Kupiłem Sekiro mniej więcej tydzień po premierze. Wcześniej kuzyn dawał mi relacje każdego dnia i co tu dużo nie mówić były to relacje bardzo pozytywne.
Gdy objechawszy cały Włocławek nie znalazłem pudełka postanowiłem kupić grę online po to, żeby za kilka godzin w końcu zanurzyć się w nowym świecie From Software. 

Zaczynamy jak w każdej innej grze FS. Gdzieś sobie leżymy, nagle coś i wstajemy i idziemy na podbój świata. 
Początek gry nie dawał ani pozytywnego ani negatywnego wrażenia. Odczułem za to, że to coś zupełnie nowego i to już budowało ekscytację. 
Już po przejściu samouczka miałem ambiwalentne odczucia. Nie do końca leżał mi system walki ani klimat gry. Ale to przecież dopiero samouczek co nie? 
Dalej na pewno będą super lokację, niesamowici bossowie i wiele do odkrycia... lub umierania.

No i tak grałem i grałem. Próbując polubić nowy system walki. Próbując polubić to, że w drodze do bossa raczej się skradamy i eliminujemy mobki po cichu, po to, żeby otwartą walkę stoczyć tylko z bossem. 

Lady butterfly pokonałem grając jak w Bloodborne. Na samym początku popełniłem błąd przez co straciłem 90% życia. Stwierdziłem yolo i po prostu zacząłem ją tłuc. Dwa ciosy, uskok w góre do prawej. Wyszło tak, że cały pasek zabrałem jej już bez utraty w jakikolwiek sposób życia. Przed drugim paskiem uleczyłem się do pełna, powtórzyłem taktykę. Z tą różnicą, że w momencie przywołania iluzorycznych mobków biegałem w koło planszy i czekałem aż znikną. Potem tak samo. Padła po ok. 2 minutach. Działa? Działa. Nie drążyłem tematu choć miałem wrażenie, że ta walka może nie tak powinna wyglądać? Że wciąż gram jakbym miał uskakiwać i za każdy cios dostać odłamek swojego życia.

Sam nauczyłem się walczyć dopiero przy Genichiro. Walczyłem z nim wiele razy i to przy nim pojąłem istotę walki w tej grze. 

Nie spodobało mi się w ogóle. 

Najbardziej lubię agresywny styl walki z Bloodborne. Ale niewiele mniej podoba mi się walka w Dark souls. Tutaj miałem problem. Jesteśmy nagradzani za agresywny styl walki. Przy atakowaniu bossa zbijamy mu posturę powodując jego osłabienie co w efekcie daje nam okazję to zadanie deathblow, który zabierze mu "kulkę". Jednak to nie jest w ogóle moja bajka. Trzymanie bloku, deflectowanie ciosów nie aby zaatakować ale aby zmniejszać posturę i w odpowiednim okienku zaatkować. Jednocześnie wiedząc, że tak naprawdę przez jakieś 75% życia ubijanie postury mało daje bo o ile nie jesteśmy naprawdę dobrzy to ta postura i tak wróci do nominalnego poziomu. Dopiero gdy boss ma mniej niż połowę życia to postura nie odnawia się tak szybko i atakowanie ma większy sens. Do tego momentu po prostu czekamy na okno, żeby ubić HP bossa. W tym wszystkim jest logika i sens. Jednak mi czegoś brakuje. Jednak dla mnie jest po prostu źle. Wiecie jak czasami macie coś takiego, że Wam się po prostu coś nie podoba? Wam nie leży. To jak z dziewczyną, czasami wiecie, że jest ładna tak obiektywnie. Po prostu wam się nie podoba. Ja tak mam z systemem walki w Sekiro. Jednak przebolałbym ten system walki gdyby ta gra w czymkolwiek innym była naprawdę dobra. Ale nie jest.

Przemierzałem dalej zakamarki gry, zwiedzałem. W tym momencie pamiętam nazwy Ahina, Hirata, Sunken, Mibu. Ale prawdę mówiąc żadna z tych lokalizacji nie zapadła mi w pamięć jak Anor Londo, Byrgenworth, Hunter's dream czy Painted World of Ariami. Nie jest tak, że one są złe. Ale dla mnie po prostu nie mają niczego w sobie. To są po prostu zwykłe lokacje. To nie jest już to samo co w poprzednich grach FS. Gra jest również po prostu dużo krótsza niż BB czy DS. Choć dla mnie to akurat na plus, nie musiałem się długo męczyć.

Poziom trudności jest taki do jakiego przyzwyczaiło już nas From Software. Z tym, że tutaj jest podział na mini bossów, super mini bossów i bossów. Nie jest to oficjalny podział, taki bardziej mój personalny. Oficjalny jest mini boss i boss. To co ja nazywam super mini bossów to mini bossowie używający magii. Co więcej mi osobiście przytrafiło się tak, że więcej męczyłem się z niektórymi mini bossami niż bossami. Średnie podejście bo bossa miałem poniżej 8 prób. Podczas gdy z niektórymi mini bossami było to ponad 20. Z mini bossami nie raz jest ten problem, że nie muszą być sami. Może być w koło nich kilka mobków. Jednak w wielu przypadkach mamy opcję po prostu zwiać i zabijać mobków po cichu po kolej. Wtedy każdy przeciwnik ginie i mini boss dostaje strzała z ukrycia co zabiera mu już jeden pasek życia i jesteśmy w domu. Dalsza droga jest jednak czasami dużo trudniejsza niż zabrać bossowi całe dwa paski. Często nawet jak mini boss już nas zauważy to opłaca się uciec kawałek dalej, uśpić jego czujność i zaatakować od tyłu. Redukując długość walki o połowę. 

 

System rozwoju bohatera. JAKIŚ JEST. Nijaki i nudny ale jest. To swojej ręki inspektora gadżeta możecie dodać miotacz ognia, topór czy fajerwerki. Pomocne. Zwiększy wam też się życie i postura oraz atak fizyczny. Ale o wykreaowaniu swojej własnej postaci, która będzie Wam się przyjemnie grało możecie zapomnieć. Builda nie zmienicie. Broni też nie. Nie ma nauki nowej broni, żeby powiększyć szansę z bossem (Bloodborn i wbijaniu poziomu tonitrus przed walką z ROMem w moim przypadku). Tak jak się rodzicie tak umieracie można by rzec w tym przypadku.

 

Chciałbym napisać coś co mi się tutaj podoba. Naprawdę. W tym momencie staram się wymyśleć coś co mi na myśl o tej grzy przywodzi uśmiech na twarz. Ale jedyne co mam jak myślę o tej grze to prawdziwa obojętność. Jak myślę o BB czy DS to mam ochotę zacząć od nowa. Inny build, inaczej zagrać. A tutaj ? Już odinstalowałem. Bo wiem, że nie wrócę. Fajnie, że FS próbuje czegoś nowego. Fajnie, że zmienia klimat. Potrzebujemy takich decyzji. Ale po prostu (mam nadzieję) wyjątkowo ta decyzja mi nie podpasowała. Już z takich klimatów wolę 10000 razy bardziej nioh. Tutaj męczyłem się całą grę. Skończyłem tylko po to, żeby nie było, że "nie skończyłeś to się nie wypowiadaj". Ale była to droga przez mękę. Jak jazda gołą dupą po papierze ściernym będąc oblewanym octem. 

 

Kończąc wywód. Wiem, że ta gra może się podobać i to rozumiem. W gruncie rzeczy mnie najbardziej odepchnął system walki, który po prostu nie sprawiał mi frajdy. Wyobraźcie sobie FPS'a, w którym nie podoba Wam się strzelanie. Jak zabierze Wam się przyjemność z 80% gry no to taka jazda mija się z celem. Dlatego broń Boże nie traktujcie tego osobiście lub jako atak na FS, że się skończyli czy coś. Ja osobiście bardziej traktowałbym tą recenzję jako ostrzeżenie. Że jeżeli podobało się Wam Dark Souls lub Bloodborne to wcale nie oznacza, że Sekiro też musi. Sekiro jest inne. 

 

Sekiro może się nie podobać.