Life is Strange 2 zaczyna się niczym typowa teen drama. Starszy z rodzeństwa Sean musi się użerać z młodszym i irytującym Danielem, a największym zmartwieniem nastolatka jest nadchodząca impreza, na której będzie wymarzona dziewczyna. W ten sposób na liście priorytetów znajduje się trawka, kondomy i kasa na melanż. Nie zdradzając zbyt wiele życie ma wobec chłopaka inne plany i nasz bohater musi się dostosować. Na pierwszy plan wychodzi znany motyw drogi - stąd też nazwa pierwszego odcinka "Roads". Rodzeństwo wyrusza w podróż przez Amerykę, a wycieczka nie należy do łatwych i najprzyjemniejszych. Przygotowana historia szybko robi się dramatyczna i wyjątkowo osobista, a potrafi także złapać za serce (przynajmniej stało się tak w moim przypadku).

Life is Strange 2 recenzja ps4 #1

Na ocenianie scenariusza przyjdzie dopiero pora, gdy na rynku pojawią się kolejne rozdziały opowieści. Nadmienię jednak, że wstęp strasznie mi się spodobał i zaciekawił. Obawiałem się, że autorzy pójdą po linii najmniejszego oporu fundując bezpieczne odcinanie kuponów, ale z innym, mniej charyzmatycznym duetem niż Max i Chloe. Wątpliwości były bezzasadne. Chociaż rozgrywka jest w gruncie tym samym, co pierwsza odsłona, to jednak nowi bohaterowie świetnie wpisują się w znane uniwersum. Przede wszystkim czuć autentyczną chemię i więź między nimi. Dobrze rozpisane dialogi śledzi się z zaciekawieniem. Z kolei lekkie pióro twórców ponownie w nieinwazyjny sposób wplata odniesienia do rzeczywistej popkultury, co tylko dodaje wiarygodności światu przedstawionemu i sprawia, że łatwo uśmiechnąć się pod nosem.

Za ścieżkę dźwiękową ponownie odpowiada Jonathan Morali. Oczywiście licencjonowane utwory nie ograniczają się do twórczości Syd Matters i podobnie, jak w poprzedniku zostały dopasowane idealnie do scen mających miejsce na ekranie. W efekcie dostajemy wspaniałe kompozycje, gdzie śliczne kadry uzupełniane są przez świetne brzmienie i teksty wręcz wydawać by się mogło stworzone pod kluczowe momenty fabularne. Cudna decyzja artystyczna. Przyznaję się bez bicia, że pierwszy odcinek Life is Strange 2 w pełni mnie usatysfakcjonował pod tym względem i znów dzięki ekipie z Dontnod poszerzyłem swoje horyzonty muzyczne dodając do ulubionej playlisty Spotify kolejne utwory odkryte dzięki przygodzie Seana i Daniela.

Life is Strange 2 recenzja ps4 #2

Graficznie jest ładnie. Miejscami nawet bardzo ładnie, jeśli kamera ustawi się pod odpowiednim kątem. Widać dużą poprawę względem poprzedników. Całość nie jest już tak pastelowa i sterylna, ale dalej posiada swój unikalny styl artystyczny. Otoczenie nabrało detali, a efekty, jak gra świateł towarzyszące zachodowi słońca naprawdę mogą się podobać. Lepiej wypada też mimika twarzy postaci, ale do ideału dalej wiele pracy. Najgorzej prezentują się animacje w trakcie bardziej dynamicznych scen i momentów. Przykładowo bójki wyglądają wyjątkowo pokracznie, ale na szczęście można na to przymknąć oko.

Ponarzekać mogą przeciwnicy filmowych gier o ograniczonej swobodzie rozgrywki. Interakcja w Life is Strange 2 nie została ruszona w żaden sposób. Ponownie zwiedzamy lokacje badając elementy otoczenia, co rozszerza naszą wiedzę na temat postaci, relacji ludzi i ogólnie świata. To w zasadzie tyle. Żadnych zagadek, czy bardziej skomplikowanych sekwencji. Ot spokojny seans, gdzie więcej się ogląda niż faktycznie gra. Zapomnijcie o "pyskówkach" z Before The Storm, czy mechanice cofania czasu. Te zostały zastąpione interakcjami z młodszym bratem. Przykładowo możemy go wysłać, aby wyżebrał dla nas jedzenie lub odwrócił czyjąś uwagę itp.

Life is Strange 2 recenzja ps4 #3

Wybory? No cóż, są i autorzy znów mamią nas wizją scenariusza tkanego przez nasze decyzje. Nie spodziewam się w tym aspekcie rewolucji i całość raczej znów sprowadzi się do niezbyt inwazyjnych zmian mających raczej wpływ na relacje z postaciami. Zwłaszcza, że teraz opiekujemy się dzieckiem, które bierze z nas przykład i bacznie przygląda naszemu zachowaniu. Mimo to dylematy moralne w pierwszym epizodzie nie porażały inwencją twórczą i sprowadzały do sztampowego standardu typu "ukraść, czy nie ukraść".

W dalszym ciągu szykuje się emocjonalna wyprawa i już w niejednym momencie autentycznie współczułem rodzeństwu z powodu sytuacji, w jakiej się znaleźli. Podobnie jak bohaterowie nie mam pojęcia, gdzie ostatecznie zaprowadzi ich ta podróż. Chociaż zajawka drugiego epizodu sugeruje powrót pewnego "Kapitana", to w dalszym ciągu całość owiana jest nutką tajemnicy i nie mogę się doczekać co będzie dalej. Jeśli pokochaliście poprzednie odsłony, to zadurzycie się również w Life is Strange 2. W moim przypadku pierwszy odcinek pozostawił znacznie lepsze wrażenie niż chociażby Life is Strange: Before The Storm, którym się po prostu trochę rozczarowałem.