Shenmue zadebiutowało pierwotnie w 1999 na konsoli Dreamcast i odcisnęło ogromny ślad na całej branży. SEGA przygotowała produkcję, która nie tylko robiła piorunujące wrażenie, ale była też szalenie rozbudowana i wyznaczała granice nieosiągalne dla konkurencji. Dość powiedzieć, że wiele mechanik opracowanych na potrzeby tej gry do dziś jest stosowanych we współczesnych tytułach. Shenmue było istnym kamieniem milowym, który za sprawą warstwy technicznej powodował opad szczęki i wyznaczał nowe kierunki, otwierając również furtkę dla wielu przyszłych gier wideo osadzonych w otwartym środowisku.

Shenmue I & II #1

Nie bez powodu pierwsze Shenmue było do pewnego czasu najdroższą grą w historii branży i mogło się poszczycić budżetem na poziomie około 47 milionów dolarów - liczba ta nadal potrafi robić wrażenie, a zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę inflację. Shenmue oferowało niespotykany wcześniej poziom detali i przywiązania do szczegółów. Twórcy przygotowali otwarty i tętniący życiem świat, gdzie bohaterowie niezależni mieli własny harmonogram zadań. Mieszkańcy niewielkiego japońskiego miasta Yokosuka wstawali rano i otwierali swoje stanowiska pracy, przemieszczali się, reagowali na obecność gracza, a po zmierzchu zamykali swoje sklepy i kierowali w stronę domów na zasłużony odpoczynek.

Wrażenie robił też system dynamicznego upływu czasu, zmienne warunki pogodowe i płynnie zmieniający cykl dnia oraz nocy. Sam fakt, że mogliśmy wchodzić w interakcje z ogromną ilością przedmiotów do dziś utkwił w głowie niejednego gracza. Możliwość otworzenia większości szafek, sięgnięcie po niemal każdy przedmiot znajdujący się na sklepowych półkach i korzystanie z rzeczy codziennego użytku. To wszystko sprawiało, że skala rozbudowania Shenmue wykraczała daleko poza ówczesne standardy. Warto też wspomnieć o filmowej narracji i wprowadzeniu QTE do przerywników filmowych. Dzięki temu śledzenie scenariusza nabrało niespotykanej dynamiki i gracz nie był już tylko biernym obserwatorem rozgrywanych scenek.

Shenmue I & II #2

Od tego czasu minęło 19 długich lat, więc zakończymy lakoniczną lekcję historii na tym, że remaster serii był jak najbardziej potrzebny i wskazany. Przygody Ryo pod względem fabuły to świetny azjatycki dramat utrzymany w klimatach przygodowego kina akcji o sztukach walki. Niestety, scenariusz i klimat niewielkiego japońskiego miasteczka to jedyne elementy, które zniosły dzielnie próbę czasu i nie uległy bezlitosnemu przeterminowaniu. Nowatorskie i pionierskie rozwiązania mają to do siebie, że często zostają podłapane i skopiowane. Inni twórcy chętnie korzystają ze sprawdzonych rozwiązań i na przestrzeni lat rozwijają oraz dopracowują dane pomysły.

W przypadku Shenmue jest to odczuwalne na każdym kroku. Ząb czasu nie był łaskawy. To, co niegdyś robiło wrażenie, dzisiaj jest mocno przestarzałe i irytuje. Weźmy na to wspomniany wcześniej upływ czasu. Fajnie, że występuje, ale problemem stanowi to, że wiele wydarzeń i scen aktywuje się o określonej porze, a gracz nie posiada narzędzia, aby przyspieszyć wskazówki zegara. Często musimy czekać bez celu, aby popchnąć akcję do przodu. Już samo sterowanie potrafi irytować. Ryo steruje się niczym czołgiem, a gra zdaje się reagować z opóźnieniem na nasze komendy. Takich archaizmów jest tutaj mnóstwo i niegdyś budujące wiarygodność świata gimmicki nie sprawdzają się już w swojej roli.

Shenmue I & II #3

Kolekcja Shenmue to niestety również przykład tego, w jaki sposób nie przenosić gier na inne platformy. Zapomnijcie o mocno widocznych zmianach w warstwie wizualnej. Autorzy wersji HD ograniczyli się do podbicia rozdziałki i dodania efektów Bloom. Oba zabiegi są czysto kosmetyczne i nie poprawiają za bardzo sytuacji. Produkcje są po prostu szpetne. Najbardziej straszą szkaradne tekstury przypominające kupę rozmazaną patykiem na chodniku. Daruję sobie narzekanie na grafikę, bo nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewał się wodotrysków. Elementem najbardziej bolącym jest skaszaniona warstwa techniczna i jakość nowych wersji.

Studio D3T całkowicie spieprzyło sprawę. Kolekcja naszpikowana jest koszmarnymi błędami, które powinny zostać wyłapane i połatane na etapie wczesnych testów. Lista zarzutów jest długa, ale zacznę od dźwięku, bo to on pierwszy zwróci Waszą uwagę. Niskiej jakości audio brzmi okrutnie źle i irytuje przez całą grę. Wszystkie wypowiadane dialogi w pierwszym Shenmue to niskiej jakości i mocno skompresowane pliki. W trakcie rozmów bohaterów gra trzeszczy i słychać wyraźny posłuch w wypowiedziach. Na dłuższą metę trudno przez to grać. Szczególnie, że mocny nacisk położono na filmową narrację, więc tych rozmów jest sporo. Boli też dubbing postaci. Wszelkie kwestie wypowiadane są bez jakichkolwiek emocji i nawet w sytuacjach dramatycznych potrafią brzmieć komicznie, jakby wypowiadał je syntezator mowy.

Shenmue I & II #4

Zabawę utrudniają też bardziej poważne babole. Tytuł niejednokrotnie potrafił się zwiesić. Miało to miejsce zarówno w menu głównym, jak i w trakcie rozgrywki, gdy przykładowo próbowałem odsłuchać taśmy z muzyką. Sporadycznie zdarzały się też błędy z animacją bohaterów. Parę razy przerywnik filmowy po prostu się wysypał - kamera wariowała i zatrzymywała w teksturach, a modele postaci zastygały w nienaturalnych pozach. Uwierzcie, że to tylko wierzchołek góry lodowej i im dalej tym gorzej. Autentyczny koszmar potęgujący i tak postępującą z każdą godziną irytację.

Sięgając po Shenmue I & II musicie się przygotować na tonę męczących archaizmów i koszmarnie wykonaną kolekcję, która odpycha na niemal każdym kroku. Powrót do tych produkcji sam w sobie nie należy do miłych doświadczeń. Dodając do tego zwaloną konwersję i masę uprzykrzających życie błędów maluje się obraz tytułu, który trudno mi polecić nawet wiernym fanom. Jeśli już koniecznie chcecie ponownie spotkać się z Ryo, to poczekajcie chociaż na solidną aktualizację.

Grę do recenzji dostarczyła nam Cenega.