Dwie dekady temu, PlayStation miało dwie maskotki - pomarańczowego jamraja i fioletowego smoka. Crash i Spyro w oczach niektórych prowadzili rywalizację o miano wyłącznej maskotki, w oczach ekip Naughty Dog i Insomniac Games, Crash i Spyro byli partnerami i znajomymi po fachu. Kontynuacje zawierały ukryte dema drugiej serii, a parę lat później Jamraj i Smok wymienili się światami (ale to na GBA i historia na inną okazję).

Od okropnego kaczątka to przystojnego smoka

Nie będę tutaj rozwodził się nad historią staczania się marki, której apogeum był fatalny design Spyro w serii Skylanders. Dla mnie po wsze czasy liczyć będzie się oryginalna trylogia, więc gdy wreszcie po miesiącach plotek potwierdzono nam wydanie remake'u, zacierałem ręce w oczekiwaniu bardziej niż po zapowiedzi Crasha. Zagranie na nutce nostalgii to jedno, faktyczne dostarczenie dobrych gier to coś innego.

Spyro Reignited Trilogy recenzja PS4 Pro #1

I tu na szczęście, Spyro Reignited Trilogy wypada - poza pewnymi błędami o których później - dobrze. Dostaliśmy trzy gry, które na bazie oryginału zbudowano od nowa, korzystając z najnowszych technologii. Dostosowana do dzisiejszych standardów grafika poszła w kierunku kreskówkowego designu, pozbawiając niektórych plansz wrogiego nastroju, co było widać zwłaszcza w dalszych etapach pierwszej odsłony. Ukierunkowanie wyglądu gry pod młodszego gracza widać także w niektórych przedmiotach. Gnorkowie w świecie Gnasty'ego nie strzelają do nas twardą amunicją, a różowymi błyskotkami. Ale na to da się przymknąć oko, bo nie ma to większego wpływu na samą rozgrywkę.

Retro najwyższej jakości

Spyro the Dragon już w momencie premiery 20 lat temu było prostą platformówką w trójwymiarze, w której przechodziliśmy w kilkanaście minut każdą z plansz, uwalniając smoki, zbierając kryształy i walcząc z bossem na końcu każdego świata. Sekretów większych nie uświadczymy, a całość była i jest nadal wyjątkowo prosta. Kierując fioletowym smokiem, musieliśmy uwolnić 80 smoków z kryształów, do których trafili przez działanie Gnasty Gnorca. W porównaniu do kolejnych odsłon, ta oferowała wizerunek sarkastycznego i zaczepnego Spyro. Niestety (albo stety? sami oceńcie), z tej ścieżki zrezygnowano.

Spyro Reignited Trilogy recenzja PS4 Pro #2

Spyro 2: Ripto's Rage (które znaliśmy przez lata jako Gateway to Glimmer) pokazało, że Insomniac po sukcesie poprzedniczki miało znacznie większe ambicje. Plansze, mimo że nadal niezbyt rozległe, stały się teraz mniej liniowe, oferując zadania poboczne do wykonania, wrzucając do gry także backtracking gdy Spyro uczył się nowych umiejętności. Do tego podpięto zbierane kryształy, które wreszcie - poza kolekcjonerską - miały jakąś wartość. Przez to, całość jest dłuższa o te 2-3 godziny, oczywiście gdy założymy wyciśnięcie z gry wszystkich soków. A robi się to kolejny raz z największą przyjemnością.

Zamknięcie trylogii w postaci Spyro: Year of the Dragon po części było powrotem do niektórych zasad jedynki. Zamiast smoków, zbieraliśmy smocze jaja ukradzione przez złą Królową. Pokonywanie przeciwników ponownie skutkowało wypadaniem kryształów, które - tak jak w dwójce - wydawaliśmy na ulepszenia. Insomniac zauważyło, że ten ruch odrobinę zwalnia tempo akcji i zachęca graczy do dokładniejszego eksplorowania plansz. Te, konstrukcją przypominają poprzedniczkę, ale starają się ukryć znacznie więcej sekretów. Największą zmianą w trójce są dodatkowe grywalne postaci, które stopniowo uwalniamy. Dzięki temu deweloperowi udało się uniknąć zmęczenia materiałem i wprowadzić zróżnicowanie rozgrywki.

Spyro Reignited Trilogy recenzja PS4 Pro #3

Z szacunkiem do oryginału

Toys for Bob wraz z Sanzaru (odświeżyli Year of the Dragon), pozostali wierni oryginałom i nie zmienili praktycznie nic w mechanice rozgrywki, co ma swoje plusy i minusy. Ruch kamerą przeniesiono na prawy analog, co jest domyślnym sterowaniem w praktycznie każdej grze. Z drugiej strony - w ogóle nie ruszono sterowania pod wodą, które jest wyjątkowo niewygodne. Co gorsza - w grze praktycznie nie zmienimy żadnych opcji. Nie ma szans więc na odwrócenie każdej z osi w ruchu kamerą i sterowaniu, nie zmniejszymy martwej strefy w analogach (a ta opcja by się przydała). Na szczęście, sama praca kamery uległa poprawie i nie jest tak denerwująca jak w oryginałach.

Graficznie, Spyro Reignited Trilogy wygląda niesamowicie. Oczywiście z Kratosem walczyć Spyro nie może, ale dzięki odpowiedniej stylistyce, deweloper nie musiał wrzucać ultra realistycznych tekstur. Modele bohaterów oraz postaci pobocznych wyglądają wyjątkowo dobrze. Deweloperzy mieli tutaj spore pole do popisu mając na uwadze jak oszczędny graficznie w tej kwestii był oryginał. Największą różnicę zobaczycie w przypadku smoków. W oryginale na PlayStation, było parę modeli na krzyż. Tutaj każdy smok wygląda inaczej, zachowuje się inaczej i mówi inaczej. A wszystko to, by dopasować jego wygląd do krainy w której żyje.

Spyro Reignited Trilogy recenzja PS4 Pro #4

Oczywiście to nie jedyne zmiany, które pozwolono sobie zaimplementować, ale reszta to czysta kosmetyka, najczęściej w formie puszczenia oka w kierunku gracza.

Smok mówi po... polsku?!

Większe zmiany dotknęły za to oprawy dźwiękowej. Cała ścieżka dźwiękowa została zremiksowana i nagrana na nowo. Activision jednak nie jest głuche na krytykę i po wpadce ze zignorowaniem udziału Mutato Muzika w remake'ach Crasha, do prac nad Spyro Reignited Trilogy zaproszono Stewarta Copelanda - kompozytora odpowiadającego za ścieżkę dźwiękową w oryginałach. Byłem więc spokojny o efekt jego prac. No i się nie zawiodłem. Ścieżka dźwiękowa mimo, że świeża i w wielu utworach znacząco zremiksowana, za nic nie utraciła ducha oryginału.

Dziwnie za to możecie poczuć się po odpaleniu gry. Ta otrzymała pełną lokalizację, co oznacza na pewno ukłon w stronę młodszych graczy. Pierwszy zwiastun z polskim Spyro, pozostawił mnie z grymasem zniesmaczenia. Na szczęście, w grze efekt końcowy nie jest aż taki zły. Najgorszej polskie głosy wypadają w jedynce, gdzie mamy krótkie pogadanki smoków oraz jednozdaniowe odpowiedzi Spyro. Podłożony głos często brzmi jakby stał obok gry, nie będąc jej elementem składowym. Do tego, mimo że tłumacze starali się z polską wersją jak tylko mogli, niektóre teksty wypadają niesamowicie czerstwo. Lepiej jest za to w kolejnych odsłonach, gdzie dialogów jest znacznie więcej. Tutaj da się wytrzymać z polskim głosem. A jeśli chodzi o samą jakość tłumaczenia, to poza wpadkami z opisami osiągnięć/trofeów - jest dobrze. Udało się nie zgubić humoru towarzyszącego nazwom plansz i imionom bohaterów.

Spyro Reignited Trilogy recenzja PS4 Pro #5

Minusem jest niestety brak napisów oraz wymuszenie zmiany języka gry poprzez zmianę języka w systemie konsoli. Mówiąc wprost - chcecie angielskie głosy, ustawcie menu na angielski. No i zapomnijcie o napisach - ich nie ma.

Muszę też jeszcze wspomnieć o błędach. Bo te, w większości nieobecne w Spyro the Dragon, zaczynają wychodzić w Spyro 2 i Spyro: Year of the Dragon. Im dalej w las, tym częściej oglądamy dziwne zachowanie gry, problemy z kolizją, nieodpalające się skrypty, co najczęściej występuje w trójce. Pogłoski o problemach z produkcją i braku czas na oszlifowanie gry zdają się więc mieć potwierdzenie w faktach. Miejmy nadzieję, że na aktualizacje nie będziemy musieli długo czekać.

Składanka nie tylko dla starych pryków

Nie ma co ukrywać, że głównym klientem są gracze, którzy mieli kontakt ze Spyro dwie dekady temu. Nostalgia jest mocnym uczuciem, które lubi oszukiwać. Na szczęście nie w tym przypadku. Starzy wyjadacze po odpaleniu kolekcji poczują się znowu jakby mieli te 20 lat mniej i właśnie odpalali Spyro po ośmiu godzinach ślęczenia w szkole.

Spyro Reignited Trilogy recenzja PS4 Pro #6

Jest to też idealna okazja, by pokazać przygody Spyro młodszym graczom, którzy podobnie jak my lata temu, będą mogli się zachwycić fioletowym bohaterem. W tej cenie, zakup Spyro Reignited Trilogy nie powinien podlegać dyskusji.