God Eater 3, chociaż eksploatuje ten sam zniszczony świat przyszłości, co poprzedniczki oferuje nam całkiem nową historię, rozgrywającą się gdzieś w północnej Europie. Resztki ludzkości wciąż walczą z gigantycznymi potworami nazywanymi Aragami, a dodatkowo przypałętała się nowa katastrofa nazywana tutaj Ash (roje wszystkożernych mikrobów). Organizacja Fenrir już nie istnieje, a jej odizolowane od siebie Placówki (porty) stały się ostatnimi bastionami ludzkości. Nawet tytułowi God Eaterzy nie są w stanie długo wytrzymać na powierzchni, więc pojawiło się zapotrzebowanie na ich nową generację – AGE  mogących funkcjonować w atmosferze wypełnionej „popiołem” i skutecznie walczyć z Aragami.

God Eater 3 recenzja ps4 #1

„Choćby nie wiem, jak miły był strażnik, to nadal jest więzienie”

Podobnie jak w poprzednich częściach nie wcielamy się w konkretną postać, tylko tworzymy własnego awatara z całkiem sporą ilością możliwości kreowania własnego wyglądu. Podpisujemy kontrakt z jedną z Placówek jako AGE i, po otrzymaniu własnego oręża – God Arc, lądujemy w więziennej celi z innymi nieszczęśnikami. Zmuszani do boju z potworami za głodowe wynagrodzenie, oprócz codziennej walki o przetrwanie, wraz z towarzyszami niedoli przyjdzie nam główkować jak wyrwać się z więziennej rzeczywistości. Rodzi się jednak pytanie, co z uzyskaną wolnością zrobić. Sama fabuła, chociaż nie wyróżniającą się specjalnie na plus ani minus w natłoku innych produkcji jRPG w moim odczuciu została dobrze napisana. Wprawdzie klisza goni kliszę, dużo tu wzniosłych słów o braterstwie, jedności, ratowaniu świata czy sprawiedliwości, a postapokaliptyczna otoczka czy zakulisowe działania postaci pobocznych, z pewnością nie wnoszą nic nowego, jednakże losy bohaterów śledziłem z zainteresowaniem. Zresztą widać, że scenarzyści nie silili się na jakąś oryginalność, chcąc nam po prostu podać strawną historię w stylu anime.

God Eater 3 recenzja ps4 #2

Bohaterów dramatu również da się polubić i chociaż brak tu bardziej wyrazistych postaci na miarę Alicji, Somy czy Lindowa z części pierwszej, dostępne charaktery nawet mi przypadły do gustu. Wprawdzie jeden to nawiedzony idealista chcący założyć własną Placówkę, drugi jest typowym harcownikiem jeszcze inny technomaniakiem i tak dalej, przy czym nie mogło zabraknąć stereotypowej żeńskiej części załogi, czyli wielkie piersi i niezbyt wiele pomiędzy uszami, za to pełna determinacja. Swoistą wisienką na torcie jest biegająca stale za nami mała dziewczynka. Owszem, jeśli ktoś ma dość jazdy po schematach, pewnie będzie kręcił nosem, lecz mnie zachowanie i osobowość obecnych w grze towarzyszy nie zrażała czy zniechęcała do zabawy, zwłaszcza że w jej trakcie pojawia się kliku starych znajomych. Jednak tak jak poprzednio odnośnie do fabuły drażnił mnie podział na misje, ponieważ najciekawsze momenty często są nagle przerywane, co lekko obniża przyjemność z jej poznawania. Przed ruszeniem akcji naprzód bywa, iż obowiązkowo musimy porozmawiać z odpowiednimi osobami, ale akurat mnie to nie przeszkadzało, zawsze dowiadywałem się czegoś nowego o wykreowanym świecie.

Chociaż seria God Eater może stanowić postapokaliptyczną odpowiedź na cykl Monster Hunter od Capcomu, nie oznacza to jednak, że GE3 ma jakąkolwiek szansę w starciu z jego ostatnią odsłoną z podtytułem World, aczkolwiek daje sporo od siebie. Podobnie jak poprzednio mamy tutaj połączenie gry akcji z jRPG, mimo iż obywa się bez współczynników, za to swobodnie wykupujemy i modyfikujemy umiejętności bohaterów podobnie jak ich broń i dobrze, że tego nie zmieniono. Sama rozgrywka wciąż oparta jest o strukturę pojedynczych misji, podczas których wraz z towarzyszami musimy zabić wyznaczonego przeciwnika, bądź przeciwników i od czasu do czasu potężnych Aragami. Co do samych Aragami doszły nowe, mogące swobodnie działać w „zapylonym” powietrzu, wredniejsze gatunki, które potrafią „pożerać” pobratymców (oraz samego gracza), więc trudno powiedzieć, że brakuje wyzwań. Dla miłośników epickich batalii istnieje też opcja zabawy przez Sieć (Assault Mode), dzięki czemu można z nowo poznanymi kumplami wybrać się na rajd, aczkolwiek w chwili pisania recenzji występowały problemy ze znalezieniem chętnych do wspólnej zabawy (z botami to już nie to samo). Ogólnie rzecz biorąc, studio tworzące grę dla Banda Namco, zamiast innowacji postanowiło zafundować nam garść, często niezauważalnych drobnych, poprawek, które powinny zadowolić fanów serii oraz lekko obniżyć punkt wejścia dla laików. Wprawdzie zabawa nie stała się przez to o wiele łatwiejsza, ale w moim odczuciu stała się mniej toporna i przystępniejsza.

God Eater 3 recenzja ps4 #3

Apokalipsa za oknem, ale to żadna wymówka od walki

Weźmy, chociażby system walki, wciąż dość skomplikowany i wymagający skupienia, ale solidnie zaprojektowane sesje treningowe, nie rzucają nas od razu na głęboką wodę, pozwalają na spokojnie zapoznać się z dostępnymi możliwościami. Najpierw oprócz ciachania, czy strzelania do wrogów, trzeba nauczyć się ich odpowiedniego namierzania oraz słabych punktów, o ile mniejsze maszkary wytniemy łatwo w pień, to Aragami, chociaż wielkie jak stodoła, są naprawdę zwinne i swobodnie nam się wymykają. Trzeba pochwalić twórców, że pozwolili nam na pełną paletę ruchów, dzięki czemu starcia są naprawdę dynamiczne. Natarcia, uniki, obrona, ataki z wyskoku walki w powietrzu, właściwie wszystko, co możemy sobie wymarzyć, pozwalają łatwiej niż poprzednich częściach kontrolować sytuację na polu walki i unikać niebezpiecznych sytuacji. Poprawiona została również współpraca z członkami drużyny, teraz potrafią jeszcze skuteczniej nas wspomagać, a w każdym razie zachowują się adekwatnie do sytuacji. Ponadto dzięki opcji zadzierzgania więzi z poszczególnymi członkami drużyny nasza skuteczność w boju znacząco rośnie, ponieważ pozwala to aktywować ich umiejętności związane z Burst Mode.

God Eater 3 recenzja ps4 #4

Z innych poprawek najbardziej widoczna jest zwiększona rola szału bojowego po pożarciu przeciwników (Burst Mode). Teraz może on osiągać kilka poziomów, a efekty jego wykorzystania bywają bardziej destrukcyjne. Rzecz jasna nasz God Arc wciąż posłuży nam do wyciągania łupów z powalonych wrogów. W tym odcinku obszary bitewne są większe i bardziej rozbudowane, ale nie zauważyłem, by miało to większy wpływ na skalę starć. Niemniej jednak podczas łowów bawiłem się świetnie, chociaż przyczepiłbym się do dwóch rzeczy: szybkiego zużywania się paska wytrzymałości podczas strzelania i mało wygodnego dostępu do przedmiotów leczących w trakcie walki. Z innych ciekawostek dodano dwa nowe rodzaje broni białej i jeden z długodystansowej (laser), a także opcję tworzenia własnych naboi. Menu konfiguracyjne naszego God Arc wciąż jest całkiem rozbudowane i pozwala na sporo modyfikacji, a ograniczeniem są tylko środki finansowe i dostępność materiałów. Mimo to tym razem spędzałem mniej czasu, grzebiąc przy broni, niż w dwóch poprzednich częściach, gdzie niemal przy każdej misji przydawały się modyfikacje, a teraz wystarczało wprowadzać zmiany przy groźniejszych przeciwnikach. Świadczy to o pewnym obniżeniu poziomu trudności, ale ja byłem zadowolony z takiego rozwiązania, pozwalało oszczędzić nieco czasu.

Ziemia, totalny rozpad. Nieustanna wieczna agonia. Rozwlekła śmierć. Planeta śmierci

Jedną z największych obietnic było dostosowanie oprawy wizualnej do możliwości współczesnej generacji konsol, co twórcom udało się połowicznie. Pod względem technicznym gra nie prezentuje się oszałamiająco lepiej niż dwie poprzednie zremasterowane części, ale sam jej styl przypadł mi do gustu. Spodobały mi się zarówno modele postaci, projekty wielkich Aragami, jak i technopunkowe, wrogie nam środowisko gry, wszystko jakby wyciągnięte z serialu anime. Na zwykłym PS4 animacja działa płynnie, a widowiskowe efekty specjalne w trakcie walki nie wywołują zauważalnych jej spadków. Od oprawy czuć ciężki, sugestywny klimat podkreślany niepokojącą muzyką z dużą ilością chórków. Owszem gracze ślepo zapatrzeni w kwestie wizualne mogą poczuć się oszukani, ale ogólnie grafika jest całkiem „przyjemna” w odbiorze i nie odbiega od kanonu, który cechuję tę serię. Zawsze miło popatrzyć jak nasi wojacy przy użyciu wielkiego oraz wywołującego ciarki w kręgosłupie oręża kładą pokotem gigantyczną bestię. Jedyną rzeczą, do której bym się naprawdę przyczepił, stanowią przydługie ekrany ładowania przed i po misji.

God Eater 3 recenzja ps4 #5

Trzeci God Eater należy do gier trudnych w ocenie, ponieważ dużo tutaj elementów, których wykonanie zależności od tego, jak bardzo jesteśmy wielbicielami serii, może zostać różnie odebrane. Osobiście uważam, że otrzymaliśmy solidną pozycję, którą każdy fan gier akcji i klimatów postapokaliptycznych powinien chociaż wypróbować, lecz niestety nie mamy tutaj do czynienia z produkcją przełomową, jakby chciało tego Bandai Namco.