SKLEP
Tomek Alicki 06.07.2018
Recenzja: Call of Duty: WW2 (PS4) - United Front DLC
715V

Recenzja: Call of Duty: WW2 (PS4) - United Front DLC

Nadeszło „United Front”, trzecie DLC do Call of Duty: WW2 – więcej rozrywki dla graczy, którzy zdobywają kolejne prestiże w oczekiwaniu na Black Ops 4, i dobry pretekst do powrotu dla tych wyczekujących następnego CoD-a przy innych grach.

Wreszcie dostaliśmy dodatek przełamujący stereotypy, o jakich piszemy przy okazji każdej kolejnej recenzji nowych map. Zawsze znajdzie się ta najlepsza, sprawiająca mnóstwo przyjemności, ta mniej udana i ta najgorsza, na której widok zaczynacie wychodzić z lobby. Każde DLC miało swój Gustav Cannon. Aż do teraz…

Wedle obranej lata temu strategii, DLC „United Front” zawiera trzy mapy do trybu wieloosobowego, nową wojnę oraz jeden scenariusz do trybu Zombie. Pierwsza z lokacji mająca urozmaicić rozrywkę polującym na głowy przeciwników weteranom to Market Garden. Umiejscowiona na terytorium Holandii mapa będzie gratką dla miłośników SMG. Większość akcji dzieje się w środku potężnej rezydencji ze spawnami po dwóch stronach posesji. Walka odbywa się tu przede wszystkim na bliskim dystansie, pełno jest ciasnych pomieszczeń – idealne miejsce do nabijania prestiży na PPSH czy MP40.

Druga mapa to klasyczny klimat, bez którego gra osadzona w czasach drugiej wojny światowej nie mogłaby się obyć, czyli Monte Cassino. Mała zrujnowana wioska w cieniu górskiego klasztoru sprawdza się wyśmienicie jako uniwersalna mapa dla różnego rodzaju graczy – trzy linie, większa przestrzeń na środku z kilkoma head glitchami i mały punkt B dominacji wystawiony na ostrzał ze wszystkich stron świata. Mapa nie tylko wygląda dobrze, ale została również bardzo zgrabnie zaprojektowana, dając graczom możliwość chodzenia po dachach niektórych domów i walki o bardziej nietypowe kluczowe pozycje.

Na koniec Sledgehammer Games poczęstowało swoich fanów kolejną wyczekiwaną lokacją. Trzecia mapa DLC „United Front” to Stalingrad, który już pierwszego dnia wkupił się w serca wielu weteranów. Położona w dzielnicy przemysłowej plansza jest bowiem klasycznym przykładem projektowania w stylu Call of Duty. Większość mapy stanowi środkowa szeroka linia, gdzie wychylać mogą się wyłącznie pewni snajperzy albo gracze dobrze posługujący się LKM-ami. Po jej dwóch stronach stworzono wąskie flanki, dzięki którym można uniknąć ostrzału snajperów i niepostrzeżenie zajść ich od tyłu.

Ostatnim dodatkiem do klasycznego trybu wieloosobowego jest doświadczenie, które znajdziemy wyłącznie w Call of Duty: WW2 – wojna. Nowa operacja nosi nazwę Supercharge i przenosi nas prosto do gorącej Tunezji. Schemat całego trybu pozostaje ten sam, chociaż cele delikatnie się zmieniły. Teraz wojna nie trwa już aż tak krótko jak chociażby ostatnia operacja Husky, celów do zajęcia jest znacznie więcej, a całość wreszcie zaczyna sprawiać wrażenie faktycznej walki. Do tego strzałem w dziesiątkę było odejście od tego mrocznego klimatu poprzednich map i urozmaicenie nieco krajobrazu, jaki do tej pory mogliśmy oglądać w tych trybach. Operacja Supercharge działa i wygląda świetnie.

Nie zabrakło również nowej zawartości dla fanów PvE w Call of Duty. Scenariusz do trybu Zombie nazywa się Ciernisty szlak i, podobnie jak w przypadku powyższych map, pod wieloma względami stanowi zupełnie nowe, świeże doświadczenie. W przeciwieństwie do poprzednich scenariuszy, gdzie zostaliśmy wrzucani na dużą mapę pełną zagadek, ukrytych elementów fabuły i celów, Ciernisty szlak został podzielony na trzy mniejsze rozdziały. Każdy z nich ma swojego bossa, dziesięć fal do przeżycia oraz zadania do wykonania. Dla bardziej casualowych fanów trybu Zombie takich jak ja było to doświadczenie zdecydowanie prostsze. Zadanie było jasne, wiedziałem, kiedy nastąpi punkt kulminacyjny, a przechodzenie kolejnych rozdziałów dawało jakieś poczucie spełnienia.

Ze względu na ograniczoną liczbę fal akcja przyspiesza tutaj zdecydowanie szybciej, wymaga skupienia już od pierwszych minut, a zanim zdążymy się obejrzeć, zaleje nas fala większa niż te, do których przyzwyczaiły poprzednie scenariusze. Ułatwiono także system zdobywania doświadczenia, pozwalając naszej postaci wbijać poziomy i dostawać kolejne wzmocnienia, oraz kupowanie broni. Teraz możemy jedynie podejść w odpowiednie miejsce, żeby dostać losową broń konkretnego rodzaju. Upraszcza to kwestię zdobywania amunicji, ale odbiera element strategii związany z naszym ekwipunkiem.

„United Front” to zdecydowanie najlepsze DLC do Call of Duty: WW2. Wreszcie dostaliśmy równy, konsekwentny dodatek, który oferuje świetne doświadczenie dla różnego rodzaju graczy. Fani klasycznych trybów Zombie mogą być zawiedzeni obranym przez Sledgehammer kierunkiem, ale różnorodność scenariusza powinna zostać doceniona.

Kod na dodatek do recenzji dostarczyło Activision.

Tagi: activision Call of Duty: WW2 playstation 4 recenzja Sledgehammer Games

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Mapy do multiplayera
  • + Przystępny scenariusz do zombie
  • + Klimat nowej wojny
  • - Weterani trybu Zombie mogą być zawiedzeni
Tomek Alicki
Tomek Alicki „United Front” to pierwsze DLC naprawdę warte zakupu. Różnorodne mapy, ich klimat oraz zaprojektowanie gwarantują rozrywkę zarówno dla wytrawnych snajperów, jak i miłośników walki na bliski dystans.
Oceń recenzję
+ 0 -

Miesięcznik PSX Extreme