Borderlands 2 każdy gracz na pewno kojarzy. To szalony i absurdalny przedstawiciel gatunku FPS w klimatach post-apo. Tytuł garściami czerpał z produkcji w stylu Diablo, gdzie na pierwszym miejscu stawiano intensywne mordowanie przeciwników i polowanie na coraz lepszy łup w postaci ekwipunku z losowo generowanymi statystykami. Idealna formuła pod granie ze znajomymi i to właśnie szalenie wciągająca kooperacja była jednym z najważniejszy atutów przekładających się na tak gigantyczny sukces i ilość sprzedanych kopii liczonych w ilości kilkunastu milionów egzemplarzy.  No, to teraz możecie tę cechę wyciąć, bo wersja VR została jej pozbawiona i trudno to twórcom wybaczyć.

Wirtualne problemy

Zasadniczy problem z Borderlands 2 VR polega na tym, że twórcy postanowili wycenić tego niekompletnego starocia na prawie pełną cenę, a przy tym zdecydowali się na kilka mocnych ustępstw. Przede wszystkim zapomnijcie o zawartości DLC oraz trybie multi, który nie bez powodu był dla wielu głównym trzonem zabawy całej serii. Nie pobiegacie ze znajomymi, ani nie nie natraficie na nową zawartość. Nie licząc tych mankamentów, to dalej stara i dobra Pandora widziana jednak z zupełnie innej, bliższej perspektywy, co faktycznie robi wrażenie, ale szkoda, że idzie ją doświadczyć wyłącznie w samotności. Jest to rozczarowujące zwłaszcza, że zarówno Skyrim, jak i WipeOut Omega Collection udowodniły w przeszłości, że w przypadku gier z poprzedniej generacji autorzy nie muszą iść na ciężkie kompromisy przystosowując swoje produkcje do wirtualnej rzeczywistości.

Do tego nie uniknięto paru rażących błędów, które potrafią irytować. Interfejs często wchodzi w tekstury i modele otoczenia lub w przeciwników przez co mamy zasłonięte pole widzenia. Kuleje również detekcja kolizji, a i sterowanie w pojazdach nie należy do najwygodniejszych. Nie tknięto także przerywników filmowych, które w nienaturalny sposób wybijają nas z rytmu i wyświetlane są na płaskim ekranie kinowym pozbawionym efektu 3D.Twórcy olali także potencjał tkwiący w Aim Controlerze nie przewidując dla niego wsparcia. Zamiast tego postawiono na standardowego DualShocka 4 lub dwa PS Move pozwalające strzelać z obu pukawek jednocześnie.

Czyli co, badziew? Nie

Nie zmienia to jednak faktu, że Borderlands 2 jest nadal dobrą produkcją, a wirtualna rzeczywistość dodała w paru aspektach uroku. Strzela się świetnie i moim zdaniem doznania są znacznie ciekawsze niż w zwykłej, "płaskiej" wersji gry. Sama głębia i skala obrazu połączona z komiksowym stylem grafiki serii sprawdza się po prostu świetnie i cieszy oko. Absurdalne poczucie humoru i szaleństwa bawią w dalszym ciągu. Jakieś nowości poza samym przystosowaniem gry do nowego środowiska? Świeże kwestie w samouczku, delikatnie przemodelowane drzewka umiejętności, gdzie zmieniono zdolności opracowane typowo pod kooperację. Wprowadzono też funkcję "bullet time" pozwalająca spowolnić czas. Mało? Niestety, twórcy za bardzo się nie wysilili.

Pomimo pójścia na łatwiznę to nadal ciekawa (i duża) produkcja, która potrafi dostarczyć kilkanaście godzin wciągającej rozgrywki przepełnionej brutalnym strzelaniem i polowaniem na cenne łupy  Bieganie po Pandorze jest rajcujące, a podziwianie nawet znanych krajobrazów w VR nadało im odpowiedniego powiewu świeżości, aby znów cieszyć się z ich eksploracji. Szkoda, że to również wielce zmarnowana szansa na bardzo mocny system seller dla PS VR i zamiast tego otrzymujemy tylko dobry, ale okrojony z ważnego elementu port pozbawiony jednocześnie solidnej zawartości DLC. Nie jest źle, ale mogło być zdecydowanie dużo, dużo lepiej.