The World End With You wydane ponad 10 lat temu na konsolkę Nintendo DS, a później także na urządzenia z systemami iOS/Android, zawsze było w kręgu mojej uwagi, ale niestety nie było mi dane zdobyć wtedy tej gry. Tytuły biorące na tapet motyw miejskich legend zawsze były mi bliskie, więc ciągle miałem nadzieję, że w moje ręce wpadnie i TWEWY. Po zakupie Nintendo Switch pojawiła się wreszcie okazja nabycia remastera gry z podtytułem Final Remix. Po przejściu produkcji mam jednak mieszane uczucia i nie chodzi tu tylko o sprawę tego nieszczęsnego sterowania, o czym później.

Świat to trudne miejsce. Jemu nie zależy.

Wiele już napisano o świetnej fabule recenzowanej tutaj produkcji, a w każdym razie zachwytów było sporo, co nakręciło także i mnie. Owszem, w większości wszelkie ochy i achy odnośnie jej są uzasadnione, ale osobiście nie potrafię uznać całej opowieści za nie wiadomo jak oryginalną, chociaż posiadającą swój urok i trafiającą w moje klimaty. To po prostu dobra historia z ciekawymi postaciami, ale nie należy szukać w niej przebłysków geniuszu czy jakieś wyjątkowości. Z drugiej strony cześć winy mógłbym zrzucić na karb minionych 10 lat, w trakcie których poznałem wiele innych nietuzinkowych JRPG-ów. W każdym razie podobnie jak w pierwotnej edycji wcielamy się w rolę chłopaka o imieniu Neku Sakuraba, który posiada całkiem zdrowe podejście do całego świata. Obrazowo rzecz ujmując, ma go głęboko w miejscu, którego słońce swoim blaskiem nigdy nie oblewa i niczego od niego nie oczekuje. Niestety zostaje wciągnięty w tajemniczą i śmiertelnie niebezpieczną grę, rozgrywającą się na ulicach alternatywnej rzeczywistości współczesnego Tokio, gdzie w przeciągu tygodnia musi wykonać serię zadań. Jeśli zawiedzie zostanie wymazany z planu egzystencji wraz z całym światem.

The World End With You: Final Remix recenzja #1

Kłody pod nogi oprócz nieubłaganie upływającego czasu, rzucają mu przeciwnicy zwani tutaj Noise (Szum) oraz Żniwiarze (Reapers) dla których cała sytuacja stanowi pewną formę rozrywki. Szczęśliwie Neku na swojej drodze spotka kilku innych „graczy”, którzy pomogą mu stawić czoła wrogiej rzeczywistości. Ponadto protagonista posiada przydatną umiejętność – potrafi słyszeć ludzkie myśli. Szkoda jednak, że ciekawie napisany scenariusz, pomimo wielu zwrotów akcji, bardzo szybko się kończy, nawet licząc z dodatkowym epizodem, który oprócz nowej postaci niewiele wnosi do całego dramatu. Mimo wszystko bieg wydarzeń śledziłem z napięciem oraz sporym zainteresowaniem, chociaż jak już wspomniałem specjalnie odkrywcza nie jest, aczkolwiek trudno odmówić humoru oraz charakteru naszym towarzyszom.

Systemy sterowania światem – ręczny kontra zdalny

Odnośnie samej rozgrywki tutaj nic się nie zmieniło, wciąż mamy do czynienia z prostym jRPG-iem akcji zawierającym ciekawy i dość oryginalny system starć. Przeważnie śmigamy sobie po miejskich ulicach, odwiedzając dostępne lokacje, by wykonać zlecone zadania, posunąć fabułę naprzód, a przede wszystkim walcząc. Inna sprawa, że poza toczeniem bojów, nie mamy tu specjalnie wiele do roboty, ot szwendając się po okolicy wchodzimy w posiadanie nowych pinów, naklejek, zdobywamy nowe ciuszki i tym podobne, chociaż potrzebne, błahostki. Walki same w sobie są bardzo miodne, szybkie i oparte na tzw. przypinkach (pins) dającym Neku dostęp do różnorakich umiejętności, uaktywniane odpowiednim pociągnięciem/przytrzymaniem palca bądź Joya. Jest ich całkiem sporo, więc bez trudu każdy dobierze sobie zestaw odpowiadający jego stylowi gry. W razie potrzeby możemy na pomoc wezwać naszego towarzysza, bądź z przyjacielem walczyć wspólnie w trybie kooperacji, po włożeniu konsoli do docka. Szkoda tylko, że ta ostatnia możność do specjalnie rajcujących nie należy z powodów, o których piszę poniżej.

The World End With You: Final Remix recenzja #2

Chociaż pierwotnie tytuł opierać miał się o obsługę dwóch ekraników na Nintendo DS, to jednak na platformach z systemem iOS również działał doskonale, więc i Switch z jednym ekranikiem, większych problemów nie ma, przynajmniej w trybie przenośnym. Wprawdzie musiałem lekko przywyknąć do smyrania palcami, ale po pewnym czasie już nic nie przeszkadzało mi swobodnie śmigać po wszystkim, na co pozwala warstwa techniczna gry. Gorzej niestety jest, gdy gramy na telewizorze z konsolą w doku, przy pomocy Joy-Cona, chociaż osobiście, wbrew niektórym opiniom, określiłbym sterowanie bardziej jako irytujące niż tragiczne. Cóż nie każdy ma tyle samozaparcia, by walczyć z mało responsywnym kursorem, zwłaszcza podczas walki, gdy nie tak łatwo nim naznaczyć i zaatakować poruszających się wrogów i jeszcze zarządzać pinami. Widać, że do tego elementu niespecjalnie się przyłożono i to chyba z rozmysłem, bo całe sterowanie musiałoby zostać przerobione od nowa, na co nikt nie miał ochoty, ale brak opcji zabawy na „dużym ekranie” nie wchodził w grę. Z drugiej jednak strony trudno mi powiedzieć bym specjalnie cierpiał machając Joy-Conem przed telewizorem, miało to swój urok, a z czasem zaczęło nawet sprawiać mi pewną przyjemność. Mimo wszystko, kupujący TWEWY powinni raczej nastawić się na przenośną rozgrywkę traktując tryb zadokowany bardziej jako ciekawostkę, aczkolwiek warto i jego wypróbować, kto wie może akurat komuś podejdzie.

Po to mam oczy, by samodzielnie oglądać świat, nie potrzebuję pomocy innych.

Oprawa audiowizualna oprócz walk stanowi kolejny mocny punkt tytułu. Utrzymana w komiksowym stylu grafika, od której mocno bucha młodzieżowym, buntowniczym klimatem przyciąga oko. Nieważne czy bawimy się na małym, czy dużym ekranie styl wizualny utrzymuje swoją wysoką jakość zarówno podczas przerywników fabularnych jak i eksploracji, przy płynnej animacji. Spodobały mi się zwłaszcza sylwetki postaci ich miny oraz zmienne, nieco karykaturalne pozy. Planszom bitewnym również nie pożałowano detali i kolorów, więc pomimo niewielkich rozmiarów prezentują się całkiem zacnie. Interfejs gry pod postacią telefonu komórkowego również jest wygodny oraz idealnie wpasowuje się w atmosferę gry. Niestety przytrafił się jeden zgrzyt – rozpikselizowane miniaturki zdobywanych przedmiotów. Nie wiem czy to był celowy zabieg, ale sprawiają nieprzyjemne wrażenie. W sukurs grafice przychodzi niesamowita oprawa audio pełna hip-hopowych, raperskich bądź j-popowych kawałków. To była naprawdę świetna odmiana od tej przeklętej disco-polowej otoczki, z którą musimy mierzyć się na co dzień, czy często niemrawych brzmień w obecnie wydawanych japońskich produkcjach.

The World End With You: Final Remix recenzja #3

Na zakończenie przyszła pora na pewne odbrązowienie legendy jaką otoczyła się ta gra. Tak przyznaje, że grało mi się dobrze, a miejscami świetnie, oprawa graficzna zrobiła niezłe wrażenie, a walki wciągnęły to jednak nie potrafię uznać tej pozycji za kultową. Owszem czas spędzony z TWEWY, był całkiem przyjemny, lecz ostatecznie pozycja stanowi dla mnie tylko jeden z wielu interesujących jRPG-ów, który jednak mojej pamięci nie zagości zbyt długo. Tym niemniej warto, jeśli nie macie Xenoblade 2 czy najnowszej Zeldy pod ręką.