Seria Earth Defense Force jest z nami już kilkanaście lat. Do tej pory ekipa deweloperska wraz z wydawcą nie za bardzo przejmowali się niszowością serii, tworząc kolejne odsłony, w których walczyliśmy z gigantycznymi robalami. Wydane kilka tygodni temu Earth Defense Force 5 jest do tej pory najlepszą odsłoną. Gdzie plasuje się eksperyment w postaci Earth Defense Force: Iron Rain?

Dla mnie, dla ciebie. Dla każdego coś dobrego

D3 postanowiło stworzyć dwie odsłony serii Earth Defense Force. Piątka, będąca pełnoprawną odsłoną rozwija dotychczasowe pomysły. Earth Defense Force: Iron Rain jako spin-off postanowiło lekko poeksperymentować, kierując swoje kroki w kierunku zachodniego gracza. Ruch trochę dziwny, gdyż japońskie produkcje w tej generacji przeżywają renesans zainteresowania, a amerykanizowanie gier na zeszłej generacji nie wypadało zbyt dobrze, o czym przekonał się m.in. Capcom.

Earth Defense Force: Iron Rain walka

W tym wypadku jednak, wykonanie ukłonu w kierunku zachodniego gracza niczego nie psuje za bardzo. Ot, dołożono więcej fabuły, całość skrócono, pozmieniano pewne mechaniki i poprawiono grafikę, korzystając z silnika Unreal Engine 4. Czy są to zmiany powodujące, że Earth Defense Force: Iron Rain jest lepsze od piątki? Nie. Nadal mamy do czynienia jednak z dosyć dobrą grą, choć głównie kierowaną do fanów eksterminacji robali.

Zmiana dewelopera z ekipy Sandlot na Yuke's budziła moje obawy. Odpowiedzialni za Iron Rain ludzie, do tej pory znani byli głównie z serii WWE 2K, która od lat stała w miejscu. Na szczęście, nie jest tak źle. Eksterminacja gigantycznych robali schodzi tutaj odrobinę na drugi plan, gdyż akcję postanowiono osadzić lata po wydarzeniach z piątki. Agresorzy, jak ich nazywają ludzie w grze, to przede wszystkim maszyny i to z nimi ścieramy się większość czasu. Do tego dochodzą starcia z rebeliantami, czym chciano dodać głębi opowiadanej historii. Podobnie jak personifikacją towarzyszących nam ludzi. Ci mają jakąś tam historię i opinie, ale na dłuższą metę to bez znaczenia. Tak jak cały wątek pełen głupich tekstów i zwrotów akcji.

Earth Defense Force: Iron Rain gigant

Ładniej, nie zawsze znaczy lepiej

Jednym z kluczowych elementów, którymi reklamowało się Earth Defense Force: Iron Rain jest lepsza grafika. I ta faktycznie, prezentuje się lepiej niż w Earth Defense Force 5. Pociągnęło to jednak za sobą znaczącą redukcję liczby przeciwników na ekranie, co jest odrobinę negację tego, z czego słynie seria. Mimo redukcji jednostek, przy większych rozwałkach i tak gra gubi mocno klatki, co widać, gdy walczymy w mieście i przez nasze działania burzone są kolejne budynki.

Znaczącą zmianą wprowadzoną przez ekipę Yuke's jest rezygnacja z systemu losowego lootu lecącego z pokonanych przeciwników. Zamiast tego wypadają klejnoty, za które razem z gotówką kupujemy nowe wyposażenie. Z jednej strony farmienie przedmiotów licząc, że wypadnie nam coś dobrego lub ulepszenie danej broni miało swój urok, z drugiej możliwość zakupu tego, co chcemy, za określoną od początku kwotę, jest przyjemnym uproszczeniem. Sama broń jest też lepiej opisana. Dokładniejsze statystyki pozwalają nam lepiej porównywać to, co chcemy wykorzystać. Dodatkowo udostępniono nam także opcję treningu przed misją, więc jeśli chcemy sprawdzić, jak sprawuje się dana broń poza misją, mamy teraz taką możliwość.

Earth Defense Force: Iron Rain brońEarth Defense Force: Iron Rain mrówki

Dodano też nowy rodzaj egzoszkieletu, który pozwala nam korzystać z linki usprawniającej poruszanie się po mapie, a jego specjalną umiejętnością jest przyzwanie robala, którego możemy kontrolować i wykorzystać w walce.Pozostałe klasy postaci (bo tak tez można je traktować) różnią się nie tylko wyglądem, ale także zadbano, by rozgrywka nimi faktyczni się różniła. Rodzaj wykorzystywanego egzoszkieletu różni się podstawowymi statystykami oraz tym, ile przedmiotów użytkowych możemy z sobą zabrać na misję. Te podzielono na kategorie i przydzielono im wagę wyposażenia. Lepszy sprzęt zajmuje więcej miejsca, więc musimy zdecydować czy zabierzemy z sobą sporo apteczek i przedmiotów leczących, czy postawimy na ofensywę i do granatów dołożymy sobie wezwanie wsparcia albo zrzut potężnego mecha, z którego skorzystamy na polu walki.

Robale, roboty, co za różnica

W samej rozgrywce zmieniło się niewiele. Mimo większego nacisku na przedstawienie historii, co skutkuje scenkami przerywnikowymi, gra nadal podzielona jest na misje wybierane z głównego menu. Tym razem jest ich nieco ponad 50, czyli 1/3 tego, co w pełnoprawnej piątce. Przekłada się to oczywiście na czas potrzebny do zaliczenia całości. O ile piątka zajęła mi ponad 70 godzin, tak tutaj ukończenie głównego wątku zajęło mi raptem 9. Więc zanim zabawa się rozkręciła, całość się skończyła.

Yuke's nie eksperymentowało z trzonem gry. Strzelanie do Agresorów jest w większej mierze bez zmian. Niektóre rodzaje przeciwników są wrażliwe w jednym-dwóch miejscach, co skutkuje wymuszeniem na nas zmiany taktyki. Niektóre misje są dynamiczne i zlecane nam zadania zmieniają się wraz z upływającym czasem. Niemniej, nie jest to nic, czego byśmy już w serii nie mieli. Nowością jest za to system Overdrive, który możemy odpalić raz w trakcie trwania misji (chyba że zabierzemy z sobą przedmiot odnawiający ten pasek). Gdy jesteśmy w tym stanie, nasza prędkość jest zwiększona, mocniej atakujemy oraz szybciej przeładowujemy broń, co jest idealny, gdy znajdziemy się w trudnej sytuacji, otoczeni przez przeciwników.

Earth Defense Force: Iron Rain boss

Poza głównym wątkiem, na kilku poziomach trudności i z opcją gry w trybie kooperacji, jest także tryb sieciowy — Mercenary. Problem jest taki, że przez ponad 2 tygodnie poświęconego grze, nawet przez moment nie znalazło mi choć jednego pokoju do gry. O ile przed premierą mogło być to zrozumiałe, tak po niej pustki nie są niczym dobrym. Jeśli więc chcecie grać w rywalizacji — to tylko jeśli zbierzecie sobie wcześniej ekipę.

Piątka > "Deszcz żelaza"

Earth Defense Force: Iron Rain okazało się lepsze, niż się spodziewałem, ale nie tak dobre, jak pełnoprawna odsłona, która debiutowała pod koniec zeszłego roku. Jeśli więc się wahacie, wybór może być jeden. Na Iron Rain polecę się zdecydować tym, którzy mają zaliczoną każdą odsłona i szukają, choć drobnego powiewu świeżości.