłem sobie zapalonego ogniska, moja postać się przeziębiła. Można by pomyśleć, że to w sumie nic wielkiego i jakaś miksturka zdrowia szybko to naprawi - oj nie drodzy państwo, tutaj żeby wyleczyć przeziębienie, musimy spożyć odpowiednie leki bądź napój. W innym przypadku choroba zacznie się pogłębiać, a nasz heros będzie mocno osłabiony - czyli w sumie tak jakby naprawdę był chory. Wtedy nauczyłem się, aby odpowiednio przygotować się do snu. 

To samo tyczy się każdego elementu naszych wypraw. Możemy kupować pojemniejsze plecaki, gdy posiadamy garnek samemu uczyć się gotować, warto również zdobyć odpowiedni namiot, aby móc bezpieczniej spać, a ponadto gdy chcemy iść do nowej krainy, musimy przyrządzić sobie dobrze zakonserwowany przez sól podróżny prowiant. 

Wielkie ambicje stłumione przez malutki budżet

Wszystkie te złożone i bardzo zależne od siebie mechanizmy rozgrywki są szalenie imponujące i gołym okiem widać przy tym, że zespół Nine Dots Studio włożył w swoje dzieło absolutnie całe serce i zrobił wszystko co był wstanie zrobić, aby zrealizować swoją niezwykle ambitną wizję. Niestety brak odpowiedniego zaplecza kadrowo-finansowego sprawił, że aby dostrzec magię tkwiącą w tej przygodzie, trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości. Mało kto poświęciłby tak ważny dziś aspekt wizualny i walkę z błędami na rzecz jak najwierniejszego oddania swojej wizji. 

Programiści sprawili tu między innymi, że przedmiot raz rzucony gdziekolwiek w jakiejkolwiek krainie Outward, zostanie już tam tak jakby na zawsze - nawet nie wyobrażacie sobie jak pozytywnie zaskoczony byłem tym, że pochodnia pozostawiona przeze mnie którejś nocy koło ogniska, znajdowała się tam kilkanaście dni później.

A w międzyczasie wielokrotnie zapisywałem, wczytywałem i restartowałem grę. Do tego sam projekt wielu regionów jest wprost genialny i potrafi wywołać niemały podziw - dość powiedzieć, że znajdziecie tu dynamicznie zmieniające odcień fioletowe łąki, starożytne ruiny pilnowane przez magicznych strażników, bezlitosne pustynie, mroźne pustkowia, czy też podziemne lochy pełne doświadczonych zabójców.

Jeśli tylko niestraszna wam jest grafika rodem z początków 2006 roku, nie zważacie na mało istotne błędy typu przenikania przez niektóre tekstury, a macie w sobie duszę prawdziwego odkrywcy, spędzicie z Outward dziesiątki, jeśli nie setki fantastycznych godzin! Ach, no i bym prawie zapomniał - zabawa jest jeszcze lepsza, gdy macie obok siebie godnego towarzysza, gotowego do epickich przygód na podzielonym ekranie!