Final Fantasy XV ukazało się pod koniec 2016 roku na PS4 i XONE. Gra pomimo swoich wad została całkiem miło przyjęta przez grono starych fanów serii jak i noseriiwych jeszcze nie zaznajomionych graczy.

Square Enix idąc za ciosem postanowiło zarobić jeszcze troszkę talarków i wydało jakiś czas później na smartphony wersję z podtytułem Pocket. Gra została przerobiona pod wymogi telefonów i graficznie i dizajnowo bardziej przypomina jRPGi z DSa niż oryginał. Tutaj dostaliśmy postaci w wersji super deformed, latające po niezbyt dużych mapkach, z kamerą ustawioną w rzucie izometrycznym. 

Wersja Pocket została ulepszona graficznie (prawdopodobnie tylko rozdzielczość dopasowana do konsol) i wydana we wrześniu na PS4, XONE i Nintendo Switch.

Ja ograłem wersję na Switcha. Wielkim fanem Finali ani jRPGów nie jestem więc się zbytnio nie jaram tematem. 

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to walki toczone w czasie rzeczywistym. Nie dostaniemy tu wielu kombinacji czarów czy summonów jak np. w starych Final Fantasy czy nawet Xenoblade Chronicles 2. Tu przeważnie napierdzielamy w guzik Y. Odpowiada on za zwykły atak mieczem. Po pewnym czasie dostajemy także możliwość teleportacji pod nos wroga i zadania mu większych obrażeń. Nasze ziomki, bo przeważnie w drużynie biega 4 kolesi od czasu mają możliwość odpalenia specjalnego ataku, który choć zabiera więcej niż normalny to czasem bardziej frustruje gracza. Kamera w trakcie takiej akcji najeżdża na wykonawcę ataku a my nie widzimy czy kogoś trafiamy atakiem Noctisa czy może sami zbieramy wpierdziel. Za każdą walkę dostajemy punkty doświadczenia które kumulują się aż do momentu gdy przejdziemy jakiś etap gry. Dopiero wtedy dodawane są do naszej postaci i wtedy też taka postać podnosi swój level. Poza EXPem dostajemy także punkty zdolności (AP) które jak nazwa mówi możemy wymienić na zdolności dla naszych postaci. I tutaj zostałem znowu zdziwiony bo wszystkie postaci mają wspólne drzewko rozwoju. Nie uświadczymy tu osobnych drzewek jak np. w FFX. Oczywiście takie zagranie jest imho całkowicie uzasadnione bo jak na koniec zauważyłem przejście nie zajmuje jakoś dużo. Napisy końcowe obejrzałem po 15h gry (zgodnie z licznikiem Switcha) co na grę przeznaczoną na komórki wcale nie jest tak mało. Ale już na RPGa?

W kwestii technicznej można jeszcze wspomnieć o animacji która czasem potrafi chrupnąć co moim zdaniem nie powinno mieć miejsca jak na taką grę. Oprawa dźwiękowa pasuje i tyle. Każda miejscówka ma swoją melodię. Co mi się spodobało to VA. Każda kwestia jest wymawiana przez postać. Jedyne co będziemy musieli sami przeczytać to urywki gazet, ulotki czy jakieś inne notatki lub wprowadzenie do rozdziału. 

Gierka choć niezbyt zachwycająca grafiką, czasem gry czy rozbudowaniem systemu walki mi się spodobała. Była dla mnie fajną odskocznią od wielkich światów w sandboksach typu AC Odyssey czy Horizon Zero Dawn gdzie jestem zasypany milionem znaczników i questów na mapie. Tutaj dostałem tylko jedną ścieżkę do celu. Parę questów pobocznych i znajdźek i to mi wystarczyło by cieszyć się rozgrywką.