Valkyria Chronicles zadebiutowało okrągłe dziesięć lat temu na PlayStation 3. Oryginalne połączenie strategii turowej i czasu rzeczywistego, okraszone interesującym scenariuszem i śliczną oprawą wizualną, z miejsca zdobyło sympatię fanów zerojedynkowej japońszczyzny i nie tylko. Produkcja Segi okazała się wielkim sukcesem artystycznym, zgarniając mnóstwo branżowych nagród, a przy tym sprzedała się całkiem nieźle. Niestety, oszczędność i ogromna baza posiadaczy PSP w Japonii skłoniły wydawcę do tego, by dwie kolejne odsłony wypuścić na handhelda Sony. "Dwójka" zadebiutowała u nas pod koniec 2010 roku, z kolei trzecia część nigdy nie trafiła na Zachód. Żenująco słaby skrypt do drugiej odsłony oraz kompromisy związane z przesiadką na przenośny sprzęt, zadecydowały o tym, iż kontynuacje hitu z PS3 nie zdobyły takiego uznania i popularności jak oryginał. W połowie zeszłego roku ukazał się jeszcze dziwny spin-off pt. Valkyria Revolution, który poniósł klęskę na każdym polu, na szczęście to już przeszłość - pełnoprawna część czwarta, stworzona z myślą o konsolach stacjonarnych, pod niemal każdym względem wytrzymuje porównania do kultowej "jedynki".

Cytryna do kawy

Akcja gier z cyklu Valkyria Chronicles toczy się na fikcyjnym kontynencie Europa, pod wieloma względami przypominającym prawdziwy Stary Kontynent lat 30. ubiegłego wieku. Inna jest sytuacja geopolityczna, nie brakuje elementów fantastycznych, jednak jak na dłoni widać, że autorzy scenariusza inspirowali się tragiczną historią XX-wiecznej Europy. Ragnite to surowiec wykorzystywany w wielu dziedzinach życia - niezwykle cenny dla wojska, używany także w medycynie, staje się powodem wojny pomiędzy dwoma mocarstwami. Mamy rok 1935, a położone na Wschodzie, ekspansywne Imperium atakuje Federację Atlantycką, inicjując wielki konflikt, określany jako Druga Wojna Europejska. Siły agresora wyraźnie przeważają, spychając Federację do głębokiej defensywy. W pierwszej odsłonie śledziliśmy losy Oddziału 7, broniącego maleńkiego kraju Gallia, położonego między wojującymi stronami. Akcja "czwórki" ma miejsce mniej więcej w tym samym czasie, jednak opowiada historię żołnierzy walczących po stronie Federacji, a konkretnie dowodzonego przez młodego Claude'a Wallace'a Oddziału E, który po kilku sukcesach na polu bitwy zostaje dostrzeżony przez dowództwo. Główny bohater wraz ze swoimi żołnierzami ma pokierować kontruderzeniem pod nazwą Operacja Północny Krzyż (w oryginale - Operation Northern Cross), przenosząc konflikt na terytorium wroga. Siły zbrojne przeciwnika to jednak nie jedyne zmartwienie Oddziału E, gdyż po stronie Imperium walczy również tajemnicza Valkyria...

Aby czerpać przyjemność ze śledzenia historii, znajomość poprzednich części nie jest wymagana. "Czwórka" bardzo dobrze funkcjonuje jako samodzielny tytuł, choć osoby, które ukończyły starsze odsłony, znajdą tutaj wiele odniesień zwłaszcza do oryginału. Na polu fabularnym gra jest bardzo interesująca, poruszając przy okazji wiele trudnych kwestii, które towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Wiele ciepłych słów można napisać również o bohaterach tej historii, walczących zarówno po stronie Federacji (wspomniany Claude, blondwłosa Riley Miller, nieco wycofana Leena Schulen), jak i Imperium (Crymaria Levin czy Klaus Walz). Niestety, pozytywne wrażenie psuje niekonsekwencja scenarzystów, którzy uznali, że w konwencji anime można pokazać wszystko. W rezultacie bohaterowie nierzadko rozmawiają na tematy skrajnie infantylne zaraz po tym, jak otarli się o śmierć czy byli świadkami okrucieństw wojny. Dodajmy do tego, że niektóre postaci drugoplanowe to absolutnie sztampowe persony, wyciągnięte żywcem z przeciętnego serialu animowanego. Kilka naleciałości wprost z japońskich animacji było także w "jedynce", jednak w tamtym przypadku zmiany konwencji w poszczególnych scenach nie były aż tak odczuwalne. W związku z tym nawet fani twórczości Japończyków mogą czasami poczuć się jak ktoś, komu wrzucono cytrynę do kawy. Odniosłem przy tym wrażenie, że im dalej w las, tym mniej podobnych zgrzytów, poza tym całość w żadnym wypadku nie zbliża się do fatalnej pod tym względem części drugiej, której bliżej było do takich dzieł, jak serie Mana Khemia czy Atelier Iris.