Mimo iż o kilku lat mówi się o renesansie klasycznych dungeon-crawlerowych produkcji, takowych na rynku wciąż nie ma jakoś specjalnie wiele. Seria Legend of Grimrock zrobiła wprawdzie sporo dobrego dla odnowy gatunku, niemniej jednak kolejne tytuły jako chociażby Vaporum, wciąż należy witać z otwartymi ramionami. Słowacy ze studia Fatbot Games mieli jednak głowę na karku i pomimo jazdy po sprawdzonych rozwiązaniach dorzucili również nieco przygodówkowego sosu oraz możność zatrzymywania czasu. W każdym razie na platformie Steam tytuł został przyjęty bardzo ciepło, więc przyszedł czas na jego konsolową wersję.

Wieża z morskich głębin wyrastająca

Fabularnie gra nie prezentuje nic odkrywczego, wcielamy się w rolę mężczyzny z amnezją, który trafia do gigantycznej wieży z metalu wyłaniającej się z oceanicznej głębi. Jakie było jej przeznaczenie i co my mamy z tym wspólnego, to właśnie przyjdzie nam sprawdzić. Pakujemy się więc w zdobyczny egzoszkielet i zaczynamy zwiedzanie wypełnionego steampunkowymi oraz industrialnymi motywami kolosa, torując sobie drogę przez czyhające na nas przeszkody. Nie brakuje rzecz jasna walki dziwacznymi metalicznymi przeciwnikami oraz innym tałatajstwem, które w międzyczasie się w wieży zaległo. Wprawdzie scenariusza jako takiego mamy tutaj niewiele, ale sednem opowieści, trochę jak w serii Bioshock, jest przeglądanie znalezionych notatek i odsłuchiwanie porzuconych nagrań, pozwalające samodzielne zastanawiać się nad przeznaczeniem monumentalnej budowli. Mnie osobiście taka koncepcja kupiła i z wielką przyjemnością przeszukiwałem porzucone szpargały, by przeczytać/odsłuchać porzucone elementy układanki. Wykreowany obraz igrania z mrocznymi siłami, które powinno się zostawić w spokoju, chociaż żadnej nowości nie stanowi, został jednak nakreślony wystarczająco intrygująco, byśmy pozostali na dłużej przed ekranem TV. Szkoda tylko, że całą zabawę można ukończyć zaledwie w kilkanaście godzin.

Vaporum recenzja ps4 #1

Jak już wspomniałem, produkcja przynależy do gatunku dungeon-crawler z pierwszoosobowym widokiem, jak w klasycznych jego przedstawicielach. Jak sami twórcy przyznali, ich inspiracją była kultowa dylogia sprzed wielu lat, czyli Dungeon Master I i II, chociaż zamiast kilometrów omszałych ścian lochów, mamy teraz rury tryskające parą, stalowe płyty i tym podobne, a zamiast szkieletów otrzymujemy drony. Gra, jak na swoje pochodzenie, do wymagających nie należy, ale dzięki pięciu dostępnym poziomom trudności, każdy bez problemu dobierze sobie wyzwanie na miarę swoich możliwości. Pochwalić należy również wprowadzenie dwóch trybów poruszania się – tradycyjny i „płynny”. Wprawdzie to tylko kosmetyka, bo naraz poruszamy się tylko o jedno pole, aczkolwiek tryb płynny pozwala mieć złudzenie, jakbyśmy grali w typowego FPS-a, ale dla każdego coś miłego. Oczywiście samo zwiedzanie byłoby nudne, więc po drodze rozwiążemy nieco zagadek logicznych, by przejść dalej. Co jakiś czas, chociażby przesuniemy, w odpowiedniej kolejności, kilka skrzyń czy uruchomimy kilkuwajchowy mechanizm, nic specjalnie skomplikowanego, ale świetnie urozmaica to naszą przygodę. Czasem sytuacja wymaga większego ogarnięcia i szybkości działania, ale są to stosunkowo rzadkie momenty. Złożoność napotykanych problemów bywa rzecz jasna większa, lecz postanowiłem podać tylko symboliczne przykłady.

Jazda po schematach nie musi być nudna

Jak wiadomo, dungeon-crawler nie obejdzie się bez przeciwników do zabicia/zdekomponowania. Chociaż na tle pokrewnych tytułów samej walki może i nie ma zbyt wiele, ale zaręczam, że nudzić się nie będziemy. Największy plus stanowi fakt, że przeciwnicy (poza zaplanowanymi momentami) nie wyskakują na nas znienacka, dzięki czy można ich wcześniej zobaczyć i przygotować odpowiednią broń. Przeciwko mechanicznym przeciwnikom skuteczny jest jeden rodzaj oręża, przeciwko „żywym” inny i jest tego całkiem sporo od łomów, noży i sztyletów po strzelby (zużywające amunicje) i miotacze ognia. Ponadto wrogowie również stosują zróżnicowane techniki walki, mogą nawet sami strzelać do nas z dystansu, podpalić czy porazić prądem. W każdym razie bój nie zawsze ograniczy się do strategii uderz i odskocz, czasem trzeba wymyślić coś bardziej finezyjnego. Dzięki temu starcia wywołują szybsze bicie serca, zwłaszcza gdy pojawia się kilkoro adwersarzy naraz, ale nie irytuje, zwłaszcza że zaimplementowano przydatną opcję zatrzymywania czasu, pozwalającą bez pośpiechu wydawać odpowiednie polecenia. Ciekawie prezentują się też elementy RPG, nie mamy tutaj klasy postaci jako takiej, tylko wybieramy sobie jeden z kilku dostępnych egzoszkieletów, natomiast nasze zdolności - „obwody” rozwijamy dzięki fumium, materiałowi zastępującemu punkty doświadczenia. Fakt, niewiele tego, ale całkowicie wystarcza.

Vaporum recenzja ps4 #2

Steampunkowy dungeon-crawler

Odnośnie do oprawy wizualnej to zważywszy na to, iż mamy do czynienia z grą niezależną sprawia ona całkiem dobre i schludne wrażenie. Kolejne pomieszczenia wieży, mimo że zbudowane z ograniczonej ilości elementów graficznych są wystarczająco różnorodne, by nie nużyć, podobnie zresztą jak modele przeciwników. Efekty specjalne, gra świateł czy inne drobiazgi jak para i wrząca woda tryskająca z rur także są miłe dla oka. Ciężki i tajemniczy klimat podkreśla również dość skromna oprawa dźwiękowa ograniczająca się przeważnie do syków, trzasków czy odgłosów działających mechanizmów. Niestety nie mogę przejść obojętnie obok wygody sterowania, które na PS4 pomimo starań jest lekko toporne. Czuć, że gra ma pecetowy rodowód, zwłaszcza że gałki analogowe są zbyt czułe, więc próbując obracać kamerą, nie zawsze trafiamy w ten punkt, na jakim nam zależało. Czasem bywa to irytujące, zwłaszcza podczas walki, lecz nie na tyle, by spisywać tytuł na straty. Szybko da się do tego mankamentu przywyknąć, ale odpowiednia łatka byłaby bardzo mile widziana.

Vaporum recenzja ps4 #3

Pomimo drobnych problemów ze sterowaniem Vaporum to solidna pozycja w swoim gatunku. Wprawdzie nie wnosi wiele nowego, ale z pewnością rozgrywka zadowoli wielbicieli zarówno dungen-crawlerów, jak i steampunka. Ciężki klimat, tajemnicza budowla, satysfakcjonująca walka, czego chcieć więcej.