Punktem wyjściowym historii jest tajemnicze zniknięcie Sammy Pack oraz teoria spiskowa krążąca po forach wczesnego internetu. Wcielamy się w skórę do bólu stereotypowego hipstera o imieniu Alex. Chłopak cierpi na wyjątkowo irytującą przypadłość, a mianowicie czuje niekontrolowaną chęć prowadzenia wewnętrznej narracji wydarzeń mających miejsce na ekranie. Pozornie przypadkowy los chciał, że nasz bohater był świadkiem paranormalnego porwania dziewczyny i pomimo początkowych obaw postanawia wyruszyć jej na pomoc. Wpierw w pojedynkę, lecz szybko staje się częścią ekipy równie stereotypowych towarzyszy i tu pojawia się pierwszy problem. Gra jest bardzo przeciętnie napisana, członkowie drużyny nie rozwijają się aż do końcowych etapów przygody, a nawet wówczas trudno w większym stopniu się nimi przejmować, czy darzyć szczerą sympatią.

YIIK: A Postmodern RPG recenzja pc #1

Humor jako obosieczny miecz

Interakcjom między postaciami brakuje uroku. Poczucie humoru niekiedy bawi, ale często też męczy, sprawia wrażenie pretensjonalnego lub mocno niepasującego do akcji. Odbierzecie je pewnie lepiej jeśli nie przeszkadzają Wam na wskroś hipsterskie klimaty - ja już po kilku godzinach miałem  mocno dość. To wszystko sprawia, że sama fabuła choć ma lekki i przyjemny ton, to nie potrafi zaszczepić w graczach motywacji do parcia naprzód. Dobrze oddano za to klimat, wystrój i styl lat 90. Dialogi niejednokrotnie odniosą się do znanych gier i popkultury tamtego okresu. Nie zabrakło również obowiązkowych automatów arcade przeżywających wówczas swój rozkwit. Jest wiarygodnie, przyjemnie i sentymentalnie, wiec jeśli tęskno Wam do tamtego okresu, to pod tym względem poczujecie się jak w domu.

Pustka zapełniona minigrami

Gra mocno inspiruje się turowymi RPG-ami z Japonii i serią Mother. Jest tutaj wiele absurdu i surrealizmu. Zamiast wybierać po prostu komendy bierzemy udział w prostych, rytmicznych minigrach. W ten oto sposób Alex walczy chociażby za pomocą winylu ulubionego zespołu. Wciśnięcie przycisku w odpowiednim momencie pozwala nam zadać więcej ataków i tym samym obrażeń. Sytuacja analogicznie prezentuje się w przypadku obrony, gdzie idealne trafienie pozwala uniknąć zagrożenia. Każdy z bohaterów cechuje się własną minigrą inspirowaną jego specjalizacją. Przyjdzie nam również wziąć udział w etapach stylizowanych na gry typu side-scroller, gdzie ich ukończenie pozwoli rozwinąć statystyki postaci. Nie brakuje też obowiązkowej mapy świata, po której podróżujemy w identyczny i nieco nieliniowy sposób, co w pierwszych odsłonach Final Fantasy lub Chrono Trigger.

YIIK: A Postmodern RPG recenzja pc #2

(Nie)treściwa przygoda

Znów jednak wspomniane minigry paradoksalnie spowalniają tempo akcji. Aspekt zręcznościowy przyjąłem początkowo z entuzjazmem, ale monotonia walk sprawiła, że taki sposób prowadzenia rozgrywki zaczął nużyć. Grze brakuje głębszego pomysłu na siebie, a te obecne w mgnieniu oka zostają wyeksploatowane. Walka z uśmiechniętymi kulami bawi tylko przez kilka pierwszych starć - potem jest równia pochyła z nielicznymi wzlotami sięgającymi poziomu co najwyżej przeciętności.  Nie uświadczycie tutaj niespotykanych wcześniej pomysłów, a odtwórczość mechanik szybko da się we znaki. Twórcy nawet jeśli starają się zaskoczyć grającego, to i tak mamy wrażenie, że szybko odkrywają przed nami większość kart i nie udaje im się utrzymać tempa zabawy.

Muzyczny retro powrót do przeszłości

Pochwalić muszę oprawę dźwiękową, bo tu znów nie dość, że idealnie wstrzelono się w ramy czasowe świata przedstawionego, to i przygotowano wyjątkowo klimatyczną ścieżkę dźwiękową w stylu retro. Wszak po części odpowiadają za nią takie sławy sceny niezależnych gier, jak Micheal Kelly (VA-11 Hall-A: Cyberpunk Bartender Action) i Toby Fox (Undertale). Trudno mi się przyczepić do tego aspektu. Bardziej boli grafika stylizowana na surowe bryły i minimalne oteksturowanie rodem z PS1, czy N64. Efekt wyszedł bardzo ubogo i zapewne odrzuci większość estetów, zwłaszcza, jak ujrzą szkaradne, poklatkowe animacje w trakcie walki. Gra jest intencjonalnie brzydka i ta sztuka wychodzi jej aż za dobrze.

YIIK: A Postmodern RPG recenzja pc #3

Główne danie dla hipsterów

YIIK: A Postmodern RPG klarownie celuje w określoną grupę osób kochających hipsteriadę i którzy w dzieciństwie zagrywali się w japońskie RPG-i. Całość stworzono z jajem i dystansem do swojego dzieła, więc świadomie na wiele rzeczy powinno się przymknąć oko. Nie zmienia to jednak faktu, że większość fundamentalnych elementów, jak wspominana wcześniej walka, wykonano ledwie poprawnie, a i tak z odczuwalnymi minusami. Tytuł potrafi bawić - nawet bardzo, bo przyznam się, że szczerze lubię tego typu produkcje utrzymane w podobnym tonie i bawiące się gęsto konwencją świadomej gry. Tutaj jednak frajda trzyma się nas przez kilka godzin, gdzie przejście całości może z kolei zająć ich nawet kilkadziesiąt. Scenariusz posiada swe przebłyski, ale cała przygoda ma problem by efektywnie zapełnić wspomniany czas i wszystko się po chwili rozmywa racząc nas archaiczną eksploracją, czy nie do końca przemyślanymi zagadkami. Pomysł fajny, ale za dużo tu przerostu formy nad treścią i ciężko to usprawiedliwić budżetowym wykonaniem. Zagrać można, ale w zasadzie nie stracicie za wiele jeśli darujecie sobie misję ratunkową Alexa i spółki.