Gdy hiszpańskie studio deweloperskie Nomada wypuściło pierwsze materiały ze swojej autorskiej produkcji zwanej Gris, od razu przyciągnęły one moją uwagę. Wprawdzie nie jestem wielkim miłośnikiem przygodówek eksploracyjnych, czy jak je ostatnio zwą - narracyjnych - ale motyw przewodni rozgrywki oraz z lekka, psychodeliczna oprawa wizualna naprawdę mnie ujęły. Teraz właśnie przyszedł czas sprawdzić, czy opowieść o wewnętrznych demonach bohaterki można uznać za pełnoprawną grę, czy jedynie za piękną wprawdzie, nostalgiczną, ale „tylko” interaktywną animację.

Obraz wart tysiąca słów

Jeśli mowa o fabule, to tytuł, podobnie jak kilka pokrewnych produkcji jak chociażby Podróż, nie posiada takowej w tradycyjnym rozumieniu, bowiem trakcie zabawy nie pada ani jedno słowo. Wszystko zawiera się w obrazie i wszystko jest obrazem, poetycko rzecz ujmując. Produkcję przepełnia potężna ilość, niestety czasem trudnej do zrozumienia symboliki, co stanowi miecz obosieczny, ponieważ nie każdy gracz będzie w stanie dostrzec ukryty przekaz. Osobiście byłem zadowolony mogąc dowolnie interpretować to, co się dzieje na ekranie. Ale będą osoby, którym cały ten dostępny galimatias wiele specjalnie nie powie. Brak nawet wprowadzenia i za takie musimy wziąć to, co twórcy napisali o swoim dziele. Wcielamy się w rolę Gris - wspomnianej wcześniej młodej kobiety, pogrążonej w rozpaczy. Kierujemy poczynaniami bohaterki próbując przywrócić jej wewnętrznemu światu kolory oraz nadzieję. Na przeszkodzie stanie nam jednak główny wróg – złe emocje, utrudniające na wiele rozlicznych sposobów bohaterce życie.

gris recenzja nintendo switch #1

„Więc chodź pomaluj mój świat...”

Chociaż na swój sposób interesująca, sama opowieść przeszłaby bez większego echa, gdyby nie obecność obłędnie wyglądającej oprawy audiowizualnej, zarówno na małym ekraniku jak i dużym TV. Ta bowiem stworzona przez hiszpańskiego malarza Conrada Roseta, zajmującego się również kobiecymi aktami, łącząca w sobie elementy malowane kredkami woskowymi i farbą wodną zawiera sobie niesamowity klimat. Celowe uproszczenia, abstrakcja wymieszana z surrealizmem, monumentalne budowle i potrzaskane posągi oraz żywe barwy, niosą ze sobą klimat niepokoju, lecz także pewnej nadziei. Gryząca czerwień, kojąca zieleń, ciepła żółć i inne kolory pozwalają podskórnie odczuć to, co przeżywa bohaterka, w trakcie swojej podróży. Owszem na początku niewiele się dzieje, ale odblokowując kolejne kolory malujemy jej szaro-biały świat, będąc świadkami powstawania małych dzieł sztuki niosących nam kolejne treści i wyzwania. Muzyka skomponowana przez Marco „Berlinistę” Albanę, chociaż melodyjna i spokojna, również tworzy nieziemską atmosferę, dzięki której wczuwamy się w uczucia tytułowej Gris.

gris recenzja nintendo switch #2

Jaskółki zagłady i wielkie węgorze

Zachodzi jednak pytanie, czy produkcję można zaliczyć do gier. Tak można, bowiem tytuł zawiera elementy logiczno-zręcznościowe, wprawdzie dodane trochę na odczepnego, ale spełniają swoją rolę. W sumie nic nadzwyczajnego, podobne rzeczy widzieliśmy już w w wielu przygodówkach, jak chociażby Limbo, Element4l, czy wspomniana już Podróż, czyli tu przeskoczymy jakąś przeszkodę, gdzie indziej natomiast rozwiążemy jakąś zagadkę logiczną przy użyciu zbieranych świetlików. Ponadto wykorzystamy zdobywane w trakcie gry dodatkowe umiejętności, by posunąć akcję naprzód. Pewnym urozmaiceniem bywają personifikacje złych emocji, do których jednak mam mieszane uczucia, m.in. bardzo podobały mi się przerośnięte jaskółki, ale ucieczka przed gigantycznymi węgorzami w wąskich korytarzach, kojarzy się raczej z kolonoskopią. Poziom trudności również został dobrze wyważony, więc rozgrywka ani nie nuży, ani nie irytuje, bowiem napotkane przeszkody i zagadki wymagają lekkiego pomyślunku, ale nie takiego by utknąć na dłużej. Ogólnie rzecz biorąc, jako typowa przygodówka, Gris sprawdza się dobrze, aczkolwiek nie oferuje nic nowatorskiego, czy porywającego.

gris recenzja nintendo switch #3

Największym błędem Gris są paradoksalnie zbyt wielkie oczekiwania wobec tego tytułu. Większość graczy wierzyła, że rozgrywka sama w sobie okaże się tak samo miodna, jak oprawa audiowizualna, więc mogą się nieco rozczarować. Nie oznacza to oczywiście, że produkcji coś mocno dolega, lecz nie licząc doznań estetycznych zabawa jest „zaledwie” dobra. Tym niemniej dla posiadaczy Nintendo Switch lubujących się w przygodówkach zakup gry jest z pewnością wart rozważenia.