Gdybym był zahibernowany po przejściu pierwszej odsłony wydanej w 1998 r. i obudził się w momencie wypuszczenia szóstki, odetchnąłbym z ulgą. Dźwiękowy archaizm piszczących opon, czy odliczanego startu. Wykonane z pietyzmem menu główne i mnogość opcji warsztatu mechanicznego. W końcu niesamowita przyjemność płynąca z pokonywania wyboistej kariery, w samochodach które nie różnią się tylko wyglądem, ale zachowaniem w prowadzeniu. Każda nowa część wydana przez Japończyków to dla graczy motoryzacyjne święto. Przy okazji szóstki, nie mogło być inaczej i specyficzna otoczka, a zarazem najmocniejszy punkt programu został utrzymany.   
Premierowy kontakt z grą to podwójne zaskoczenie. Pierwszy aspekt, niekoniecznie pozytywny, to horrendalnie długi czas instalacyjny plików, który wybija z głowy granie w danym dniu. Czas potrzebny na uruchomienie gry oscyluje w granicach czterech! godzin, co samo w sobie jest niespotykanym zjawiskiem. Jeżeli do końca dnia pozostało wiele czasu, zawsze można zaliczyć zaległego indyka na innej konsoli lub ugotować obiad, zrobić pranie i wyjść z psem na dwór.
Drugą zmianą jest przemodelowanie głównego interfejsu na bardziej czytelny. Twórcy wsłuchując się w podpowiedzi wiernych fanów (i spoglądając zza ramienia na konkurencję w postaci Forzy M.), postanowili porzucić mało atrakcyjny ,,kafelkowy'' miszmasz, na rzecz...kafelkowej perfekcji.   
Co by nie mówić, była to dobra zmiana pomimo odejścia od standardowego layoutu, który zawierał zawsze ducha o nazwie Nostalgia, przy jednoczesnym chaosie wylewających się ikon.
Centrum gracza standardowo zawiera garaż z kolekcją wygranych lub kupionych aut, szybką grę, tryb kariery, salon samochodowy, online, różnego rodzaju warsztaty m.in. części samochodowe, lakier, myjnia. Do tego dochodzą zawody specjalne, podróż fotograficzna i świeżynka w postaci Vision GT.
Faktem wartym odnotowania jest ciągła rozbudowa i aktualizowanie zawartości dodatkowej o unikatowe zawody jak festiwal Goodwood, dostawę świeżych aut koncepcyjnych, czy nowinki w postaci tworzenia tras za pomocą programu Track Path Editor.    
Ostateczna wersja na tyle różni się od premierowej pod względem zawartości, że można ją określić jako normalne GT6 z dużym dlc'kiem, dodawanym przecież za darmo. Wraz z ogromem klasycznych tras (plus nowe z piątki) i pakietem około 1200 aut, ostatnia edycja gran turismo na siódmej generacji konsol jawi się jako kolos. Złośliwi mogą powiedzieć, że to tylko więcej tego samego po poprzedniej wersji, ale niezaprzeczalnym faktem jest to, że gra starcza na długie godziny, oferując masę contentu.

 


Co by nie mówić, od zawsze głównym daniem Gran Turismo była rozgrywka singleplayer. Tryb kariery podzielony jest na sześć lig + wyzwanie Red Bulla. Zaczynamy jako nowicjusz poznając techniki jazdy w kilku prostych zawodach, zasiadając mydelniczek, które ledwo co przyśpieszają do setki. Dalej mamy dobrze zbalansowaną ligę krajową i trudniejsze zmagania w międzynarodowej, z końcowym rodzynkiem w postaci ligi Super, która oferuje wyścigi długodystansowe.
Ogólnie formuła nie zmieniła się od lat, nadal należy wybierać odpowiednie auta pod wyścigi, zaczynając od marki i mocy pojazdu, a kończąc na rodzaju napędu, czy ogumienia.
Nowością może być wprowadzenie systemu gwiazdek, który opiera się na ocenie w zależności od zajętego miejsca. Tak więc, pierwsze to 3 gwiazdki, a trzecie - jedna. Zbieranie ,,ciał niebieskich w gwiazdozbiorze'' odblokowuje kolejne zawody i ligi, dostarczając sporadyczne nagrody w postaci nowych samochodów. Zawody w serii zawsze były oznaką prostoty, oferując najzwyklejsze w świecie wyścigi na okrążenia. Twórcy świetnie poradzili sobie z tym faktem i wrzucili dodatkowe uzupełniacze - wyścigi z zadaniami, przerwa na kawę i potyczki jednej marki.
Znajdziemy tutaj między innymi pokonywanie zdradliwego odcinka, wymijanie oponentów w ciasnym odcinku, przewalanie pachołków na czas i drifting. Dość osobliwym zadaniem na jaki wpadli Japończycy jest przejechanie odcinka...na jednym litrze paliwa.
A przecież to nie wszystko. Dochodzą psotliwe gokarty, jazda w kompletnych ciemnościach, czy podczas deszczu. A co powiecie na wyprawę łazikiem po księżycu? Przy pierwszym przejeździe miałem autentyczne ciarki, a atmosfera wyprawy kosmicznej i oddanie grawitacyjnego spowolnienia wyszło bezbłędnie. Mówiąc wprost, poboczne aktywności mogą sprawić masę frajdy i świetnie uzupełniają ,,nudne'' przejazdy z okrążeniami.
Konstrukcja i kolejne etapy w karierze są zrealizowane niczym za dawnych, dobrych czasów. Chociaż obawiałem się z początku prostego poziomu trudności i zdobywania samochodów bez ingerencji finansowej, to im dalej w las, tym lepiej.
Podstawą uczestniczenia w wyścigu, czy to turnieju jest dopuszczalna liczba PO (punkty osiągów), które nie mogą zostać przekroczone przez aktualnie posiadany wóz. Z początku przy limicie 500 PO śmiało można zapisywać pojazdy o wiele mniejszych osiągach. Zasada jest prosta, to my możemy sobie ustawić poziom trudności, w zależności od wyboru auta. Dzięki temu, przez połowę kariery nie natrafimy na wiele wymagających potyczek. W momencie wkroczenia w ligę międzynarodową staje się jasne, że będzie coraz trudniej. Wyciągnięcie z garażu najmocniejszego potwora nie gwarantuje zwycięstwa, bo w większości liczą się umiejętności, które miarowo zwiększają się podczas progresu grającego.       
A właśnie, zapomniałbym o licencjach. Wizytówka serii jest tutaj mniej rygorystyczna niż we wcześniejszych odsłonach, co nie oznacza, że przy paru odcinkach nie trzeba będzie walczyć o setne sekundy w celu uzyskania upragnionego złota, które to tym razem jest zbędne, aby odblokować następną ligę.

 

Jak wiadomo, Gran Turismo to symulacja i od zawsze gra była traktowana przez graczy z należytym szacunkiem, pomijając pomocnicze linie i skręcanie za pomocą band. Każde, dosłownie każde auto prowadzi się inaczej, wymuszając na kierowcy odpowiednie wyczucie przy pierwszym kontakcie. Zrywny i dynamiczny 'bzykowaty' Lotus Elise Sport, wpadająca w poślizgi Acura NSX, czy kontrolowana na zakrętach Mazda Furai, którą trzeba ,,poczuć'', aby wykorzystać w pełni drzemiącą w niej moc. Wyczucie pojazdów to jedno, a odpowiednie pokonywanie zakrętów i operowanie hamulcem - to drugie. Licencje pomagają w prosty sposób opanować najprostsze techniki, jak dyskrecja hamowania, pokonywanie zakrętu w sposób zewnętrzna-wewnętrzna-zewnętrzna, umiejętny sposób omijania szykany, ogólnie utrzymanie optymalnego toru jazdy.
Stary wyjadacz uśmiechnie się pod nosem i po paru przejazdach będzie wiedział z czym ma do czynienia, a nowy narybek poczuje się niczym w szkółce jazdy, gdzie wraz z postępem w karierze będzie odnosił kolejne sukcesy. Zarówno w turniejach, jak i we własnym zakresie samodoskonalenia umiejętności. W tym aspekcie gra jest uczciwa bowiem podczas zawodów z uczestnikami o tych samych osiągach, liczą się tylko twoje doświadczenie.      
Przy tym model jazdy został udoskonalony w porównaniu z poprzednikami. Aerodynamika, a w szczególności zawieszenie pracują teraz w odczuwalny sposób. Samochody nie trzymają się teraz drogi i nie skręcają niczym walec. Wystarczy najechać na tarkę lub ostro skręcić podczas większej prędkości, aby czterokołowca wprawić w odpowiedni przechył.
W menu opcji można ustawić różne asysty prowadzenia auta, a co za tym idzie? W zależności od przechylenia szali, możemy w większym stopniu zbliżyć się do symulacji, lub nie martwić się o zerwanie przyczepności kół, czy blokowania podczas nagłego wciśnięcia hamulca.
Poprawki sprawiły, że jazda została udoskonalona do granic możliwości, a przyjemność z pokonywania zakrętów nigdy nie była tak satysfakcjonująca jak w tej odsłonie.
Zaryzykuję stwierdzenia, że zaprezentowany model prowadzenia wirtualnego auta znajduje się na podium wśród ścigałek, z przypiętą metką symulacyjnego sznytu.
Chwaląc wszystko ponad niebiosa muszę wymienić jedną rzecz, która nie do końca zagrała. I nie chodzi tutaj o stare naleciałości, jak specyficzny pisk opon, czy oponentów ciągnących się gęsiego jeden po drugim. Miałem nieodparte wrażenie, że ekipa Polyphony Digial zastosowała pewne oszustwo w zachowaniu ai samochodów, którzy są daleko z przodu. Od czasu do czasu, bywało tak, że przeciwnik znacznie niwelował odległość, jeżeli nasze auto było z tyłu o jakieś 8-15 sekund. Na 5 okrążeń jechali szybko, a w szóstym nagle tracili moc, dzięki czemu mogłem z powodzeniem ich dogonić. Może o to chodziło, aby grający nie zniechęcał się po przejechaniu grubych kilometrów trasy. W tym aspekcie pierwsze części były bardziej sprawiedliwe, chociaż tutaj - jak pisałem - nie zdarza się tak często.

 


Salon samochodowy jest ogromny. Gdyby zrobić miejsce parkingowe na pasie startowym samolotu, z pewnością zabrakłoby miejsca. Około 1200 sztuk, a w nich niemal wszystkie marki znanych producentów. Ferrari, Nissan, Fiat, Ford, Aston Martin, Volkswagen, BMW, Mercedes-Benz i Lexus. To tylko kropla w morzu i chociażbym bardzo chciał to nie wymienię wszystkiego jednym tchem. Co tutaj dokładnie mamy?
Zasiądziemy za kierownicą samochodu spotykanego na ulicach w postaci Forda Focusa ST, Mini Coopera S, czy Alfy Romeo MiTo, poczujemy dotyk luksusu we wnętrzu Aston Martina DB9 i Lexusa LF-LC, czy zachłyśniemy się mocą Chevroleta Corvette Stingray. Rodzynkiem są klasyki na myśl których robi się mokro w majtach - Jaguar XJ220, Lamborghini Miura, Ford Mustang '71 i Lamborghini Countach LP400 i RUF CTR "Yellow Bird" z 87 r. W drugą stronę jest jeszcze lepiej za sprawą najnowszych supersamochodów przekraczających limit możliwości m.in. Nissan GT-R NISMO, Aston Martin One-77, Bugatti Veyron 16, Lamborghini Reventon, Pagani Huayra, Ferrari 458 Italia i Audi R8 LMS.      
Dla każdego coś dobrego. Niestety albo stety, ciężko będzie zarobić na kilka sztuk tych najpotężniejszych. Z jednej strony, wraz z kolejnymi ligami dostajemy sowite wynagrodzenie, z drugiej wszystko spływa w momencie uzbierania 10 milionów zielonych w całej karierze, skoro za Bugatti musimy wydać okrągłą sumę dwóch baniek.
Mimo wszystko kolejne zawody, zdobywane nagrody i system gwiazdek sprawdzają się wyśmienicie. Gratisowe prezenty w postaci - oczywiście - samochodów, nie są nachalne, zdobywanie kolejnych punktów jest hipnotyzujące, a zróżnicowanie przyciąga do ekranu i nie chce puścić niczym przyczepność gokartu na drodze asfaltowej.
Wyboista droga zawodowego kierowcy urozmaicona jest przez (po raz kolejny) ogrom zawartości tras. Autentyczne tory wyścigowe zmieszane są przez autorskie, nie ujmując z jakości, która na szczęście nie idzie dywizą ,,co za dużo, to nie zdrowo''.
Ciężki technicznie niemiecki Nurburgring zwany też 'Zielonym Piekłem', kalifornijska Laguna Seca ze ślepym zakrętem o nazwie Corkscrew, czy Cote d'Azur, malowniczy tor w Monako, na którym rozgrywane są wyścigi w ramach zawodów Formuły 1.
Tory wyścigowe zaprojektowane wieki temu na deskach kreślarskich nie zatraciły swojego dawnego uroku. Trial Mountain z żywym tunelem utworzonym przez korony drzew, przez które przebijają się promienie słoneczne, świeży Matterhorn położony w górskim rejonie wysoko nad poziomem morza, czy miejski Tokyo R246 testujący kierowcę na różnych płaszczyznach - od wychodzenia z ostrego zakrętu na długą prostą, poprzez owalny ,,nascarowy'' niekończący się zakręt z odwiecznym problemem utrzymania optymalnej prędkości.     
Zawsze z nostalgią podchodzę do wymienionych tras i podsumowując w tej kwestii...jest wybornie. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko miejskiego toru San Francisco, jednak jest to uwaga starego pryka, zapatrzonego w starsze części, które ten tor posiadały.  

 

Jak wiadomo, Gran Turismo to symulacja i od zawsze gra była traktowana przez graczy z należytym szacunkiem, pomijając pomocnicze linie i skręcanie za pomocą band. Każde, dosłownie każde auto prowadzi się inaczej, wymuszając na kierowcy odpowiednie wyczucie przy pierwszym kontakcie.


Cieszy mnogość personalizacji i ustawień. Zaczynając od warsztatu mechanicznego, a kończąc na wyborze muzyki. W materii ustawień samochodu nigdy nie byłem domorosłym szperaczem. Jeżeli ktoś ma smykałkę do poprawiania setnych sekundy czasu poprzez odpowiednią kalibrację przełożenia skrzyni biegów - może poczuć się spełniony. Standardowy tuning w kategoriach opony, zawieszenie, układ napędowy, moc i nadwozie, to tylko początek. Zgłębiając się w bebechy można spersonalizować maszynę do uzyskania najlepszego efektu lub dostosować do odpowiedniej trasy. W końcu inaczej wygląda tor krótki a kręty, niż składający się z długich prostych.   
Każda najdrobniejsza zmiana ma wpływ na osiągi, jednak w trybie kariery zabawa w majsterkowicza nie przydaję się aż zanadto.
Sprawa wygląda inaczej w perspektywie zmiany ustawień wsparcia dla przyczepności i zachowania pojazdu. Mamy tu do czynienia z linią pomocniczą dla mięczaków, wspomaganiem kierowania i aktywnym zarządzaniem stabilnością. Odpowiednim suwakiem możemy ustawić siłę kontroli trakcji, wychodzenia z poślizgu i standardowo ABS.  
Wizualny aspekt to między innymi dobór lakieru, prostych naklejek, zewnętrznych części w postaci spoilerów i felg, łącznie z doborem rozmiaru koła. Jeżeli dbamy o samochód jak o swoje, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wymienić olej, wyremontować silnik, czy wymyć płynem przywracającym autu należyty blask.
Ekipa Polyphony poszła o krok dalej i możemy kupując odpowiednie ciuszki z kaskiem, stworzyć własnego Stiga. Możemy zbudować własną trasę (niestety aplikacja umarła), zrobić przepiękne zdjęcie z trybie fotograficznym, czy wyselekcjonować utwory muzyczne pod własne gusta, z możliwością zgrania własnych.
A właśnie, ścieżka dźwiękowa. Jest wyśmienita i zaryzykuję stwierdzeniem, że w dorobku wszystkich odsłon prezentuje się najlepiej. Melancholijna gitara otulona trąbką w menu głównym, czy niezawodny Daiki Kasho, jak zawsze wchodzący rockowym brzmieniem z buta.  
Jeżeli menu główne przytrzymuje mnie za sprawą muzyki, a podczas pokonywania zakrętów pisk opon zagłuszany jest przez gitarowe riffy, wiedz że coś jest na rzeczy. Klimat produkcji zaczynając od premierowej części, nieodłącznie utrzymywany jest za sprawą efektów dźwiękowych i soundtracku. Dla tych którzy zaprzeczą w powyższe słowa, wysyłam bandę osiedlowych Romanów z kabrioletami marki 'be-em-wu'.
Na wspomnianą atmosferę produkcji składają się też inne czynniki. Powtórki obrosły już legendą, a specyficzne dźwięki menu pozostały nienaruszone od czasu jedynki. Dochodzą do tego animacje zdobywania pucharów, z monotonnym czekaniem na załadowanie wyścigu. Ma to jednak swój urok i w tym szaleństwie jest metoda.   
Brawa należą się za tryb Vision GT. Na specjalne zlecenie GT powstały samochody przyszłości, które po świetnej prezentacji audio-wizualnej i szkicach koncepcyjnych można wypróbować na torze...za (nie)rozsądną cenę. Niektóre projekty elektryzują wyglądem i zaskakują rozwiązaniami, co jest kolejnym świetnym uzupełnieniem i niejako wizytówką omawianej odsłony.  

 

 

Wizualnie szósta część telenoweli o nazwie Gran Turismo przedstawia niemalże fotorealistyczne doznania. Pierwszy aspekt przemawiający za tak odważnym określeniem, jawi się w kierunku zegarmistrzowskiej precyzji przeniesienia prawdziwych torów na wirtualne salony. Pomimo ,,tekturowych'' kibiców i sporadycznej pustki wybranych tras, oko może nacieszyć oddanie każdego detalu wylewającego się z ekranu. Banery reklamowe, struktura asfaltu, ukształtowanie terenu na linii rzeczywistość-gra, położenie tarek i oddanie dalszego tła, sprawiają że wygląda to po prostu pięknie. Dodajmy do tego przepiękne i naturalne oświetlenie, efekt wyjechania z tunelu, dobrze odwzorowane samochody wraz z odczuwalną chropowatością powierzchni. A otrzymamy produkt niemalże doskonały pod względem wizualnym, jak i grywalnościowym.
Skoro jednak widnieje 9-tka, to coś musiało nie zagrać?  
Dwa aspekty i zamykamy rozdział. Pierwszą bolączką jest zagubienie w wyważeniu wyzwania, które z jednej strony jest podnoszone wraz z postępem kariery, a z drugiej zanika w dziwnych okolicznościach. W pewnym wyścigu z ograniczeniem do 600 PO męczyłem się niemiłosiernie, aby w bliźniaczym - przygotowując bojowy samochód - wygrać dłubiąc palcem w nosie. Licencje i wyzwania dodatkowe mają również to do siebie, że jedne wykonamy za pierwszym razem, a kolejne wymagają dziesiątek prób (przeklęte pachołki i drifting!).
Ogółem rywalizacja z oponentami jest zacięta. Pomimo przyjętej strategii karawanu grzecznie snujących się kierowców, często należy gonić gagadków uciekających z ,,peletonu'', przepychać się na ciasnych zakrętach i rywalizować do ostatniego okrążenia.
Zachwalany przeze mnie aspekt graficzny ma jednego babola. Jest nim cieniowanie. Ekran jest dziwnie przyciemniony w słoneczną pogodę, a rzucający cień na oddalone wzgórze potrafi miarowo przeskakiwać. Znów większość aut spod znaku 'standard' ma uproszczone kokpity, co jest pewnie spowodowane ograniczeniem czasowym. Ciekawym doznaniem w stylu ,,miało być realistycznie'', jest jazda w nocy. Jednak egipskie ciemności i skręcanie z pomocą tylnych świateł pojazdu, który jest przed nami, a nie własnego oświetlenia (które jest za słabe) - jest sporym przegięciem. Z czasem zauważyłem lotne ładowanie zwykłej warstwy tekstury auta na bardziej szczegółowe. Możliwe, że przy demonach prędkości tekstury nie nadążają się ładować (hie hie). Sporadyczny detal wypatrzony przez moje recenzenckie wścibskie oko, z obowiązku musiał być wymieniony.
Niestety nie dane mi było sprawdzić sieciowej rozgrywki. Może to i lepiej. Przecież cała esencja Gran Turismo tkwiła zawsze w trybie dla pojedynczego gracza i jakiekolwiek odejście spotykały się z krytyką. Patrz wersja na PSP i Gran Turismo Sport.    


 

 


Gran Turismo od lat jest wyznacznikiem jakości i dobrego smaku. Z odległości większej niż potrafimy dostrzec można zauważyć, że za symulacyjne wyścigi odpowiedzialni są pasjonaci, a nie faceci w garniturach. Specjalnie nie nawiązałem do serii Forza Motorsport, z jednego prostego powodu. Każda bawi tak samo dobrze i wyznacza niezwykle wysoki standard, który nie można na trzeźwo porównać, ot tak. To jak pojedynek Lamborghini z Ferrari, Bonda z Bournem, krawatu i muszki. Nie można określić co jest lepsze, po prostu nie wypadałoby. Można się za to cieszyć, że mamy wybór, a jest on w tym momencie na tyle szeroki, że rywalizacja topowych marek wpływa na naszą korzyść. Wybierz auto, odpal silnik i poczuj się jak profesjonalista wychodząc z zakrętu z pełną prędkością. Lądując na tarce i wymijając oponenta po zewnętrznej, spraw aby poczuł smak spalin i oddalającej się sylwetki twojego wymarzonego auta. To jest twój żywioł.       

 

                                                                                                                         Tomasz Woźniak